Jak wybrać szkołę jogi?


Marcelo Maia

Jak wybrać szkołę jogi? Pamiętam, jakby to było wczoraj… przetrząsanie stron internetowych różnych łódzkich szkół jogi i daremne rozkminy, czy ta będzie dobra, a może ta? A skąd mam wiedzieć, czy dobrze mnie tam nauczą? Może to w ogóle nie będzie ta joga, którą ja chcę? A co, jeśli WYBIORĘ ŹLE? I będę przez rok uczyć się złej jogi? Teraz się z tego trochę śmieję, ale naprawdę tak myślałam, więc w pełni rozumiem twoje dylematy :)

Przede wszystkim powiedzmy sobie raz a dobrze: Na pewno to będzie ta dobra joga, więc o to się nie bój. Jeśli miałaby być jakaś inna, niż ta standardowa, czyli hatha joga / joga Iyengara, to na pewno byłoby to napisane. A co do hatha jogi, to niezależnie od tego, czy poszukujesz duchowej podróży, czy rozruszania kości, to ona ci to da. Oczywiście jeśli będziesz regularnie i wytrwale chodzić na zajęcia. Kwestia jest tylko taka, gdzie ją zacząć praktykować.

Jeśli jest dla Ciebie niejasne, co daje joga, to polecam Ci dwa teksty:
O tym, jakie są pierwsze odczuwalne efekty jogi (już po kilku miesiącach),
oraz o tym, jakie efekty odczuwam po pięciu latach praktyki.
To jak, ruszamy się?

Do wyboru jest cała masa miejsc, na przykład:

Studio jogi

Miejsce specjalnie przeznaczone na zajęcia jogi i pranajamy, gdzie masz grafik pełen różnych rodzajów jogi, różnych nauczycieli, na ścianach wiszą zdjęcia joginów w kosmicznych pozach, w kątach palą się świece i kadzidła. Czego chcieć więcej?

W takie miejsca chodzą fajni ludzie, są organizowane różne dodatkowe warsztaty i spotkania, często możesz też coś zjeść, poczytać tematyczne magazyny czy książki. Niektóre z tych dużych szkół to prawdziwe jogiczne centra kulturalne, gdzie zawsze można wpaść i miło spędzić czas. Ale nawet te małe szkoły, gdzie masz jednego lub dwóch nauczycieli i kameralną salę, mogą być bardzo dobre. Może się okaże, że właśnie takie miejsce okaże się dla ciebie idealne, bo na przykład w mniejszym gronie łatwiej o integrację i swobodniejszy klimat.

Zwróć uwagę, że jedno studio drugiemu nierówne i możesz w jednym czuć się jak w domu, a w drugim drętwo i jak wycięty z innej bajki. Nic niezwykłego w tym nie ma – miejsce tworzą prowadzący i ludzie, więc wszystko zależy, czy akurat ci ludzie nadają z tobą na jednej fali :)

Nie ma też nic złego w tym, że nie spodoba ci się w żadnym studio tego typu, bo na przykład wyda ci się zbyt górnolotnie i duchowo, a ty chcesz na początek po prostu się porozciągać. Na szczęście masz jeszcze inne opcje do wyboru.

Zajęcia jogi w klubie fitness

Jeśli trafisz na dobrego nauczyciela i lubisz ten klub, to takie zajęcia mogą być zupełnie OK. Może to tamtędy prowadzi twoja ścieżka?

Jeśli jednak te dwa warunki nie są spełnione, to możesz się zniechęcić, bo to może być taka joga-niejoga. Mięśniaki z siłowni biegające po korytarzach, hałas, echo muzyki z sali obok, a do tego instruktor chyba urwał się z zumby.. (nie ujmując nic zumbie!)

Do mnie to nie przemawia. Choć by być sprawiedliwa, muszę dodać, że mam też pozytywne doświadczenia z takimi miejscami. Może być do nich bliżej niż do studio, może akurat tam być przystępny dla ciebie grafik, a co do instruktora – bywa, że są to naprawdę kompetentne osoby, które poza tym pracują również w renomowanych szkołach jogi.

Warsztaty wyjazdowe

To opcja, której nie próbowałam, ale właściwie, mając do zainwestowania konkretną kwotę, a do wykorzystania kilka dni urlopu – czemu nie? To może być początek twojej wielkiej przygody. Tego typu warsztaty bywają przygotowane specjalnie dla początkujących, którzy nigdy nie stali na macie (upewnij się tylko, czy te, na które się wybierasz, będą miały ten podstawowy poziom, żeby się nie zdziwić.) Są organizowane w naprawdę malowniczych miejscach, pośród ciszy i spokoju, w pięknie i klimatycznie urządzonych obiektach. Na niektóre z nich można przyjechać z dziećmi lub też z przyjaciółmi, którzy nie praktykują jogi.

Ciągnie cię na coś takiego? To dawaj. Przekonasz się od razu, czy to coś dla ciebie, poznasz pierwsze efekty, zobaczysz jak to działa, odetchniesz świeżym powietrzem, zrobisz sobie wakacje. Przy okazji poznasz tych nauczycieli i później będziesz mieć ułatwiony wybór szkoły, jeśli przyjdzie ci do głowy kontynuować.

Chciałam jednakże zauważyć, że lepiej już dziś pójść na półtoragodzinne zajęcia do studio, ale naprawdę tam dotrzeć, niż przez najbliższe pół roku wybierać się na wypasiony wyjazd z jogą, już tym razem na pewno, i nigdy się nie zdecydować. Koniec końców te opcje wzajemnie się nie wykluczają.

Nauka w domu

Czasem pytacie mnie w prywatnych wiadomościach, czy nie moglibyście się uczyć po prostu w domu, z filmików dostępnych w internecie.

Powiem tak. Te filmiki są całkiem OK, jeśli masz już jakieś podstawy, akurat pogoda jest pod psem, a ty masz tylko pół godziny, zanim zapiekanka na obiad wyjdzie z pieca, a w tym czasie chcesz się powyginać. Wtedy to, że ktoś z internetu cię poprowadzi, może być nieocenione. (Polecam sekwencje z bloga Poczuj się lepiej!)

Ale porównując praktykę w domu i w szkole jogi, to ta pierwsza w ogóle nie ma podjazdu. Nie ma nawet o czym mówić. Nauka podstaw w szkole jogi JEST potrzebna, a to choćby z takiego tylko powodu, że ćwicząc samemu, nie widzisz tego, co robisz źle. Wydaje ci się, że dobrze, a miesiąc później zaczynają cię boleć plecy albo nic się nie dzieje i myślisz wtedy, że ta cała joga to nie działa. Nie nauczysz ciała pewnych określonych ruchów, skoro sam ich nie znasz. Ktoś musi po prostu do ciebie podejść i ustawić cię w dobrej pozycji. A jeśli nabierzesz złych nawyków, to później trudniej będzie to odkręcić, niż wysilić się jednak trochę bardziej na początku, iść do tej szkoły jogi i mieć spokój.

Ćwicząc w domu, jesteś też właściwie skazana na jakieś kocie grzbiety i psy z głową w górę, bo nie zrobisz żadnej bardziej karkołomnej pozycji, która wymaga pomocy, zachęty, przełamania strachu. A dopiero od tego zaczyna się cała zabawa.

A zatem postanowione: idziemy do szkoły! (Emocje jak w pierwszej klasie podstawówki!)

jak wybrać szkołę jogi
Foto: Augusto Mia Battaglia

Jak wybrać szkołę jogi?

Najprostszy sposób to po prostu pójść tam na zajęcia. Nie ma prostszego rozwiązania, naprawdę :) Po prostu idź i zobacz, czy będzie ci się podobać. Przecież to nie wybór studiów. Najwyżej więcej tam twoja noga nie postanie.

Od razu mówię, że najlepiej będzie, jak pójdziesz do kilku różnych miejsc, żeby zyskać perspektywę. U mnie zaskoczyło dopiero za trzecim czy czwartym razem – wcześniej myślałam, że joga nie jest dla mnie, bo po prostu nie trafiłam na swoje miejsce! No chyba, że już za pierwszym razem wpadniesz jak śliwka w kompot – wtedy, rzecz jasna, nic na siłę.

Na co zwrócić uwagę?

  • Kim jest nauczyciel?

    To tak naprawdę jest najważniejsze. Moim zdaniem ważniejsze, niż konkretne miejsce, do którego będziesz chodzić. I nie chodzi o to, że ma być to najlepszy nauczyciel w twoim mieście, najlepiej taki z długą siwą brodą i ciemną karnacją. Od mniej znanej, młodej dziewczyny też możesz się wiele nauczyć.

    A jednak im więcej instruktor ma doświadczenia, im dokładniej tłumaczy, im ciekawsze są jego zajęcia – tym lepiej. Niektórych nauczycieli możesz najzwyczajniej w świecie pogooglować lub choćby poczytać ich życiorysy na stronie szkoły. Innych pozostaje ci po prostu sprawdzić w akcji.

    Jeśli coś ci w tej osobie nie pasuje, irytuje cię lub nie wzbudza zaufania, nie męcz się, szukaj dalej. Może polubisz ją później (miałam tak!), może na tę chwilę potrzebujesz po prostu czegoś innego.

  • Jak prowadzone są zajęcia?

    Niektórzy prowadzący dużo mówią, opowiadają dokładnie, co się dzieje z ciałem, dają wskazówki, jak je układać. Na zajęciach z kim innym możesz usłyszeć raczej oszczędne instrukcje.

    Jedni podchodzą i korygują twoje ciało tak, że masz wrażenie, że zaraz coś ci trzaśnie w krzyżu, inni ledwie delikatnie je musną.

    Jedni wtrącą coś o filozofii i energii, inni koncentrują się wyłącznie na fizyczności.

    No i w końcu – z jednym nauczycielem sesje jogi są jak wędrówka w nieznane, a z innym każde zajęcia wyglądają podobnie.

    Przede wszystkim musi ci się podobać, taka jest ogólna zasada :) Ja osobiście wolę te zajęcia, na których więcej mówią – bo się po prostu więcej dowiaduję. Mocna, zdecydowana korekta ciała też jest dla mnie korzystniejsza. Bo ciało szybciej się nauczy. Skoro już tam jestem, chcę wyciągnąć jak najwięcej… Ale masz wolny wybór. Ostatecznie to ty będziesz się tam pocić przez nie wiadomo ile miesięcy. Tobie ma być dobrze.

  • Czy poziom trudności jest OK?

    Nie ma nic złego w tym, że zajęcia są trudne, że nie wszystko ci wychodzi, a na drugi dzień masz zakwasy, ale jeśli połowy asan nie jesteś w stanie zrobić, a później przez najbliższy tydzień nie możesz się ruszać, to znaczy, że są za trudne. Z kolei jeśli się nudzisz lub masz niedosyt, znaczy, że są za łatwe.

    Nawet w obrębie pojęcia “grupa początkująca” może się kryć wiele różnych poziomów. Niektóre z grup początkujących, na których byłam, to w rzeczywistości grupy średnio zaawansowane, na których nawet doświadczone osoby mogły się zmęczyć; inne z kolei nie dawały mi tego, po co przyszłam. (Pamiętaj, że ostry wycisk nie jest konieczny, żeby było ok. Masz mieć poczucie, że coś wyniosłeś z zajęć, że były fajne, albo że przynajmniej dobrze się bawiłeś.)

    Właściwie nie zawsze musisz zmieniać szkołę, żeby dobrać sobie odpowiedni poziom – wystarczy czasem po prostu iść na inną grupę. Pamiętaj tylko, że jeśli ten poziom trudności ci nie odpowiada, to nie jest tak, że “tak musi być”. Gdzie indziej będzie inaczej.

  • Czy szkoła jest wygodnie położona?

    Ta prozaiczna kwestia może mieć kluczowe znaczenie, kiedy przyjdzie listopad, a do twoich drzwi zapuka kryzys motywacji. Szkoły blisko miejsca pracy lub domu mają wtedy automatycznie fory w porównaniu ze szkołą, do której trzeba jechać 40 minut autobusem z przesiadką. Nie ma co sobie utrudniać życia. Aczkolwiek wiesz – zawsze możesz mieć dwie szkoły na oku, jedną tę idealną daleko, drugą na okazję lenia, bliżej.

  • Czy podoba ci się klimat tego miejsca?

    To bardzo subiektywne odczucie, ale ważne dla ciebie. Musisz lubić swoją szkołę jogi, bo inaczej zaczniesz wynajdywać powody, żeby tam nie chodzić. A klimat może być różny, od “och, jesteśmy tacy uduchowieni” do “trzy dwa jeden zero start”. Moje wybory oscylują wokół raczej tej pierwszej skrajności, a twoje? To już twój wybór :)

Gdzie ja sama chodzę?

Dobre pytanie :) I to w dodatku takie, na które nie zamierzam w tym tekście odpowiedzieć! Nie chcę, żebyś zasugerował się tym, że “tam ta blogerka chodzi” i wybrał coś, co nie będzie idealne właśnie dla CIEBIE. Nie chcę też odwrócić twojej uwagi od innych szkół, które być może na ciebie czekają.

Tym bardziej, że ostatnio najczęściej praktykuję w domu.

Być może spis dobrych szkół jogi zasługuje na oddzielny wpis. Może kiedyś taki powstanie.

A jak jest z Tobą?

Jak wyglądała twoja historia poszukiwania dobrej szkoły dla siebie? Długo szukałeś? A może miałeś to szczęście i znalazłeś od razu? Lub też nie miałeś wyboru? No i – co wybrałeś? Duże studio, fitness klub, a może kameralne zajęcia z twoim ulubionym nauczycielem?
A może wciąż się rozglądasz? Albo… myślisz, żeby zacząć? ;)
Napisz w komentarzu, jestem ciekawa.

Previous Goadupa Festival 2016! Traktorem na maina
Next Temazcal, indiański szałas potów. Moje katharsis
  • Ostatnio mi się strasznie śmiać chciało jak usłyszałam, że Crossfiterzy śmieją się z jogi ale opakuj to w ROMWOD i nazwij zajęciami mobility, a już będą zasuwać ;). Nie przepadam za statycznymi sportami ale prawda jest taka, że przy dość intensywnym wysiłku siłowym istotne jest odpowiednie rozciągnięci i uelastycznienie ciała. Od kilku tygodni biorę udział w zajęciach, które są pomiędzy jogą, a dobrym strechingiem i powiem szczerze, że może przekonam się i do jogi. Joga to naprawdę spore wyzwanie dla ciała i chyba jedna z najzdrowszych form ruchu.

  • Bardzo rzeczowy i konkretny wpis :)

    Ja trafiłam na naprawdę świetną instruktorkę i fajne miejsce za drugim razem. Niestety obecnie nie chodzę już na zajęcia i cóż, nie pozostaje mi nic innego jak wspomniane przez Ciebie kocie grzbiety i psy z głową w górę w domu. To też nie jest złe, ale czuję, że mam apetyt na więcej ;)

  • U mine wszystko zaczelo sie okolo 5 lat temu kiedy po raz pierwszy wybralam sie na zajecia jogi i powiem szczerze wcale mi sie nie podobalo. Wydawal mi sie byc to prymitywny sposob na cwiczenia. Zdcydowalam jednak sprobowac kilku miejsc i kazdego stylu jogi, co oczywiscie zajelo troche czasu. I stalo sie! Trafilam na astange i sie zakochalam! Wiec tak jak piszesz to przede wszystkim nam ma odpowiadac, gdyz kazdy z nas jest inny i lubi inne rzeczy. Pozdrawiam, Daria xxx

  • :-)

    Ja żaluję, że tak daleko mam do Gdańska do Park Joga, która jest moją ukochaną szkołą w Polsce. BARDZO kiepskie doświadczenia mam z wiekszościa miejsc w Warszawie, które przetestowałem. Czujesz się jak intruz i przeszkadzający grupie dobrych znajomych. A w Kraku… chodze do fitness klubu, ale nie byle jakiego i do nie byle jakiej instruktorki :-)

  • Co do jogi moje doświadczenia są dosyć skąpe, ale bardziej zainteresował mnie pilates…. Wiesz w pierwszej ciąży wygrałam karnet na “gorącą jogę”, którą ćwiczy się w specjalnie ogrzewanej sali. Nie ukrywam, że marzy mi się takie doswiadczenie, ale znów jestem w ciaży :D