Ile masz w sobie wolności?


Przeważnie chodzę głosować, choćby dlatego, że mam taką możliwość. Szkoda z niej jakoś nie skorzystać. Nawet pomimo tego, że ci, na których głosuję, i tak nigdy nie wygrywają. A nawet pomimo tego, że nie wierzę w demokrację i w całą tę ideę wyborów przez “większość” głosów. Jak ktoś dobrze policzy, to mu wyjdzie, że obecni liderzy wcale nie zostali wybrani przez “większość”, tylko przez ok. 1/4 narodu. A jak ktoś dobrze pomyśli, to sobie przypomni, że nawet większa “większość” i tak nigdy nie będzie mądrzejsza niż “mniejszość”. Tak to jest właśnie zrobione. I zawsze tak to będzie wyglądało.

Jedyne, czym możemy się ewentualnie pocieszyć, to że w rządzie zasiada coraz więcej polskich muzyków i jak tak dalej pójdzie, będą mogli nagrać wspólnie jakiś kawałek. Reszta jest milczeniem.

Mnie to jednak w tańcu nie przeszkadza. Owszem, dalej nie będzie u nas normalnie, tylko tak jak zawsze. W telewizji, której i tak nie oglądam, znów będzie można oglądać toczenie piany z ust i słuchać słowotoku bez znaczenia. Dzień jak codzień, Polska jak Polska. Niby dlaczego i z jakiej racji miałoby się coś nagle zmienić?

W końcu tu jest nasz swojski pierdolnik, w którym pieniacze będą się pienić, hejterzy – hejtować, potomkowie Sarmatów będą chlać i żreć bez opamiętania i wyprawiać sute biesiady ponad stan, a jak się już dobrze opiją – będą machać szabelką. I choć stajemy się coraz bardziej europejscy, to tej naszej rdzennej polskości – może cebulackości, jak to teraz się zwykło mawiać w szyderczym tonie – się nie pozbędziemy, bo musielibyśmy chyba zmienić narodowość.

Mimo wszystko wybrałam mieszkanie w tym kraju, choć mogłabym jechać, wyjechać, jak śpiewał Turnau, i stąd się oddalić. Tu jest mój dom, tu jestem ukorzeniona, w tej ziemi zaległy prochy moich przodków i jakoś tak mi z tym dobrze, że moje też tu zalegną. To taka ciągłość międzypokoleniowa. Jakbym była nie jedną osobą, ale całą linią genetyczną.

No to zostałam. Biorę to na klatę. I co teraz? Czy ci polscy pieniacze z telewizji teraz będą “mną rządzić”, tak jak straszą moi znajomi na fejsie?

No, może mi trochę uprzykrzą życie. Nic nowego zresztą.

Ale mną rządzić? No nieee wieeem. A to ktoś mną wcześniej rządził, żeby teraz miał to robić?

Wszak przedsiębiorczy Polak, poza wybitnymi zdolnościami w uprzykrzaniu sobie i innym życia, ma też niebywałą i cenną zdolność adaptowania się w każdych warunkach. On sobie po prostu poradzi. Żeby mu dowalili podatki 50% – będzie prowadził firmę i jeszcze wyjdzie na swoje. Żeby mu się dach na głowę walił – wykombinuje ze szwagrem taki remont, że jeszcze ten dach przetrwa koniec świata. Dogada się z samym Belzebubem, a nawet z teściową. Ogarnie sobie takie życie, że najjaśniejszy rząd go może cmoknąć.

Bo ma wolność w sobie.

Taką romantyczną. Taką, której żadna władza nie stanie na przeszkodzie.

I nikt mu nie będzie mówił, co ma robić.

Oczywiście, są jakieś tam ustalone ramy, w których trzeba się zmieścić żyjąc w społeczeństwie, na przykład buty zakładamy na nogi, a nie na ręce, musimy się też dostosować do panującego prawa (choć co to dokładnie oznacza, że musimy, to już pojęcie względne – niech rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie pił piwa w plenerze), no i mniej lub bardziej również do konwenansów (choć to też kwestia wyboru, bo w jednym środowisku lepszym imieniem dla dziecka będzie Hania, a w innym Andżela).

Ale są też takie rzeczy, których póki co, żaden mniej czy bardziej udany rząd nam nie zabrania. Jak już, to sami sobie ich zabraniamy. To na przykład: prawo do posiadania pomysłów. Prawo do realizacji marzeń. Prawo do nieograniczonego cieszenia się życiem. Do wyboru takich życiowych ścieżek, jakie nam się podobają, i ponoszenia konsekwencji z tego powodu. Do płodzenia lub niepłodzenia potomstwa, do picia lub niepicia alkoholu, do mówienia, że szklanka jest do połowy pusta albo pełna, do jedzenia chipsów albo szpinaku, do grania na harfie, tworzenia sztuki psychodelicznej albo pisania książek. Może nie wszystko będzie podobać się opinii publicznej i twoim rodzicom. Ale właściwie co z tego?

A jednak cała masa ludzi wybiera z tych wszystkich praw tylko prawo do bycia wkurwionym. Wolą żyć tak, jak się kiedyś przyzwyczaili i nic nie zmieniać, choćby z tej okazji byli tak nieszczęśliwi, że nic tylko siąść i płakać. Ostatecznie zawsze można winę za ten stan rzeczy zwalić na kogoś innego. Biedni.

Może warto byłoby jednak to przemyśleć, bo jak się lubi swoje życie, to się nie ma takiego ciśnienia na wytykanie światu jego wad. A gdyby więcej ludzi lubiło swoje życie, to byłoby więcej wolności, a mniej nienawiści i frustracji. I mniej cebuli. Chociaż cebulka podsmażona jest smaczna.

Zbyt często liczymy na to, że nam ktoś coś ułatwi albo zapewni, zamiast po prostu samemu wziąć odpowiedzialność za własny los. Niezależnie od warunków panujących na zewnątrz, nasza wolność, którą nosimy w sercu, jest cenniejsza niż ta, którą ktoś nam może dać czy odebrać.

Przyznajcie się kochani. Załamujecie ręce i lamentujecie, co z nami teraz będzie? Wbijacie ironiczne szpileczki w tablicę facebooka? Wzdychacie wznosząc oczy do nieba?

Bo ja dziś byłam na pięknym jesiennym spacerze.

I tyle w temacie :)

27 Comments

  1. Avatar
    October 28, 2015
    Reply

    kupiłaś mnie tym wpisem
    zostaję :)

    • Avatar
      October 28, 2015
      Reply

      Witam Cię serdecznie :D

  2. Avatar
    October 28, 2015
    Reply

    Bycie wkurwionym samemu dla siebie to jedno, jeszcze gorsze jest nagłe zwracanie się przeciw znajomym, którzy zagłosowali inaczej. Przykra sprawa. A wystarczałoby sobie uświadomić że w większości życiowych kwestii to jednak nic nie zmienia.

    • Avatar
      October 28, 2015
      Reply

      Oj tak! o tym pisałam przy okazji ostatnich wyborów. Jak tak dalej pójdzie, napiszę na ten temat pracę naukową w odcinkach. Ale u mnie na fejsie akurat tym razem chyba wszyscy głosowali dość podobnie, bo zjednoczyli się w bólu dupy i rzucania w siebie mięsem nie było aż tyle:)

  3. Avatar
    October 28, 2015
    Reply

    Przerzucanie odpowiedzialności za swoje życie na polityków to dobra okazja, żeby nie przeszło przez myśl wziąć ją w swoje ręce. Tylko niestety rząd żadnej opcji politycznej nie wpłynie na to, żebyśmy dostrzegli, to czego potrzebujemy najbardziej i znaleźli w sobie to, co najważniejsze.

  4. Avatar
    October 28, 2015
    Reply

    Ja mam wewnętrznej wolności wystarczająco, żeby głośno powiedzieć, że na wyborach nie byłam i nie żałuję. Mam w sobie zgodę na “prawicowy” rząd i też takich wyników się spodziewałam, moja intuicja twierdzi, że na dłuższą metę ten PIS wyjdzie Polsce na dobrze.
    A czy u nas nie jest normalnie i mamy pierdolnik? Ja tam raczej widzę, że jesteśmy krajem bezpiecznym, stabilnym i rozwijającym się. Ba! Najlepiej rozwijającym się krajem byłego bloku wschodniego jesteśmy.

    • Avatar
      October 28, 2015
      Reply

      Ja trochę podejrzewam, że tak dobrze się rozwijamy pomimo wymysłów kolejnych rządów, pomimo tych naszych absurdów, a nie dzięki nim. A snuję ten wniosek na podstawie własnej działalności, za prowadzenie której trzeba płacić przeogromne pieniądze na każdym kroku, a jednak człowiek nie jest taki, żeby nie dał rady. A czy jest pierdolnik, no proszę Cię – ostatnio u lekarza odsyłali mnie w kółko z jednej rejestracji do drugiej i trzeciej, każda na innym piętrze, a innym razem dało radę załatwić tę sprawę w dowolnej z nich, zależnie, jaki akurat panienka miała humor. Ale to mnie nawet bawi, Bareja wiecznie żywy :)

  5. Avatar
    October 28, 2015
    Reply

    Przyznaję, na początku przeżyłam szok, chociaż spodziewałam się tego, ale po chwili stwierdziłam tak jak Ty – nie chcę o tym myśleć, ostatecznie, kiedy nie oglądamy zbyt dużo telewizji to można zapomnieć o tym zdarzeniu, bo nikt nam o tym nie przypomina, a my po prostu żyjemy swoim życiem, do którego – mam nadzieję – żaden rząd palucha nie włoży. A że będzie ten rząd źle rządzić? Wszyscy w końcu źle rządzą (jak pokazuje historia) i po kadencji czy dwóch wkurzony naród domaga się zmian u steru.

    • Avatar
      October 29, 2015
      Reply

      No właśnie!! Dzięki za ten komentarz, bo świetnie ujmuje sedno sprawy:)

  6. Avatar
    October 29, 2015
    Reply

    Kocham Polske i Polakow ale masz racje, lubimy byc wkurwieni. Uwazam rowniez, ze w Polsce zbyt duza wage przykladamy do polityki. bez wzgledu kto by wygral to jest banda, mafia, taka sekta obrzydliwa, ktora o zwyklym czlowieku i tak nie pomysli. W innych krajach jest dokladnie to samo. Mialam przyjemnosc w Polsce pracowac w instytucji politycznej. Kiedzs myslalam, ze ta przyjemnosc jest watpliwa, dzis sie nawet z tego ciesze, duzo nerwow i zdrowia w tej chwili mi to zaoszczedza. Ja im po prostu i tak nie wierze, dlatego zamiast sledzic ich poczynania po prostu wole isc na spacer! A oni niech sie blotem obrzucaja, ciesza sie z tych wystawnych kolacyjek i niech tyja jak lubia.

  7. Avatar
    October 29, 2015
    Reply

    Chyba nie ma drugiego tak irytującego mnie zjawiska jak wieczne narzekanie. Ludzie lubią zrzucać winę za swoje niepowodzenia czy nawet lenistwo na wszystko i wszystkich, byle tylko nie przyznać, że mu się plan nie udał albo był zbyt leniwy… Winny jest sąsiad, rząd, pogoda, no dosłownie wszystko! A zamiast marudzić lepiej robić swoje i z uśmiechem dąrzyć do celu :)

  8. Avatar
    October 29, 2015
    Reply

    Też jestem zdania, że nie ma co się wkurwiać. Każdy jest kowalem własnego losu i lamentowanie na takie czy inne rządy polityków, to spychanie odpowiedzialności za swoje życie na kogoś innego.

  9. Avatar
    October 29, 2015
    Reply

    Niestety nie mogę się z Tobą zgodzić. Nie-bycie hejterem miałoby sens, gdyby wyniki wyborów niczego nie zmieniały. Tutaj jest zupełnie inaczej. Partia, która wygrała słynie z nietolerancji, utrudniania życia każdemu, kto tylko trochę inaczej wygląda, inaczej się zachowuje. Zaraz zacznie się wprowadzanie chorych ustaw – zakaz aborcji i in vitro, znowu się okaże, że przemoc jest spoko i nici z ustawy antyprzemocowej. Mam nie być zła? Będę, przepraszam.

    • Avatar
      October 29, 2015
      Reply

      Nie ma za co. Mnie to akurat nie robi różnicy, czy jesteś zła, czy otwierasz szampana. Sama nie mam dobrego zdania o partii, która wygrała, ale nie zamierzam psuć sobie krwi z jej powodu, that’s all ;) Rzeczywistość nie jest kształtowana tylko i wyłącznie przez partie polityczne, ale też po prostu przez ludzi, dzień po dniu – dla mnie to jest ważniejsze.

    • Avatar
      November 1, 2015
      Reply

      @Evanrinya:disqus, dałaś się omamić propagandzie :) Wierz mi, każda partia ma skrajne poglądy, partia rządząca też nie pałała zbytnią tolerancją. Ale wykorzystywała swoją pozycję do straszenia opozycją, by pod tym płaszczykiem ukrywać swoje działania. Gdy obserwowałam kampanię wyborczą, zastanawiałam się, która partia jest bardziej nietolerancyjna i agresywna i miałam wrażenie, że wcale nie był nią zwycięzca wyborów.
      Z racji podwójnie angażującego wykształcenia, lubię oglądać medialne debaty polityczne (gwoli ścisłości, takimi debatami są nie tylko te cyrki przedwyborcze) i jest mi po prostu przykro, gdy widzę dziennikarzy szczujących polityków na siebie emocjami albo zadających im pytania o sprawy poglądowe, a nie istotne dla kraju. Na przykład zamiast o propozycje podatkowe czy socjalne, niemal zawsze pada pytanie o religię czy aborcję (i, co mi się bardzo podoba, politycy PiS-u jak na razie zwracają uwagę na to, że są istotniejsze kwestie dotąd nierozwiązane i inne kwestie priorytetowe). Mimo że zwolenniczką Kukiza nie jestem (i żadnej partii z 3 pierwszych lokat. I w ogóle żadnej z obecnych w parlamencie), bardzo podobała mi się jego uwaga podczas debaty, że dziennikarze nie pytają o zasadnicze kwestie, a o światopoglądowe. Bo pytali o na dobrą sprawę bzdety, ale rozpalające Polaków. Dbali o oglądalność. Jak politycy odchodzącej władzy o głosy, sądząc, że przyniesie je im nie merytoryczna dyskusja, a strach przed PiS-em. Dlatego nie byłabym pewna, że wygrała partia, która utrudnia życie Polakom i słynie z nietolerancji. Partia rządząca do tych wyborów ma na swoim koncie sporo innych utrudnień i bardzo wiele hipokryzji. Oj, nie jest na wcale inna od tej, którą atakowała :)

      • Avatar
        November 1, 2015
        Reply

        Nie napisałam, że wybrana została NAJBARDZIEJ nietolerancyjna partia – bo takie akurat, na szczęście, znalazły się poza progiem wyborczym.
        Co do debat – nie oglądam ich, bo nie oglądam telewizji. Śledzę za to wiadomości pisane, wypowiedzi poszczególnych polityków, ich poczynania w serwisach społecznościowych. Myślę, że to daje lepszy obraz na to, co dana osoba chce sobą reprezentować. Telewizja kłamie.
        Nie zgodzę się też, że jedne kwestie są ważniejsze niż drugie. Mamy na tyle dużo czasu, że nie trzeba wybierać, czy teraz będziemy dyskutować o wojsku, emigracji czy aborcji. Wszystkie sprawy ważne dla społeczeństwa powinny zostać uwzględnione w działaniach politycznych, dopóki w naszym państwie mieszkają osoby, dla których są one najważniejsze. To nie są “bzdety”, choć jak ktoś ma forsę, zdrowie i szczęście, to takimi mogą mu się wydawać.
        Cała Twoja wypowiedź wygląda trochę jak przedstawienie wyboru pomiędzy tylko dwoma partiami – nową i poprzednią rządzącą. A nie mieszkamy w Ameryce, mamy o wiele większy wybór. Nie musimy pomiędzy dwoma partiami wybierać mniejszego zła, jak się większości osób wydaje.

  10. Avatar
    October 29, 2015
    Reply

    Piękne podsumowanie. Myśl o muzykach wspólnie nagrywajacych kawałek to promyk nadziei na współpracę ponad podziałami. :) Ja korzystam do swojego prawa do wku….. i z prawa do nie przejmowania się rzeczywistością. Równolegle z prawa do powiedzenia władzy, że na progu mojego domu, za płotem rządzę ja.

  11. Avatar
    October 30, 2015
    Reply

    Piekny tekst. Podpisuję się pod każdym zawartym w nim słowem. Wiesz, wkurwiam się od czasu do czasu na różne rzeczy, jak chyba każdy, ale jest to chwilowe, a nie stan, w którym trwam wiecznie. Jak w ogóle można tak funkcjonować? Nie wiem, ale sporo ludzi tak funkcjonuje, więc widocznie da się. Tylko po co? Ja tam wolę czuć się sama odpowiedzialna za własne życie i politycy nie są mi do tego potrzebni.

  12. Avatar
    October 30, 2015
    Reply

    Świetny tekst, pięknie podsumowałaś złożoność moich przemyśleń powyborczych. Zwróciłaś też uwagę na to, że połowa głosujących pozostała w domu, więc trudno mówić, że rządzący mają pełen mandat do rządzenia krajem. Gdyby tak wprowadzić obowiązkowe głosowanie? Niech każdy sobie kogoś wybierze – wg klucza sympatii, preferencji partyjnych, piękna przemówień, ubioru – cokolwiek. Tylko tego się politycy boją jak ognia, bo nagle by ich nie zasłoniły “tarcze” z przynależnością partyjną. A może się mylę?
    NIe drążę tematu, ale napiszę Ci coś innego – świetny masz ten slider z instagramu – gdy zaczął przewijać kotleciki jaglane i kanapki to wywołał u mnie głód! Świetne zdjęcia i … podstępne to masz ;) Pułapka na takich głodomorów jak ja…

  13. Ale się uśmiałam, cudownie opisałaś, to co sama myślę :-D W pełni się z Tobą zgadzam.
    Nic się jeszcze nie wydarzyło, a wszyscy wkoło już uprawiają czarnowidztwo ;-)

    • Avatar
      October 31, 2015
      Reply

      Witaj, miło to słyszeć:D

  14. Avatar
    October 30, 2015
    Reply

    Nie, mam to kompletnie z boku i szczerze nie obchodzą mnie pełne jadu komentarze, że nie mam prawa narzekać, bo nie głosowałam. Nie narzekam, bo nie lubię ot… co.

    • Avatar
      October 31, 2015
      Reply

      Te osoby, które plują tym jadem, same się nim najbardziej zatruwają.

  15. Avatar
    October 30, 2015
    Reply

    znalazłam się tu przypadkiem i widzę kilka cech wspólnych naszego wpisu. o polityce w sensie ;)
    pozdrawiam.

    • Avatar
      October 31, 2015
      Reply

      Faktycznie:) pozdrawiam również:)

  16. Avatar
    November 1, 2015
    Reply

    W demokrację wierzyć nie trzeba, ona po prostu jest – najgorszy z systemów, a mimo to lepszego nie ma. a z całą resztą nie mogę się nie zgodzić. Po tych wyborach zmieni się tyle, ile po prezydenckich. Czyli praktycznie nic. No, po prezydenckich na plus zmieniła się wizualna strona pierwszej pary. Po wyborach parlamentarnych mamy to, co przed prezydenckimi: partia rządząca ma sprzyjającego jej prezydenta i większość w Senacie. Czyli po 8 latach mamy kolejne 4 w tym samym stylu. A Polacy, jak to Polacy: lubią ponarzekać i pohejtować. Tylko nie wiem, czy są aż tak głupi, czy leniwi, że zapomnieli, że PiS i PO to właściwie to samo: z jednej partii wyszły, po tej samej prawej stronie sceny politycznej są (tylko odchył PiS ma bardziej w prawo), afery każda miała swoje, za panią Ewą stoi pan Donald jak za panią Beatą pan Jarosław. Pożyjemy, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Dziś jednak mamy dzień jak wczoraj – ot, tyle zmian :)

  17. Avatar
    November 10, 2015
    Reply

    Jako politolog z wykształcenia :P ha ha tak tylko chciałam zacząć ;) Na dany moment mój ulubiony wpis u ciebie, trafne podsumowanie z wolnością, którą nosi się w sercu bez względu na to, która obecnie partia wygrała, to ludzie zapominają, że w naszym kraju wszystkie te partie mają wspólne korzenie :) A co do zmian – na te metale potrzeba czasu, na inwestycje, wyższy poziom życia i jakości również, ale jdno można zrobić już teraz zadbać o siebie i własne życie :)

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *