Kiedy tu i teraz jest do kitu


jak cieszyć się życiem

Z wielką przyjemnością czytam blogi rozwojowo-motywacyjne, pisane przez dwudziestolatki. Są tak przepełnione energią, wiarą w to, że pozytywne myślenie czyni cuda oraz że da się przejść przez życie będąc cały czas radosnym, wyluzowanym i spełnionym. Aż żyć się chce. I tylko trochę szkoda będzie patrzeć, jak po kolei będą zaliczać glebę, gdy pierwszy raz dostaną kopniaka z półobrotu od życia. Na który nie będą mogli nic, ale to nic poradzić.

Kiedy ukazał się czerwcowy numer “Zdrowia”, w którym napisałam, co przełączenie się na tryb slow-life zmieniło w moim życiu, większość opinii oczywiście pochodziła od znajomych i brzmiała “Wow Dorotka, super”. Ale dotarły do mnie też inne głosy. Sceptyczne. Bo nie każdy ma takie udane życie. Bo czasem się nie da. Bo jak tu być szczęśliwym, kiedy życie jest – no, po prostu chujowe?! Brutalne, niesprawiedliwe, bolesne. Długie, szare i do dupy, jak rolka papieru toaletowego z najniższej półki.

Kilka dni temu sfrunęłam z mojej rzekomo różowej chmurki i znalazłam się na kursie kolizyjnym z rzeczywistością, kiedy o 6 rano trafiłam do szpitala, cała przerażona, obolała, krwawiąca, a przede wszystkim zdołowana, że oto idylla ostatnich miesięcy została przerwana i nie wiadomo, kiedy wróci. I czy w ogóle wróci. Wiesz, w szpitalu to różne rzeczy potrafią się okazać. Wchodzisz zdrowy jak ryba, a wychodzisz ze wszystkimi możliwymi dolegliwościami, jakie potrafią ci wlepić na danym oddziale. Patrzyłam na mój wypis z grobową miną. Nie podoba mi się, co mi tam napisali. Wcale mi się nie podoba. I oby było to wszystko do naprawienia.

Podobno szczęście polega na tym, żeby żyć uważnie tu i teraz… ale co, kiedy “tu i teraz” jest nieznośne i boli?

Złe wydarzenia podstępnie ryją banię. Wszystko niby wygląda tak samo, ale głęboko w środku coś jednak się zmienia. Gdzieś pod skórą zostaje niepewność i drażni, swędzi, piecze, nie pozwala zapomnieć. Częściej płaczesz, już nie ufasz tak bezgranicznie. Być może Twój wymarzony scenariusz jednak pozostanie tylko w wyobraźni. Kto wie? Może Twoje piękne życie zaraz pęknie jak mydlana bańka i zostanie z niego mokra plama na ścianie. Choćbyś był mistrzem duchowym siedzącym pół dnia w samadhi, a przez resztę czasu nauczającym cały świat, jak wypełnić swoje życie miłością, to możesz oberwać losowo lecącą asteroidą i kompletnie nic z tym nie zrobisz.

Wiesz, jaka była moja pierwsza myśl, gdy zorientowałam się, że oto nadchodzą gorsze dni?

Przeżyłam już tyle, przeżyję i to.

Życie hartuje. Co cię nie zabije… i tak dalej. To naprawdę mądre powiedzenie. Mam wrażenie, że po kataklizmie sprzed prawie czterech lat już niewiele jest w stanie mnie przewrócić.

Druga była apatia i niedowierzanie, że to się dzieje naprawdę. I wielogodzinne patrzenie w sufit.
Ja nie chcę. Dlaczego nie mogę teraz być zupełnie gdzie indziej? Czemu na mnie musiało trafić?

A trzecie było pozwolenie na to wszystko, co może się wydarzyć niezależnie ode mnie.
Tak po prostu. Zatem niech tak będzie. Niech życie trwa. Niech mi pokaże. Niech mnie nauczy.

I wtedy lęk minął.

Dlaczego wszyscy wierzymy, że do szczęścia niezbędnym jest, aby wszystko było w porządku? Czy nie można cieszyć się życiem, kiedy coś nie jest w porządku? Kiedy życie nie chce spełniać wymagań, które mu stawiamy?

Czy ból wyklucza szczęście? Kto powiedział, że nie można być szczęśliwym przez łzy?

“Czemu ty się, zła godzino
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś – a więc musisz minąć,
Miniesz – a więc to jest piękne.”

Wisława Szymborska

To wina naszej kultury (czasem odnoszę wrażenie, że wszystko nią jest). Jesteśmy bardzo przywiązani do porządku, stabilności i stałego wzrostu. Ulegamy iluzji, że jak już coś osiągnęliśmy, to już jest nasze, należy nam się i mamy do tego wieczne prawo. I będziemy o to walczyć. Będziemy walczyć o możliwość hedonistycznego cieszenia się życiem bez żadnych ciemnych stron i słabych punktów. Nawet, jeśli przyjdzie nam za to słono zapłacić. Nawet, jeśli nie przyniesie to żadnego efektu.

Nasz aktywny świat każe nam mieć wpływ na wszystko. Wiecznie gonić szczęście po zielonej łące. Być niezadowolonym, kiedy widzimy, że nasza łąka marnieje, gnije i umiera. Wciąż dowiadujemy się, że bierność jest zła, że to dowód twojego lenistwa, tego że się nie starasz, że żyjesz niewłaściwie, słowem, przegrałeś w życie i masz przejebane. Gdzie Twój życiowy sukces, frajerze? Świat miał leżeć u Twoich stóp!

Tymczasem są takie momenty, kiedy pasywność to wybawienie. To światełko w tunelu. Są takie momenty, kiedy wszystko musi zgnić, żeby mogło na tym coś wyrosnąć.

Chcesz wiedzieć, jak cieszyć się życiem bez względu na okoliczności?

Odpuść,

zaakceptuj,

poddaj się temu co nieuniknione,

pozwól, żeby było,

a później… żeby minęło, tak jak wszystko.

Bo wszystko mija i przychodzi nowe. Dobre chwile odejdą, przyjdą złe. Złe chwile odejdą, przyjdą dobre. To wszystko przepływa przed naszymi oczami jak film. Jest w tym pewna równowaga. Nie można wybrać tylko dobrych wydarzeń, a złych zwrócić do duchowego sklepu internetowego. Dostajesz gotowy pakiet, weź go, jest Twój! I ciesz się nim, bo innego nie będziesz miał. Weź ten niekontrolowany chaos i zanurz się w nim, otwórz szeroko oczy i patrz. Przygarnij do serca złe wieści tak samo, jak przygarniasz dobre. Może one nie są dobre i złe, może one po prostu – są?

Mam jeszcze jeden cytat – znany manifest AA, który wszyscy powinniśmy sobie codziennie przypominać.

“Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić,
odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić,
i mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.”

Tej odwagi to nam nie brakuje. To już zauważyłam. Ale nad pogodą ducha – chyba musimy jeszcze trochę popracować.

27 Comments

  1. Szczęście to stan umysłu. Szczęście to wybór. Jestem szczęśliwy, bo tego chcę. Proste, ale wcale nie łatwe. Wymaga odpowiedniego nastawienia. Takie połączenie minimalizmu ze stoicyzmem.

  2. Avatar
    June 24, 2015
    Reply

    “Po każdej burzy wychodzi słońce” – to coś o czym ja staram się zawsze pamiętać. Bo życie składa się z dobrych i złych chwil i żaden stan nie trwa wiecznie. Wszystko co dobre i co złe wpływa na to, jakimi jesteśmy ludźmi. Najważniejsze to nauczyć się cieszyć tym co się ma i a nie na tym, co jest nie tak.
    Życzę Ci szybkiego powrotu do dawnej formy.

    • Avatar
      June 25, 2015
      Reply

      Dzięki za życzenia – ja w ogóle to jestem w formie, dopiero mogę przestać być, jak będę miała pecha ;p

  3. Avatar
    June 25, 2015
    Reply

    Mam milion myśli po przeczytaniu Twojego tekstu. To wszystko jest mi tak bardzo bliskie i tak bardzo się z Tobą zgadzam.
    Ja myślę, że te wszystkie dwudziestolatki nie są jeszcze na takim etapie, żeby wiedzieć to wszystko. To przychodzi z kolejnymi doświadczeniami i z wiekiem. Uczynić ból cząstką szczęścia… to wyzwanie na całe życie. Ja już sporo w życiu przeszłam ale też nie sądzę żebym to potrafiła. Niejedna lekcja przede mną… :)

    • Avatar
      June 25, 2015
      Reply

      :-) Czasami życzę tym dwudziestolatkom, zeby tacy zostali, ale czasem… kiedy są już tacy naprawdę infantylni to (wstyd) myślę “pogadamy sobie za parę lat”

      A cząstka szczęścia: trochę ponaga mi mantra “the obstacle is the way”, i czasem – choćby na krótko – udaje mi się pomyśleć, że to, co własnie przechodzę, wzmacnia mnie i wzbogaca. A to jakoś zawsze czyniło mnie, może nie szczęśliwymi, ale zadowolonym.

      • Avatar
        June 25, 2015
        Reply

        Ja im daję prawo do tej beztroski, ale nie życzę żeby trwała wiecznie. To może być punkt wyjścia, ale nie sposób na życie.

        Wiem, staram się myśleć podobnie :)

        • Avatar
          June 25, 2015
          Reply

          Wychodzi? :-)

          • Avatar
            June 25, 2015

            Różnie. Kiedy przechodzisz przez coś trudnego zazwyczaj masz całą gamę różnych emocji. Czasem rozpacz miesza się z akceptacją. Ale to właśnie te chwile spokoju, choćby krótkie, dają właściwą perspektywę. I pozwalają przetrwać. A potem często okazuje się, że wszystko, absolutnie wszystko miało swój sens :)

    • Avatar
      June 25, 2015
      Reply

      Też się ciągle uczę, jak widać. To nie ma końca… i w sumie dlatego jest fajne. Zawsze jest coś jeszcze do odkrycia ;p
      Im jesteśmy starsi, tym bogatsi w doświadczenia i życiową mądrość – aż strach pomyśleć, jacy my mądrzy będziemy w wieku 70 lat :D

  4. Avatar
    June 25, 2015
    Reply

    To prawda, że społeczeństwo trochę tak jakby od nas wymaga ciągłego rozwoju i powodzenia. Trzeba być zawsze wow i na 100%. Nie pozwalamy sobie na chwile zwątpienia, słabości czy nawet łez, bo to jakoś tak nie przystoi. A tak jak mówisz, “Są takie momenty, kiedy wszystko musi zgnić, żeby mogło na tym coś wyrosnąć.”. Wpis trafiony w dziesiątkę :)

  5. Avatar
    June 25, 2015
    Reply

    No właśnie co zrobić, kiedy życie jest tak po prostu chujowe? Jak myśleć pozytywnie?
    Sama przechodzę ciężki okres z perspektywy zdrowotnej, więc wiem jak to jest kiedy przypałęta się jedno i nagle okazuje się, że jest tego więcej…można stracić swoją pozytywną energię, a potem trudno jest ją odzyskać.

    • Avatar
      June 25, 2015
      Reply

      Ano wygląda na to, że świat jest tak zrobiony, że czasem pozytywne myślenie można potłuc o kant dupy. Zdrowiej!. I kurna co jest że wszyscy mają ciężki okres zdrowotny? Jakieś fatum czy co :/

  6. Avatar
    June 25, 2015
    Reply

    Zgadzam się w całej okazałości ! :)

  7. Avatar
    June 25, 2015
    Reply

    Napisałaś wszystko dokładnie wszystko co ostatnio kłębiło mi się w głowie po czytaniu wszelkich motywacyjno- rozwojowych artykułów. Nie wiedziałam w sumie o co mi chodzi i nie umiałam tego ubrać w słowa- i oto jest! Nieszczęśliwe wypadki chodzą po ludziach i z jednej strony musimy to wiedzieć z drugiej nie dać się lękowi przed tym co jeszcze nie przyszło. Najlepiej tak jak piszesz- żyć tu i teraz nie ważne w jakiej sytuacji i nie walczyć z nią w sposób w który i tak nic nie zdziała. Piękny tekst!

  8. Cudnie napisane! “Ulegamy iluzji, że jak już coś osiągnęliśmy, to już jest nasze, należy nam się i mamy do tego wieczne prawo.” – tak, sama się na tym łapię. Czasem nie przyznaje się do tego co spotyka mnie złego. Mówię wszystkim jaka jestem szczęśliwa, bo chcę się cieszyć tym, co dobre. Są przecież i złe rzeczy, w każdym życiu. Ale ja wychodzę z założenia, że “nawet po najgorszej zimie przyjdzie wiosna…” :)

  9. Avatar
    n
    June 26, 2015
    Reply

    “Co ma być to będzie, a jak będzie to trzeba będzie się z tym zmierzyć.” – Hagrid:P

  10. Avatar
    June 28, 2015
    Reply

    Żyjemy w kulcie siły, społecznie nie dajemy przyzwolenia na słabość. Tymczasem nie zawsze jest cudnie i różowo. Czasem po prostu trzeba usiąść i się poryczeć, czasem trzeba się załamać, nie myć włosów przez tydzień i leżeć w łóżku. Społeczeństwo wymaga jednak że jak umiera Ci bliska osoba to po tygodniu powinnaś już wstać otrzepać warkocze i ruszyć do przodu. Musisz do tego uśmiechać się i nie pokazywać po sobie tego co się stało. Ja mam to w dupie, czasem wdziewam dresy, wyżeram puszkę lodów i czekolady do porzygania i mówię wszystkim, że życie jest chujowe… no i co ? Daję sobie czas na wszystko, nawet na to aby się nad sobą poużalać… a jak się komuś nie podoba to jego problem ;)

  11. Avatar
    June 28, 2015
    Reply

    Nie zaglądałam tutaj kilka dni i przegapiłam moment Twojego wypadku i szpitala. Cieszę się więc, że już wszystko dobrze i coraz lepiej. A takie (anty)kryzysowe wpisy zauważam na coraz większej liczbie blogów. Zupełnie się im nie dziwię, bo u mnie tego lata dopada marazm i czarnowidztwo. Może ma to jednak dobre strony, bo niechęć poddania się negatyzmowi popycha mnie do wzmożonego poszukiwania życiowych inspiracji i dobrych myśli, widzę, że Ciebie też. Najważniejsza jest tak jak piszesz akceptacja, pogodzenie i zaufanie do życia. I jeszcze cierpliwość, jeśli niektóre zmiany nadchodzą wolniej niż byśmy sobie tego życzyli. Jest dokładnie tak jak ma być, tylko dostrzeżmy plusy jakie posiada niechciana sytuacja. One zawsze są, tylko czasami nieoczywiste.

  12. Avatar
    July 7, 2015
    Reply

    Problemy zdrowotne najbardziej potrafią podkopać radość życia. Mimo to pozytywne nastawienie jest najważniejsze, aby wszystko się ułożyło, prędzej, czy później. Przecież są osoby, które były chore śmiertelnie i zdołały się wyleczyć. Uznano to za cud. Tym cudem jest nasz umysł i jego nieodgadnięta potęga. Tylko z pozytywnym nastawieniem można zdziałać cuda! Oczywiście nie chodzi o naiwność, którą wyczytałaś u tych dwudziestolatków, ale umiejętność zaakceptowania tego co się dzieje, wytłumaczenia sobie, że tak musi być, ale to wcale nie koniec świata. Kolejna lekcja życia. KAŻDEGO na świecie spotykają złe rzeczy, a niejednokrotnie ci najbardziej radośni ludzie mają za sobą najgorsze przejścia. Radość można znaleźć zawsze i wszędzie, tylko trzeba to umieć. Radośni ludzie nie maja lżej w życiu, czy łatwiej. Po prostu posiadają taką unikalna umiejętność dostrzegania pozytywów we wszystkim co się dzieje. I od nich trzeba brać przykład, by życie było prostsze ;)

    • Avatar
      July 7, 2015
      Reply

      Mądre słowa:) choć też niestety znam osobiście przypadek gdzie cudowny, zarażający pozytywnym myśleniem całe rzesze ludzi człowiek, niewiele od nas starszy, zszedł na raka. Mamy bardzo małą wiedzę na temat samouzdrawiania i właściwie nie wiadomo, dlaczego jednemu się udało a innemu nie. Pozytywne nastawienie bardzo ułatwia i umila życie, a poza tym dodaje sił:), ale obecnie ludzie sądzą że takie albo inne myślenie to lek na całe zło, wręcz że nie wolno pomyśleć o niczym smutnym ani przykrym, a przecież tak nie jest… czasem to właśnie z wypierania negatywnych emocji biorą się problemy.

      • Avatar
        July 7, 2015
        Reply

        Dlatego melancholia, czy smutek to nic złego, czy zakazanego. Dla mnie ogromną moc uzdrawiającą ma płacz. Jakkolwiek to wygląda dla ludzi z otoczenia. Drugie miejsce ma wygadanie się, a od jakiegoś czasu pisanie ;)

  13. Avatar
    Mariusz
    October 30, 2015
    Reply

    Prawie rok temu wykryto u mnie nowotwór. Po operacji i 9tygodniach chemii jestem czysty. Czas między diagnozą, a zabiegiem był najgorszym okresem w moim życiu. Ciężko w takich chwilach myśleć pozytywnie jeśli życie Ci się wali, a Ty nie wiesz co Cię czeka. Po zabiegu wstąpiły we mnie siły jakich nie potrafie opisać. To były cholernie ciężkie 9tygodni pod względem fizycznym, ale wspaniałe pod względem psychicznym. Wierzyłem i wiedziałem, że mi się uda. Moje życie po zmieniło się o 180stopni. Mimo, że staram się żyć “tu i teraz”. Mimo, że staram cieszyć się każdą chwilą i żyć tak jakby jutra miało nie być to przy każdych badaniach kontrolnych jest źle. Pojawiają się wątpliowści, strach przed nawrotem i choćbym nie wiem jak się starał okres między badaniami, a wynikami ma bardzo zły wpływ na mój stan psychiczny. W takich chwilach nie da się nie myśleć o tym najgorszym scenariuszu. I mimo tego, że jestem żywym dowodem na to, że można wygrać to wygrana ta jest stale niepewna.

    • Avatar
      October 31, 2015
      Reply

      Mariusz, dziękuję Ci bardzo za ten komentarz, jest dla mnie bardzo cenny. Życzę Ci, żeby te trudne chwile u Ciebie dobiegły końca i byś miał jak najwięcej tych sił, o których wspominasz. Wątpliwości to nic złego. Dużo zdrowia. Pozdrawiam Cię serdecznie.

      • Avatar
        Mariusz
        November 3, 2015
        Reply

        Dziękuję Ci bardzo. Niestety właśnie zaczyna się ten gorszy okres bo w poniedziałek wizyta i część badań kontrolnych. Pod koniec listopada kolejne badanie. Najgorsze w tym wszystkim jest to i z tym poradzić sobie nie potrafię, że każdy najmniejszy ból, każda maleńka zmiana zapala mi lampeczke i ostrzega, że coś jest nie tak, że może to wraca.
        Również życzę Ci dużo zdrowia bo ono w życiu obok miłości jest najważniejsze :) pozdrawiam Cię serdecznie i czekam na kolejne wpisy bo zyskałaś stałego czytelnika :)

  14. Avatar
    January 21, 2016
    Reply

    Problem być może nie tkwi w “tu i teraz”, ale w tym, że chcielibyśmy być uważni wybiórczo, patrząc tylko na to, co dobre.

  15. Avatar
    January 21, 2016
    Reply

    Dotee masz absolutną rację we wszystkim co napisałaś. Sama przeszłam przez wiele wzlotów i upadków. Niektóre mnie wzmocniły, niektóre na jakiś czas obudziły lęk. Miałam tez okres nicnierobienia. Czułam presję gonienia za sukcesem, ale nie miałam na to ani siły ani energii. Więc się poddałam i dałam sobie czas. Czas, który pozwolił mi wsłuchać się w siebie. Zajrzeć w swoje wnętrze, przeanalizować błędy i porazki, czasami przyznać się do winy, a czasami odważyć się podjąć decyzje w zgodzie ze sobą. I choć z jednej strony mogę powiedzieć, że miniony rok zmarnowałam, to z drugiej strony wcale nie. Bo dzięki temu, że się zatrzymałam, pozwoliłam na reflekcję i akceptację swoich emocji, dziś jestem tu gdzie jestem, pozytywnie patrząc w przyszłość, a jednocześnie mając świadomośc tego, że dołek może się kiedyś znów pojawić. I ok. Bo takie jest życie.

  16. Avatar
    Joanna Sobiech
    March 6, 2016
    Reply

    Faktycznie wychowani jestesmy w wiekszosci aby dzielic: na dobrych i zlych, zdroeych i chorych, szczesliwych i nieszczesliwych. Szufladkujemy nie pozastawijac odcieni szarosci. Brania zycia takim jakim jest. A kazdy wie,albo dopiero sie dowie,ze daje mnostwo szczescia ale i skopie tak przekrutnie, ze nie wiesz czy sie podniesiesz. Mysle ze najwazniejsze jest wynoszenie doswiadczen i wnioskow dla siebie z jednych i drugich. Nawet w najciemniejszej jaskini mozesz dojrzec promenie słońca. I tego życzę każdemu:-)

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *