Jest taka zasada “miej wyjebane, a będzie Ci dane”. Albo inaczej, że kiedy będziesz czegoś chcieć za mocno, będziesz lgnąć do tego, gonić za tym, to będzie Ci wyjątkowo trudno to osiągnąć.

Faktycznie nietrudno zauważyć, że coś w tym jest. Kosmos dąży do równowagi i w odpowiedzi na przesadną ekscytację rozdaje prztyczki w nos. Zrobiło Ci się za gorąco? Ochłodzimy wiadrem lodowatej wody na głowę. Podskakujesz za wysoko? Spoczko, powiesimy nad tobą żeliwną belkę. Osobliwie brutalna nauka bycia lilią na tafli jeziora!

W związku z tym niektórzy przyjmują strategię zgoła odmienną: mają wyjebane na wszystko.

Pewnego dnia przyjdzie do mnie wymarzona praca, albo w ogóle pomysł na siebie. Ale przecież nie wszystko jest w moich rękach. Co, jeśli będzie mi bardzo zależało i się nie uda? Rozczaruję się. Narobię się i nic. Tyle pracy na marne. To może raczej po prostu tak sobie tu usiądę i poczekam.

Kiedyś poznam partnera idealnego. Ale nie wiadomo kiedy, a przecież nie będę robiła z siebie idiotki. Dotąd jakoś nie wychodziło, więc widocznie za bardzo chciałam. To teraz nie będę robić nic. Jak któremuś naprawdę będzie na mnie zależało – to wtedy zobaczę.

I tak dalej. Nic ode mnie w ogóle nie zależy, dlatego zostawię wszystko tak jak jest i włączę sobie telewizję w oczekiwaniu na lepsze życie, które pewnego dnia przyjdzie.

Albo odpalę sobie facebooka i zacznę go scrollować, bo wcale nie jest tak, że tylko ludzie z telewizorami w domach stosują tę strategię.

Skąd o tym wiem? Ano oczywiście – z autopsji, to jeden z moich ulubionych schematów :)

Stosuję (a może: stosowałam, bo ostatnio jest dla mnie nadzieja) metodę znacznie bardziej wyrafinowaną: tłumaczenie sobie swojego lenistwa wiarą w to, że wszechświat mi zaraz wszystko elegancko przyniesie i poustawia, kiedy będę wibrowała z nim w wystarczającej harmonii, i nic już więcej nie muszę robić. Wręcz czułam opór, kiedy miałam coś zrobić.

Wystarczy, że będę płynąć i obserwować, a w końcu wyląduję w takim miejscu, że będę miała jak pączek w maśle. I to bez żadnego wysiłku.

Praca? Chętnie, ale taka, żeby się za bardzo nie napracować i żeby składała się tylko z przyjemnych rzeczy, stanu flow i głębokiej pasji.

Jeśli chodzi o miłość, to Ty się wykaż, a ja sobie będę niczym księżna przyjmować Twoje umizgi i oceniać, czy są wystarczające, abym obdarzyła Cię swoją łaską.

Że ja mam coś zrobić? Dać coś z siebie? Pracować nad sobą? Nauczyć się czegoś? Nie no, może później, jak już zobaczę, że warto. Może kiedyś. Albo najlepiej wcale.

Oj, niewygodnie się na to patrzy w sobie :) Ale to jedyny sposób, żeby móc wyciągnąć jakieś wnioski i ruszyć do przodu.

A raczej: wziąć się do roboty!

Sny snami, marzenia marzeniami, ale ktoś musi sprawić, żeby się ziściły i zgadnij, kto :)

Świat tak nie działa, że da ci wszystko za nic, za samo uwierzenie, że jesteś fajny i inteligentny i zasłużyłeś. Przeglądanie blogów w internecie to jest nic. Siedzenie i rozmyślanie, a nawet planowanie, to też jest nic. Żeby znaleźć się w prawdziwym przepływie, trzeba włożyć tam jakąś realną energię. Nakarmić to, żeby wydało owoce. Czasem chodzi o dużo energii. Jeśli coś jest zardzewiałe i latami nieruszane, to nie wystarczy dźgnąć to palcem, by machina ruszyła i trybiki zaczęły się kręcić.

Długo nie chciałam przyznać przed sobą, że nie idzie mi, bo po prostu niewystarczająco mi się chce. Bo wyżej cenię sobie wygodę i wolność. Bo decyzja wydaje mi się zbyt ostateczna. Bo się boję i nieprzyjemnie mi zaglądać w ten strach. Bo, bo bo. Same wymówki, zamiast wziąć się do pracy. Ile radości ona sprawia, kiedy widzisz – w końcu – upragnione – ZMIANY!

Nie jest Ci dobrze w związkach? A czy zadałeś sobie pytanie – a jak innym jest z Tobą? Czy da się z Tobą w ogóle wytrzymać? Czy sam dajesz to, co pragniesz dostać? Jeśli chcesz budować – to czy budujesz? Czy w ogóle zamierzasz rozwiązać swoje problemy emocjonalne i wziąć odpowiedzialność za swój lęk przed bliskością?

Chcesz fajną pracę? A czy jesteś wystarczająco kompetentny, żeby robić to, co byś chciał? Ile sił jesteś gotów włożyć w to, żeby naprawdę UMIEĆ robić to, co chcesz robić? Jeśli nie wychodzi – czy wytropisz błąd i wdrożysz rozwiązanie, czy porzucisz swoją pracę (często o krok od przełomu), tłumacząc to sobie płynięciem z kosmosem lub boską wolą?

Źle się czujesz fizycznie, boli cię kręgosłup? Lepiej sobie ponarzekać, wziąć tabletkę i czekać, aż przestanie – czy iść i w końcu zadbać o swoje ciało na jodze, siłowni, czy czymkolwiek co wzmocni Cię i wyciągnie? I to systematycznie, a nie do pierwszego kryzysu albo pierwszej wymówki?

Źle się czujesz psychicznie, boli Cię dusza? Co zrobisz – zalejesz to piwem czy pójdziesz na terapię? Będziesz użalać się nad sobą, a może dasz sobie szansę i zaczniesz regularnie i z oddaniem praktykować medytację, modlitwę, coś, co ukoi Cię od środka bez potrzeby przyjmowania leków, używek, głasków w postaci akceptacji i uznania innych ludzi? W ogóle chcesz uzdrowienia? Czy tylko znieczulenia?

Czy jesteś gotów na codzienny, wytrwały, często żmudny wysiłek w dziedzinie, której rozwoju chcesz, bez oczekiwań, że od razu przyniesie to owoce? (Tutaj dopiero przyda się Twoje duchowe zaufanie!)

Ile sił wkładasz właściwie w kroczenie swoją drogą? Czy jesteś w stanie podjąć twardą decyzję, że TAK, chcę tego i będę nad tym pracować- czy tylko stoisz w drzwiach i ani wchodzisz, ani wychodzisz? Przeciąg się robi.

Poczuj radość płynącą z wysiłku, przyjemność zasłużonego wypoczynku, satysfakcję, kiedy widzisz, że Twój świat się zmienia dzięki Tobie, dzięki Twojej energii, którą karmisz swoje marzenia.

Zobacz, jak wielki masz wpływ na kształt Twojego życia – bez rewolucji i szarpaniny, dzięki systematycznemu płynięciu Twoim osobistym prądem, aktywnemu łapaniu wiatru w żagle, czasem wiosłowaniu przez mielizny, ale wciąż w Twoim kierunku. Dzień po dniu. Ze słońcem we włosach :)

Bardziej ostateczny znak, że masz iść w tym kierunku, już nie nastąpi. Potraktuj mój tekst jako ten znak. Drzwi są otwarte, wchodzisz? Ja za Ciebie nie wejdę.

Powodzenia :)

Previous Share Week 2018 - moje ulubione blogi
Next Zrób sobie wagary! Czyli jak wypoczywać, żeby wypocząć

No Comment

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *