Jaki jest sekret “50 twarzy Greya”?


“Tego się nie da czytać! Co za grafomania! Zaraz się porzygam!” – prychają i wzdychają kobiety na całym świecie, pochłaniając kolejne strony chyba najgłośniejszej książki ostatniego roku. Przeczytałam i ja, by wyrobić sobie zdanie. Jakoś przebrnęłam, zdanie sobie wyrobiłam. Teraz na ekrany wszedł film. Pierwsze recenzje mówią jednoznacznie, że to jeszcze gorsze barachło niż książka. A jednak wszystkie, parskając pogardliwie i wywracając oczami, biegniemy na ten film, mało szpilek nie pogubimy. Dlaczego?

No, bo chyba nie dlatego, że zawiera delikatne elementy BDSM (bondage, dyscyplina i sado-maso, gdyby ktoś jeszcze sobie nie sprawdził, co oznacza ten skrót). Gdybyśmy tak pragnęły zgłębiać temat sadomasochizmu w sypialni, to w obrocie byłyby książki markiza de Sade, nie ta naiwna powiastka. To tylko taki wabik, specyficzna reklama.
Są tam inne, ważniejsze rzeczy.

Grey jest stuningowanym Edwardem ze “Zmierzchu” dla dorosłych. Właściwie to powinni wziąć Pattisona do tej roli.
Jest ucieleśnieniem kobiecych marzeń. Młody, piękny, inteligentny i bogaty, a do tego stanowczy i zdeterminowany.
Ale to jeszcze nic takiego. Bo przecież takich bogatych przystojniaków jest na świecie na pęczki.

Jest coś, czym imć Grey obdarza główną bohaterkę dosłownie od pierwszej sekundy ich spotkania. Coś, o czym marzą wszystkie kobiety świata, a czego dostają zawsze za mało.

Tym czymś jest UWAGA.

Facet lata za swoją upatrzoną zdobyczą prawie od pierwszej strony do ostatniej. Obsypuje ją samochodami i komputerami, byleby tylko zgodziła się na niego pierdnąć (no niestety a może stety, aż tak dosadnych urozmaiceń w tej książce nie ma.) Gdy ona zacznie uciekać, będzie biegł za nią choćby i na koniec świata. Skacze wokół niej i popiskuje jak słodki szczeniaczek. Na dodatek zapewnia jej nierealne orgazmy, nie zważając na swoje samcze potrzeby. Wyczerpał chyba wszystkie możliwości okazywania uwagi kobiecie. Nie tracąc przy tym ani na moment klasy i zniewalającego uroku.

Przeciętna żona i dziewczyna zwykłego chłopaka, który jeździ Golfem trójką, zapomina o rocznicach, lubi wyjść z kolegami na piwo, a po seksie odwraca się dupą i zasypia – gdzieś głęboko w środku marzy o takim Greyu, choćby i wiedziała, że taki ktoś nie istnieje, że to wersja Kena dla dorosłej i seksualnie aktywnej Barbie. I dlatego leży i czyta z coraz bardziej maślanym wzrokiem.

Grey ma też coś, czego przeciętny zjadacz schabowego nie ma w nadmiarze.

Tym czymś jest TAJEMNICA.

Mroczna tajemnica, którą on jest gotów zdradzić właśnie Tobie i tylko Tobie. To, że teraz poznałaś jego najgłębiej skrywany, najbardziej intymny sekret. Tak, jakby odsłonił przed Tobą całą duszę.
Równie dobrze mogłoby się okazać, że jest wampirem, no ale że tu mamy inny target, to zamiast wampira jest lekka perwersja seksualna. Wychodzi na to samo. Główna bohaterka, z kombinacją zafascynowania i strachu, zaczyna zgłębiać temat. Jeśliby teraz się wycofała, to właściwie mogłoby tylko oznaczać, że jest jeszcze większą dupą wołową, niż wszystko wskazywało na to od początku.

Oczywiście słynnej, wielce wyuzdanej i szumnie reklamowanej perwersji aż tyle w książce nie ma. Musimy pamiętać, do kogo kierujemy tę opowieść. Czytelniczki to wrażliwe istoty. Bohater ma emanować erotyzmem, a nie narażać się na okrzyki obrzydzenia czy salwy szyderczego śmiechu. (Inna sprawa, że i tak się naraził na mój ironiczny uśmieszek, ale to już nie jego wina. Po prostu ja już za wiele widziałam.)

Zamiast nikomu niepotrzebnego naturalizmu jest coś innego, na czym kobietom zależy znacznie bardziej i co jeszcze trudniej dostać od ich mężów.

Tym czymś jest INTYMNOŚĆ.

Ten cały Grey nie jest żadnym chorym zboczeńcem. Jest po prostu skrzywdzonym chłopcem. Bohaterka to rozumie i tak bardzo mu współczuje. Chciałaby go przytulić i uratować. Kiedy on otwiera się przed nią, kiedy ona przenika pozory, które go skrywają, to po prostu jest tak pięknie, prawie jak w “Pięknej i bestii”.
Nic, tylko pocałować go pocałunkiem prawdziwej miłości i odczarować klątwę.

Teraz powinna się ukazać książka z odwrotną historią – facet będzie zgłębiał mroczną kobiecą tajemnicę. Wtedy będzie jak w “Shreku”.

No i co? Wydawało się, że czytamy jakieś ostre porno (ekhm, ta jasne), a toż to jest romantyczna opowieść o tęsknocie za uwagą, tajemnicą, napięciem i intymnością w związku. W sam raz na Walentynki.

A jeśli przy okazji jedna czy druga pani pod wpływem lektury nabierze ochoty, by zakupić satynową packę, miotełkę z piórek czy srebrny krawat, by urozmaicić swoje nieco zakurzone życie seksualne – to chyba dobrze. Będą przynajmniej jakieś plusy lektury czy filmowej projekcji, skoro już na walory artystyczne tej opowieści nie możemy liczyć.

Skorzystają na tym też obdarzeni polotem panowie, nawet jeśli zamiast lotu helikopterem do apartamentu marzeń zabrać mogą swą kobietę tylko na przejażdżkę dwa przystanki tramwajem do domu kumpla, który zostawił na weekend klucze. I ma w łazience dużą wannę.

No Comment

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *