Jak uwierzyć w siebie? Zanim przejdę do rzeczy, opowiem Ci o jednym eksperymencie, który zapadł mi w pamięć.

Zaraz zobaczysz wokół siebie masę dowodów na to, że wszyscy przeprowadzamy takie eksperymenty każdego dnia i zawsze one działają.

Poproszono szkolnych nauczycieli, aby zajęli się dwiema grupami uczniów. Jedną z grup przedstawiono jako wybitnie uzdolnioną. Drugą, jako uczniów słabych i trudnych. Przez pewien czas nauczyciele uczyli uczniów, potem wzięli oni udział w egzaminie, no i rzeczywiście – ci mega uzdolnieni mieli ponadprzeciętne wyniki, ci słabi – mieli wyniki gorsze od normy.

Rzecz w tym – że te dwie grupy uczniów w rzeczywistości prezentowały ten sam poziom. Byli to po prostu zwykli uczniowie. Wyłącznie od nastawienia i przekonania nauczyciela zależało, że jedni uczniowie wierząc w swoje możliwości sięgnęli po więcej, a drudzy – z przyklejoną łatką nieuków – zadowolili się wynikami poniżej średniej. Zapewne ciesząc się, że w ogóle nie są to same pały.

Daje do myślenia, prawda?

Ten eksperyment zawsze przypomina mi się, kiedy przyjdzie mi do głowy podać w wątpliwość swoją wartość.

A przychodzi mi to czasem, szczerze – jak chyba każdemu, i nic dziwnego, skoro praktycznie od urodzenia byliśmy poddawani podobnemu, jak w eksperymencie, szufladkowaniu i etykietkowaniu.

I Tobie też niech się to przypomni zawsze, gdy nie wierzysz w siebie i spodziewasz się, że nic ci się nie uda – albo gdy nie wierzysz we własne dziecko, co jest bardzo powszechną projekcją, no bo przecież jak dziecko miałoby być wystarczająco dobre, gdy sami rodzice nie są?

Bo jednak, nie oszukujmy się, mało jest wśród nas takich “nauczycieli”, którzy po swoich uczniach i sobie samych szczerze spodziewają się tego, co najlepsze. Raczej żyjemy w lęku, że nic nam się nie uda, wylecimy z roboty, rozpadną się nasze związki, umrzemy w biedzie zapomniani przez świat.

Ilu z nas ma podcięte skrzydła choćby właśnie przez szkolny system, który z nas wszystkich robi średniaków i przeciętniaków, oczekuje, że będziemy jak roboty posłusznie spełniać kryteria jakiejś oceny i od tego uzależnia, czy będziemy mieć na papierze, że jesteśmy cokolwiek warci?

A to jest i tak małe piwko, bo przecież nasze życie nie zaczyna się w szkole.

Dlaczego tak trudno uwierzyć w siebie?

“Nic nie potrafisz zrobić dobrze!”

“Zostaw to, nie dasz rady, przewrócisz się, uderzysz się, oblejesz się!”

“Nie zdasz, nie poradzisz sobie w życiu, nikt cię nie zechce! Ale z ciebie flejtuch, niezdara, beksa lala, kłamczucha, brudas, leń! O nic nie dbasz, wszystko psujesz, nic z ciebie nie będzie”

Czy też słyszałaś takie proroctwa pod własnym adresem?

To wszystko jest programowanie, w które młody umysł wierzy tak, jakby to była prawda – bo i skąd ma to wiedzieć, że i umysły tych dorosłych, którzy to mówią, same zostały zniewolone i zaprogramowane, że oczy tych kochających dorosłych widzą jego niewinną młodość przez pryzmat swojego strachu i takich samych tekstów, które w dzieciństwie padały pod ich adresem i tak samo mocno raniły?

Nieświadomość sprawia, że przekazujemy nasze programy i nasze zranienia dalej, do kolejnych pokoleń, i zamiast je zweryfikować i uznać zgodnie z prawdą za jedną wielką bzdurę, zgodnie powtarzamy, że jesteśmy od urodzenia niewarci uwagi, wadliwi i źli.

Dopiero świadomość sprawia, że dociera do nas ogrom tego absurdu i można zacząć to odkręcać.

I to świadomość nie tylko własnego, “rodzimego” oprogramowania, ale również tego, co ładnie nazwane jest snem planety, a w czym są zapisane nasze wspólne mity i zakodowany obraz świata.

Może słyszałaś o tym, że wszystkie my kobiety otrzymujemy od naszego społeczeństwa coś takiego jak matczyna rana.

To (w wielkim skrócie) przekazywane z matki na córkę wewnętrzne przekonanie o tym, że jako kobiety nie jesteśmy wystarczające, musimy udowadniać swoją wartość, starać się bardziej, i naprawdę nie ma znaczenia, czy na przekór wszystkim zostaniesz kierowcą tira, czy zostaniesz w domu z czwórką dzieci – całe życie będziesz tylko się starała, żeby pokazać światu, że jesteś dobra. A i tak sama nie będziesz tego pewna.

A to dlatego, że system zwany patriarchatem wpoił w nas przekonanie, że bycie kobietą to coś wstydliwego i podejrzanego. Nie musimy nawet specjalnie w to uwierzyć, od tego jest zbiorowa nieświadomość, by podobne przekonania wsiąkły w nas jak w gąbkę w procesie wychowania i socjalizacji.

Bez żadnej urazy dla Panów, bo oni też wiele tracą na tej nierównowadze – do nich z kolei przylgnęły podobnie krzywdzące łatki nieporadnych misiów i zimnych drani żerujących na kobietach. (I zwróć uwagę Kochana, że gdy tak o nich myślisz, to jesteś jak ten nauczyciel z eksperymentu – właśnie takich ich dostajesz!)

Zaczynasz już dostrzegać, że właściwie to wszyscy od początku mamy przerąbane w tym świecie, który zdrowego poczucia własnej wartości po prostu nie wspiera? Że nawet nie ma kogo winić, bo wszyscy obrywamy po równo? I nie ma w tym nic dziwnego, że wszystkim nam brakuje sił, by uwierzyć w siebie?

Czy nie ma ucieczki od tego szkodliwego programowania?

jak uwierzyć w siebie

Czasem kiedy chodzę po lesie, mam takie momenty, jakbym zrosła się z naturą, jakby nie było pomiędzy mną a nią żadnej granicy. Zatracam się w tym, jestem liśćmi na drzewach, promieniami słońca, wodą szumiącą w rzeczce. Wtedy nie jestem ani wystarczająca, ani niewystarczająca – po prostu Jestem. Cieszę się tym stanem. Las wszystkich nas przyjmuje bez pytania takich, jacy jesteśmy i nie interesuje go, co kto kazał nam o sobie myśleć.

Pod wszystkimi automatycznymi reakcjami, wyuczonymi schematami i nawykami myślowymi jest po prostu uczucie czystego istnienia. Wszystko inne to tylko historie, jakie sobie opowiadamy. Czasem przesłaniają nam cały świat i udaremniają życie. Ale to tylko nakładka. Iluzja. Fałszywa wizja, w którą kiedyś uwierzyliśmy.

Im bardziej zaciemnia Twoje spojrzenie, im większy powoduje ból, tym łatwiej się poznać, że to fałsz. Dlatego, że tylko fałsz boli – właśnie dlatego, że jest fałszem, zgrzytem, ułudą. Powrót do autentyczności i czystego istnienia to zawsze ulga, czasem tak duża, że aż wywołuje śmiech zmieszany ze łzami.

Jak uwierzyć w siebie?

Na początek musisz przestać wierzyć programom, które Ci się odpalają, i myślom, które wydają się tak przekonujące, a zacząć je obserwować. Uświadomić sobie, że Twoje programy to nie jesteś Ty. To nie jest prawda o Tobie. To nie był Twój wybór ani Twoja decyzja. A przecież jesteś dorosła i teraz sama podejmujesz decyzje o sobie.

Choć uświadomienie sobie na przykład wstydu przed wyrażaniem siebie nie oznacza, że ten wstyd nagle zniknie (przeciwnie, może stać się bardzo widoczny), to obserwując go, powoli coraz głębiej zaczniesz rozumieć, że to jakiś nonsens, że to nie Twoje i któregoś dnia poczujesz, że nie musisz już dłużej wierzyć w to, że jest się czego wstydzić. Miliony ludzi twórczo wyrażają siebie na całym świecie każdego dnia i dzięki temu świat staje się barwny i różnorodny! Powstaje piękna sztuka, zabawa, śmiech. Dlaczego akurat Tobie nie wolno byłoby w tym uczestniczyć?

Im bardziej widzisz, że w podświadomości masz zakodowane coś niepotrzebnego, tym dobitniej dociera do Ciebie, że równie dobrze mogłoby tam być coś innego. Coś, co pomagałoby Ci w życiu, zamiast przeszkadzać.

Świadoma obserwacja to wielka siła, dlatego tak potężnym narzędziem jest medytacja. I to zarówno medytacja uważności, znana z zajęć jogi i mindfulness, jak i medytacja prowadzona, medytacja z wizualizacją, przypominająca podróż w półśnie przez krainę wyobraźni i snów, mająca na celu bliższe poznanie naszej podświadomości i dogadanie się z nią.

Ale jest też inne narzędzie, które chcę Ci polecić, a jest to umiejętne zadawanie sobie odpowiednich pytań.

Nic dziwnego, że na zadawaniu pytań opiera się wiele zmieniających życie terapii. Pytania to najlepsze wykrywacze niekorzystnych programów. A punktem, od którego należy zacząć, jest to miejsce, w którym pojawiają się emocje. To one mówią: uwaga, tutaj coś się dzieje.

I to zarówno silne emocje, które tobą telepią, jak i uczucie nagłej blokady emocjonalnej, tak jakby ktoś odciął zasilanie – uczucie pustki, ściany, niby “zupełnie nic nie czujesz”, ale jednocześnie nie masz swobody. Pewnie to znasz. Jest to podszyte lękiem. To lęk tak paraliżuje.

jak uwierzyć w siebie

Jakie pytania sobie zadawać, żeby uwierzyć w siebie?

Wbrew pozorom, żeby uwierzyć w siebie nie potrzebujesz pasma sukcesów – takie potwierdzanie sobie własnej wartości sukcesami to błędne koło, w które wiele osób wpada. Sukcesy pojawiają się same, kiedy wierzymy w siebie, i nie muszą nam nic udowadniać. Koniec udowadniania, OK?

Pamiętaj że to Twoja podświadomość ma uwierzyć, a nie Twój analityczny umysł, dlatego wszelkie analizy mocnych stron, choć uświadamiające, też mogą kończyć się tym, że myślisz “no dobrze… widzę, że to wszystko tak jest, ale coś we mnie wciąż mnie hamuje”.

Pytania jakich potrzebujesz odnoszą się do Twojego własnego wnętrza i ukazują Ci, krok po kroku, Twoje blokady i drogę wyjścia z nich.

Stworzyłam ebooka z listą 11 pytań, które prowadzą Cię przez proces uświadomienia sobie, co w Tobie się właściwie dzieje, i rysują przed Tobą mapę, gdzie jesteś, a gdzie chcesz być.

Możesz go otrzymać w prezencie klikając poniżej:

POBIERZ BEZPŁATNEGO EBOOKA: “11 pytań do zmiany.”

Praca z podświadomością to wspaniała i skuteczna metoda, żeby wydostać się z różnych pułapek uwarunkowanego umysłu. Wymaga trochę czasu, uważności, szczerości ze sobą – ale działa i pięknie rozjaśnia świadomość.

W końcu jesteśmy przecież tylko niczym więcej, jak liśćmi na wietrze. Nie ma wśród nas lepszych, gorszych. Są tylko nasze przekonania na temat siebie i świata, który wokół siebie tworzymy.

Cała reszta to czyste istnienie, na którym możemy namalować wszystko, co tylko chcemy. I wiele razy przekonałam się, że gdy malujemy to, co naprawdę gra w naszej duszy – to życie ma największy sens.

No Comment

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *