Miesięcznik #1: Styczeń w pigułce


Miesięcznik jest nowym cyklem, dzięki któremu dowiecie się w skrócie, co działo się u mnie w ciągu całego ubiegłego miesiąca. Będzie też przegląd zdjęć, w tym mojego Instagramu, i przypomnienie najważniejszych tekstów, tak, by na pewno niczego nie przegapić.

Nowy Rok zaczął się od sprawienia blogowi nowego wyglądu. Wiem, że jest fajny, mnie też się podoba. Szablon jest gotowy, ze sklepu z szablonami, ale wszystkie szczegóły dumnie poustawiałam sama. Jak na kogoś, kto kompletnie nie czai php, css, wordpressa i całej tej czarnej magii, to jestem mistrzem. Nawet lubię takie kombinowanie metodą prób i błędów. W alternatywnym wszechświecie zostałam informatykiem.

Początek stycznia upłynął mi pod znakiem… dentysty. Kilka lat zajęło mi przezwyciężenie strachu i traumy po poprzedniej ekstrakcji zęba, na podstawie której można by nakręcić krwisty horror klasy B. Więcej zębów nie planuję wyrywać. Raczej naprawiać. Niech mój przypadek będzie nauczką dla tych, którzy, jak ja kiedyś, hodują sobie latami jakieś dziury, ropienie i inne spróchniałe kikuty w jamie gębowej. Róbcie te zęby, póki je macie! Lata szybko lecą i lada moment obudzisz się jako bezzębny czterdziestolatek.

Zaopatrzyłam się też w nowy obiektyw – Canon EF-S 10-18mm f/4.5-5.6 IS STM (cóż za długa i wyczerpująca nazwa). Uwielbiam go za bardzo szeroki kąt widzenia i świetną jakość zdjęć, które powstają dzięki temu szkiełku nawet przy użyciu najprostszego modelu body.

Zima mija nam litościwie bez mrozu i śniegu. Trzyma pewnie te atrakcje na drugą połowę marca. Dopiero ostatnio coś tam niemrawo spadło. Ja nie narzekam, bo nie znoszę siarczystych mrozów, nie lubię wtedy w ogóle wychodzić z domu i kiszę się w czterech ścianach. A tutaj lajcik. Kiedy tylko mieliśmy ochotę, zaraz szliśmy się przewietrzyć do parku.
blogpark

Kiedy nie spacerowaliśmy – spędzaliśmy wolny czas głównie w domowych pieleszach. Wojna sprzątał i ogarniał sytuację, ja się wylegiwałam ;)

domeczstyczen

W połowie stycznia spędziliśmy dwa dni w Krakowie w podróży służbowej. Tym razem nawet nie zajrzeliśmy do centrum miasta, za to woleliśmy zejść pod ziemię podziwiać kopalnię w Wieliczce. Przy okazji okazało się, że aparat z nowym obiektywem dobrze sobie radzi nawet w tak mrocznych okolicznościach przyrody.
blogwieliczka

Na moim instagramie zaroiło się od nowych zdjęć. Chyba będę częściej go aktualizować. To najlepsza dokumentacja mojej codzienności – trochę pracy i wyjazdów, zima w mieście, kontakt z naturą, dużo dobrego, soczystego życia pełnego smaku. Zapraszam po inspiracje.
instastyczen

I na koniec – cztery najpoczytniejsze teksty stycznia:
O tym, jak od samego rana zapewnić sobie dobry humor
O sztuce prostoty i mądrego minimalizmu
O tym, jak mieć idealnego faceta i czy musimy tak kwękać?
O powitaniach słońca i skąd wziął się tytuł bloga

Namaste, kochani!

5 Comments

  1. Avatar
    February 1, 2015
    Reply

    Oj, co do dentysty chyba strachu mi się pokonać nie uda. Jak już mnie sytuacja zmusza to idę, ale tak bez potrzebny mowy nie ma.

    • Avatar
      February 2, 2015
      Reply

      Znam to z autopsji! Dobry dentysta to skarb, sprawia, że ten strach znika, za to mogą pojawić się dylematy finansowe :p

  2. Avatar
    grafitowy
    February 2, 2015
    Reply

    Psiunia w kocu wygląda na przygotowaną do zimy;) Szkoda, że dzisiaj już poniedziałek! Jak ja jej zazdroszczę.

    • Avatar
      February 2, 2015
      Reply

      Psiunia ma na imię Luna i jest zawsze gotowa na wszystko:) Na zimę też:) Dobry news jest taki, że poniedziałek już się kończy;)

  3. Avatar
    February 2, 2015
    Reply

    Zdjęcia z Wieliczki wyglądają super! A co do instagrama to cały czas sobie obiecuję, że będę częściej robić zdjęcia – przecież idea foto dziennika jest taka fajna :)

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *