Ja znam.

Po maturze poszłam na polonistykę. Coś trzeba było wybrać. Miałam 19 lat, wiedzy o życiu tyle, co potrzebne, żeby dotrzeć do klubu na imprezę albo do znajomych na domówkę, najlepiej w trakcie jednego weekendu. Wtedy maturę zdawało się na ocenę. Na mojej widniały same piątki. Było oczywiste, że muszę wybrać jakieś studia. Tylko jakie? Najlepiej czułam się w stanie nieważkości. Pomysł, że miałabym posiadać jakiś zawód, pracę, dorosłe życie, w tamtej chwili przerażał mnie.

Z głębin mózgownicy wytrząsnęłam myśl, że skoro zawsze najlepsza byłam z polskiego, to w takim razie – na chłopski rozum – polonistyka. Nie podniecała mnie ta myśl ani trochę, ale jak mus to mus…

Było nudno. Nie podobał mi się ani jeden dzień. Mimo, że na co dzień pochłaniałam książki jedną za drugą, lektur zadanych na uczelni nie mogłam zupełnie ruszyć. Nie polubiłam koleżanek i kolegów, a wykładowcy nie polubili mnie. Czułam opór przed chodzeniem w tamto ponure miejsce. Czułam się tam niedopasowana, zbyt leniwa, nie rozumiałam tego, może jestem jakaś głupsza, gorsza?

Któregoś marcowego dnia, leżąc w łóżku w piękny, słoneczny poranek, ni stąd, ni zowąd podjęłam decyzję, że więcej się tam nie wybiorę. Cóż to była za ulga!

Zamiast tego znajomy załatwił mi pierwszą pracę – rozdawanie ulotek na Piotrkowskiej. Czekało mnie gorące lato w centrum miasta. Poznałam masę ludzi, wspaniale się bawiłam. Promieniałam, codziennie spotykały mnie jakieś przygody, rano wychodziłam z domu z radością, wracałam późnym wieczorem pełna wrażeń. Zarabiałam tam tylko 700 złotych, moja przyszłość nie była zapewniona, a mnie zdecydowanie brakowało życiowej powagi. To były jedne z moich najlepszych wakacji.

A jednak niczego się nie nauczyłam. Jesienią poszłam na nowe studia, tym razem – na anglistykę. Dlaczego? Bo dobra byłam również zawsze z angielskiego.

I pewnie to z tej miłości do angielskiego tak wyszło, że studiowałam dziesięć lat.

Jak usłyszeć głos serca?

Jestem niepokornym duchem. Zmuszanie się do czegokolwiek zawsze średnio mi szło. Albo wychodziło to beznadziejnie i wszyscy w końcu rozumieli, że to był słaby pomysł, albo następowała eksplozja, rozwalająca moje dotychczasowe życie na kawałki. Gdzieś pod skórą miałam uczucie, że nie to jest mi pisane, że życie to więcej, niż tylko bezpieczne dotrwanie do emerytury. Miałam ochotę, tak jak zachęcał Mark Twain, podróżować, śnić, odkrywać.

Oj, obrywało mi się za to, również ode mnie samej, za to, że nie mogę być normalna, grzeczna, i w końcu posłuchać dobrych rad mądrzejszych od siebie.

Ale Ty, być może, jesteś lepiej przystosowany niż ja. I kończysz tę polonistykę. Metaforycznie. Bo coś trzeba wybrać. Bo coś trzeba ze sobą zrobić. Bo powinno się. Bo inni tak robią…

Masz podjąć dojrzałą, dorosłą decyzję. Siadasz więc i wypisujesz na tej nieszczęsnej kartce po lewej plusy, a po prawej minusy. Uruchamiasz tryby mózgu i one mielą te informacje, mielą opornie, zgrzytając, a ty pchasz je, pchasz, chociaż już ledwo zipiesz, już nie możesz. Ciężkie jest to uczucie. Jakby dziesięć ton cię przygniotło. Betonowy hełm na głowę.

Wiesz, zawsze, kiedy mam takie uczucie – a nadal czasem je mam! – to sygnał, że pora przerwać to, co robię, i spojrzeć na mapę, bo zgubiłam się.

Pora przerwać to, co robię, i usłyszeć głos serca.

A później – uwaga, trudniejsze! – za tym głosem podążyć.

Twoja dusza zna Twoje najgłębsze powołanie, wie, do czego zostałeś stworzony, potrafi zaprowadzić Cię w miejsca, o których Ci się nie śniło, sprawić, że będziesz robić rzeczy, o których nie ośmieliłbyś się marzyć. Podpowie na co dzień takie patenty, że każdy dzień stanie się świętem. Poczujesz wewnętrzny ogień, odetchniesz pełną piersią.

Twój umysł potrafi tylko przeanalizować to, co do niego włożysz. Niczym Cię nie zaskoczy. To wspaniały komputer. Ale od komputera nie ma co oczekiwać, że stworzy dzieło sztuki.

A jednak umniejszamy głos serca, który tak dobrze słychać, kiedy jesteśmy dziećmi. Wtedy życie wydaje się takie nieograniczone. Później powoli obrastamy różnymi przekonaniami: że inni (np. rodzice) wiedzą lepiej, co mamy robić, że nasze pomysły są śmieszne, że nie poradzimy sobie, że jesteśmy słabi i przeciętni, że lepiej będzie wybrać sprawdzone rozwiązanie, bo życie jest niebezpieczne i należy się przed nim chronić.

Gloryfikujemy umysł. Nasza inteligencja staje się wyznacznikiem naszej wartości jako ludzi. Jeśli nie potrafimy wymyślić umysłem, co teraz zrobić, to widocznie jesteśmy głupi. Wbijamy sobie do głowy, że intuicja nie istnieje, a marzenia są niepoważne.

Przestajemy ufać samym sobie. Sądzimy, że akurat my nie udaliśmy się Bogu i będzie lepiej i bezpieczniej, jak postąpimy zgodnie z radami innych. Rzecz w tym, że ci inni mają dokładnie ten sam problem, co my! Też nie ufają samym sobie, też nie słyszą głosu serca, nie żyją zgodnie ze swoją wewnętrzną misją. Myślisz, że są mądrzejsi? Ślepcy prowadzą się wzajemnie. Dziwisz się, że masz wewnętrzny opór? To Twoje serce nie chce się poddać.

usłyszeć głos serca

Usłyszeć głos serca nie jest wcale tak trudno.

A kiedy raz zaczniesz za nim iść, już nie będziesz chciał przestać :)

Żeby go usłyszeć, trzeba pozwolić, żeby wokół Ciebie zapadła cisza, bo po tym byciu zakrzykiwanym przez całe życie, głos serca jest teraz bardzo cichy i nieśmiały. Dopiero z czasem, gdy będziesz często wsłuchiwał się w wewnętrzną ciszę, zacznie mówić głośno, pewnie i stanowczo. Choć i tak nigdy nie będzie tak głośny, jak ciągłe wrzaski rozhisteryzowanego umysłu.

Trzeba go zaprosić. Zrobić miejsce. Nie zapełniać dnia od świtu do zmierzchu obowiązkami i rozrywką, tak, by nie miał szansy się przedrzeć. Nie ładować sobie do głowy bezmyślnej papki. Nie łykać wszystkiego, co dostajesz, często podsyconego strachem, nienawiścią lub tanią sensacją. Nie zamulać świadomości. Spotkać się z samym sobą, nawet jeśli oznacza to spotkanie z bólem. To jesteś Ty. Właśnie taki jesteś godny Miłości.

Trzeba go oswoić. To tak, jak z medytacją: siedzenie i besztanie siebie, że natychmiast masz przestać myśleć i osiągnąć wewnętrzny spokój, po prostu nie zadziała. Daj sobie czas. Bądź uważny na samego siebie, szczególnie na wszystko to, czego w sobie nie pojmujesz, nie ogarniasz. To Twoja prawdziwa jaźń nakłada się na Twoje wyobrażenie o sobie.

Trzeba go rozpoznać. Głos serca nie mówi pełnymi zdaniami. Mówi tęsknotami, nadziejami, obrazami. Mówi zawsze o Tobie, nawet, jeśli wydaje się, że o innych; mówi o Twoich pragnieniach, potrzebach, możliwościach. Przemawia w snach, niespodziewanych refleksjach, nagłych prośbach. Nie jest ani logiczny, ani racjonalny, ale czujesz, że ma swój osobliwy, głęboki sens. Sprawia, że odzywa się w Tobie Twoja dzika natura, ale też Twoja delikatność i wrażliwość. Twoja prawda.

Trzeba go uszanować. Bo co to za słuchanie, kiedy na koniec mówisz: dobra, dobra, wszystko fajnie, ale wal się. I uciekasz do swojej bezpiecznej koleiny. Ty byś chciał mówić do kogoś, kto by Cię nigdy nie rozumiał, obiecywałby, że pogadacie, a później by Cię zlewał? Tak naprawdę zlewasz w ten sposób nikogo innego, jak samego siebie.

Trzeba mu zaufać. Choćby wygadywał coś, czego nie chcemy słyszeć. To również zaufanie samemu sobie, temu, że nikt lepiej od Ciebie nie wie, jak masz żyć. Oraz zaufanie, że odłączenie się od cudzej prawdy nie oznacza wielkiego ryzyka i katastrofy. Silny program! Będziesz słyszał wiele ostrzeżeń. To dlatego, że ludzie się boją. Nawet nie o Ciebie, chociaż też. Ale o to, że przez te wszystkie lata sami ignorowali swój głos serca.

Trzeba go ukochać. Za każdy raz, kiedy dobrze Cię poprowadził – podziękuj mu serdecznie. Za wszystkie te dobre rzeczy, które jeszcze się nie wydarzyły, podziękuj mu z góry. To Twój wspaniały dar. Ten piękny głos pochodzi z samego Źródła :)

Trzeba – w końcu – pozwolić sobie na błędy i na zwyczajność. Podróż za głosem serca nie oznacza, że od teraz wszystko pójdzie gładko, nigdy nie powinie Ci się noga, nigdy nie będziesz płakał z bezsilności czy nie będziesz musiał wycofywać się ze złych decyzji. To są nasze wspólne, ludzkie doświadczenia. Nikt ich nie uniknie. Nie chodzi o ostateczny koniec problemów. Chodzi o to, abyś wiedział, po co przyszedłeś na ten świat i robił to, co masz na nim do zrobienia. To już będą Twoje lekcje, które sam wybrałeś, i Twoja droga do wzrostu i spełnienia, a nie automatyczny schemat oparty na lęku przed życiem.

Nie zawsze usłyszysz głos serca. Czasem zapomnisz się i zrobisz wszystko zupełnie po staremu. Ockniesz się przytłoczony zadaniami, nic nie będzie szło jak należy, będziesz się bał i męczył. Ale teraz już wiesz, jak się z tego wychodzi. Każdemu może się zdarzyć. Jest pewne piękno w tym ciągłym tańcu porządku z chaosem.

I dlatego nie pracuję teraz w żadnej szkole języka angielskiego. Choć długo trwało, zanim odważyłam się żyć w zgodzie z moją życiową misją, to teraz już nigdy jej nie zostawię, bo w trudnych chwilach napędza mnie i daje siłę, a w pięknych – przepełnia zachwytem i Miłością.

Wszystkiego dobrego!

Previous Akceptacja na poziomie początkującym
Next Jak pojechać tramwajem w kosmos, czyli wybieramy siebie

1 Comment

  1. October 10, 2018
    Reply

    Znalazłam tego bloga całkowicie przypadkowo, ale wiem, że zostanę tutaj na dłużej. Piszesz z taką lekkością, aż chce się więcej i więcej, i więcej. Post za postem. No rewelacja :)
    Miałam nie iść na studia, ale głos serca podpowiedział mi, że skoro chcę pracować z dziećmi- muszę coś zrobić. Nie wybrałam renomowanej szkoły w Krakowie, do którego mam 100 km. Wybrałam kilkukrotnie mniejszy Tarnów zdecydowanie bliżej od mojego domu. Przeprowadzka nie wchodziła w grę. Za bardzo kocham swoje małe miasteczko i ludzi stąd. Tak też zaczynam właśnie trzeci semestr pedagogiki i Bogu dziękuję, że nie strzeliło mi do głowy studiowanie w Krakowie. Mam 20 lat, więc życiowego głosu serca chyba jeszcze nie usłyszałam. Kieruję się sercem, to prawda. Nie można robić czegoś na przymus. Trzeba być trochę egoistą i myśleć również o swoim szczęściu.

    Założyłam bloga, dokładnie wczoraj. Nie chcę na nim zarabiać ani stać się sławna. Cel mojego bloga to motywacja. Motywacja wszystkich dookoła ale również samej siebie. Bo motywacja to klucz do sukcesu!
    Pozdrawiam

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *