List do życia


Cześć, życie. To ja, Twój przejaw.

Mała, słaba, ulotna jak liść na wietrze przedstawicielka rodzaju ludzkiego.

Jestem zbudowana z tak nietrwałego materiału, mój brzuch jest pełen tak delikatnej aparatury, że to istny cud, że tyle lat już to wszystko pracuje i jeszcze się nie rozpadło. To dlatego, że może i ja jestem niedoskonała i często sama sobie szkodzę, ale Ty życie, jesteś mocne i nieustępliwe. Nie dasz się tak łatwo spławić. A ja jestem Ciebie pełna.

Powiedz mi proszę, dlaczego czasem jednak dajesz się spławić.

Dlaczego niektórym dzieciom dane jest być urodzonymi, a innym nie.

Dlaczego niektórym ludziom dane jest zostać uzdrowionymi, a innym nie.

Co decyduje o tym, czy dasz sobie radę, czy nie???

Czy to kwestia karmy? Czy wybraliśmy sobie takie życie przed urodzeniem? Czy to była nasza misja na świecie?

Czy to raczej kwestia tego, co robimy przez całe życie? I co robią pokolenia naszych przodków, których geny nosimy w sobie? Czy nasz los budowany jest z klocków niczym Jenga? Jak daleko sięga nasze panowanie nad własnym zdrowiem i życiem? Czy można zatrzymać przewracające się kostki domina?

Jaka jest tajemnica samouzdrowienia? Dlaczego czasem się to udaje, mimo że często lekarze pracują nad tym, by w tym przeszkodzić – a czasem nie? W którym miejscu coś poszło nie tak? Gdzie zaczyna się ten proces, który kończy się pęknięciem nici łączącej ciało z duchem?

Nie rozumiem! Czy jestem bezczelna z moim pragnieniem zrozumienia?

Wiem, że chcesz, byśmy poznali nieskończoność i od czasu do czasu stawiasz niektórych z nas przed koniecznością spojrzeniu w twarz jej przejawom. Narodzinom i śmierci, brutalnej fizjologii, która kobietom wypruwa flaki w cudzie menstruacji i w bólach porodowych, a każdemu z nas przypomina o tym, że choć słońce ciągle wschodzi na nowo, to każdy dzień ma swój początek i koniec.
I że nie jesteśmy na tyle potężni, by decydować o tym, kiedy nastąpi początek i kiedy nastąpi koniec.

Jakże kruche tak naprawdę jesteś! A jednocześnie tak silne, że dzięki tobie cały świat oddycha! Nie ma nic poza Tobą! Nie ma nic!

Jak delikatna jest Twoja istota, przypominająca kiełkującą roślinę w płodnej ziemi.
Jak brutalne są doświadczenia z Twoim udziałem! Przy nich bledną wszelkie bzdurne konflikty, o które kruszymy kopie, drenując się z energii, tracąc z oczu jedyne, co się liczy.

Tylko Ty wiesz, co to prawdziwy ból. Tylko Ty wiesz, co to radość. Jesteś sednem sprawy.

Życie, jesteśmy tak pochłonięci własnymi wizjami świata, że zapominamy o twoim istnieniu. Dopóki nam o sobie nie przypomnisz.

Są takie momenty, w których cała współczesność ustępuje miejsca nieskończoności.

Jak w zwolnionym tempie, cała iluzja opada i zostajesz tylko Ty.
Oddychające.
Pulsujące.
Nieśmiertelne.
Nieubłagane.
Poza sprawiedliwością i niesprawiedliwością.
Poza dobrem i złem.
Poza narodzinami i śmiercią.

Życie.


Wpis ten dedykuję Kasi.

Teraz jesteś wieczna.

Previous 5 powodów, dla których warto być pozytywnym egoistą!
Next Filozofia jogi: Ahimsa - nie krzywdź