Jak sprawić, żeby facet sprzątał??


Co jest z tym sprzątaniem u facetów? Wasz odzew na mój ostatni tekst o związkach nieco mnie zaskoczył – odezwały się głosy, że kobiety chętnie by nie narzekały, ale muszą, bo inaczej utoną w syfie. Okazało się, że polscy mężczyźni nie sprzątają. Jak to? I jak to się ma do faktu, że polskie kobiety już nie chcą być posługiwaczkami we własnym domu?

(Nie czytałaś poprzedniego tekstu? Zobacz: Chcesz mieć idealnego chłopaka? Daj mu spokój!)

Być może powszechność tego problemu do mnie nie docierała, gdyż sama jestem bałaganiarą i to ze mną trzeba walczyć o to, żebym raczyła pozmywać. Tak – nigdy nie musiałam truć dupy facetowi o to, że to ON nie sprząta. Kłótnie, które u mnie się zdarzały, dotyczyły raczej tego, że jest bałagan i nie ma kto go ogarnąć. Udało mi się ustalić ewidentną tego przyczynę:

1.
Faceci nie potrafią sprzątać. Matki ich tego nie nauczyły w dzieciństwie.
2.
Faceci są za to nauczeni, że od sprzątania są ich kobiety i tego od nich oczekują.
3.
Nie potrafią + uważają że to nie jest ich robota = nie sprzątają! Proste.

Jak to rozwiązać?

Mogę podrzucić kilka podpowiedzi, które u mnie były skuteczne. Wiem, że każdy związek jest inny, dlatego wszelkie Wasze komentarze będą pomocne i dla mnie, i dla innych. Męskie zdanie bardzo mile widziane!

Musisz sprawić, żeby on też zauważył problem. Często sprawa wygląda tak, że on uważa, że to tylko ty masz problem z tym sprzątaniem i ty masz go sobie sama rozwiązać. To dlatego, że mężczyźni mają inne standardy czystości. Żeby zobaczyć jakie, odwiedź znienacka mieszkanie jakiegoś zatwardziałego singla. Tylko weź maskę przeciwgazową i jakąś maczetę do wycinania sobie miejsca wśród gór śmieci.

Natomiast nie jest tak, że faceci nie chcieliby mieć wyprane, wyprasowane. Tyle, że mają zaryte gdzieś głęboko w podświadomości, że od tego są ich kobiety. Niektórzy wręcz po to wchodzą w związki. Godzisz się na to? Masz pecha. Możesz mu psioczyć ile wlezie, ale jeśli później dla świętego spokoju odwalasz całą robotę za niego, to twoje całe nerwy i wielkie przemowy idą na marne.

On zauważy, że jest coś do posprzątania, dopiero, kiedy nawet te jego spleśniałe standardy zostaną przekroczone.

Ustal żelazną zasadę: Ty nie jesteś w tym domu od dbania o porządek. Oboje jesteście. U mnie jest krótka piłka: dajemy z siebie tyle samo. On robi mniej – ja robię mniej. Jeśli on nie robi nic, to ja też nie robię nic. Nie jestem zimną suką, po prostu wolę to niż wieczne biadolenie i trucie dupy.

Niech do niego dotrze ta prosta zależność, że jeśli to on nie odniesie własnych gaci do brudów, to one same tam nie pójdą. Jeśli nie pozmywa, to będzie jadł na brudnym talerzu. Musisz się uzbroić w cierpliwość. Będzie syf. Nie spodziewaj się, że on pozmywa pierwszy brudny rondelek, jaki się pojawi. Nie truj. Po prostu jeśli nie ma w czym zrobić obiadu, to go nie rób. Jeden rondelek może mu nie przeszkadza, ale zacznie mu w końcu przeszkadzać głód, brud i brak czystej bielizny.

Spodziewaj się, że to ty w końcu zaczniesz wysłuchiwać wymówek i marudzenia, dobiegającego sprzed kompa czy TV, ponieważ on jest taki zaniedbany, a ty śmiesz leżeć i czytać książkę. Możesz nawet usłyszeć, że jesteś fleją i brudasem (TY??), tudzież złą gospodynią. Podstawa związku to dobra komunikacja, dlatego nie dawaj się sprowokować, bo jak się pokłócicie, to do niczego nie dojdziecie. Sprawa musi być jasna:

  • Nie zgadzasz się na to, że sprzątanie jest twoim obowiązkiem, w którym on ci pomaga (bo on może właśnie tak to widzieć!) Ty widzisz to inaczej, kropka.
  • Rozumiesz, że on nie widzi bałaganu, że jemu jest ciężej, że nie ma nawyku sprzątania, że gdzieś w jego podświadomości kryje się przekaz, że nadmiernie sprzątając, narusza twoje kompetencje.
  • Przekazujesz jasny komunikat, że ponieważ ty też zdobywasz środki na utrzymanie, to potrzebujesz też tyle samo czasu co on na regenerację i odpoczynek. Wyjaśniasz, że nie odpowiada ci aktualny stan rzeczy, w którym brakuje równowagi, i chcesz w duchu współpracy dojść z nim do jakiegoś rozwiązania.
  • Nie wsadzaj kija w mrowisko mówiąc rzeczy w rodzaju “Ależ to są twoje standardy czystości, kochanie”. Podejdź do tych rozmów zadaniowo. Cel jest taki, żebyście się dogadali i żebyście nauczyli się oboje sprzątać. Oczywiście on też może wymyślić jakieś rozwiązanie. Tylko nie daj się złapać na jakieś “no już dobrze, będę ci trochę pomagał, nie gniewaj się, daj buziaka”. Nie o to ci chodzi!

    Jest to zmiana, a ludzie z natury boją się zmian, są nawet tacy, którzy będą za wszelką cenę walczyć i kombinować, żeby tylko zmiana nie nastąpiła. Nie załatwisz tego w tydzień. Zacznij od małych kroków:

    Bądź precyzyjna. Proponuj na co dzień, że teraz w tym momencie on umyje te dwa talerze po obiedzie, a ty schowasz te ubrania, które wiszą na krześle. (Bez kwękania! Proponuj to tak, jakbyś proponowała coś zupełnie zwyczajnego, jak obejrzenie filmu na kompie.)

    Negocjuj z góry. Proponuj, że dziś zrobisz fajny obiad, ale zanim kiwniesz palcem umówcie się, że to on po nim pozmywa, ok? Nie spodziewaj się, że sam na to wpadnie.

    Doceń za każdym razem, gdy zrobi coś sam z siebie. Ciesz się każdą małą zmianą. Dla niego to naprawdę nie jest żadna naturalna rzecz, że on sprząta, tylko jakaś bezprecedensowa historia. Spraw, żeby i on docenił własny wysiłek i zobaczył, że nie robi tego tylko dla ciebie. Rób sprzątaniu i porządkowi tak fantastyczny PR, jak tylko potrafisz.

    Róbcie wspólnie generalne sprzątanie. Umówcie się, że jutro sprzątacie, on zmywa, ty odkurzasz, lub na odwrót, puszczacie dynamiczną muzę i pucujecie chałupę, aż doprowadzicie ją do stanu używalności. W czasie, kiedy sprzątacie, telewizor i internet muszą być wyłączone.

    Ustalajcie sobie małe nagrody za ukończoną pracę. Film, piwko, spacer, kolacja przy świecach, cokolwiek co oboje lubicie. Nie radzę przekupywać go seksem, raczej nie jest to coś, co powinno się oferować w zamian za rozwieszenie prania. Mecz z kumplami? Może niezły pomysł, będziesz mogła wyciągnąć się na kanapie w tym czystym domu i zrelaksować. Sobie też dawaj nagrody, nie tylko jemu. Tak samo sprzątałaś i tak samo zasłużyłaś!

    Posprzątana chata też sama w sobie jest dobrą motywacją. Facet widzi, że dzięki niemu z otchłani chaosu wyłonił się ład i porządek. Tymi ręcami uporządował wasze gniazdko. Dorzuć do tego kilka smaczków: postaw na koniec świecę zapachową na stoliku, zapal kadzidełko, zrób herbatę. Niech różnica między syfem, który był tu dwie godziny temu, a obecnym stanem, będzie jak najbardziej widoczna.

    Wyrabianie sobie nawyków jest procesem, czasem długotrwałym. Nie musi być od razu idealnie. Może się okazać, że przed tobą prawdziwa strategiczna batalia. Pamiętaj, że sama wybierasz, na co chcesz się godzić. Mamy wciąż rozdźwięk między wzywającymi do partnerstwa hasłami dobiegającymi do nas z mediów, a tym, co spotyka nas w codzienności. W praktyce wiele kobiet czuje wyrzuty, że na przykład odpoczywa, kiedy jest niesprzątnięte. Bądź świadoma, że nic nie jest ci narzucone z góry, że to wszystko twój indywidualny wybór.

    Zawsze masz do wyboru rozwiązania alternatywne:

    1. Kwękać do końca życia

    lub

    2. Zaakceptować to, że u was w domu podział obowiązków będzie taki, że sprzątanie jest na twojej głowie, a on tylko pomaga.

    Dla kogoś może to będzie wygodniejsze niż przeprowadzanie rewolucji.

    Jestem ciekawa Waszych historii. Co zadziałało u Was, a co nie działa kompletnie? Może ułożymy jakiś przewodnik, jak zmotywować faceta do sprzątania?

    (Ja też uważam, że poradnik, jak namówić faceta do sprzątania jest absurdalny. Ale najwyraźniej jest potrzebny!)

    A co na to panowie? Czy sprzątanie to kobieca praca? Czy trzeba aż tak strasznie was namawiać, czy może sami się zabieracie do roboty? Ja przyznaję – kiedyś byłam w takim związku, że mężczyzna potrafił sprzątnąć całą chatę na błysk razem z mopowaniem, zanim zdążyłam mrugnąć powieką. Mówienie, że żaden facet nie potrafi sprzątać, jest krzywdzące!

Previous Sen zimowy w moim nowym obiektywie
Next Witaj słońce, bądź szczęśliwym człowiekiem
  • U nas najlepiej działa, gdy ja nie sprzątam. Po prostu to nie jest mój obowiązek tylko jego. Ja gotuję i to jest coś co się robi prawie każdego dnia, a nie raz czy dwa w tygodniu (w naszym standardzie) ;) Zmywanie nie wliczam do tego, to jest nasz obowiązek dzielony i jest z tym jak pisałam, raz lepiej, raz gorzej. Teraz na kilka tygodni idealnie ;) Niestety poradnik nie pomoże się przełamać kobietom w większości, bo ich standardy diametralnie różnią się od naszych (znaczy moich i Twoich Dorota, a do męskich dzieli je galaktyka :D). Z tego co słyszę i widzę ;) Znam całą masę kobiet, które nie wyobrażają sobie, że można nie odkurzać codziennie i nie myć codziennie podłogi, a gdy tylko facet się za coś weźmie to nie jest to zrobione tak jak należy. Dobra sama mam poczucie, że ja sprzątam dużo dokładniej, ale już zlałam tą kwestię, bo nie jestem aż taka porządnicka. Porządnickim trudno więc coś skutecznego doradzić. No co najwyżej jak moje koleżanki pytają jak ty to zrobiłaś, że twój facet sprząta?, mówię: bo nie mam jakiejś korby w tym temacie i już. A Ł.niedawno głośno cieszył się, że nie jestem taka jak żona jego kumpla z pracy, znaczy nie sprzątam po 12 godzin co sobotę (poza codziennym sprzątaniem oczywiście) :o No ale co poradzić? Widocznie niektórzy lubią sprzątać :P Tylko czemu potem marudzą?

    • Nie sprzątać zupełnie? Podziwiam, nawet ja nie mam tyle odwagi :) A z tymi laskami sprzątającymi po 12 godzin to wolę się łudzić, że to jednak nie jest większość. Fakt, że im nie pomogę. Nie wiem nawet jak im pomóc. Na myśl o sprzątaniu przez 12 godzin dostaję duszności i tiku nerwowego.

      • Uczestniczę w generalnych porządkach oczywiście. Gdyby nie kwestia przeprowadzki i ogromu roboty dla całej rodziny w obu chatach w tym czasie mogłabym się pochwalić, że nie dotykałam odkurzacza od lat, ale po tym to już nieaktualne ;)
        U moich czytelniczek natomiast pojawiły się głosy o istnieniu facetów, którzy nie sprzątają, ale również nie wyobrażają sobie tego, że miałoby w domu nie być codziennie odkurzone. To już mi brak słów po prostu.

  • Mag

    Na poczatku zamieszkania z moim partnerem dalam sie wrobic w schemat robie wszystko on ewentualnie czasem ugotuje czasem pomoze posprzatac…ale ile mozna? Wymowka byla stala albo nie umie albo nie lubi…a ja oczywiscie uwielbiam I zostalam wychowana na gosposie tak? Kiedy zaczelam robic pranie wylacznie swoich ubran I w mieszkaniu robil sie mega syf (zaciskalam zeby) nagle problem brudu nie byl moim problemem ;) I od tej pory w kazdym nowym mieszkaniu opracowujemy kto co woli robic umawiamy sie na wspolne sprzatanie z podzialem na zadania…nie komentujemy! Wstawil pranie chce w tym czasie pobiegac ok! Ja robie swoje. On wraca konczy sprzatanie a jak myje podloge ja juz leze na kanapie…wazne ze w efekcie jest czysto I to regularnie ;)

  • Ola

    Precyzyjne pytanie/prośba to klucz do sukcesu! Kiedy zapytasz faceta “pomożesz mi posprzątać?”, on często nie wie w ogóle od czego zacząć. Ja zawsze pytam “wolisz myć okna czy podłogę?”, on robi jedno, ja drugie i tak dalej. :)

    • Robert Róg

      W takim układzie mąż powinien Cię zapytać: wolisz naprawić samochód, czy pomalować pokój ?

  • TaO

    Tak mnie naszło i czytam sobie różne teksty w tej tematyce. Uderza mnie jedno, w większości z nich facet przedstawiany jest jak mniej myślący debil, którego trzeba wprowadzać w temat sprzątania po sobie… Mam wrażenie, że tak też jest traktowany przez wiele kobiet, przez co one same stawiają siebie na przegranej pozycji. Dla mnie to, czy ktoś potrafi po sobie posprzątać, czy nie jest sumą pewnych cech charakteru i wychowania. Pierwsza rzecz jest czasem ciężka do zmienienia i to w ludziach akceptuję. Biorę poprawkę na niedociągnięcia w utrzymaniu porządku, które z niej wynikają. W końcu człowiek z natury chaotyczny nie będzie nigdy mistrzem ładu, a porządek nie musi być perfekcyjny:) Większy problem jest ze sprawą wychowania. Niektórzy ludzie (częściej mężczyźni) nie są na tyle skupieni na swoim otoczeniu, żeby widzieć na bieżąco każdy przejaw bałaganu i jak nie zostaną nauczeni, nie będą sprzątać. Niestety nie są uczeni. Ze względów obyczajowych częściej ten problem dotyczy panów. Ich ojcowie nie sprzątają, a matki ciągle uwijają się po domu, nakazując sprzątanie innym domownikom. Od małego ciągle jeden wzorzec, matka: odkurz, wynieś śmieci, złóż ubrania, sprzątaj po sobie. A ojciec siedzi. Potem wkracza delikwent do swojego domu i podświadomie powtarza usprawiedliwiając się, że nie widzi brudu. Nauczony jest tylko wykonywania poleceń na wskazanie palcem gdzie ma działać (w najlepszym wypadku). Nie jest nauczony myślenia o porządku, często nie wie też jak sprzątać. Nie trzeba widzieć, jeśli jest się nauczonym pomyślenia o tym, że np. łazienkę myje się raz w tygodniu, odkurza co trzy dni, myje okna raz w miesiącu. Jak człowieka nie nauczysz, że zęby myje się dwa razy dziennie, to też będzie z tym czekał do uzyskania jakichś ekstremalnych symptomów brudnych zębów (jakich, to zależy od stopnia jego spostrzegawczości). Wszystko niestety rozbija się o wzorce powielane wśród ludzi z pokolenia na pokolenie. Tylko jak tu taki wzorzec przełamać i nauczyć czegoś dorosłego człowieka…? Wydaje mi się, ze raczej nie poprzez powtarzanie zachowania głupich matek i ojców bo wtedy jedyne, co się uzyska u faceta to opinia zrzędy i pedantycznej trucicielki spokoju niezadowolonej z życia:) Coś jednak zrobić trzeba bo jest to źródło frustracji w związku, które najpierw dotyka tą “porządniejszą” osobę, a później, pośrednio obie.

    • Robert Róg

      Zrozumcie drogie Panie, że nie wszyscy faceci się nadają do prac domowych typu sprzątanie, pranie, gotowanie. Są tacy, co to potrafią, ale nie wszyscy, większość facetów nie czuje się dobrze z mopem i ścierą w ręce, bo nie są do tego stworzeni. Żebyście na głowie stawały, to nie osiągniecie tego, co chcecie, a zmuszanie chłopa do sprzątania będzie tylko wywoływało kłótnie, chłop się wścieknie i będzie wolał iść na piwo z kumplami, zamiast wracać do domu do zrzędzącej żony. Jakoś nigdy nie widziałem ani nie słyszałem, żeby facet zmuszał żonę, aby naprawiła cieknący kran, wymieniła żarówkę czy naprawiła samochód, szukałem w necie, czy nie ma forów, gdzie faceci się żalą np. “żona nie chce mi narąbać drewna i napalić w piecu”, “jak zmusić żonę, aby naprawiła cieknącą rurę” itp. – nie znalazłem ani jednego. Natomiast postów typu “jak zmusić chłopa do sprzątania” jest od groma. Czy Wam już naprawdę coś uderza do głowy ? Jeżeli Wasz chłop nie lubi sprzątać, to nie zmusicie go do tego, nie każdy się nadaje do tej roboty. Tak jak większość kobiet nie umie wziąć młotka do ręki, tak większość facetów nie weźmie mopa. Zapamiętajcie sobie jedno – człowiek to nie komputer, który można przeprogramować i kilkoma kliknięciami myszki zmienić ustawienia i sprawić, że będzie inaczej działał. I tak samo nie przeprogramujecie Waszych mężczyzn. Drogie Panie – zamiast biadolić na necie “jaki mój chłop niedobry, bo nie chce sprzątać, prać czy gotować”, to możecie wziąć mopa i umyć podłogę, skoro jesteście takie porządnickie. Za ten czas napisania jednego głupiego postu już mogłybyście odkurzyć jeden pokój. A powiem Wam tak szczerze – nie bądźcie niewolnicami błyszczących podłóg i wypolerowanych ścian, a już tym bardziej nie róbcie niewolników z Waszych mężów, bo to nie wyjdzie Wam na dobre, wprowadzicie tylko terror w domu, a to patologia gorsza niż nawet alkoholizm.

  • Robert Róg

    A może tak panie wezmą się za naprawę cieknącego kranu, narąbią drewna na opał i napalą w piecu, wymienią żarówkę w żyrandolu, przykręcą zepsuty kontakt, naprawią krzesło, jak się złamie, naprawią mężowi samochód, wbiją kołek w ścianę, żeby powiesić półkę, zamiast głupio zrzędzić, wrzeszczeć na swojego chłopa i marnować czas wypisując idiotyzmy w necie “czemu mój facet nie chce sprzątać?”. Jeżeli my faceci mamy się chwytać za mopa, ścierę i odkurzacz, to niech panie wezmą do ręki młotek, siekierę czy wiertarkę, to nie jest trudne, w końcu macie równouprawnienie. Ten feminizm Wam do głowy uderza. Jak tak dalej pójdzie, to będzie jak w “Seksmisji”. Widzę ciemność, ciemność widzę …