Jesienna chandra – pokonać czy… pokochać?


Foto: Sue Langford

Jako zadeklarowana miłośniczka przeżywania wszystkich emocji, nie tylko dobrych (wiedzą o tym moi kochani rodzice, którzy przez dwadzieścia lat cierpliwie znosili wszystkie moje napady histerii, paniki i czarnej rozpaczy, od których nie stroniłam), nie mogę nie dodać swoich trzech groszy do jakże chodliwego obecnie tematu JESIENNEJ CHANDRY, na którą złote rady rozprzestrzeniły się już na całą blogosferę.

Miło się czyta te wszystkie wpisy, bo jest w nich dużo o ciepłej herbacie, aktywności fizycznej, okopaniu się w dobrych książkach i zajęciu się pasjonującym hobby. A to wszystko są rzeczy, które osobiście uwielbiam. Od samego czytania o tym od razu poprawia mi się nastrój i zwiększa poczucie bezpieczeństwa.

Tyle, że nie wiem jak u Was, ale u mnie za oknem jest złota polska jesień. Właściwie czysta poezja. Nic, tylko wyjść na dwór i robić zdjęcia tej oszałamiająco pięknej i barwnej przyrody. Jest przepięknie! Słońce świeci, można piec dyniowe ciasta i czekać, aż ktoś piewszy zamieści na fejsie “Last christmas” Wham! W tej sytuacji trudno się dołować, nawet jeśli w domu nie ma akurat nawet ociupinki ciepłej herbaty ani przyprawy do piernika.

Ale za miesiąc zacznie się listopad, przyjdzie wilgotna mgła, przenikliwy chłód i klimat takiego… zamierania. Takiej martwoty. Wręcz… śmierci. Kraczące wrony i świszczący, płaczliwy wiatr. Mnie się ten nastrój od razu udziela. Wam też?

Jeszcze do niedawna napawało mnie to przerażeniem, bo każdy sezon jesienno-zimowy kojarzył mi się z jakimś totalnym zaburzeniem równowagi, powracającymi stanami depresyjnymi, wiecznymi kłótniami z otoczeniem i ogólnie tym, że NIE JEST ZA FAJNIE. I żadne hobby mi na to nie pomagało… no, chociaż kiedyś, jednego roku, kiedy przesiedziałam dosłownie całą zimę przy zabawnym MMORPG “Maple Story”, zabijając śmiercionośne żółwiki i muchomorki moją czarodziejską różdżką, to ta zima jakoś faktycznie szybko minęła. Ale później mi się to znudziło i klops.

Na szczęście już nie potrzebuję żadnych czarodziejskich różdżek, bo odkryłam, że jesienna chandra jest OK.

Ogólnie ludzie robią wszystko, stają na rzęsach, żeby tylko nie żyć w zgodzie z naturą. Dosłownie wszystko, co natura im proponuje – to odrzucają. Deszcz, śnieg, upał, zmiany klimatyczne? Fatalnie. Podział doby na dzień i noc? Do dupy, śpijmy w dzień, zarywajmy noce, to jest cool, fajni ludzie tak robią. Dojrzałość i starość? Nie istnieją, należy je ukryć i zamaskować, wstyd być starym. Cykl miesięczny kobiety? Koszmar, ohyda, niech zniknie! W ogóle możliwość rodzenia dzieci? KURA DOMOWA, niewolnictwo, krew i gówno. Pory roku? Bez sensu, powinno być tylko lato. Smutek i zaduma? Wykluczone! Chyba, że pierwszego listopada, to wtedy może być, bo w naszej kulturze wtedy się obchodzi święto zmarłych. Za to dzień później to już się nazywa jesienna depresja.

Stworzyliśmy sobie jakiś przedziwny ekosystem, w którym nie ma miejsca dla natury! Wyobrażamy sobie, że nad nią panujemy, i próbujemy za wszelką cenę z nią walczyć, upchać gdzieś pod podłogą, przykryć to plandeką, usiąść na tym i udawać, że wcale spod spodu nie wydostaje się ona, bulgocząca i potężna, i wszechmocna – Natura, z której wszystko się wywodzi i z którą się walczyć po prostu nie da. Bo to my nią jesteśmy. Bo w ten sposób sami ze sobą walczymy i sami siebie niszczymy.

Natura zatacza ogromne, imponujące koła, w których najpierw jest wzrost, a później jest spadek. Wzrost oczywiście uwielbiamy, bo to nam się kojarzy z potęgą ludzkości, ale ten spadek to już nie, bo to porażka, a my to przecież ludzie sukcesu, a nie ludzie porażki. Nie można na to pozwolić, trzeba działać. Działać! W kinach jest teraz nawet spoko film o tym, jak koleś dzięki działaniu wydostał się z Marsa. Z Marsa się wydostał, halo, a ty z jesienną chandrą sobie nie potrafisz poradzić?

A dlaczego właściwie by się w tej jesiennej chandrze nie… zanurzyć?

jesienna chandra

Co jest złego w tym, że będę sobie szła przez cichy, szary park i będzie mi melancholijnie? A nawet że jak wrócę do domu, to sobie popłaczę?

Dotknę tej części swojej duszy, której dawno nie widziałam, przytulę siebie samą i będziemy obie sobie tak leżały – ja i ja.

Ja – smutna, przygnębiona, zalękniona, zrezygnowana… i ja, obserwująca. Ja, świadomość.

Patrząca i widząca, że wyrażone emocje odpływają i znikają. Że kiedy pozwalasz sobie płynąć, zamiast walczyć ze wzbierającą falą, to jest łatwiej, bo nie marnujesz tyle energii. A nade wszystko – że nie jesteś swoimi emocjami, swoimi odczuciami. One są na zewnątrz. Wewnątrz jest zawsze bezpiecznie. Wewnątrz jest natura. Bóg, jeśli ktoś woli.

Tylko wewnątrz jest prawdziwa cisza i spokój. Nie znajdziesz jej zmieniając życie na zewnątrz, nie znajdziesz jej walcząc.

Drzewo nie walczy ze spadającymi liśćmi, nie próbuje ich zatrzymać. Udaje się na zasłużony wypoczynek po wielu miesiącach aktywności. Świat stopniowo zwalnia i zasypia, a ja mogę zwolnić i zasnąć razem z nim. I delektować się tym tak samo, jak delektuję się letnią eksplozją energii i witalności.

Dopuszczam do głosu to, co chce ze mnie wyjść, bo być może to jest coś ważnego, a ja głupia nie pozwalam się temu zamanifestować, odsłonić w całej okazałości. Może powinnam się temu właśnie dokładnie przyjrzeć.

Oczywiście nie znaczy to, że mam pić zimną herbatę, najlepiej lurę, nie puszczać sobie żadnych ulubionych filmów, wyrzucić ciepły koc, podrzeć wszystkie książki i w ogóle się biczować. Nie, nie! To bardzo ważne, by się sobą dobrze zaopiekować, nakarmić się czymś pysznym i zdrowym, zadbać o wszystkie witaminy i minerały (pamiętaj o witaminie D! to kluczowa sprawa dla wszystkich doświadczających jesiennych smutków. Przeczytaj też o pozostałych witaminach, które warto uzupełnić w przypadku przedłużającego się obniżenia nastroju), przewietrzyć się, poruszać trochę, zrelaksować, a potem opatulić się ciepło i otoczyć się miłością. Traktujmy siebie jak bezcenny skarb bez względu na porę roku!

Po prostu – pozwólmy jesieni być jesienią, a zimie prawdziwą zimą :)

Wiem z doświadczenia, że podążanie za porami roku i za naturalnymi cyklami przyrody daje przecudowne efekty, jeśli chodzi o wewnętrzną równowagę i poczucie głębokiego sensu leżącego u podstaw rzeczywistości. Wystarczy przestać walczyć i zgodzić się na to falowanie, które przydarza się nam i wszystkim żywym istotom.

A może będzie to fajną okazją, żeby poznać siebie jeszcze lepiej. Żeby zrobić jakiś wewnętrzny remanent, pozbyć się tego, co już przestało nam służyć. Żeby porządnie odpocząć. Odetchnąć od nadmiaru wrażeń. Naładować baterie na cały następny cykl. Dobrze się wyspać. Zrobić porządki w domu i w głowie.

No i… zająć się tym pasjonującym hobby – w końcu będziemy na to mieli dużo czasu :)

Nie mogę się doczekać!

24 Comments

  1. Avatar
    October 9, 2015
    Reply

    Mimo tego, że wiosna jest moją ulubioną porą roku, kocham jesień! Właśnie za te szare dni, leniwe poranki i inne przygnębiające rzeczy :) To jedyna pora roku, której aurze się poddaję całkowicie :)

  2. Avatar
    October 9, 2015
    Reply

    Większość ludzi ma straszną presję na to, żeby zawsze było “fajnie”, więc obowiązkowo nawet jesienią zmuszają się do życia na pełnych obrotach. Natomiast gdzieś czytałam, że to wiosną najczęściej ludzie zapadają na depresję i popełniają samobójstwa. Zapamiętałam to, bo mnie zaskoczyło. Ale teraz myślę sobie, że być może dotyczy to tych, którzy nie pozwolili sobie w gorszym – jesiennym – czasie w pełni doświadczyć smutku. Więc potem ich ten smutek przytłoczył.
    Ja osobiście wiosną, ale i jesienią, zawsze mam najwięcej energii, najszybszy metabolizm, najbardziej mi się chce. Latem i zimną trochę przysypiam. Widocznie tak wygląda mój naturalny rytm, nie walczę z tym :) Także Twoje przemyślenia zachowam sobie na zimowy czas, kiedy zacznie brakować mi energii słonecznej i cierpliwości do pogody. No i masz rację, witamina D, od jesieni obowiązkowo :)

    • Avatar
      October 9, 2015
      Reply

      Wiosna to okres, który utożsamiamy ze zmianami. Nowym początkiem. Często zbyt dużymi nadziejami. W końcu to my determinujemy zmiany, nie zaś pora roku. Tak, więcej samobójstw ma miejsce właśnie w tym okresie. To właśnie ignorowanie ‘smutku’, który towarzyszy nam wcześniej, jest główną przyczyną tego stanu. Obniżony nastrój często mylony jest z chandrą. Zimą nasza aktywność z reguły maleje, więc tym bardziej nie dostrzegamy niepokojących sygnałów. Między innymi związanych z depresją. Następnie na wiosnę syndrom presuicydalny zostaje podsycany przez efekt ‘niespłonionej obietnicy’, którą można tłumaczyć jako utrata nadziei na to, że wiosna rzeczywiście będzie dla nas nowym początkiem.

  3. Avatar
    October 9, 2015
    Reply

    Dotee, skąd się biorą tacy mądrzy ludzie jak Ty? ?
    Czy Ty też zauważasz jak często to życie na przeciw naturze próbuje się reklamować naturą właśnie? Na przyklad taki najlepszy naturalny magnez w tabletkach?

    Ach, nie przecież Ty się mylisz, my się mylimy! Naturalne jest tylko szczęście, szczęście do zrzygania! (I używanie słoików zamiast szklanek of kors. )

  4. Avatar
    October 9, 2015
    Reply

    Choć moją ulubioną porą roku jest lato to polubiłam się ostatnio z jesienią. Jestem taka spokojna, wszystko w głowie się ułożyło i nawet zamyśliłam się przy prasowaniu (kiedyś pisałaś o medytacji przy zmywaniu, od razu mi się skojarzyło!). Na studiach (muzyczno-pedagogicznych) miałam zajęcia o muzykoterapii. Jakie dźwięki powinno się podać smutnemu człowiekowi? Na pewno nie wesołe! Najpierw trzeba w tym smutku potrwać, myślę, że zgrywa się to z Twoimi przemyśleniami. A ja, choć na co dzień brnę przez życie z uśmiechem, to bardzo lubię melancholijne, wręcz wzruszające piosenki.

  5. Avatar
    October 9, 2015
    Reply

    Jesień to dla mnie czas relaksu. Odpoczynku. Także wzmożonej kreatywności. W końcu to długie wieczory, w których możemy całkowicie oddać się sobie. Nawet jeśli oznacza to kolejny maraton z ulubionymi serialami. Świadomość swoich odczuć, jak najbardziej. Melancholia także. Niemniej należy zwrócić uwagę na to, czy aby na pewno towarzyszy nam jesienna chandra. Jeśli obniżony nastrój towarzyszy nam przez okres dłuży niż dwa tygodnie, warto sięgnąć po pomoc.

    • Avatar
      October 9, 2015
      Reply

      Fakt że nie każda chandra to zwykła melancholia! Ale ja szczerze jakbym miała chodzić do lekarza za każdym razem, gdy jesienią dopadał mnie dwutygodniowy dół, to pewnie byłabym już uzależniona od wszystkich psychotropów świata. Według mnie samoobserwacja i głębokie zrozumienie są kluczem do zdrowia, również psychicznego, no ale mówię to na podstawie tylko własnego doświadczenia, a to nie oznacza prawdy objawionej.

      • Avatar
        October 10, 2015
        Reply

        Akurat miałam na myśli stan, który trwa znacznie dłużej niż dwa tygodnie :)

  6. Avatar
    October 10, 2015
    Reply

    Nawet nie wiesz jak potrzebowałam dzisiaj tego postu! Zaczynałam już podjerzewać że mam depresje: niechęć do imprezowania na imprezie domówce-wolałam zostać w domu a potem dół że może jednak trzeba było jechać, ale potem myśl że wcale nie mam ochoty się dzisiaj szczerzyć do obcych ludzi i udawać że wszystko jest cacy jak mam doła..Wiem brzmi śmiesznie ale jakbym miała rozdwojenie jażni- dwie totalnie sprzeczne osoby w jednym ciele..
    I jesteś pierwsza która pozwala i nawet robi przyzwolenie na jesienna chandrę bez wyrzutów sumienia! Dzięki bo ja ją ewidentnie mam. Ciepły koc, dobre jedzonko, film i czil :)

  7. Avatar
    October 11, 2015
    Reply

    Ja jestem jak najbardziej za tym, by pozwolić jesieni niekiedy być smutna. I w ogóle jestem z siebie dumna bo jakiś czas temu odkrylam ze każda pore roku lubie za cos innego i ta zmienność jest jedmoczesnie wielka stabiluzacją.

    Ja niestety, z ChaD, muszę uważać na tak duże spadki nastroju wiec… Poplacz i za mnie ;)

  8. Avatar
    October 11, 2015
    Reply

    Dobrze prawisz! Ale tak do końca nie można popłynąć z tą chandrą jeśli ma się jakieś obowiązki. Wtedy tak jak piszesz trzeba działać. Pięęęekna złota jesień!

  9. Avatar
    Żaneta
    October 12, 2015
    Reply

    Jesień to moja ulubiona pora roku, uwielbiam szeleszczące pod butami liście kiedy biegam o poranku po parku ,jest mi tak cudownie wtedy, tak jak dzisiaj :-)

  10. Avatar
    October 12, 2015
    Reply

    Wszystko ma swój czasi powinniśmy się z tym pogodzić, ale jesteśmy tylko ludźmi i buntujemy się. Bo przecież przed chwilą było jeszcze tak pięknie i ciepło a teraz? Teraz też jest, ale z domu to lepiej nie wychodzić tylko siedzieć pod kocem. Takie podejście nie jest może i najgorszym z możliwych o ile zmiana pogody nie wpływa na zdrowych ludzi jak na meteopatów. Chcąc się cieszyć życiem musimy odnaleźć szczęście w każdej chwili a to znaczy, że jesień wcale nie jest taka zła. Jest jak zachodzące słońce: wygląda pięknie, ale tylko przez chwilę a potem znika.

  11. Avatar
    October 12, 2015
    Reply

    Tego roku jakaś jesień krótka, więc i chandry nie było – u nas śnieg za oknem!!! ;D A u Ciebie tak słonecznie!!! Czasami chciałoby się poddać tej pogodzie i troszkę się posmucić – ale w moim przypadku – przy dzieciakach – to zupełnie niemożliwe!!! :) I cieszę się z tego bardzo!!! ;)

  12. Avatar
    October 15, 2015
    Reply

    Pory roku w pewien sposób wpisują się w cykl organizmu człowieka. Jesień też jest ważna. Ja lubię czerpać z każdej pory roku jak najwięcej! Jesienią to gruby koc, świece wieczorem i pełno książek, spacery wśród liści i kasztanów, spokój.

  13. Avatar
    October 21, 2015
    Reply

    Mi się wydaje, że czasem najzwyczajniej w świecie trzeba zwolnić, a jesień i zima są do tego wręcz idealne. Moja romantyczna dusza, uwielbia ten jesienny czas, gdy pięknie dudni deszcz o szybę, gdy wszystko jakby zwalnia, zastyga, zmusza do refleksji. Wiadomo, brak słońca potrafi czasem dać w kość, ale gdyby zając się jakimś sportem na to konto? A gdyby zamiast narzekać i smęcić, ze zimno – zaprosić znajomych do wspólnego gotowania, sączenia grzanego wina i gry w planszówki? A jak zimno to pod kocyk, z kotami, książką i herbatą, albo do sauny. Ja kocham jesień i żadne depresji mam nadzieje mi nie straszne :)

  14. Avatar
    Inga Nowicka
    November 8, 2015
    Reply

    u mnie nie jest najgorzej, jesień upływa mi dość szybko i dopóki widzę kolorowe liście to się nie przejmuję

  15. Avatar
    November 8, 2015
    Reply

    Oj racja… nam jest wiecznie za ciepło, za zimno, za sucho, za mokro :) W tym roku jesień jest magiczna i nie ma co narzekać :)

  16. Avatar
    November 12, 2015
    Reply

    Dottee doskonale wiem, co masz na myśli i zgadzam się z Tobą – sama jestem emocjonalnym wulkanem i w moim wachlarzu znajdzie się wszystko :) Myślę, że nie chodzi tu o sama jesień jako taką, ja też lubię lecące liście, melancholię, lubię zagrzebywać się w koc, lubię się wówczas przytulić i czekać na zimę… problem w tym, że ludzie tak bardzo chcą zmienić bieg rzeczy, że natura się buntuje i zmienia wszsytko – pamiętasz kiedy ostatnio były białe święta? Bardzo mi tego brakuje. Zamiast tego tylko szaro, buro przez 6 miesięcy. Może stąd te wszystkie posty z radami :) Całuski!

  17. Avatar
    November 7, 2016
    Reply

    Dotee – przykro mi, ale kompletnie się z Tobą nie zgodzę.
    Nie po to na jesieni zjada się dużo warzyw, owoców i trzeba wychodzić na słońce by dać się zatracić melanchonii.
    Pamiętaj, że są ludzie, którzy bardzo łatwo wpadają w skrajności – jeśli “odpuszczą” na chwilę – wpadają prawie że w depresję.

    • Avatar
      November 7, 2016
      Reply

      Na jesieni wychodzenie na słońce niewiele daje, trzeba suplementować witaminę D w dużych dawkach jeśli mamy tendencję do tzw. jesiennej depresji. Ja nie proponuję celebrowania choroby, tylko nieuciekanie od własnych emocji i potrzeb :)

      • Avatar
        November 7, 2016
        Reply

        Sugerujesz, że sposobem na nie uciekanie od własnych emocji i potrzeb jest poddanie się chandrze? Odważne stwierdzenie ;)

        • Avatar
          November 11, 2016
          Reply

          Wiem, że odważne, ale w moim przypadku działa. Wyrażona emocja po prostu znika. Nic więcej nie trzeba z nią robić, tylko ją przeżyć. Choć czasem to niełatwe i rozumiem, że nie każdy ma ochotę się z tym mierzyć. Najlepiej chyba samemu sprawdzić, co działa u nas.

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *