Miesięcznik #4: Kwiecień


Cześć i czołem,

Kwiecień minął piorunem. Uwielbiam ten moment, kiedy z leżącego w gawrze niedźwiedzia, twardo śpiącego zimowym snem, przepoczwarzam się w motyla i odlatuję, by cieszyć się życiem w świecie zewnętrznym. (Niedźwiedź w motyla… zaiste, chyba mi się oczyszczanie już rzuciło na mózg. Ale o tym następnym razem.)

Mój wiosenny tryb działania zakłada o wiele więcej wychodzenia z domu. Tak, jak wcześniej uwielbiałam robić jogę w domu, tak teraz biegam na zajęcia. Rozglądam się też, gdzie by tu jeszcze można było powyginać śmiało ciało poza jogą. Rozpiera mnie świetny humor i energia, w takim stopniu, jak mało kiedy. Nic dziwnego, kumulowałam ją przez całą zimę. No i jem o wiele zdrowiej, niż rok temu. Jesteś tym, co jesz, chyba często tak do końca do nas nie dociera, co to znaczy.

Myślałam o tym, żeby rzucić piwo, ale na myśleniu się skończyło. Choć też bez przesady, bo byłam raptem na jednej imprezie. I nie będę posypywać sobie głowy popiołem, bo były to urodziny mojego lubego. Co z tego, że na koniec zawojowałam cały parkiet w jakimś dziwnym nowym łódzkim klubie przy najgorszych możliwych jazgotach z głośnika. Za to nie ustaję w zadowoleniu z powodu odstawienia na dobre kawy. W kwietniu wypiłam dokładnie dwie kawy. Obie spowodowały w mojej głowie istne pomieszanie z poplątaniem. Szczerze, czy naprawdę to jest takie zajebiste?

Zostałam wielką miłośniczką yerbuni, która klepie zupełnie inaczej, poprawia nastrój, pozwala się skupić, nie wyrywa z kapci, a zamiast tego powoli wjeżdża i powoli zjeżdża nie pozostawiając znanej z kawowego haju zamuły. Polubiłam nawet jej sianowaty smak. W końcu kawa to też nie są jakieś pyszności, szczególnie czarna z fusami bez cukru i mleka :] Przy okazji okazało się, że praktycznie przestałam pić krowie mleko, które dodawałam tylko do kawy. Mam wrażenie, że to też jest dobra wieść. Ostatnio kilka razy robiłam mleko roślinne z orzechów. Czy wiesz, że takie mleko zawiera tyle samo wapnia co mleko zwierzęce, a dużo łatwiej się trawi?

Gdzieś w okolicach połowy kwietnia nagle uznałam, że nadszedł czas na nowe zmiany i w dramatycznym tonie oznajmiłam wszem i wobec, że pragnę położyć kres mojemu ciągłemu przesiadywaniu na fejsie. Ustawiłam sobie w bardzo poręcznym pluginie StayFocusd ograniczenie czasu do 10 minut fejsa dziennie i cześć. Prowadzę regularne zapiski, które pozwolą mi na dłuższą metę zbadać, czy tego typu posunięcia to zbędne miotanie się, czy może sposób na długotrwałą i pozytywną zmianę. Pierwsze wrażenia są takie, że jest jakby więcej dnia w dniu. Poza tym nie do wiary, ile można zrobić w dziesięć minut, jak się człowiek postara :)

O czym pisałam na blogu?

Poświęciłam trochę uwagi rozliczeniu z przeszłością i spod moich palców jedna po drugiej zaczęły wyskakiwać notki refleksyjno-filozoficzne na tematy związane z miłością własną, trudnymi związkami, wybaczaniem i uczeniem się na błędach. Jak również o odchodzeniu krok po kroku od destrukcyjnego stylu życia. Pisanie o tym było dla mnie uwalniające, a dla Was sądząc po komentarzach, również ciekawe do czytania:)
Zobacz:
Slow-life kontra reszta świata
Czego uczą nas byłe związki?
Jak szybko znaleźć prawdziwą miłość?

Poruszyłam też kilka razy temat działania w zgodzie z własnym ciałem i uważności wobec niego, co uświadomiło mi, jak niski mamy przeważnie poziom świadomości ciała i jak bardzo chcemy tłumaczyć sobie wszystko potęgą umysłu. Mam zamiar drążyć ten temat, tak, żebyśmy się do końca zrozumieli, ponieważ praca z ciałem to jedna z tych rzeczy, które miały ogromny wpływ na wszystkie pozytywne zmiany w moim życiu, bardziej niż cały ten modny szeroko pojęty coaching, samorozwój i wszystko, co dotyczy pracy z umysłem.
Zobacz:
Czy mieszkasz w swoim ciele?
Intuicja to mądra bestia
Dlaczego nie jestem fit?

Na deser Instagram:

kwieciennaturaTo kwitnące drzewko umiliło mój nastrój w pewien zupełnie zwyczajny dzień. Po prawej pamiątka z podróży, czyli zachód słońca na trasie S8.
ksiazki“Zamień chemię na jedzenie” – pasjonująca lektura obowiązkowa dla każdego zainteresowanego świadomym życiem. Wyszło na to, że wciąż niezdrowo się odżywiam.
“NIE”, choć może nie należy do moich ulubionych czasopism, bo cały czas piszą o tym samym, tym razem napisało o czymś, o czym zdecydowanie powinno się pisać częściej. Konopie leczą. Temat rzeka.
Carl Sagan “Kontakt”, niełatwo się to czytało, dawałam kilka szans, ale porzuciłam na pastwę losu. Chyba kiedyś widziałam ten film. Będzie musiał mi wystarczyć.
Remigiusz Piotrowski “Ślepy Maks”, historia łódzkiego gangstera. To znów czytało się lekko i jeśli ktoś kocha Łódź i interesuje go historia tego miasta i jego lokalny folklor, to gorąco polecam :)
kwiecienselfiePortret nr 1 i nr 2, czyli co robię po pracy i w pracy :)
lunkaLunka – te dwa zdjęcia nie zostały zrobione jednego dnia, ona po prostu cały czas chce się ze mną bawić. Ten pies bawi się 24 godziny na dobę z przerwami na spanie.
jesciuStół wielkanocny, na którym znalazły się dania mięsne i wege :)
Podobnie jak na pierwszym tegorocznym grillu.
Na patelni z kolei znalazła się Polska.
A w torbie czystek. Pijemy już od kilku tygodni. Na razie na pewno mogę powiedzieć, że mi smakuje.

Maj będzie intensywny. Czekają mnie same podróże, jedne trochę bliższe, inne dalsze (jaram się!). Poza tym przechodzę właśnie owocowo-warzywne oczyszczanie, takie już bez ściemy, o którym też szeroko się rozpiszę i to już jutro.

Do zobaczenia!

PS. Jeśli masz ochotę, polub mój słoneczny fanpage!

3 Comments

  1. Avatar
    May 5, 2015
    Reply

    A ja sobie bez kawy (takiej prawdziwej, ze świeżo mielonych ziaren) życia nie wyobrażam. Teraz, kiedy jestem w ciąży piję ją jednak bardzo rzadko, żeby Młodego nie faszerować kofeiną i tęsknię za nią ogromnie! Podobnie zresztą jak za piwem ;)

  2. Jaki to był efekt, kiedy napiłaś się kawy po przerwie?

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *