Jak myślisz – czy istnieją przypadki?

Można żyć tak, jakby cuda nie istniały, albo tak, jakby wszystko było cudem. Którą opcję wybierasz?

Bo ja jakiś czas temu wybrałam tę drugą. I nie chodzi mi tu tylko o zachwyt nad przyrodą, nad wschodami słońca i nad zapachem porannej kawy, ale też nad zdumiewającą konsekwencją świata, na którym żyjemy, tajemniczych splotów wydarzeń, ludzi, którzy niby przypadkiem pojawiają się na naszej drodze.

Zauważyłeś, jak wiele znaczących rzeczy w naszym życiu wzięło się niby z przypadku?
Wiesz – wpadłeś na kogoś na ulicy, a później ten ktoś dał ci pracę marzeń albo został twoim najlepszym przyjacielem. Coś ci powiedziało, żebyś się wybrał na jakąś imprezę, a tam poznałeś kobietę, z którą spędzisz najbliższe dwadzieścia lat. A czasem widzisz dopiero po czasie, jak ważna była dla ciebie jakaś historia, na którą nie miałeś wpływu, a która ciebie ukształtowała.

Jak to działa? Jak można to wykorzystać?

Kiedy zaryzykujesz założenie, że nie ma przypadków, a zbiegi okoliczności są wiadomością, nagle ta tajemniczość nabiera sensu. Na wszystko zaczynasz patrzeć jak na lustro, w którym możesz zobaczyć samego siebie.

Ktoś cię zdenerwował. Dlaczego? Co to mówi o tobie? Dlaczego akurat to wzbudziło w tobie emocje?

Ktoś cię zawiódł. Skąd się wzięły twoje oczekiwania wobec niego? Czego potrzebowałeś od tej osoby? Czego w ogóle potrzebujesz od innych i dlaczego?

W kimś się zakochałeś. Czemu akurat w niej, w nim? Co ona może ci dać, co możesz ty jej dać? Czemu akurat na nią zwróciłeś uwagę ze wszystkich kobiet świata? (Wbrew pozorom na to pytanie istnieje konkretna odpowiedź, choć czasem jest głęboko ukryta!)

Nawet ktoś, kto – dajmy na to – zaczął pisać do ciebie na facebooku nie wiadomo skąd po latach nieobecności w twoim życiu, może być posłańcem jakiejś wiadomości, która będzie dla ciebie życiowo istotna.

Zawsze jest powód, dla którego wydarzenia układają się w określony sposób, ponieważ to ty to wszystko sprawiasz swoją uwagą. Brzmi to trochę magicznie i bajkowo, ale da się sprawdzić w praktyce, więc dla mnie jest przekonujące


 
Nawet, jeśli nie lubisz bezmyślnie wierzyć w coś, czego sam nie doświadczyłeś (i mądrze!), a bajanie o braku przypadków uważasz za oderwane od rzeczywistości, wciąż możesz z tego czerpać.

Wystarczy zadać sobie jedno pytanie, które pasuje do każdej sytuacji. Zupełnie realistyczne pytanie, na którym każdy skorzysta.

Brzmi ono:

Czego mnie to uczy?

I już nie chodzi o to, że “każda porażka uczy”. Bo nie tylko porażka, ale WSZYSTKO uczy. Codzienne sytuacje, pozornie oderwane od siebie zdarzenia.

To, że się pokłóciłeś z rodzicami, też czegoś cię uczy – i twoich rodziców też. Relacje międzyludzkie są w ogóle potężnym źródłem informacji o nas.

Nawet to, że już trzeci telefon w tym roku wpadł ci do kibla, czegoś cię uczy. Czemu jesteś nieuważny, co zamiast tego zaprząta twoją uwagę? A może pora uwolnić się trochę od technologii? A może to w ogóle metafora twojego życia? To trzy możliwe rozwiązania – każde inne, a może twoja wiadomość brzmi jeszcze inaczej?

A czasem – możesz zwrócić uwagę na słowa usłyszane od przypadkowego człowieka, którego spotkałeś na przystanku autobusowym. I to będzie zupełnie dosłowna, bezpośrednia nauka od kogoś dla ciebie.

Albo twój wzrok padnie na jakieś zdanie w gazecie lub książce, które również będzie wiadomością.

W ten sposób działa intuicja.

Patrzę na to w ten sposób od pewnego czasu i jestem szczerze zdumiona, jak wiele wiadomości dostawałam przez całe życie od świata. Tyle, że jeszcze trzeba nastawić się na odbiór.

W krótkim czasie można dowiedzieć się bardzo wiele o sobie, o swoich jasnych i ciemnych stronach (uwaga – to drugie nie będzie przyjemne! Ale nie odwracaj wzroku! W pewnym momencie dalej nie pójdziesz, jeśli tam nie spojrzysz).

Można też dowiedzieć się, jak nad tym pracować, jak zmienić to, co nie pasuje, jak znaleźć się tam, gdzie chcemy być.

Wystarczy UCZYĆ SIĘ na wszystkim. Otworzyć się na te wszystkie wiadomości.

Wszystko, co budzi w tobie emocje, co przyciąga twoją uwagę, co sprawia, że czujesz się bardziej żywy, wszystko to, co “nie wiadomo, jak się stało” albo “samo wyszło” – wszystko to jest szczególnie istotne.

Może wziąłeś do ręki telefon, bo coś cię tknęło, a tam niespodziewana wiadomość? To zaproszenie, skorzystaj! Obserwuj uważnie tę sytuację, nie próbuj nią kierować, ale patrz co z niej wyjdzie i czego się z niej dowiesz.

A może wziąłeś do ręki telefon, bo tknęło cię, że będzie wiadomość, a tu – nie ma? Obserwuj uważnie SIEBIE, bo jest powód dla którego wypatrujesz tej wiadomości. Czy to ci służy? Skąd się bierze?

Już widzisz, jak to działa? Nie musisz do tego wierzyć w żadne rzeczy nadprzyrodzone (zresztą nic nie jest nadprzyrodzone, po prostu przyroda jest nieco bardziej złożonym bytem, niż się nam zdaje ;))

Można czerpać z życia pełnymi garściami na o wiele więcej sposobów, niż robiąc jak najwięcej rzeczy.

Choć i to jest potrzebne… i czegoś nas uczy :)

Previous 10 niezwykłych instagramów cieszących oko i duszę
Next 30 powodów, dla których cudownie być kobietą!
  • Często zadaję sobie pytanie: czego mnie to nauczyło :)

  • Zrozumienie samego siebie na początku jest ważne. W ciągłym biegu trudno zastanowić się co nauczyły nas poszczególne wydarzenia. :)

  • Excelsior :) Pojmuję znaki nieco inaczej – po prostu to, co zaprząta podświadomość, gdzieś tam tkwi, jest wyczulone na pewne sytuacje. Na kogoś, na zasłyszane słowa. Dla jednej osoby nie wszystko jest znakiem, tylko to, na co ona jest niejako otwarta – bo akurat ma coś gdzieś z tyłu głowy. Albo ma kompleksy, albo konkretne marzenia albo niezaspokojone potrzeby. Wtedy wszystko to, co pasuje do tego, łatwiej do niej trafia.

    • Chyba jednak podobnie to pojmujemy, tylko inaczej o tym mówimy ;) Przecież to, że na coś zwróciliśmy uwagę, jest właśnie takim sygnałem od nas dla nas. Jasne, że nie da się zwrócić uwagi na wszystko-wszystko, bo byśmy oszaleli;)