Medytacja przy zmywaniu. Po co nam uważność?


Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego czasem jest to takie przyjemne i uspokajające, kiedy:

  • przez pewien czas uprawiamy jakiś sport, który wymaga totalnego pochłonięcia, na przykład praktykujemy jogę, pływamy lub biegamy,
  • majstrujemy przy sklejaniu modeli samolotów, dłubaniu pod maską samochodu czy we wnętrzu wzmacniacza audio, albo przy jakiejś innej majsterkowej robocie,
  • wykonujemy jakieś robótki ręczne, DIY, szydełkujemy, robimy na drutach, wyklejamy scrapbooking, quilling czy inne wynalazki wymagające skupienia,
  • wpatrujemy się w ogień, morskie fale, rybki w akwarium albo inny równie miły i wkręcający widok?

Wszystkie te zajęcia mają jedną cechę wspólną.

Medytacja – to słowo dla kogoś nie w temacie oznacza przeważnie siedzenie z zamkniętymi oczami przez całe godziny, czyli coś, na co przeciętny obywatel świata Zachodu kategorycznie nie ma czasu. Trudno zresztą się dziwić, bo nie da się jednocześnie spełniać swoich marzeń, łapać życia za ogon i siedzieć na podłodze z zamkniętymi oczami. Coś za coś.

Mieszkaniec świata cywilizowanego ma raczej wbite do głowy, że multizadaniowość jest na topie i że świat ten można zawojować tylko robiąc sto rzeczy naraz i myśląc o wszystkim naraz, bo inaczej ci, co będą biegli szybciej, wygrają ten wyścig, a dla niego nie zostaną nawet nędzne ochłapy. A tak dłubać to se można – chyba palcem w nosie na bezrobociu.

Tymczasem element medytacji może być ukryty we wszystkim, co robimy. Wręcz powinien. A jest nim stan, w którym robimy tylko to, co robimy, nie zaprzątając sobie głowy niczym innym, i jesteśmy tego świadomi.

Będąc stuprocentowo obecnym, w końcu mamy okazję poczuć, że żyjemy. Że naprawdę istniejemy. Powraca nasz naturalny stan szczęśliwości, który jest nam dany od urodzenia, tak po prostu. Życie staje się fajne, stabilne i klarowne, nawet jeśli akurat nie podbijamy świata, tylko kroimy marchewkę.

Niektórzy do czucia, że żyją, potrzebują skoku na bungee, ale to działa podobnie. Skacząc na bungee, nie planujesz w myślach obiadów na przyszły tydzień, tylko jesteś cały swoim własnym doświadczeniem, nic poza nim nie istnieje. Tu tkwi haczyk.

Sztuką jest zrobić tak, żeby nie istniało nic poza krojeniem marchewki, bo przecież marchewka nie jest żadną atrakcją, a ponadto to idealna chwila, żeby porozmyślać o ostatnim obejrzanym filmie. W efekcie nie jesteś ani tu, ani tam, nie ma cię nigdzie, marchewka niby pokrojona, ale te kilka minut życia uleciało, a ty ich nie doświadczyłeś.

Tymczasem okazuje się, że im uważniej przeżywasz życie, im bardziej jesteś w nie zagłębiony, tym się lepiej żyje – spokojniej, szczęśliwiej, mniej nerwowo, mniej frustrująco. Pewnie to dlatego, że to jest w ogóle jedyny sposób, żeby tak naprawdę przeżywać życie. Jeżeli cały czas jesteśmy zagłębieni w myślach, co by było gdyby, albo jak to było fajnie kiedyś, albo jak to będzie fajnie, kiedy coś tam się wydarzy, to nie mamy jak przeżywać życia, ono płynie obok i tyle. Bo życie składa się tak naprawdę z tej marchewki do pokrojenia i z drzew szumiących w parku, a nie z wyobrażeń tego, czego nie ma, i z bujania w obłokach.

Myślisz, że kiedy pies, będący ucieleśnioną radością, biegnie po patyk, to on wtedy rozważa zawiłości fizyki kwantowej? On po prostu jest, i zobacz jaki jest szczęśliwy. Taki głupi pies, a taki mądry. Jesteśmy inteligentni że wow, będziemy podbijać kosmos, a tu pierwszy z brzegu jamnik potrafi coś, czego my nie potrafimy: po prostu BYĆ. I ze zrozumiałych przyczyn się tym cieszy.

Niektórzy, żeby ich życie nie rozleciało się na kawałki, muszą robić rzeczy szybko. Czasem wymaga to precyzyjnej organizacji czasu, np. kiedy masz małe dzieci. Ale to nie przeszkadza. Z moich obserwacji znajomych wynika, że dzieci wręcz przywołują cię do tu i teraz, do stanu uważności, bo z nimi nie masz czasu na rozmyślania o niebieskich migdałach. Bardziej celebruje się też każdy moment odpoczynku. To wszystko jeszcze przede mną, ale nic jak dotąd nie słyszałam o tym, żeby rodziców tyczyły się jakieś inne prawa rządzące wszechświatem, niż ludzi bezdzietnych. Mam nadzieję, że się nie zdziwię some day.

Chodzi zasadniczo o to, żeby temu, co robisz, w pełni się oddawać. Żeby robić dokładnie to, co robisz, i nic innego. To bardzo przyjemne i wbrew pozorom w ogóle nie nudne. Za to bywa wyzwaniem. Mózg, przyzwyczajony do ciągłego międlenia różnych myśli, zaraz podsyła kolejne, na przykład błyskotliwe refleksje na temat tego, co powiesz na piątkowym ważnym spotkaniu. Oczywiście w piątek powiesz zupełnie co innego, ale to wystarczy, już jesteś nieobecny, zagłębiasz się w tym i cię nie ma.

Albo nagle dostajesz wenę twórczą i nie możesz się doczekać, jak skończysz, bo masz miażdżące pomysły. Z doświadczenia podpowiem, że warto wtedy albo rzucić to, co robisz i iść tworzyć, albo jednak odsunąć wenę i oddać się wykonywanej czynności, bo kiedy wreszcie skończysz i usiądziesz nad kartką, okaże się, że całe twoje wielkie myślenie poszło na marne, bo wszystkie mądrości już zdążyły ulecieć w niebyt. Wraz z kawałkiem życia, kiedy znów cię nie było.

Dlatego zrób sobie ćwiczenie i następnym razem przy zmywaniu po prostu zmywaj i skup się na płynącej wodzie, pieniącym się mydle i najpierw brudnych, a później lśniących czystością talerzach – o dziwo sprzątanie potrafi być relaksujące, gdy się na nim skupiamy.

Na spacerze po prostu idź i patrz. Więcej dostrzeżesz. Świat wokół sam z siebie jest fajny do bycia i nie potrzeba zbyt wiele, żeby dawał radość. Wiedzą o tym już małe dzieci. Szczególnie one.

I jak najczęściej uprawiaj sporty, biegaj, rób jogę, majsterkuj, szydełkuj, maluj mandale, układaj domki z kart, wchodź w stan flow i rób to, co tam lubisz, co wymaga całkowitego poświęcenia uwagi. Tak dla treningu, dla wyrobienia sobie takiego nawyku. Bo czasem jest tę uwagę bardzo trudno poświęcić, a od tego zależeć może twoja życiowa równowaga i dobrostan.

Kiedy wzburzone morze myśli nareszcie się uspokoi, to może się zdarzyć, że zobaczysz jak na dłoni to, czego wcześniej nie było widać, bo myśli zasłaniały. W tej spokojnej wodzie cichego umysłu, pogrążonego w byciu, jest wszystko: szczęście, spokój ducha, poczucie spełnienia, a jeszcze na dodatek wszystkie problemy stają się jakby mniej straszne i łatwiejsze do rozwiązania.

Przy okazji masz niepowtarzalną okazję przeżywać swoje życie. Dzień po dniu, minuta po minucie – czerpać z niego całymi garściami. Nie tylko wtedy, kiedy skaczesz na bungee.

Spróbuj, a polubisz :)

medytacja

20 Comments

  1. Avatar
    August 26, 2015
    Reply

    Piękny i mądry tekst. I właśnie dlatego nie lubię Cię komentować, bo tu juz nic nie ma do dodania.

    • Avatar
      September 1, 2015
      Reply

      E tam nie lubisz mnie komentować… nic mi na ten temat nie wiadomo:)

  2. Avatar
    August 26, 2015
    Reply

    W dzisiejszych czasach skupienie się na jednej czynności jest trudne, bo dookoła kusi nas masa rozmaitych rozpraszaczy. Całe jednak szczęście, że da sie z tym walczyć. Sztukę wyciszania myśli i skupiania się na tym, co jest tu i teraz, da się opanowac. Trening czyni mistrza.

  3. Avatar
    Żaneta
    August 26, 2015
    Reply

    Oczywiście ,ze spróbuje , już nawet wiem jak smakuje takie uczucie medytacji ,dziękuje za ten wpis, był mi bardzo potrzebny i bede do niego wracać :-)

  4. Avatar
    August 27, 2015
    Reply

    Paradoksalnie to, czy powiesz coś błyskotliwego na ważnym, piątkowym spotkaniu zależy głównie od tego… czy będziesz wtedy w pełni obecny. Bo nawet jeśli wcześniej przygotujesz sobie fantastyczny scenariusz, to stres i gonitwa myśli, mogą pokrzyżować ci plany :)

    • Avatar
      September 1, 2015
      Reply

      Dobre, celne spostrzeżenie:) (i dobry mój refleks w odpowiadaniu na komentarze. Ale lepiej późno, niż później:))

  5. Avatar
    August 27, 2015
    Reply

    Bardzo mądry post. Ja często mam gonitwę myśli ale znalazłam sposób na ich ujarzmienie- sport a głownie jazda na rowerze :)

  6. Avatar
    August 27, 2015
    Reply

    Ludzie czasem pędzą nie wiadomo dokąd, nie zauważają niczego i męczą się swoimi myślami, a czasmi trzeba się po prostu zatrzymać. :)

  7. Avatar
    August 27, 2015
    Reply

    Medytację czyli skupienie przeżywam pzy prasowaniu. Skupiam się na tym co robię. Wyłaczam słuch. W środku dnia, kiedy najczęściej prasuję, dookoła panuje cisza. Nawet na ulicy. To jest oczyszczające doznanie. Mam też kilka innych medytacyjnych czynności, ale trudno je wykonac w domu. Taki zywioł. :)

    • Avatar
      September 1, 2015
      Reply

      Wow! Ja nie prasuję praktycznie wcale, być może mnie coś omija :D

  8. Avatar
    August 27, 2015
    Reply

    Ostatnio coraz bardziej ciekawi mnie ten temat, więc dzieki za porządną dawkę informacji :)

  9. Avatar
    August 28, 2015
    Reply

    Z uważnością zaczynamy się zaprzyjaźniać, także tekst inspiracyjnie wpasował się idealnie. Czekam na kolejną porcję! :)

  10. Avatar
    August 28, 2015
    Reply

    “Na spacerze po prostu idź i patrz. Więcej dostrzeżesz. ” – bardzo trafne słowa. Warto się czasem zatrzymać i skupić tylko na tej jednej, jedynej czynności ;)

  11. Avatar
    August 28, 2015
    Reply

    Ja uwielbiam odpoczywać przy pracy z DIY. Dla mnie np. wycinanie jakichś rzeczy z papieru przynosi wiele relaksu i spokoju. Lubię też np. robić koraliki, chociaż nie zawsze mi to najlepiej wychodzić. No i oczywiście rysowanie/zabawa z grafiką też uspokaja mój umysł. Wyrzucam z siebie wszystko, co siedzi mi w głowie. Czasem głowę mam przeciążoną od pomysłów :D

    • Avatar
      September 1, 2015
      Reply

      Super! No dokładnie:)

  12. Avatar
    September 1, 2015
    Reply

    Świetny tekst. Genialny. Prosto, ale konkretnie. Smutne jest to, że tracimy w ciągu życia tą umiejętność bycia uważnym. Chociaż nie wszyscy! Znam ludzi niepoprawnie skupionych na ‘tu i teraz’. Czasem nie zaplanują czegoś, powinie im się noga. Ale są szczęśliwi. Otrzepują się z porażki i idą dalej. Jeden z tych przykładów jest mi bardzo bliski :)
    Chwyciłaś mnie tym zdaniem, że element medytacji może być obecny we wszystkim co robimy! :)

    • Avatar
      September 1, 2015
      Reply

      Cieszy mnie, że Ci się tak podoba:) I ja znam takich ludzi, choć życie tu i teraz nie zawsze oznacza uważność, czasem oznacza tylko brak życiowego ogarnięcia. Wiem po dawnej sobie. Ale to już inna historia:)

  13. Avatar
    September 5, 2015
    Reply

    Nie wiedziałam jak się do medytacji zabrać (a przymierzałam się od jakiegoś czasu) i jak to się “wykonuje”. Teraz wiem, że “wykorzystam” do tego akwarium :)

  14. Avatar
    October 8, 2015
    Reply

    Bardzo mi to wszystko bliskie. Właśnie dzięki uważności polubiłam zmywanie.

  15. Avatar
    October 8, 2015
    Reply

    Uważność to jedna z moich ulubionych metod terapeutycznych. Co prawda nie przy krojeniu marchewki, ale przy powrotach z pracy kolejką. Siedzę i patrzę. A jest jesień i za oknem przemijają kolorowe obrazy,

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *