Jak radzić sobie z emocjami?

Trudne emocje bolą, więc nic dziwnego, że ich nie lubimy. Tak samo, jak nie lubimy bólu głowy czy zęba. Instynktownie staramy się unikać bólu albo łagodzić go różnymi zagłuszaczami, takimi jak wieczorny kieliszek wina, izolowanie się od świata lub ucieczka w pracę czy zabawę. Ty też na pewno masz swój sposób, bo takie unikanie jest powszechne. Uczymy się go już w dzieciństwie.

Choć jednak ucieczka od bólu miałaby sens, gdyby ból był wywoływany przez odgryzanie nam nogi przez tygrysa szablozębnego, to w innym przypadku zagłuszenie bólu tak naprawdę tylko go wzmaga. Przez moment czujemy ulgę, ale po chwili problem wraca ze zdwojoną siłą, dlatego, że ból zawsze ma jakąś przyczynę.

W przypadku zęba może być to wielka dziura, która nie zniknie nawet, jeśli zjesz trzy ketonale. Wiesz, że musisz iść do dentysty, który odkryje przyczynę bólu i ją wyleczy.

A w przypadku bólu emocjonalnego? Gniewu, żalu, frustracji? Żeby odkryć ich przyczynę, trzeba byłoby zanurkować w nie głębiej. Zamiast uciekać, przyjrzeć się im. A to może być ekstremalnie trudne. Bo nie dość, że bolesne, to jeszcze… nieznane.

Wiele razy czytałam, żeby pobyć ze swoimi emocjami, zamiast od nich uciekać, ale zawsze zastanawiałam się: jak to, do cholery, zrobić? Przecież w pewnym momencie po prostu nie da się wytrzymać.

Być ze swoimi emocjami oznacza pozwolić na nie, jakiekolwiek są; powstrzymać się od chęci usunięcia ich, a także nie oceniać ani ich, ani siebie za to, że je masz. Ich przyczyna tkwi w Tobie, a dzięki temu, że zostaniesz i będziesz uważnie im się przyglądał, będziesz w końcu w stanie do tej przyczyny dotrzeć.

Jak radzić sobie z emocjami?

Oto przykład: Cały tydzień czekałaś na wspólny wieczór ze swoim przyjacielem, ale on wybrał pójście na imprezę, na której od dawna bardzo mu zależało. Czujesz się zawiedziona i postawiona na drugim miejscu. Do tego odczuwasz lęk, że jego imprezowanie zagraża waszej relacji.

Typową reakcją będzie oczywiście obwinienie przyjaciela o swoje emocje: “Jak on mógł! Co za dupek! Przez niego czuję się tak fatalnie. Tak mnie potraktować! To podłe.”

Albo próby przekonania siebie, że wcale się tak nie czujesz: “Mówił od dawna, że się tam wybiera. To ty sobie wyobraziłaś, że ostatecznie wybierze ciebie. Nie bądź dzieckiem. Musisz być twarda. Pogódź się z tym.”

Ale to da Ci tylko więcej frustracji. Zaczniesz niepotrzebnie tracić energię na walkę – ze sobą, z partnerem, z tym, co czujesz.

Zamiast tego, bycie ze swoimi emocjami mogłoby wyglądać tak:

1. Obserwuj swoje emocje.

Nazywaj to, co czujesz. Obserwuj na bieżąco to, co się pojawia, bez analizowania i oceniania tych uczuć, siebie czy innych ludzi. Po prostu określaj te emocje i pozwalaj im być.

“Czuję się zraniona, że on wybrał tę imprezę zamiast mnie. Boję się, że nie jestem dla niego wystarczająco ważna. Boję się, że tak będzie częściej. Czuję się zagrożona. Chce mi się płakać. Jest mi niewygodnie. To boli, ale tak właśnie się czuję i pozwalam na to.”

2. Zaakceptuj to, co czujesz.

Przyzwyczajeni do walki z emocjami i do tego, że niektóre emocje są “negatywne” i “złe” (wcale tak nie jest), osądzamy samych siebie:

“Nie powinnam tak się czuć, co jest ze mną nie tak? Robię z igły widły. Co ze mnie za partnerka, że cały czas urządzam sceny i stawiam wymagania? Wszystko przez to psuję.”

Tak tylko pogarszasz sprawę, bo do emocji, które od takiego gadania nie znikają, dochodzą jeszcze kolejne: poczucie winy i męczeństwa, złość na samą siebie, która może przerodzić się w autodestrukcję. Po co obniżać sobie samoocenę w ten sposób? Czujesz się tak, jak się czujesz, i przyjmij to.

Pomoże Ci, jak stwierdzisz po prostu: “Ok, tak się właśnie czuję: zła i rozżalona.”

Dzięki temu, zamiast się katować, możesz skupić się na rozwiązaniu. Czy została przekroczona jakaś Twoja granica? A może ta sytuacja poruszyła jakąś strunę w Tobie, nawiązała do innej sytuacji z przeszłości, dotknęła niezaleczonej rany?

Często próbujemy szukać rozwiązania w działaniu, żeby usunąć źródło emocji (np. sprawić, żeby ktoś się zmienił), jednak nie zmienimy innych ludzi, możemy poszukać rozwiązania tylko w sobie i wybrać, jak podejdziemy do tej sytuacji.

jak radzic sobie z emocjami
Nie ma nic złego w tym, że nie zawsze masz na twarzy szeroki uśmiech…

3. Bądź tu i teraz.

Kiedy zdarza się coś bolesnego, często dłubiemy w tym, jak w dziurawym zębie, roztrząsając tę sytuację i przeżywając dziesięć tysięcy razy najbardziej bolesne momenty, przez co ból jeszcze rośnie.

Zamiast rozdmuchiwać swoje poczucie krzywdy, lepiej dla Ciebie będzie, jak skupisz się na tym, co dzieje się wokół Ciebie TERAZ, i w pełni to przeżyjesz.

Pamiętaj, żeby dystansować się od osądów samego siebie albo innych osób. To naturalne, że się pojawiają, ale skupianie się na nich oddala Cię od momentu, kiedy poczujesz ulgę. Patrz na swoje myśli i uczucia z pozycji obserwatora, świadka.

“Siedzę w kuchni i znów myślę o tym, co się wydarzyło. Czuję ucisk w brzuchu, w splocie słonecznym, w sercu. Czuję brak bezpieczeństwa i smutek. Przychodzą mi do głowy czarne scenariusze. Czuję się odrzucona, niesprawiedliwie potraktowana. Mój umysł szuka jakiegoś rozwiązania, mam wielką potrzebę działania i zmiany tego, co jest. Czuję się bezsilna i słaba, chcę się szarpać i walczyć, ale wiem, że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, i reszta już nie zależy ode mnie. Jestem tutaj, siedzę w kuchni i jem kolację. Jestem bezpieczna, jestem w domu.”

Jesteśmy tak przyzwyczajeni do reagowania, często odruchowego, że wyrobienie sobie nawyku obserwowania emocji i pozostawania z nimi, zamiast natychmiastowej ucieczki lub walki, może nie być proste.

Za to jest skuteczne. Wszystko przychodzi z czasem. Wbrew pozorom i znanym schematom, to jest właśnie prawdziwa siła i często nasze prawdziwe zwycięstwo.

Dzięki temu, że nie odpychamy swoich uczuć (i siebie samych przy okazji), możemy przeżyć je w pełni i zobaczyć, jak po prostu znikają, a my widzimy całą sytuację o wiele jaśniej.

Bądźmy dla siebie wyrozumiali, gdy jednak nie uda się obserwować emocji i zaczniemy ponownie walczyć z nimi lub ze światem, ale tym razem warto mieć już świadomość, że nie potrzebujemy tego. :)

Kiedy wiemy już, jak radzić sobie z emocjami, możemy zadać sobie ważne pytanie:

Co moje emocje chcą mi powiedzieć?

Emocje są dla Ciebie wiadomością. Najczęściej jest ona taka, że masz coś do załatwienia z samym sobą.

Być może pozwalasz się źle traktować, bo masz jakieś fałszywe przekonanie, że np. prawdziwe szczęście musi być okupione cierpieniem, albo że świat na Ciebie czyha. Może nie masz łączności ze swoją wewnętrzną siłą i na okrągło życie konfrontuje Cię z sytuacjami, kiedy musisz jej poszukiwać. Może pora nauczyć się, jak pozwolić sobie na bycie sobą, a innym na bycie innymi? A może – jak znaleźć w sobie to, co chcesz dostać od innych? Zobaczysz, jak problemy na zewnątrz rozwiązują się same, gdy uleczysz to, co dzieje się wewnątrz Ciebie.

Łatwo jest obwinić zewnętrzny świat za nasze emocje, ale przecież wszystko to, co dzieje się na zewnątrz, jest odbiciem tego, co wewnątrz nas. Nasze relacje nie biorą się znikąd, współtworzymy je i mamy (często podświadome) powody, dla których otaczamy się takimi, a nie innymi ludźmi. Każda nieznośna sytuacja, w jakiej się znalazłeś, może powiedzieć Ci coś o sobie, a nawet doprowadzić do Twojej przemiany, uwolnienia, wzrostu. To dobra wiadomość :)

Nie musisz siedzieć i nad tym myśleć, a już zwłaszcza nie musisz wiedzieć, co z tym “zrobić”. Rozwiązanie przyjdzie samo, kiedy pozwolisz emocjom BYĆ i nieco zajrzysz w siebie.

Zaglądanie w siebie ogólnie jest często dobrym pomysłem :)

Pamiętaj, że cokolwiek czujesz – to jest w porządku.

I tym słonecznym akcentem…

Wypróbujesz?

Previous Pod magicznym mostem #3: Żul jedzie tramwajem, czyli sam napisz swój scenariusz
This is the most recent story.
  • Na co dzień zbyt mało czasu poświęcamy sobie, a gdy pojawiają się silne emocje, zwykle okazujemy jakąś wyuczoną reakcję. Dopiero kiedy w naszym życiu wydarza się coś, co mocno nas dotyka, np. strata, zatrzymujemy się i patrzymy w głąb siebie. Tymczasem warto być uważnym nie tylko “od święta” – wiem po sobie, że to przynosi dobre efekty.

    • No właśnie, to że jesteśmy od dziecka nauczeni tego automatycznego reagowania, albo chowania emocji, przeszkadza w poznawaniu samego siebie. Choć nie lubimy katastrof i trudnych przeżyć to czasem są jak brutalna pobudka.

  • Anka

    Ciągle się uczę, czasem wychodzi to lepiej, czasem wcale… Ale pozwalam: łzom się wylać, złości – wykrzyczeć ( na polach i łąkach jak narazie ), szczęściu – wyśpiewać… I wtedy dość często łapię spojrzenie “z boku”, a nawet – zrozumienie

    • Na polach i łąkach fajnie sobie pokrzyczeć :) z radości też! Fajnie to napisałaś Anka, dzięki za komentarz :)

  • Me-dy-ta-cja, i po burzy :). Też tak uważam, że świat zewnętrzny jest odbiciem wewnętrznego. Ale moim zdaniem wiara w to, że wszystko co nas otacza i nam się przytrafia, to efekt tego jacy jesteśmy wewnątrz, jest trochę niebezpieczna. Wszystkiego zdecydowanie nie należy sobie przypisywać :) Tzn tak wprost nie napisałaś, ale taka myśl po prostu mi zaświtała, więc pomyślałem – a co tam, napiszę komentarz :) W ogóle to jakoś się pozmieniało tu u Ciebie. Fajnie :)

    • Dzięki za komentarz ;) Pewnie, że nie czuję się przyczyną wszystkiego, co mnie spotyka – to faktycznie byłoby trochę przepełnione pychą :) – poza tym otacza nas wiele rzeczy które są dla nas nieistotne, i dlaczego my mielibyśmy za to wszystko odpowiadać. Natomiast odpowiednio skierowana uwaga potrafi zdziałać prawdziwe cuda i zdecydowanie wpłynąć na to, co nam się przytrafia. Każdy z nas ma “swoją rzeczywistość” z tej uwagi utkaną. A co do medytacji, to w silnych emocjach nie jest łatwa ;) Poza tym są też przypadki kiedy się używa medytacji do ucieczki od emocji i w ogóle od nieprzyjemności – a nie o to chodzi by uciekać od tego co chce nam życie pokazać. Taki łopatologiczny przewodnik, jak po prostu trwać w tej burzy nic z nią nie robiąc, mnie bardzo pomógł, kiedy medytacja czy joga może pomagały mi się wyciszyć i uziemić, ale jednak emocje wciąż wracały. I miło, że Ci się podoba u mnie. Zapraszam częściej :)

  • rebellerenarde

    A co powiedziałabyś o strachu? Zechciałabyś podzielić się swoimi doświadczeniami na temat integrowania w sobie strachu? Mówi się, że to czego się najbardziej
    boimy to wskazówka o tym gdzie leży największy skarb naszej duszy.
    Że lęki są strażnikami broniącymi wejścia do jaskini ze skarbem. Mi ten temat sprawia czasem trudność :)

  • Ja mam największy problem z przeżywaniem gniewu – albo go tłumię albo wybucham. I przyznaję, że takie uważne podejście do emocji naprawdę pomaga sobie z nimi poradzić.