Jak nie oszaleć w święta?


Foto: Michael Gilliam

W trosce o zdrowie psychiczne moich drogich Czytelników, narażonych na coroczny kontakt ze świętami Bożego Narodzenia (lub Zimowego Staniasłońca, jeśli ktoś celebruje swoje pogańskie korzenie), pragnę podać dwie proste zasady, których trzymanie się pozwoli przeżyć święta i bezpiecznie doczekać Nowego Roku.

1. Święta są też dla Ciebie.

Zjadają cię ambicje perfekcjonisty? Jesteś gotów poświęcić swój dobry nastrój i równowagę dla idealnego wieczoru wigilijnego? Pomyśl, że jeżeli wszyscy wyjdą z takiego założenia, to przy świątecznym stole będą siedziały same kłębki nerwów. Atmosfera będzie tak niesamowicie miła i przyjemna, że wszyscy będą tylko marzyć, żeby było już po świętach. Gwiazdka jak z bajki, nie ma co.

Świąteczna krzątanina ma swój urok i tak zupełnie do końca nie da się jej uniknąć, ale przecież to święta są dla Ciebie, a nie Ty dla nich!

Czy dasz się wciągnąć w kupowanie nowych bombek i światełek, czy może (oh no!) zawiesisz te stare, które już każdy widział? A może zamiast przeglądać dziesiątą godzinę świąteczne poradniki zakupowe w stylu glamour, wieczorem usiądziesz z partnerem lub dzieciakami i zrobicie wasze ozdoby świąteczne z papieru albo masy solnej?

Czy w wannie musi pływać karp? Mam nadzieję, że orientujesz się, że zwyczaj samodzielnego zabijania karpia na święta powstał dopiero za komuny i wynikał z problemów z zaopatrzeniem. To nie jest żadna “odwieczna tradycja”. Zamiast dostarczać sobie jeden punkt na liście do odhaczenia więcej i do tego fundować zwierzęciu mało humanitarną śmierć, może poszukasz po prostu filetów ze sprawdzonego ekologicznego źródła lub… nie zjesz w święta karpia? (Ja nie jem już od lat!)

Czy musi być dwanaście potraw, choćbyś miała wypruć sobie żyły? A co jeśli będzie dziesięć, a co jeśli nie będzie ryby w galarecie, której połowa zgromadzonych nie lubi, albo zamiast niej będzie jakaś inna potrawa? Czy odbije się to na rodzinnym szczęściu w przyszłym roku? Czy wszyscy cię za to znienawidzą i będą mieli zepsute święta? A może wybuchnie rodzinny skandal i zostaniesz wydziedziczona i oznaczona na facebooku na pohybel rujnowaniu tradycji?

I czy do wymyślania i kupowania prezentów dla bliskich koniecznie trzeba podchodzić jak do przykrego obowiązku? Dramatycznie zatłoczone i rozwrzeszczane galerie handlowe, czy robienie zakupów w internecie przy muzyce i kawałku ciasta? A może odwiedziny w tym małym zaczarowanym sklepiku, który mijasz po drodze z pracy? Wybór należy do ciebie.

W swoim starannie przemyślanym organizerze świątecznym, który z pewnością masz (ups, ja nie mam) zostaw też trochę pustego miejsca. Ostatecznie kiedyś trzeba nacieszyć tą całą atmosferą, odetchnąć i wspólnie ze wszystkimi podelektować się chwilą, bo inaczej – po co to wszystko?

To tak, jak z tym urlopem, który czasem bywa tak idealnie zaplanowany i skrupulatnie zrealizowany, że po powrocie do pracy jesteś jeszcze bardziej tym wszystkim zmęczony, niż przed wyjazdem.

Pamiętaj o sobie, bo kto ma pamiętać, jeśli nawet Ty zapomnisz?

Ale pamiętaj też, że…

2. Święta są też dla innych.

Czy chcesz tego, czy nie, rodzinne święta są bardzo wspólnotowe, by nie powiedzieć plemienne. Chodzi w nich o to, żeby być razem. Można sobie w zależności od światopoglądu tłumaczyć, że tego dnia celebrujemy takie albo inne wydarzenie, ale głęboko w środku chodzi właśnie o to wspólne bycie.

Przy wigilijnym stole spotyka się całe stado ludzi. Każdy z innym pomysłem na to, jak ma wyglądać wspólny wieczór. Babka chce głośno czytać Biblię, dziadka naszło na sprośne żarty, matka chce śpiewać kolędy, ojciec też, ale najpierw napijmy się wina, matka jednak by wolała żeby wina nie było, córka najchętniej zamiast śpiewać włączyłaby płytę ze świątecznymi hitami w rockowej aranżacji, a wnuczka wydaje z siebie jedynie jednostajne zawodzenie: Maaa Mooo, kiedy będzie Mikołaj?

Trochę trudno się w tym wszystkim połapać, bo każdy ciągnie w inną stronę, ale ostatecznie… czy właśnie nie na tym polega magia świąt? Na tym, że wszyscy wskakujemy w ten swojski, dobrze znajomy wir więzi rodzinnych i możemy poprzeżywać te wspólne chwile na swój sposób? I każdy z nas ma do tego prawo. Prawo do ucztowania, do odpoczynku, do pomagania, do dzielenia się, do bycia sobą.

To trochę taka nauka bycia razem. Może się to wydawać zamachem na twój indywidualizm, ale w tym momencie, kiedy wszyscy siedzimy przy jednym stole, te pokolenia od wieków następujące po sobie, ci seniorzy rodu, to najmłodsze pokolenie i my, złączeni więzami krwi, i kiedy wszyscy patrzymy na siebie, gotowi poświęcić sobie czas, i nie wiadomo ile jeszcze razy spotkamy się w tym samym składzie – czy naprawdę najbardziej liczy się wtedy indywidualizm?

Wybacz ciotce, która zawsze musi zapytać, kiedy ślub i dziecko, i przypomnij sobie, że ona zawsze chciała mieć dużo dzieci, ale nie mogła.

Wujkowi, który patrzy na ciebie jak na kosmitę, podaruj szczery uśmiech i przemów do niego ludzkim głosem.

Poświęć myśl tym, dla których przygotowany jest osobny talerz. Mówi się, że to talerz dla niespodziewanego gościa, ale spotkałam się też z wyjaśnieniem, że ten talerz jest dla tych, którzy w tym roku już nie mogą zasiąść z nami do kolacji.

Poświęć też myśl tym, którzy nie mają w tym roku z kim zjeść wieczerzy wigilijnej. Czy naprawdę to taki powód do cierpienia, że twój brat cioteczny znów kupił ci tylko skarpety?

To, co mamy, jest bardzo cenne, nawet jeśli czasem wydaje się, że jeszcze chwila i wesoła rodzinka urwie nam głowę.

Cieszmy się klimatem! JUŻ MOŻNA :)

Previous Trzy pyszne pomysły na makaron w 15 minut
Next Niematerialny poradnik zakupowy