Królowa asan – sirszasana, czyli stanie na głowie


Zawsze, kiedy na jodze na grupie początkującej okazuje się, że zaraz będą pozycje odwrócone, czyli najczęściej stanie na głowie, wszyscy rozglądają się w panice, gdzie tu uciekać i żałują, że nie ma na sali ławek, pod które mogliby się schować jak w szkole podczas wywoływania do tablicy. To pozycja, której ze wszystkich podstawowych pozycji boimy się najbardziej. A niepotrzebnie, bo ani nie jest niebezpieczna, ani trudna, a ma wiele zalet. Wszystko, co trzeba zrobić, to przemóc się i pozwolić, żeby świat stanął na głowie :)

Tak sobie zresztą tłumaczę, że współczesny świat jest już tak przewrócony do góry nogami, że tylko odwracając perspektywę możemy odnaleźć w nim spokój i harmonię.

Stanie na głowie od strony fizjologicznej działa w bardzo prosty sposób: krew z nóg, której jest tam sporo, i z całego ciała, spływa zgodnie z prawem grawitacji w dół, do narządów wewnętrznych i do mózgu. Dostajemy wielki zastrzyk świeżego tlenu, narządy są wspaniale ukrwione, serce odpoczywa, a w głowie pojawia się skupienie i błogi spokój. Po zakończeniu wykonywania asany (tyle, ile damy radę – może być na 10 oddechów, może być na całe 5 minut), jeśli dobrze ją wykonaliśmy, dopisuje nam humor i wręcz rozpiera nas ta typowa jogowa energia, którą mamy po dobrej sesji.

Długotrwałe, regularne wykonywanie stania na głowie zachowuje nam w zdrowiu układ krążenia, co jest w naszej kulturze bezcenne, jako że większość starszych ludzi boryka się przede wszystkim z chorobami układu krążenia (choroby serca, nadciśnienie, udary) i na nie umiera. Sirszasana ma też wyjątkowo dobroczynne działanie na układ nerwowy i hormonalny. Nie są to żadne czary-mary, tylko konkretna wiedza naukowa, którą powinien się wykazywać każdy dobry i dyplomowany instruktor jogi. (Dlatego też nie należy pytać znajomych ćwiczących jogę, jak coś tam wykonać. Osoba niebędąca instruktorem nie może nauczać, bo brakuje jej tej właśnie wiedzy. Może tylko zachęcać, co z entuzjazmem czynię).

Ja również nie mam zamiaru opisywać dokładnego wykonania stania na głowie, tym bardziej, że nie jest to pozycja, którą bym polecała na pierwszą sesję domowej jogi. Jeżeli palimy fajki, pijemy dużo alko, siedzimy dużo przy biurku i prowadzimy typowy tryb życia młodego człowieka w dużym mieście, to prawdopodobnie ciało będzie trzeba trochę przygotować, a jeśli jesteś kobietą i masz trochę słabsze mięśnie barków i pleców, trochę to potrwa, zanim wejdziesz do tej pozycji bez pomocy. A wcześniej – najwyżej trochę sobie poćwiczymy w grupie z asekuracją lub porobimy pozycje wstępne, z nogami na ziemi. To nie wyścigi ani nie pokazy przed publicznością. Każdy przez to przechodził, mnie też zajęło sporo czasu. Satysfakcja z pierwszej samodzielnie wykonanej sirszasany – nieopisana.

Po wszystkim nie należy się zrywać i od razu zabierać się do następnego ćwiczenia, bo zrobi nam się słabo, rozboli nas głowa albo dopadną nas mdłości. To dlatego wszyscy tak nienawidzili stania na rękach na WF-ie w podstawówce. Chwilę po ćwiczeniu pozycji odwróconej trzeba sobie odpocząć i pozwolić by krew wróciła na swoje miejsce, gratulując sobie w duchu udanego wykonania asany i ciesząc się błogim nastrojem.

Kolejna najstraszniejsza obawa, po “nie uda mi się wejść, będę tylko majtać nogami jak głupia” i “źle się poczuję”, to “przewrócę się”. Tę obawę akurat najłatwiej rozwiać, bo wystarczy… się przewrócić. Przydarzyło mi się to parę razy. I co? I nic, wstałam i żyłam. Nie nabiłam sobie nawet siniaka. Jeżeli upadamy z rozluźnionymi mięśniami, nic się nie stanie, będzie trochę jakbyśmy fiknęli koziołka. Z niebezpieczeństw towarzyszących tej zabójczej asanie to już bardziej trzeba uważać, by asekurując drugą osobę umknąć przed jej stopami wymierzonymi w naszą twarz, bo kiedyś podobno ktoś komuś złamał nos w ten sposób:)

Od pewnego czasu codziennie wykonuję tę pozycję. Dodaję ją sobie do domowych sesji, w najkrótszej wersji do serii powitań słońca, i kończę krótkim relaksem. Nie pozostaję w niej jakoś długo, bo przeważnie około jednej minuty, ale odczuwam jej efekty i z czasem, mam nadzieję, będę ich odczuwać jeszcze więcej. Przede wszystkim doceniam spokój w głowie, którego kiedyś bardzo potrzebowałam i tak po prostu go dostałam dzięki tej pozycji i dzięki jodze w ogóle. Bardzo za to dziękuję. Powinniśmy jako ludzkość czerpać pełnymi garściami ze starożytnej sztuki i nauki, jaką jest joga, i wiedzieć na ten temat jak najwięcej. Stąd ten wpis.

Kiedy stoisz na głowie, masz tak naprawdę wszystko gdzieś. Nie myślisz, koncentrujesz się tylko na własnym ciele, na krwi huczącej w głowie, na uczuciu lekkości w nogach i biodrach, na wysiłku, jaki podejmują Twoje mięśnie ramion i pleców. Nic nie jest wtedy ważne, świat jest daleko, żadne tam problemy codziennego dnia nas nie dotykają. Jest tylko tu i teraz, a w tym właśnie tu i teraz po prostu jesteś, istniejesz, i masz zdrowe, pełne energii ciało i spokojny, bystry umysł.

Następnym razem na jodze nie udawaj więc, że masz menstruację albo że przypadkiem należysz do tych nieszczęśników, którzy mają nadciśnienie gałki ocznej, tylko dołącz do osób stających na głowie i ciesz się zdrowiem. A jeśli jeszcze nie chodzisz na jogę – to idź. :)

Previous Nowy fajny cykl: Książki
Next Polskie miasta: Lublin
  • Uwielbiam stać na głowie, ale zawsze mi się zdawało, że to raczej niezdrowe. Ale tak to stanie na głowie opisałaś, że mam ochotę je zrobić teraz – zaraz. :D Wstrzymam się chyba jednak do jutrzejszej siłowni. :)

  • Sylwia

    Rewelacyjny post. Chodzę na jogę od jakiegoś czasu a właśnie ostatnio udało nam się stanąć na głowie. Jestem z siebie bardzo dumna mimo obaw jakie miałam. Dobrze mi w takiej pozycji. Polecam