Nie chowaj głowy w piasek. Jak zadbać o siebie, ale tak naprawdę?


zadbac o siebie

Słuchajcie, jaka ja jestem z każdym dniem mądrzejsza… to już mi się powoli przestaje w głowie mieścić. Szkoda, że muszę się uczyć na własnych błędach, ale za to dzięki temu Wy możecie uczyć się na moich. Chociaż świat jest jakoś tak zrobiony, że jednak na tych własnych nauka idzie najlepiej. Przeważnie te błędy nie są aż tak katastrofalne. Coś nie wychodzi, ale w zasadzie zawsze można to naprawić.

Są jednak takie błędy, które się cholernie trudno naprawia i dlatego nie warto ich popełniać.

Każdy z nas ma w swoim życiu coś, o czym wolałby nie myśleć.

Dla jednych to regularna kontrola zdrowia (a jakże!). Dla innych zadbanie o aktywność fizyczną czy zmiana sposobu odżywiania. Są też tacy, którzy od dawna mają gdzieś z tyłu głowy, że pora zmienić pracę albo towarzystwo, że dobrze byłoby porzucić wieloletni status singla, wyjść z długów, pozbyć się wiecznych kaców, a może rzucić palenie. Też masz takie coś, no nie? Taką sprawę, która leży odłogiem. Ale przypominasz sobie o niej raz do roku. Akurat tak się składa, że poruszanie tego tematu nie jest najprzyjemniejsze, nie jest też pilne, no i ups… tak wychodzi. Oczywiście to rozumiem, bo mam podobnie – mam na to nawet całą gamę usprawiedliwień.

Przede wszystkim tak jest wygodniej. To, co jest, to już znam, a to, co się wydarzy, kiedy poruszę ten kamyk, który wywoła lawinę… ho, ho, może mnie to przerosnąć. I nie będzie już odwrotu! A jak się nie uda? Olaboga.

Tyle, że ta rzecz latami nieruszana obrasta syfem i w końcu zmienia się w wielki wrzód na twoim życiu, za który nie wiadomo nawet jak się zabrać, bo nie wygląda, jakby miał zniknąć po posmarowaniu spirytusem. Rok po roku osoba unikająca towarzystwa staje się coraz większym odludkiem i w końcu nawet zagadanie do swoich dawnych znajomych wydaje się wielkim wyczynem. Dzień po dniu leniwiec staje się większym leniwcem, mięśnie flaczeją, umysł gnuśnieje. Po dziesięciu latach pracy w tym samym miejscu, choćby i to miejsce odbierało komuś resztki radości życia, opuszczenie go jawi się jako wyjście w przestrzeń kosmiczną bez skafandra. Zaniedbywana wielka miłość przeistacza się w wielką obojętność lub jeszcze większą nienawiść. Słabości zmieniają się w nałogi. Zgodnie z prawem Murphy’ego ta jedna, jedyna rzecz, którą się nie zajmujesz, stanie się Twoją największą zmorą, nawet, jeśli wszystko inne jest turboidealne i nieskazitelne!

Cała sztuka w tym, żeby nie udawać, że tego nie ma. Żeby spojrzeć na to szeroko otwartymi oczami i dokładnie się temu przyjrzeć. W całej okazałości.

I nie mów, że akurat Ciebie to nie dotyczy, bo w Twoim życiu nic się nigdy nie zamiata pod dywan, zawsze wszystkie rozdziały domykasz do końca i znasz siebie samego od podszewki. No ja wiem, że czasem człowiek prędzej zgnije marnie, niż się przyzna przed światem do własnej niedoskonałości. Ale przed sobą samym to można by było.

Nikt nie ma tak, żeby wszystko lubił, a są takie kwestie, których nikt nie lubi – zrobienie sobie wszystkich zębów u dentysty na przykład. Także tych, z których zostały jakieś godne pożałowania szczątki. I jak ich nie wyrwiesz, to Ci cały organizm zatrują. A później zaropieją i będziesz miał podwójny bałagan.

Nikt nie lubi też zajmować się własną mroczną stroną. Mrok zdecydowanie nie jest na topie. Nawet, jeśli już naprawdę ciężko wytrzymać ze sobą samym, to wolimy się męczyć, niż poszukać rozwiązania. Wygodniej się babrać w poczuciu winy i wstydu, i popadać w coraz większy wewnętrzny konflikt z dnia na dzień, aż w końcu jesteś już tak przesiąknięty tą kwaśną goryczą, że samo zbliżenie się do Ciebie grozi wybuchem.

Dlatego żeby w pełni zadbać o siebie, to niestety musisz wyciągnąć głowę z piasku i spojrzeć właśnie na tę rzecz, na którą tak bardzo nie chcesz patrzeć. I pomału… no, jednak coś z nią w końcu zrobić. Samo się nie załatwi. Albo inaczej: samo może załatwić się tylko na Twoją niekorzyść.

Życie to nie są osobne kategorie: sprawy zawodowe, uczuciowe, zdrowie fizyczne, psychiczne itd. Życie jest całością, w której wszystko jest połączone ze sobą i wzajemnie zależne, a to, że my sobie lubimy wszystko dzielić i szufladkować, to już zupełnie inna historia. Kiedy psuje się choćby jeden mały element – to znaczy, że WSZYSTKO jest popsute. Nawet jeśli na to nie wygląda. I się ta cała misterna konstrukcja może zawalić, ku Twemu niezadowoleniu, w najmniej odpowiednim momencie. Na głowę Twoją oraz na głowy Twoich bliskich.

To jak, robimy porządki?

Pamiętaj, że struś, yy… to znaczy strach, ma wielkie oczy. Damy radę :)

8 Comments

  1. Pracuję nad tym równolegle do Ciebie. Szkoda tylko, że coś musiało pierdolnąć, żeby dało się to dostrzec. Też mi się otworzyły oczy, jak to wszystko jest ze sobą połączone. Niby wiedziałam wcześniej, ale teraz poczułam do głębi na własnej skórze. Organizm zawsze funkcjonuje jako całość.

  2. Avatar
    June 27, 2015
    Reply

    Jest kilka takich rzeczy, które odkładam i w zasadzie nawet nie wiem jak się za nie zabrać. Trzeba będzie się zmobilizować po prostu. :)

  3. Avatar
    June 28, 2015
    Reply

    Właśnie, niby wiemy, że jakiś obszar naszego życiu kuleje, ale jednak udajemy, że wszystko jest w porządku. Ja też jakiś czas temu uświadomiłam sobie, jak bardzo zaniedbałam pewne rzeczy. Zaczęłam pracować nad tymi obszarami i jest zdecydowanie lepiej, ale i tak zauważam u siebie tendencję do brnięcia w utarte schematy. Niestety gatunek ludzki chyba tak ma – wolimy skupiać się na tym co dla nas znane, łatwe i bezbolesne.

  4. Avatar
    June 30, 2015
    Reply

    Mam kilka spraw, o których niechce myśleć. I zrobił się z nich już niezły życiowy wrzód… Damy radę, mówisz? :) Dzięki.

    • Avatar
      June 30, 2015
      Reply

      I mam pytanie, czy sama wykonywałaś szablon? Jest cudowny!

      • Avatar
        June 30, 2015
        Reply

        Miło słyszeć:) Zakupiłam na themeforest i trochę stuningowałam samodzielnie:)
        Pewnie że damy radę, najgorzej to się do tego zebrać – wiem coś o tym :]

        • Avatar
          June 30, 2015
          Reply

          Zakochałam się w kolumnie bocznej z kategoriami <3
          Tak, najgorzej ZACZĄĆ, bo jak już pierwszy etap za Tobą, reszta leci lawinowo :)

          Pozdrawiam :)

  5. Ojjj tak, ostatnio długo odkładałam jedną rozmowę, ale w końcu zebrałam się w sobie i ją poruszyłam. Nie jest dokończona, ale chociaż rozpoczęta. Wiem, dziwnie to brzmi, że nie skończyłam rozmowy, ale jest to długa, wieloetapowa dyskusja. A i o zębach mi przypomniałaś. Od kilku lat unikam dentysty-chirurga, choć moje trzy ósemki już dawno powinny być wycięte. Jednak wspomnienie usunięcia pierwszej przyprawia mnie o dreszcze, ale jak to mówią: “co się odwlecze to nie uciecze”, więc chyba jednak spróbuję to załatwić…:)

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *