Już nie noc, jeszcze nie dzień. O pierwszych pączkach i ostatnim śniegu

Czekając na pierwszy dzień wiosny, czyli jak być tu i teraz, kiedy serce wyrywa się do tam-i-wtedy?

Aura ostatnich dni dobrze mnie nastraja. Powietrze w lesie pachnie już ziemią, a nie mrozem. Nie wiem jak u Was, ale tu w Łodzi temperatury podskoczyły ostatnio dosłownie o 15 stopni, a we mnie wibruje już to radosne oczekiwanie, gotowość do startu, którą czuje się też w drzewach, przygotowujących zawiązki pączków na gałęziach (tak mnie to rozczula!)

Może jeszcze zetnie mróz, może będziemy musieli jeszcze chwilę poczekać. Ba! Może trzeba będzie czekać do kwietnia. Ale już teraz czuć atmosferę końca i początku. Chyba dlatego wszyscy o tym mówią. Idzie wiosna, idzie wiosna. Koniec zimy.

A inni na to: Co wy tak o tej wiośnie? Powinniście być tu i teraz. Przecież jest zima, cieszcie się tym!

Cieszę się. Ale nie zimą, która już wybrzmiewa. I nie wiosną, która jeszcze nie ruszyła. Cieszę się atmosferą przemiany. Uwielbiam tę porę. Przednówek, przedwiośnie. Czas oczekiwania na odrodzenie, na wielkie święto powrotu życia. Niby nic się nie dzieje… a jednak się dzieje. Niewyczuwalnie, podskórnie, pierwsze krople drążą już skałę.

To jest moje tu i teraz, to oczekiwanie i tęsknota. Czy można być bardziej tu i teraz, niż kiedy siedzisz wpatrzony w morze na kilka minut przed wschodem słońca, czekając na pierwszy promień, tę pierwszą świetlistą kropeczkę na horyzoncie? Czy można być bardziej tu i teraz, niż stojąc przed drzwiami ukochanej osoby, czekając, aż otworzy?

Tu i tam leży jeszcze ostatni śnieg. Jeszcze kilka razy założę najgrubszą z moich zimowych kurtek. Cieszę się tym, bo później długo jej nie zobaczę. To jest nastrój pożegnania, podziękowania za dobry, zdrowy sen. Za wszystkie mroźne wieczory, kiedy tak dobrze było wejść do pachnącego ciastem domu i ogrzać się przy śliwkowej herbacie. Za te spacery po śniegu iskrzącym, skrzypiącym. Za marchewkowy piernik na Gwiazdkę i wypitego na ulicy szampana na Nowy Rok. Za odpoczynek i regenerację. Za szczypanie mrozu w nos. Za ciepłe kaloryfery. Dobrze, że byłaś, Zimo.

Jeszcze tylko chwila. Nawołujemy. Jesteśmy gotowi. Czekamy na świt :)

Previous Najtrudniejsze wyzwanie, czyli jak zmienić kulkę nerwów w sarnę
Next Slow travel. Jak podróżować z przyjemnością po świecie i przez życie?

No Comment

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *