Kiedy będę gotowa na miłość?


Internet jest pełen porad coachingowych i rozwojowych, które czynią życie tak prostym, że po prostu bardziej się nie da – wszystkie rozwiązania podane jak na dłoni. Niemalże cholera człowieka bierze, kiedy w jego przypadku to wszystko się nie chce sprawdzać. Można dostać takich wyrzutów sumienia, że aż odechciewa się jakiejkolwiek pracy nad sobą.

O tym kochaniu siebie na przykład. To prawda, że się przydaje i że od tego trzeba zacząć. Jeśli nie darzymy samych siebie miłością, to będziemy niejednokrotnie działać przeciwko samym sobie, a to może nam skutecznie utrudnić życie. Ale droga, na której końcu jest wielka i bezwarunkowa miłość do samego siebie, jest długa, może zająć wiele lat. Czy dopiero wtedy będziesz mogła się z kimś związać?

A co, jeśli właśnie poznałaś kogoś, w kogo ramiona pcha Cię intuicja – a nie jesteś jeszcze idealną lilią na gładkiej tafli jeziora?

Czy wasz związek jest skazany na klęskę?

Właśnie to pytanie zadawałam sobie cztery lata temu, gdy na jednej z imprez, na których dawałam czadu, niespodziewanie wykręcając kolejny piruet wpadłam w objęcia Wojny, mojego ówczesnego dobrego znajomego.

Byłam pełna lęku i nieufności, miałam zadek solidnie obity po kilku świeżych, nieudanych znajomościach męsko-damskich. Nadawałam się właściwie tylko do krótkich, wyniszczających romansów z nieodpowiednimi osobami. Definitywnie powinnam zająć się sobą, zamiast zawracać komuś głowę.

On tak samo. Z pewnością nie można powiedzieć, żebyśmy byli dwójką stabilnych emocjonalnie ludzi gotowych na związek. Właściwie byliśmy dwójką rozbitków. Na naszych pierwszych randkach za każdym razem obiecywaliśmy sobie wzajemnie, że nie zamierzamy angażować się w nic poważnego i że to tylko na chwilę.

Do tego mieliśmy właściwie gwarancję, że to nie wypali – przecież związki na odległość nie działają, a nas dzieliło czterysta kilometrów. Kto normalny będzie pokonywał taką odległość co tydzień?

A jednak dziś budzę się rano i widzę w jego uśmiechniętych oczach całą nieskończoność miłości. Choć z tego przepisu miał wyjść spalony zakalec, to z niechcący rzuconego na ziemię nasionka wyrósł i rozkwitł piękny ogród. Jak to się stało?

Przecież dobrze pamiętam momenty, kiedy budziłam się w nocy targana niepewnością, czy tego wszystkiego nie należy posłać do diaska, a on leżał obok, wpatrywał się w sufit i myślał o tym samym.

Pozamykane stare rozdziały? Gdzie tam. Ja wciąż opłakiwałam swoje roztrzaskane marzenia, on wciąż nie mógł się pogodzić ze swoją przeszłością. Chyba z rok już mieszkaliśmy ze sobą, gdy się to udało w końcu zamknąć.

A zatem jak to się stało?

Przede wszystkim było nam razem po drodze. Oboje chcieliśmy ruszyć naprzód i mieliśmy wspólny azymut. Do tego szybko stało się jasne, że we dwoje zajdziemy dalej, niż w pojedynkę. I że będzie się, tak po prostu, przyjemniej szło.

Mieliśmy też dużo cierpliwości. Daliśmy sobie tyle czasu i przestrzeni, ile tylko było potrzebne, żeby móc w końcu poczuć się bezpiecznie i powoli otworzyć. Nie ruszał nas brak zobowiązań, deklaracji, wyznań czy innych “koniecznych” aspektów udanego związku. Wszystko, co potrzebne, przyszło z czasem.

Darowaliśmy sobie jakiekolwiek gierki. Nie było żadnej różowej zasłony, która miałaby spaść i pokazać nam, że książetom z bajki czasem też śmierdzą skarpetki. Obojgu zależało nam, żeby nie pozostawiać sobie żadnych złudzeń. Albo oboje jesteśmy zupełnie prawdziwi i czujemy się swobodnie, albo to nie wyjdzie. Z tego samego powodu po pół roku turlania się PKP postanowiliśmy skrócić dzielący nas dystans do zera. Była wielka panika, ale opłaciło się.

A co najważniejsze – chcieliśmy oboje, żeby się udało. Wiedzieliśmy, że samo się nie zrobi, i że trzeba się przyłożyć, dać coś od siebie. Wielokrotnie się baliśmy, ale szliśmy dalej. I się udało. To ta determinacja w połączeniu z otwartością i wyrozumiałością musiała zadziałać. Nie widzę innego wytłumaczenia.

Oczywiście nadal miewamy problemy i kryzysy, przecież nie ma czegoś takiego, jak “i żyli długo i szczęśliwie”, po którym już nic się nie dzieje. Za nami długa droga, a przed nami jeszcze dłuższa. Wciąż się zmieniamy i dowiadujemy czegoś o sobie. Ale czy to właśnie nie o to chodzi w szczęśliwych związkach? :)

Kiedy będę gotowa?

To prawda, że część pracy nad sobą możemy wykonać tylko w pojedynkę. Nikt poza nami nie zapewni nam zdrowego poczucia własnej wartości, nie postawi za nas granic, nie wytyczy naszej drogi. Ale są też takie zadania, które można wykonać tylko we dwoje. Niektórzy ludzie stają na naszej drodze po to, byśmy mogli się w nich przejrzeć i zobaczyć jak w lustrze, co jeszcze jest do zrobienia. I nie mówię tylko o naszych potencjalnych partnerach, ale o wszystkich ludziach, z którymi się stykamy.

Zupełnie czym innym jest gorączkowe i desperackie poszukiwanie bliskości z drugim człowiekiem, a czym innym jest przyjmowanie tego, co się w naszym życiu zaczyna dziać, i pozwalanie temu się rozwijać bez naszej ingerencji.

Kiedy rozwija się mała roślinka, to nie poganiasz jej, nie wyciągasz na siłę w górę, bo wyrwiesz ją z ziemi. Ani też nie próbujesz jej z powrotem wcisnąć do nasionka. Ale też nie ignorujesz jej, bo uschnie; podlewasz ją i pielęgnujesz, cieszysz się, że jest i wspierasz ją. A roślinka rośnie we własnym tempie. Któregoś dnia rozkwitnie. Kiedyś będzie tak silna, że to ty będziesz mógł oprzeć się na niej.

Miłość to nie żaden dar niebios, tylko świadoma decyzja i często ciężka praca, a budowanie związku to długotrwały proces. To, jak się wszystko potoczy, wielokrotnie zależy od czynów, a nie od strzał amora, łutów szczęścia czy innych zdarzeń losowych.

Czekasz na niezbitą pewność, na grom z jasnego nieba? To miłego czekania.

Zdjęcia: Maciej Kozłowski. Najlepszy fotograf ślubny w Szczecinie i okolicach!
Zdjęcia: Maciej Kozłowski. Najlepszy fotograf ślubny w Szczecinie i okolicach!

Powodzenia! :)

A Wy jakie macie doświadczenia w tym temacie?

26 Comments

  1. Avatar
    January 15, 2016
    Reply

    Stanęły mi łzy w oczach czytając ten tekst…(jestem niezrównoważona psychicznie, wiem). Ale zobaczyłam w tej historii swój związek, swoje małżeństwo. Początki wyglądały bardzo podobnie- przypadek, nic na siłę, najlepiej tylko na chwilę, bo jestem po trudnym emocjonalnie związku i muszę się pozbierać. Więcej było na nie, niż na tak. A jednak. Dziś jesteśmy półtora roku po ślubie i dalej zakochani w sobie jak nastolatkowie.
    Więc potwierdzam, tekst w punkt!!
    A zdjęcia są przepiękne!!! <3 pięknie wyglądacie, a Ty to już w ogóle przesadziłaś z tym uśmiechem! <3

    • Avatar
      January 17, 2016
      Reply

      Cieszy mnie bardzo to, co napisałaś. Życie zaskakuje na każdym kroku :)

  2. Avatar
    January 15, 2016
    Reply

    Mądry wpis! Bardzo dojrzały, takie lubię :) Śliczne zdjęcie! Trzymam za Was kciuki <3

  3. Avatar
    January 15, 2016
    Reply

    Uwielbiam, uwielbiam historie szczęśliwych związków :) I Ciebie na tym zdjęciu też!

    • Avatar
      January 17, 2016
      Reply

      Dzięki :D Zdjęcie pamiątkowe z naszych prawie początków :)

  4. Avatar
    January 15, 2016
    Reply

    Bardzo mądry tekst ;). Poza tym psychologia zna przypadki kiedy “związek nas uzdrawia”. Trudno czasem znaleść jakąkolwiek receptę na cokolwiek i to nie tylko w psychologii. To co najważniejsze to był to co napisałaś… mieliście już ewidentnie na tyle dojrzałości w sobie aby dać sobie czas, przestrzeń, byliście szczerzy wobec siebie i podejmowaliście ryzyko. Poza tym nawet jak odrobimy wszystkie lekcje to i tak jak pojawi się druga osoba trzeba to wszystko mielić i tak prawie od początku, dlatego nigdy nie jest łatwo i idealnie i chyba nigdy nie ma idealnego momentu.

    • Avatar
      January 17, 2016
      Reply

      Muszę Ci powiedzieć, że potrafisz pisać takie mądre i merytoryczne komentarze, że czapka z głowy mi spadła, serio!

      • Avatar
        January 17, 2016
        Reply

        Dziękuję Ci bardzo, teraz to się zaczerwieniłam nie powiem ;)

  5. Avatar
    January 15, 2016
    Reply

    Piękny, dojrzały tekst! Na miłość nie ma jednej reguły. Ja uważam, że nie powinno się szukać jej na siłę, ale nie ma sensu przed nią uciekać. Jeśli dwie strony chcą tego samego i są na podobnym poziome “rozwoju emocjonalnego” to mają dużą szansę stworzyć szczęśliwy związek, nawet jeśli mają jakieś nierozwiązane problemy sami ze sobą. Wszystko jest kwestią dojrzałości, chęci i pracy nad związkiem i samym sobą.

    • Avatar
      January 17, 2016
      Reply

      Nic na siłę po prostu – jak zwykle zresztą :) To ważne, co napisałaś z tym podobnym etapem rozwoju. Faktycznie to jest to!

  6. Avatar
    January 15, 2016
    Reply

    A my zgodnie twierdzimy, że spotkaliśmy się w idealnym dla nas momencie – kiedy oboje wiedzieliśmy już czego chcemy od życia, związku, drugiej osoby. Wciąż powtarzam mojemu mężowi, że gdyby poznał mnie pięć lat wcześniej, nigdy by się we mnie nie zakochał – brakowało mi pewności siebie, którą wtedy jeszcze budowałam, więc pewnie nawet by mnie nie miałby szans mnie zauważyć. Ale mogłoby być też zupełnie inaczej, nigdy nie wiadomo.

    • Avatar
      January 17, 2016
      Reply

      Od odpowiedniego miejsca i czasu zależy tyle rzeczy, że wszystko wydaje mi się czasem totalnie przypadkowe… a jednak mam nieodparte wrażenie, że nie ma tu żadnego przypadku, że wszystko następuje w logiczny i konsekwentny sposób. Ja na pewno też nie byłam gotowa na mojego faceta wcześniej. Byłam zbyt zajęta autodestrukcją. Znaliśmy się zresztą i jakoś nic od siebie nie chcieliśmy. Wychodzi na to że po prostu w odpowiednim czasie życie podrzuca nam odpowiednie doświadczenia, takie na które jesteśmy gotowi :)

  7. Avatar
    January 16, 2016
    Reply

    Podobno MIŁOŚĆ przychodzi wtedy, gdy przestajemy jej szukać…

  8. Avatar
    January 17, 2016
    Reply

    Heh… ja to jestem wygodnicka. nie szukam, a czekam aż sama przyjdzie. poza tym wciaż mam wrażenie, że po moim “niepowodzeniu” jakim okazało siębudowanie domu z kimś, kto na to nie zasłużył ( na posiadanie dzieci NA PEWNO nie zasłużył) nie jestem jeszcze gotowa na nowe relacje. Najpierw porządek w głowie – a kiedy już uda się go zrobić, może i ja zacznę szukać. ;)

    • Avatar
      January 17, 2016
      Reply

      Oj, na moim ex też nie zostawiałam suchej nitki, aż nie zrozumiałam, że to, co mam teraz – mam dzięki niemu i dzięki temu, przez co przy nim przeszłam. I że oboje zasłużyliśmy na to, co nas spotkało. Trudne doświadczenia otwierają oczy i dają siłę. Życzę Ci powodzenia na Twojej drodze i oczu szeroko otwartych, by niczego ważnego nie przegapić :)

  9. Avatar
    January 18, 2016
    Reply

    Pozytywnie z rana mi się zrobiło:)

  10. Miłość ma to do siebie, że najlepiej smakuje, kiedy nie jest przewidywalna czy planowana. Często uczucie jest bardzo gorące, ale nie ten czas, albo odwrotnie brak wzajemności. Dlatego to najcenniejszy dar, który możecie otrzymać i którym możemy kogoś obdarzyć, a jeśli wszystko się w danym czasie i momencie zgra, czego chcieć więcej od życia. :)

  11. Avatar
    January 18, 2016
    Reply

    Po pierwsze, nie mogę tego nie napisać: cudownie wyglądasz na tych zdjęciach! Wprost promieniejesz! Miłość bije na odległość:) ale jak to fotograf ślubny?! O czymś nam nie powiedziałaś czy po prostu kolega zafundował Wam sesję? :)
    Ktoś na dole napisał, że miłość przychodzi, gdy przestajemy jej szukać i ja się z tym też zgadzam. Choć mam nieco inne podejście do tego uczucia niż Ty, bo na mnie miłość spadła jak grom z jasnego nieba, w ułamku sekundy, choć wcale się nie znaliśmy. Tak myślę, że to już było to ziarenko, więc śmiem nazywać to miłością. Choć dojrzewa w nas ciągle, już 11 lat i nie oddam jej za nic w świecie. Bez podlewania i nawożenia na pewno się nie obejdzie. :)

    • Avatar
      January 19, 2016
      Reply

      Dziękuję Ci, miło to słyszeć :D Tak, po prostu kolega artystycznie się na nas wyżył podczas spaceru, a było to już dość dawno, bo chyba ze trzy lata temu :) A że gość zawodowo robi naprawdę ekstra foty to polecam:)

      Z tą miłością to ile par tyle historii… Zawsze byłam zwolenniczką miłości od pierwszego wejrzenia i ogólnie zakochuję się bardzo łatwo, ale takie gromy z jasnego nieba przeważnie fatalnie się dla mnie kończyły :) A tutaj spotkała mnie taka niespodzianka. Widać moje ziarenko było z tych długo kiełkujących;)

  12. Avatar
    January 19, 2016
    Reply

    Miłość to nie tylko motylki w brzuchu i szybsze bicie serca. Może na początku to działa, może to daje poczucie bycia kochanym i czujemy się cudownie. Ale żeby ta cudowna miłość przetrwała potrzeba codziennej pracy, troski, okazywania sobie uczucia,poczucie bycia potrzebnym i kochanym i dawania tego samego drugiej osobie. Nic się samo w życiu nie dzieje. Każda rzecz, która nas spotyka to wypadkowa naszych decyzji i działań jakie podejmujemy. Ale tylko od nas zależy jak to się będzie toczyć i w jakim kierunku rozwijać. O związek jak o wszystko w życiu trzeba dbać. Dopiero ta ciężka praca, która będzie procentować da nam poczucie szczęścia, radości i miłości. Pięknie napisane i tym bardziej się z tym identyfikuje, bo Twoje 400 km w moim przypadku oznaczało 500 :) ale dla chcącego nic trudnego ;)

    • Avatar
      January 19, 2016
      Reply

      Związki na odległość są wielkim wyzwaniem i walką, ale jak się uda to jest ogromna satysfakcja… Bo tu od początku się trzeba bardzo postarać, same motylki w brzuchu nie wystarczą. Widzę, że wiele takich par, które poznały się na odległość, odnajduje jednak zasłużone wspólne szczęście :) Cieszę się!

      • Avatar
        January 19, 2016
        Reply

        A poza tym dobrze jest przeczytać coś o związku na odległość od osoby, która sama to przechodziła niż tylko od kogoś komu się coś wydaje i coś sobie na ten temat pomyślał :)

  13. Avatar
    January 19, 2016
    Reply

    Mamy początek tygodnia, ba początek roku – a już wiem, że to jeden najlepszych tekstów 2016 :) Naprawdę wspaniale się czytało twoją historię, jak okazuje się tak bardzo podobną do mojej i Pawła :) Też budowałam relację tuż po relacji, zaraz przyszło nam się zmierzyć z moją depresją po śmierci mamy i jego lękami tak po prostu nagromadzonymi od dawna… Daliśmy radę, dlaczego? Byliśmy sobą, mocno zaangażowani, trochę niepewni jutra, ale coś nas niesamowicie do siebie ciągnęło. Do dziś brzęczą mi słowa “przyjaciółki”, że jestem kobietą, która nie potrafi być sama – nonsens, można być w związku i być cholernie samotnym. Ten wpis ma moc, niesłychaną pogodną aurą i na koniec piękne zdjęcie – świetna robota :)

  14. Avatar
    January 19, 2016
    Reply

    Zgadzam się z Tobą, rozwój w związku przyjmuje zupełnie inny wymiar, poznajemy siebie w sferze i głębokości, do której trudno dotrzeć samodzielnie. Piękny i mądry tekst jak zawsze :)

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *