Łódź Festiwalowa #3: Light Move Festival


Łódzki Festiwal Świateł to taki festiwal, na który w zasadzie nie trzeba iść, bo późniejsze relacje w internecie nie pozostawiają żadnych niedopowiedzeń. A jednocześnie nie powstrzymuje to nikogo od pójścia, i właściwie nie wiadomo, dla kogo są te relacje, skoro wszyscy łodzianie bez wyjątku widzieli to na żywo. Może dla mieszkańców innych miast, którzy takiego fajnego festiwalu nie mają, więc jeśli przypadkiem ktoś taki tu się zaplątał – serdecznie zapraszam :)

Moje tegoroczne wrażenie z festiwalu było jednoznaczne: żyjemy w epoce science fiction. Jesteśmy żywcem sprowadzeni z jakiegoś cyberpunkowego thrillera. Event na dziesiątki tysięcy ludzi, twarz przy twarzy, a my zamiast na siebie nawzajem, czy na te całe pokazy multimedialne, to gapimy się w ekraniki telefonów komórkowych. Później wracamy do domu i nareszcie możemy sobie obejrzeć, na czym byliśmy. Te setki ekraników uświadomiły mi, że ja naprawdę żyję w jakimś alternatywnym świecie, poniekąd odcięta od agresywnej popkultury, która nakazuje swym wyznawcom uwieczniać wszystkie swoje wrażenia (i co dalej? mają jakieś kolekcje zewnętrznych twardych dysków, na które nagrywają sobie terabajty filmów przedstawiających swoje życie? Byłby z tego dodatkowy odcinek Black Mirror).
IMG_2239Tylko dzieci mają gadżety w poważaniu i zajmują się tym, co mają przed nosem. Choć za kilka lat zaskoczą nas, starych dziadów, bo pójdą z postępem techniki szybciej, niż ci wszyscy producenci telefonów, tabletów i innych wynalazków razem wzięci są w stanie wypuszczać nowe wersje swoich urządzeń. Nie będziemy wiedzieć, o czym one w ogóle mówią. A na razie tak słodko i niewinnie wyglądają.IMG_2222Możliwości techniczne współczesnych urządzeń multimedialnych (w przeciwieństwie do możliwości mojego obiektywu) powalają i miażdżą. Laser show w porównaniu z tym, czym jarałam się jako siedemnastolatka odwiedzająca pierwsze imprezy masowe, zdziera gacie i urywa dupę z wielkim hukiem. Projekcje na budynkach nie pozostają w tyle, w tym roku było ich więcej niż rok temu, a i treść tych wizualizacji niczego sobie – od dynamicznych abstrakcji po artystyczne impresje na temat naszego miasta. I koniecznie zabawa architekturą, upiększanie światłem łódzkich kamienic i puszczanie oka do znawców łódzkiej historii. Były też instalacje w Parku Staromiejskim, ale jakieś mniej znaczące niż przed rokiem, jak na mój gust. W zamian dodano nowe atrakcje na woonerfie na 6 sierpnia, tylko jeszcze trzeba było tam się dopchać.
IMG_2223Małą niedogodnością był fakt, że krótko mówiąc w piątkowy wieczór całe miasto dowaliło na Piotrkowską. Biada tym, którzy wpadli na pomysł przyjechania samochodem do centrum, wystarczająco nieprzejezdnego nawet w zwykły dzień, bez żadnego festiwalu. Nie przypominam sobie większej ilości ludzi na tej ulicy, nawet dawne Parady Wolności nie były tak oszałamiająco zatłoczone. Praktycznie na całej długości ulicy szliśmy, mozolnie przepychając się z prędkością pół metra na sekundę przez litą ludzką skałę, w każdej chwili ryzykując, że ludzka fala nieodwracalnie nas rozdzieli na wieki. Co druga osoba w tłumie miała na głowie świecące różki lub inne migające kokardki, co trzecia prowadziła rower, a co czwarta niosła dziecko na barana. Nie było to jednak w stanie popsuć mojego doskonałego humoru spowodowanego fajnym wydarzeniem (z którego na serio możemy być dumni!) i dobrym towarzystwem :)

I tylko jak co roku zapomniałam dla odrobiny wytchnienia zabrać ze sobą składanego krzesełka rybackiego (pewnie dlatego, że go nie mam). Przez to nawet nie miałam siły zobaczyć wszystkiego, a drugi raz przyjść nie mogłam, bo raczyłam wyjechać. Będzie do nadrobienia za rok. Choć w tym tempie ekspansji to muszą chyba rozszerzyć teren i oświetlić też kamienice na Starym Polesiu. Przy okazji nakręcą tam film o postapokalipsie albo jakiś nowoczesny remake Pana Kleksa w Kosmosie. Jest pole do popisu dla wyobraźni.IMG_2213

No Comment

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *