Jak przeżyć w szpitalu?


Zawsze panicznie bałam się szpitali, jako miejsc, z których wychodzi się tylko nogami do przodu. Robiłam wszystko, żeby tylko nigdy do takiego przybytku nie trafić, ale jak to bywa, to od czego uciekasz, często Cię dogania. No i wylądowałam na cały tydzień na oddziale perinatologiczno-ginekologicznym w łódzkim Centrum Zdrowia Matki Polki.

Nie będę Was zasmucać opowieściami o tym, po co byłam w szpitalu i co mnie tam spotkało. Jestem żywa, w jednym kawałku i czuję się zupełnie nieźle, to musi i mnie i Wam na razie wystarczyć. A co tam się naoglądałam – to moje. Teraz już wiem, jak to jest. I służę radą, jak bezboleśnie i skutecznie… znieść pobyt w szpitalu.

Jak wytrzymać w szpitalu i nie zwariować?

Po pierwsze – zapomnij o dynamicznej akcji.

Za dużo seriali się naoglądałeś. Nie będzie żadnego biegania po korytarzu z Twoim łóżkiem, żadnych szybkich najazdów kamery na Twoją twarz i emocjonujących pokrzykiwań lekarzy, chyba, że padłeś ofiarą jakiejś strzelaniny na mieście. Pobyt w szpitalu to coś jak strasznie nudne, źle zorganizowane kolonie o bardzo małym budżecie. Głównie się leży i czeka. Kiedy nie czekasz, to tylko leżysz. Momenty, w których są te wszystkie straszne, bolesne i traumatyczne badania, których się tak bałam, te wszystie usg, to pobieranie krwi, ta cała diagnostyka, są najciekawsze z całego pobytu i w sumie mimo strachu oczekuje się ich z chęcią, bo to jedyne chwile, które posuwają całą akcję do przodu. Takich chwil jest mniej więcej pół godziny dziennie. Reszta to czekanie. I leżenie. I mniej lub więcej stresu w związku z oczekiwaniem na dobre lub złe wiadomości.

czmp
W razie czego, będziesz wieziony takim korytarzem. Nie no, żartuję. To jakieś podziemia. W trakcie mojego pobytu poznałam cały ten moloch od podszewki, mimo zakazu opuszczania oddziału. Telepatycznie go zwiedziłam.

Po drugie – daj spokój z tą piżamą.

Wiem, że mając do przerobienia stu pacjentów dziennie lekarzom trudno o współczujące i uważne podejście do każdego z nich, ale poczucie bycia szarą masą potrafi naprawdę dać się we znaki. Nie wiem, czy to zamierzony efekt psychologiczny, ale od momentu przebrania w piżamę, podkreślającą mój podupadły stan zdrowia, z każdą chwilą czułam się coraz mniejsza, słabsza i bardziej przezroczysta, w pełni podporządkowana woli wszechpotężnych lekarzy w ich białych lub niebieskich kitlach. Chodzić non stop w piżamie to jak utkwić w jakiejś kałuży beznadziei. Efekt ten trwał, dopóki nie założyłam normalnego t-shirta i wygodnych spodni, do tego jakaś fryzura, odrobina makijażu. Wtedy nagle zaczęło przybywać mi sił, pewności siebie oraz nadziei, że stąd można wyjść i że być może nie będę do końca życia musiała brnąć przez ten gęsty kisiel szpitalnych procedur. Warto dołożyć starań, żeby czuć się dobrze w swojej skórze. Postaraj się przynajmniej zachować pozory normalności. W tak nieprzyjemnym otoczeniu robi to wielką różnicę.

Po trzecie – dopilnuj swoich spraw.

Poza leżeniem i czekaniem niestety trzeba jeszcze chodzić. Musisz być widoczny. Upewniaj się co dwie minuty, że wszyscy o Tobie pamiętają, że Twoja sprawa jest w toku (konkrety! co następne i kiedy?) i że na pewno nie ma żadnych nowych wiadomości. Kręć się po korytarzu i poluj na lekarzy. To nie jest żadna upierdliwość, tylko konieczność. Jeśli nie Ty ich upolujesz, to zrobi to kto inny, a Ty będziesz sobie czekać. Musisz cały czas nadążać za wydarzeniami. Inaczej, o czym z zaskoczeniem się przekonałam, jest możliwe, że utkniesz. Ja już pierwszego dnia o mały włos nie padłam z głodu, bo poproszono mnie, abym nic nie jadła i nie piła, a następnie ktoś zmienił zdanie, ale zapomniał mi tego zalecenia cofnąć. Koleżanka z sali dostała żelazo, na które była uczulona (lekarze o tym wiedzieli!) i tylko dociekliwość pozwoliła jej uniknąć silnej reakcji alergicznej. Słyszałam o dziewczynie, która przyszła do szpitala i przez trzy dni nie zrobiono jej ani jednego badania, koniec końców nie dowiedziała się niczego. Ludzie noszą przez dwa tygodnie ten sam wenflon w żyle. Zostają na weekend, choć mogliby już w piątek dostać wypis. Pamiętaj, że to Ty jesteś tą osobą, która musi wszystkiego przypilnować.

Po czwarte – zadbaj o odżywianie.

To wszystko prawda, co mówią o szpitalnym jedzeniu. Te cztery kromki suchego chleba i trzy plastry najtańszej wędliny. Te obiady gotowane bez użycia pieprzu i soli. To wszystko istnieje naprawdę. Wzbierała we mnie litość na myśl o tym, że ktoś naprawdę ułożył dla nas taki posiłek, mając dzienny budżet w granicach 3 PLN. W godzinach odwiedzin windy pękały w szwach od krewnych i znajomych pacjentów, dźwigających siatki pełne owoców, warzyw, serków i napojów. Próba wyżycia na samych posiłkach szpitalnych byłaby aktem niepotrzebnej brawury. Skoro Twój stan zdrowia jest tak kiepski, że wymagałeś hospitalizacji, to znaczy, że potrzebujesz dużo energii, dużo wartościowego pożywienia, a anemiczne, odchudzające posiłki składające się z jednej zimnej parówki i pół liścia sałaty możesz potraktować najwyżej jako przystawkę.

centrum zdrowia matki polki
W ostateczności zawsze można udać się na lody do kantynki, a przy okazji poczytać książkę i… kupić sobie jakieś fatałaszki. Panie, czego tu nie ma! To jak miasto w mieście.

Po piąte – żyj w zgodzie z innymi.

Polski szpital to głęboka komuna. Nie dość, że budynek CZMP prawdopodobnie nie był remontowany od lat siedemdziesiątych, to i obsługa wykazuje mentalność znaną z ubiegłej epoki. Salowe narzekają na Twoją źle ułożoną pościel, pielęgniarki psioczą na Twoje żyły, a lekarze mówią raczej do siebie, niż do Ciebie i nie zamierzają nic Ci wyjaśniać. Mimo to życzliwy uśmiech i gotowość do współpracy potrafią zdziałać cuda. To są wszystko ludzie, tyle że zmęczeni, źle opłacani, sfrustrowani. Na nogach od wielu godzin, chcieliby iść do domu. Nic nikomu nie da, że wszyscy zaczną warczeć na siebie i robić awantury. W serdecznej i otwartej atmosferze jest łatwiej. I chyba nie muszę dodawać, że wszystkie Twoje ciepłe słowa wrócą do Ciebie. Wsparcie psychiczne i solidarność z towarzyszami niedoli będą bezcenną pomocą w trudnych chwilach. Co z tego, że Twoje sąsiadki z łóżek obok to stuprocentowe mówiące przez nos Grażyny w rajstopowych skarpetkach, nadające całymi dniami o swoich mężulkach i dzieciaczkach? Na pewnym poziomie wszyscy jesteśmy tacy sami – jesteśmy ludźmi.

czmp
Oni naprawdę na swój sposób się starają, żeby było miło. Jest nawet oranżeria i donice z filodendronem.

Po szóste – pozwól rzeczom dziać się.

Szpital to coś jak gigantyczna linia produkcyjna. Była taka gra “Theme Hospital”. Dokładnie tak wygląda to naprawdę. Każdy pacjent ma do przejścia pewną drogę, od momentu wciągnięcia w tryby machiny aż do bycia wydalonym drugim końcem. To, co się da przyspieszyć, to się da. A co się nie da – to… zgadliście – nie da się! I frustracja z tego powodu budzi jedynie cierpienie. Wszystko będzie działo się w ślimaczym tempie, stracisz masę czasu, ale jedynym rozwiązaniem, które trochę Ci pomoże to przetrwać, jest po prostu zrobić co w Twojej mocy i poddać się temu, co nieuniknione. Wtedy jest lżej. Boli? Kiedyś przestanie. Na wieczornym obchodzie znów byli tylko lekarze dyżurni, którzy nic nie wiedzą? Poczekasz do rana, takie życie. Będziesz mieć zabieg, boisz się? No, ale przynajmniej będziesz w końcu mieć to z głowy! Zamiast negować, po prostu obserwuj, co Cię spotyka. W końcu przyjdzie ten dzień, kiedy dowiesz się, że wychodzisz na wolność. Że już wszystko, naprawdę wszystko jest w porządku. I będziesz mógł pozostawić ten cały cyrk za sobą.

Obyś nigdy nie musiał korzystać z moich porad i przekonywać się, czy są trafne i aktualne.

Ja nie będę tęsknić. Tym bardziej, że tam naprawdę można kopnąć w kalendarz, no co – może nie? Wiem, że w domu też można. Nie mogę po prostu pozbyć się nieufności w stosunku do służby zdrowia. Do całej tej koncepcji usuwania objawów, zamiast przyczyn. Do tego szablonowego postrzegania pacjentów i ich dolegliwości, do lakonicznego i protekcjonalnego traktowania i do postawionych byle jak, często błędnych diagnoz, które mogą mieć katastrofalne skutki. W dodatku za jakiś czas czeka mnie jeszcze drugi, równie przemiły pobyt w tym uroczym miejscu. No cóż – wszystko dzieje się po coś.

Jestem ciekawa, jakie są Wasze doświadczenia z polskich szpitali. Dało się wytrzymać? Czy trauma do końca życia? A może – tak jak mnie do tej pory – udaje się Wam omijać szpitale szerokim łukiem?

12 Comments

  1. Avatar
    War.Wojenny
    June 22, 2015
    Reply

    Mnie nieodmiennie szokuje ten szpitalny mechanizm – w momencie przebrania się w pizamę człowiek traci podmiotowość. Powiem więcej (i gorzej), jako człowiek ‘z zewnątrz’ czyniacy pewne obserwacje stwierdzam, że ludzie na oddziale wręcz boją się przejawiać jakąkolwiek aktywność – jakby się bali oskarżenia o ‘wychylanie się’. Nie mówię tu jedynie o aktywności w ciśnięciu lekarzy i pielęgniarek o jakiekolwiek informacje, mam na myśli jakikolwiek przejaw aktywności poza pójściem po śniadanie i do kibla, ew. na badania. Wokół ‘Matki Polki’ rozciągają się tereny zielone dla niepoznaki nazwane rekreacyjnymi. Wydawać by się mogło, że w czerwcu powinny byc pełne dochodzących do zdrowia pacjentów…

    WRONG!!!!

    Wychodzenie na dwór i w ogóle wychodzenie (a może i chodzenie) w jakiś sposób łamały przyjęte w szpitalu status quo, co dla mnie – osoby z zewnątrz było naprawdę szokujące.
    Pdosumowując – rzeczą jaka najbardziej zaskoczyła mnie przy okazji spotkania ze służbą zdrowia jest wszechobecna i całkowita bierność.

    • Avatar
      June 22, 2015
      Reply

      Precz z piżamami. Od dziś śpię bez.

      • Avatar
        July 7, 2015
        Reply

        Od lat śpię bez, polecam!

  2. Avatar
    June 22, 2015
    Reply

    Mam podobne doświadczenia. Zostałem pacjentem urologii z podejrzeniem pęknięcia czaszki, bo pielegniarka mnie nie dopilnowała. Jakościowo było więc średnio, natomiast – faktycznie wystarczyło trochę ludzkiego podejścia, zarówno w stosunku do współcierpiących (chyba z 14 nas na sali było) oraz personelu medycznego.

    p.s. do Twoich rad wziałbym, szczególnie jeśli trafiasz do pokoju z facetami: weź zatyczki do uszu, bo na pewno będzie ktoś BARDZO chrapiący. U mnie był to 50 letni spory pan, za oknem lipiec, w sali 32 stopnie, 3:30 rano, 100 decybeli dwa łożka dalej, w glowie MORDERCZE mysli :-)

    • Avatar
      June 22, 2015
      Reply

      O TAK, zatyczki do uszu! pomogą jak nie na chrapanie to na koncert skrzypiących łóżek. Ja jeszcze miałam pobudki o piątej, bo wtedy siostry biegały i mierzyły temperaturę, wszyscy się budzili i od tej pory już hałas i wiecznie otwarte drzwi na korytarz. A śniadanie dopiero za cztery godziny. Powinni te zatyczki tam gdzieś sprzedawać. Ej ale już wszystko w porządku z Twoją czaszką i w ogóle? Bo wiesz, groźnie zabrzmiało :) Mnie się czasem ludzie pytają, czy się za mocno w głowę nie uderzyłam, ale takiej diagnozy to nie miałam :)

      • Avatar
        June 23, 2015
        Reply

        W porządku, to dawno bylo… Chociaż, sądząc po moim życiu, niektórzy pewnie stwierdziliby, że mam jakieś objawy :D

  3. Avatar
    June 23, 2015
    Reply

    Niby tylko trzy razy w dorosłym życiu zdarzyło mi się być w szpitalu, ale historii nieprawidłowości mogłabym napisać… wiele metrów. Zacznijmy od prostej sprawy: lekarz prowadzący wyczerpująco opisuje mi diagnozę, dietę itd., miałam brać żelazo, mówi popijać tylko sokiem. Przychodzi pielęgniarka z lekarstwami, dostaję swoje żelazo, łapię za butlę ze swoim sokiem, a pielęgniarka: “A co pani?! Żelazo tylko wodą się popija!” I weź tu kieruj się zaleceniami personelu medycznego.
    Innym razem podpisywanie pustej kartki (czyli zgoda na wszystko) w okienku na samym początku drogi, położna która wpisała w system złą grupę krwi, bo z biurkowego bajzla wylosowała akurat kartę jakiejś Karoliny… Ja rodząca przytomna ją poprawiłam, mimo to przylazła potem robić mi coś, co się robi przy innej grupie krwi (tej Karolinowej), znowu ją uświadamiałam, że jest głupia. Wenflona nie umiała założyć, powiedziała, że następna zmiana mi poprawi i poszła…

  4. Współczuję pobytu w szpitalu, mam nadzieję że wszystko już w porządku. Zdrowia!

  5. Byłam w szpitalu. Raz. Przez dwa tygodnie. I wspominam ten czas okropnie. Miałam 17 lat, więc położono mnie na oddziale dziecięcym. W dodatku zakaźnym. Mogli mnie odwiedzać rodzice, sporo starsi znajomi, a nie wpuszczono mojego ówcześnie chłopaka (dziś jest moim mężem;) ) w moje urodziny. Nie miałam wtedy laptopa, tabletu czy smartfona. Miałam komórkę, na której płaciło się jeszcze wysokie stawki za “minuty”, a nie za sekundy i rodzice wydali serio dużo kasy na moje rachunki, a starałam się tylko pisać smsy, żeby było taniej. Miałam też discmana, którego zrzuciła mi z łóżka pielęgniarka. Nie mogłam nawet wyjść z sali, bo to był zakaźny, nie mogłam jeść niczego z zewnątrz, bo miałam ścisłą dietę. To chyba najgorsze dwa tygodnie z mojego życia. Poza tym czułam się serio bardzo źle, więc to taka dokładka.
    Mam nadzieję, że już wszystko w porządku z Twoim zdrowiem.

  6. Avatar
    July 7, 2015
    Reply

    Ta piżama to takie upupienie, swoisty efekt danse macabre – nagle wszyscyśmy równi, po równo w gównie. Mój tato był niedawno na operacji przegrody czyli w sumie sytuacja dziwna: zdrowy facet kładzie się do szpitala. Wchodząc na oddział miałam bardzo dziwne uczucie, jakby naprawdę był chory nagle, a przecież nic takiego się nie wydarzyło – musieli go tylko nareperować. Sama z państwową służbą zdrowia mam bardzo niewiele do czynienia, bo dzięki mojej kochanej mamie mam prywatną opiekę (a w przyszłym roku przejdzie ten ciężar na męża albo może w pracy będę miała ja sama? OBY!!!) i jest mi jeszcze gorzej, gdy muszę coś załatwić na NFZ, a niestety zdarzają się takie przypadki.

    Rada nt. piżamy bardzo cenna <3

  7. Avatar
    Laura
    July 9, 2016
    Reply

    Szpital Brodnica oddział ginekologiczny.
    Leżę tu drugi raz. Co by tu dużo pisać, po remoncie jest świetnie, tak jak w hotelu, jedzenie dobre, lekarze i pielęgniarki ciągle przy mnie biegają ogólnie jest miło i przyjemnie :)

  8. Avatar
    Monika Flaga
    February 16, 2017
    Reply

    Dziękuję za ten post. Bardzo. Twoje rady przydadzą się w razie wu – oby jednak nie były potrzebne! :) Trzymaj się i duuuuużo zdrowia życzę!!! :)

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *