Kobieto, nie bądź MAŁPĄ!


Pewien mój inspirujący znajomy rzucił ostatnio znad kufla z piwem taki oto prowokujący tekst:

“Kobieta jest jak małpa… nie puści jednej gałęzi, dopóki nie złapie drugiej.”

Oczywiście gorąco zaprzeczyłam, bo choć pod pewnymi względami faktycznie blisko mi do małpy, szczególnie do bonobo, to akurat takie porównanie wydało mi się mocno niesprawiedliwym uproszczeniem naszego wielce skomplikowanego rodu żeńskiego.

A później, jak już wróciłam do domu i mogłam zacząć normalnie myśleć, to zrewidowałam swoje stare historie i wyszło mi, że wszystkie bywamy małpami, nawet jeśli nie chcemy.

Kto nie boi się zostać singielką?

Fajnie jest być w długim związku, no nie? Nawet, kiedy wypalający się ogień zasnuł już dymem całe pomieszczenie, wciąż jest z kim wypić tę poranną kawę. Zakupy we dwoje robi się sprawniej, płacenie rachunków boli mniej, jest dla kogo gotować urozmaicone obiady, a codzienność jest oswojona do tego stopnia, że bez wyraźnej potrzeby nie ma sensu jej zmieniać.

Która z nas ma na koncie coś tak absurdalnego jak odejście od faceta z powodu swoich potrzeb duchowych?

Zburzenie i zniszczenie wszystkiego, co budowaliście tyle czasu, by odejść do świata samotnych powrotów do domu, samotnego leczenia kaca, sprzątania tylko własnych gaci spod łóżka, gotowania obiadów dla jednej osoby i – co chyba najgorsze – samotnego ich jedzenia?

Przecież on nie jest wcale zły. Nie pije, nie bije. Tyle razem przeszliście. Tak ładnie razem wyglądacie na zdjęciach. A koleżanka koleżanki tymczasem ma męża, który codziennie nazywa ją kurwą, a jakoś wciąż z nim jest i nie odchodzi. Ostatnio próbuje zajść z nim w ciążę i będzie przynajmniej miała swoje wymarzone dziecko. Pomyśl o dzieciach!

Zresztą chyba jasne, że w długim związku już nie ma fajerwerków, tylko dzień jak codzień, mycie kibla i pranie legendarnych już skarpet. Czego się spodziewałaś? Zawsze są kryzysy. Na dobre i na złe, pamiętaj! Bądź ROZSĄDNA, albo zginiesz w męskim świecie rywalizacji, przemocy i cynizmu i skończysz jako zgorzkniała emerytka pisząca donosy na sąsiadów.

A jak odejdziesz – co wtedy? Chcesz być do końca życia sama? Wiesz chyba, że normalnych mężczyzn to już na tym świecie nie ma. Możesz trafić tylko gorzej. Sami lowelasi bojący się zaangażowania, podstarzali synusie mamusi uzależnieni od alkoholu albo karierowicze maskujący swoją duchową pustkę grubym plikiem kart kredytowych.

Dodajmy jeszcze, że niektórym z nas nie wystarczy, żeby facet był sensowny, powinien jeszcze mieć kosmos w głowie, iskrę w lędźwiach, nadawać na wspólnej fali, fascynować i imponować. Chyba jasne, że to zbyt wygórowane wymagania, taki nie istnieje, bierz to, co jest i ciesz się, że cię ktoś w ogóle zechciał w tym wieku.

Co innego, kiedy pewnego dnia właśnie ktoś taki przyjdzie nieproszony i otworzy ci w głowie taką szufladkę, której zawartość wyfrunie znienacka i powali cię na glebę, a sama szufladka nie da się zamknąć, jakby się uparła być otwarta, i zaczyna przeszkadzać, dręczyć, budzić w nocy, sprawiać, że nie możesz przestać tam zaglądać i w tym dłubać, aż do szaleństwa, słodkiego i upajającego szaleństwa!

Jak w zwierciadle przeglądasz się w tej nowej sytuacji i widzisz z przerażającą brutalnością wszystko to, czym stał się twój związek i twoje życie. Pobudka!

Na drugiej ręce widzisz to, czym twoje życie mogłoby się stać. Widzisz nagle to, czego chcesz i do czego tęsknisz, od dawna, nieświadomie. Do tego dochodzą nagłe, niespodziewane pokłady nadludzkiej energii, które sprawiają, że ruszasz z kopyta, roztrącając stojące ci na drodze niepotrzebne zawalidrogi, sprzątając swoje życie, chudnąc dwadzieścia kilo, zmieniając pracę, angażując się w nowe hobby, poznając tłumy nowych ludzi i rzucając palenie, a to wszystko nie wiadomo dlaczego.

Dlatego, że się zakochałaś, moja droga.

Miałaś tak kiedyś?

Z męskiego punktu widzenia to proste, dziwka miała ochotę się puścić i tyle, albo ewentualnie: znudziłem jej się, za dobrze ze mną miała. A może już od dawna szukała odmiany i w końcu jej się udało? A może to jest kobieca natura? Trzeba dopisać do tego ideologię, coś, co da się wytłumaczyć umysłem, w końcu intelekt jest wszystkim, czyż nie?

Mam wrażenie, być może mylne, że to właśnie dlatego, że samym mężczyznom zdarza się świadomie tkwić w niedziałających, nierozwijających się związkach, zwyczajnie dla wygody, seksu i posprzątanej chałupy, a na boku szukać czegoś ciekawszego. Coś na zasadzie znajdywania lepszej pracy. Lub też tkwią w martwej relacji i nawet nie szukają, bo za dużo z tym zawracania głowy. Czekają, aż kobieta sama odejdzie, żeby było na kogo zwalić winę, a potem latami wyobrażają sobie, że mogło być inaczej.

Pewnie są też takie kobiety, nie wiem. Ja ogólnie nie znam dobrze zbyt wielu kobiet i za bardzo ich nie rozumiem. Czasem sama się zastanawiam, czemu tak się mądrzę tu na blogu na ich temat. Wiem tylko, że kobiety, jako istoty emocjonalne i duchowe, potrzebują emocjonalnego i duchowego impulsu do działania. Nawet to, co jest brane za damskie wyrachowanie, bierze się z emocji – przeważnie z lęku.

Wiem też, że są mężczyźni, którzy wiedzą, o czym piszę, i sami przeżyli historię, w której emocje wzięły górę…

I wcale nie musi to oznaczać wielkiego i disneyowskiego happy endu z tą nowo odnalezioną osobą. Bo ostatecznie cholera wie, kto to jest. Znasz go? Wiesz, że ta wizja to może być tylko twoje złudzenie. On może nie być twoim czarodziejem, tylko jakimś leniwym gnojkiem; może też nie być tobą zainteresowany, bo ma serce zamknięte na klucz, opory moralne mu nie pozwalają, twój wzrost mu się nie podoba, coś tam coś tam, tu wpisz milion przekonujących powodów. Ma prawo.

A ty masz prawo iść swoją drogą bez względu na to, czy złapiesz gałąź, czy po prostu zmówisz paciorek lub mantrę, a potem wszystko puścisz i runiesz w dół, w nieskończoną, nasyconą kolorami dżunglę. Bo już wiesz, że pora wyruszyć w drogę.
IMG_0228

Kobiety! Małpy moje kochane.

Jeśli któraś z Was w tym, co właśnie przeczytała, odnalazła cząstkę siebie, jeśli znajdujesz się lub znajdowałaś na takim rozdrożu, to wiesz, że są już tylko dwa wyjścia:

Iść za głosem swojej intuicji, dokądkolwiek cię nie zaprowadzi, by odzyskać żar w sercu i wiatr w żaglach, i całkowicie zaufać, że to, co się wydarzy, będzie warte zapłaconej ceny, choć po drodze będą sztormy, trzęsienia ziemi i grzęzawiska, będzie ból, łzy i przekreślone grubą krechą stare plany i marzenia;

Albo żyć dalej w dawnym, bezpiecznym układzie, ze świadomością, że widziałaś to, czego nie da się odzobaczyć, i z wysiłkiem, żeby to udźwignąć.

Którą drogę byście wybrały?

Previous Goa trance na Goa - jak jest?
Next Slow life na pełnych obrotach?

20 Comments

  1. Przemysław Piątek
    May 12, 2016
    Reply

    Ciekawe…porównanie. :) ale rzeczywiście jest w tym coś.

  2. May 12, 2016
    Reply

    Podoba mi sie to porownanie, haha! Cos wtym jest ale ja sadze, ze mezczyzni tez sa takimi malpami jak my. Trudno nam ludziom wychodzic ze strefy komfortu ;))
    p.s. Odwazny ten Twoj kolega jest ;))

    • May 20, 2016
      Reply

      Taa.. bardzo odważny. Mocny w gębie jest tylko :)
      Mężczyźni również są małpami i to jeszcze jakimi ;)

  3. May 12, 2016
    Reply

    Ciekawe, że też kiedyś usłyszałem takie powiedzenie z tą małpą, choć trudno mi tu jakieś wiarygodne dane podać czy tak jest, czy nie. Ale znam też inne, że u sąsiada zawsze trawnik jest bardziej zielony – a najtrudniej jest pielęgnować własny :)

    • May 20, 2016
      Reply

      To jest dla mnie nieustająca życiowa zagadka: trawnik czy małpa? A może małpa na trawniku? Wybór należy do mnie. ;)

  4. randkiswatki
    May 12, 2016
    Reply

    Ja puściłam gałąź …Zostawiłam męża który podcinał mi skrzydła i ponownie wyszłam za mąż za człowieka ,który akceptuje wszystkie moje pomysły ,wspiera mnie. Prowadzę Centrum Zapoznawcze i podobnych historii słyszałam wiele.Pozdrawiam cieplutko

    • May 20, 2016
      Reply

      Pozdrawiam również! :)

  5. May 12, 2016
    Reply

    Kiedyś byłam nieszczęśliwa, sama podcinalam gałąź na której siedziałam… Spadłam i poturbowalam sie mocno. Obecne jestem wielka szczesciarą, pracuję nad tym bym miała swój własny kawałek przestrzeni i mogła siedzieć na niej wygodnie, spoglądając na męża, który siedzi na innym drzewie…innym, ale nie obcym:)

    • May 20, 2016
      Reply

      Justek Ty szczęściaro :) Ta przestrzeń jest jeszcze ważniejsza, niż myślałam.

  6. May 13, 2016
    Reply

    Coś w tym jest, co piszesz. Boimy się nieznanego i to bardzo. Wszystko sobie potrafimy wytłumaczyć, byle tylko nie dokonywać żadnych zmian. Ja też kiedyś byłam w związku, w którym się dusiłam, jednak trudno było mi odejść, bo w mojej głowie pojawiał się lęk. Na szczęście posłuchałam swojej intuicji i udało mi się odczepić gałęzi, bez chwytania się drugiej.
    Boimy się. Taka jest prawda. Jednak w życiu nie ma nic pewnego. Jakiekolwiek są nasze decyzje zawsze możemy coś stracić. A często okazuje się, że ta strata wcale nie była taka straszna, jak się nam wydawało. Wręcz przeciwnie – możemy tracąc jedno zyskać o wiele więcej.

    • May 20, 2016
      Reply

      A na koniec okazuje się, że cokolwiek się nie stanie, zawsze jest jakiś ciąg dalszy, i tak naprawdę co możemy stracić? Złudzenia najczęściej. Czasem dumę. Ale jeszcze więcej można stracić, jeśli się siedzi z założonymi rękami i nie daje sobie szansy :)

  7. Myślę, że to tekst nie tylko do kobiet i nie ma co nam przypisywać większej tendencji do takiej życiowej asekuracji. To dość częste również u mężczyzn, tylko chyba kobiety łatwiej się godzą na przypięcie sobie takiej łatki.

    • May 20, 2016
      Reply

      Faceci mają swoje łatki przypięte. Facet to świnia, kobieta to małpa, i mamy kompletny zwierzyniec ;)

  8. May 16, 2016
    Reply

    Małpą jestem i to zdecydowanie ale na szczęscie nie w kwestii uczepienia się faceta w związku :D

  9. Pawel
    May 18, 2016
    Reply

    Uważam ,ze wszystko zależy od tego na jakim etapie jesteśmy ,ile mamy lat oraz jakie mieliśmy poprzednie związki. Myślę ,że to strach bojaźń przed nieznanym. Przed mozolnym szukaniem tej jednej ,nie łudźmy się prawie dopasowuj połówki .W pewnym momencie życia ,już nie ma energii ,siły aby powiedzieć stop.
    Godzimy się na to co mamy w myśl powiedzenia -lepszy wróg stary niż nowy i z nadzieją w głowię ,że to chwilowy kryzys i jeżeli bardziej popracuje nad związkiem to osiągnę wyznaczony cel:szczęście .
    Czasami to syzyfowa praca ,niekiedy udaję się .Często podejmujemy irracjonalne decyzje dotyczące własnego szczęścia z powodu dzieci.
    Pomyśl…warto próbować? Nie łudźmy się nazwijmy to po imieniu walczyć o własne ja? o szczęście? o spełnienie ,o pożądanie w związku zamiast zadowalać się bylejakością i pozornym wygodnictwem?
    Ja twierdze ze WARTO. Zrób sobie dobre kawę w Twoim ulubionym kubku,weź kartkę i długopis
    zrób bilans.. z lew strony Ma z prawej Chce. Decyzje zostawiam Tobie

    • May 20, 2016
      Reply

      Paweł, dziękuję Ci bardzo za ten komentarz:)

      • Pawel
        May 20, 2016
        Reply

        ależ proszę :) tak na marginesie naprawdę fajny ,udany blog.Gratuluje;)

  10. Melancholia
    August 15, 2016
    Reply

    O ja własnie jestem w takim punkcie :O …na razie szala przechyla sie w strone zostania w b, miejscu i próbowania wprowadzania zmian…

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *