“Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne idą tam, gdzie chcą”. Znasz na pewno to powiedzenie, które wzięło się stąd, że była kiedyś taka książka. A w tej książce – wytłumaczone, dlaczego świat wymaga od nas, byśmy były miłe, ciche i uległe i dlaczego to donikąd nas nie zaprowadzi, poza tym że pod czyjegoś buta albo do jakiejś słabo płatnej pracy poniżej kompetencji.

Jest to o tyle podchwytliwe, że przecież nie ma nic złego w byciu miłą i dobrą osobą – a jednak czasem słyszymy lub same czujemy, że “jestem za dobra i ciągle obrywam”. Dlaczego? Czy musisz być wredna i bezwzględna? Jak dbać o własne granice?

Oto cztery cechy, które choć stanowią piękne zalety i pomagają iść przez życie kierując się sercem, w nadmiarze zaszkodzą i skrzywdzą osobę, która ich nadużywa.

Nadmierna wyrozumiałość

Brak wyrozumiałości powoduje, że idziemy przez życie jak czołg, roztrącając i przejeżdżając innych, miażdżąc ich swoimi wymaganiami i krytyką.

Nasi przyjaciele i bliscy mimo najlepszych intencji nie są nieomylni – czasem ich działania wydają się dziwne czy błędne, ale przecież każdy z nas ma swoje motywy, emocje i całe tło sytuacji, w której się znalazł i wyborów, jakich dokonał.

To bardzo kojące czuć się zrozumianym, a my, kobiety, potrafimy rozumieć sercem. Mamy jakiś taki naturalny talent do przenikania pozorów i odnajdywania w innych tego, co dobre, przykrytego trudnymi doświadczeniami, długimi historiami. Można przy nas znaleźć bezpieczną przystań.

Ale grzeczne dziewczynki bywają tak bezgranicznie wyrozumiałe i współczujące, że zrozumieją i wybaczą wszystko. I wtedy może się stać tak, że ktoś cię krzywdzi, a ty go rozumiesz, bo przecież on miał trudne dzieciństwo, bo ma poligamiczną naturę, bo ma stresującą pracę.

Druga osoba nie musi wtedy brać odpowiedzialności za własne czyny, nie musi nic naprawiać ani nawet przepraszać, bo przecież my wszystko rozumiemy. O, jakie my dobre.

Taka wyrozumiałość pozwala nam uniknąć znalezienia się w de facto nieprzyjemnej sytuacji, kiedy trzeba mieć odwagę stanąć i twardo powiedzieć: słuchaj, nie podoba mi się to co robisz, nie zgadzam się na to.

Łatwo można być wtedy nazwaną wariatką i histeryczką, zostanie to też uznane za mało kobiece. Ale nie na wszystko możemy reagować wyrozumiałym uśmiechem. Bo to wszystko, co zamiatamy pod dywan, gdzieś głęboko się kumuluje i tworzy radioaktywną mieszankę, a kiedy po latach pierdyknie, to… ja cię! Nie chciałabym być w pobliżu.

Nie ma nic złego w kilku słowach, które powiesz, kiedy twoje granice wyraźnie zostały przekroczone. I nie będziesz wtedy wcale wyrozumiała.

O ile oczywiście nie próbujesz ustawić całego świata pod twoje dyktando i czuć się skrzywdzoną co pięć minut z byle powodu, gdy tylko coś nie idzie jak sobie życzysz. Chcemy być asertywne, a nie jędzowate. ;)

Nadmierna usłużność

Robienie rzeczy dla kogoś jest fajne. Takie gesty, jak podanie komuś śniadania do łóżka czy upieczenie mu ciasta, wykonanie domowej naprawy czy instalacji :), niesienie pomocy na co dzień tam, gdzie możemy – to małe radości, dzięki którym w naszym życiu jest więcej ciepła i życzliwości.

Grzeczne dziewczynki czasem jednak zapamiętują się w tym służeniu do tego stopnia, że zapominają, kim one jeszcze tak poza tym są i co lubią robić, poza służeniem i opiekowaniem się.

Ani się obejrzysz, a przestajesz dbać o swoje hobby, żeby mieć więcej czasu dla niego. Nigdy nie słuchacie Twojej ulubionej muzyki, tylko jego. Zawsze jest wysprzątane, nawet kiedy masz miesiączkę i naprawdę chcesz poleżeć z książką. On tymczasem robi, co chce, wraca do domu kiedy chce i jeszcze roszczeniowo cię strofuje, kiedy nie wywiązałaś się ze swojej usługowej funkcji.

I nic to nie da, że czasem kobieta sobie pobiadoli i zacznie pluć jadem, że nie jest służącą – potem i tak robi swoje, a jeszcze wychodzi na starą zrzędę.

W ten sposób taka usłużna kobieta krzywdzi nie tylko siebie w oczywisty sposób – ale też tego swojego faceta, któremu matkuje i w którego życie wkłada więcej energii, niż w swoje własne.

W dodatku nie zauważyłam, żeby jakoś dobrze wpływało to na romantyzm w takim związku. Mężczyzna, choć może i jest wygodny, to lubi się wykazać i czuje się prawdziwym samcem, gdy też może swoją niewiastę obdarować i w czymś jej pomóc, a nie tylko mieć gosposię, która wszystko za niego zrobi, zanim on w ogóle o to poprosi, i na koniec będzie wdzięczna, że on w ogóle istnieje.

Szanujmy swój wysiłek, i to mówię zarówno do pań, jak i panów, bo czasem to kobieta potrafi przyssać się do “grzecznego chłopca” i wycisnąć całe życie z niego.

Co oczywiście nie oznacza, że należy od tej pory dbać tylko o własną de i mieć alergię na robienie czegokolwiek dla kogoś. Kiedy jest wzajemna dbałość o siebie, wtedy energia płynie i w relacji jest życie. Dawanie i dzielenie się, poza tym że tworzą bliską więź i prowadzą do cudownych chwil, są przecież obustronnym darem – obdarowując kogoś, obdarowujesz też siebie :)

grzeczne dziewczynki

Nadmierna ofiarność

Dobra – rozumiem, że można się kiedyś poświęcić i w sobotę posiedzieć z dzieckiem przyjaciółki zamiast iść na miasto, bo ona naprawdę ma wyjątkową okazję. Albo iść z partnerem na jakiś zupełnie dla nas nieciekawy film, na którym mu bardzo zależy. Od tego są przyjaciele :) I życiowi partnerzy też.

Ale niektóre z nas nieco się zapędzają i składają same siebie w ofierze. Zawsze chodzą tylko tam, gdzie powie facet, robią to, co chcą koleżanki, całemu światu wyświadczają przysługi kosztem własnych planów, kosztem snu, a nawet zdrowia, i nic się nie stało, ależ nie ma sprawy, to drobiazg.

Taką ofiarę trudno jest nawet zauważyć, no bo przecież skoro to dla ciebie drobiazg i czysta przyjemność, to gdzie jest to poświęcenie?

Pójście na film to jeszcze nic, bo bywają grubsze historie, na końcu których jest na przykład pokorne znoszenie czyichś obelg, pomaganie komuś w oddawaniu się swoim nałogom, pozwalanie by ktoś szastał naszymi pieniędzmi, zaniedbywanie własnych obowiązków żeby wypełnić cudze, przejmowanie wyłącznej odpowiedzialności za dom i dzieci, przyjmowanie na siebie winy za wszystko, co idzie źle, przyznawanie się do wszystkich błędów i do całego zła świata. I to z własnej inicjatywy.

Z jakiegoś tajemniczego powodu często takie męczeństwo jest uznawane za cnotę. A przecież jest to nic innego, jak krzywdzenie samej siebie, potężna autodestrukcja prowadząca w ciemność. Nikt nie obroni naszych granic za nas. Nikt nie będzie nas szanował, jeśli same nie będziemy siebie szanowały.

A jeśli wysyłamy w świat komunikat “jestem ofiarą” to i dostaniemy od świata więcej okazji, by tą ofiarą być. I będziemy ofiarą, która w dodatku ciągle dostaje od świata po dupie.

Poświęcamy się dla czyjegoś dobra. Ale czy na pewno? Zanim znów się poświęcisz, zadaj sobie pytanie, czy na pewno czynisz w ten sposób dobro?

Czy kolejny raz sprzątając po nim jego bałagan, nie uczysz go bierności i najzwyklejszego bycia fleją? Czy kolejny raz rezygnując ze swoich pragnień nie wysyłasz wiadomości, że twoje potrzeby są nieważne, a marzenia niewiele warte? Czy nie zamawiasz sobie cierpienia na własne życzenie, z dostawą do domu?

Bycie dobrym dla innych wcale nie polega na ciągłych ustępstwach, spełnianiu wszystkich życzeń i godzeniu się na marne traktowanie.

Żeby świat był dobry dla nas, najpierw same musimy być dobre dla siebie.

I z takiej pozycji – osoby spełnionej, znającej swoją wartość i nie pozwalającej skakać sobie po głowie – poświęcenie dla kogoś ma zupełnie inny wymiar i inny sens. Nawet, jeśli chodzi o coś więcej, niż pójście do kina.

Nadmierna skromność

Skromność sama w sobie jest w porządku: pozwala nie dostać hopla na swoim punkcie. Dobrze też znać własne ograniczenia. W końcu nie chcemy, żeby wszędzie było pełno naszego rozdętego ego.

Ale sytuacja, w której nie przyjmujesz prezentu, awansu, miłości, zaszczytu – bo ci się “nie należy” (chyba byś nie dostała, gdyby Ci się nie należał?), albo ktoś za coś Cię chwali, a Ty zaczynasz temu zaprzeczać i sama siebie umniejszać – nie, kochana, nie pójdziesz za to do nieba, to jest podcinanie własnych skrzydeł, a czasem też pogrzebywanie talentów i zaprzepaszczanie pięknych szans, które dostajesz od losu.

Czasem tak niewiele jest potrzebne, żeby mieć to, czego się pragnie: po prostu tego nie odrzucać. Bo ja się nie nadaję, bo jestem na to za głupia, bo ja się boję; bo nie mam odwagi po to sięgnąć.

A kiedy z powodu takiej skromności nie robisz tego, w czym jesteś dobra, tego, do czego masz naturalne zdolności i co przychodzi Ci łatwo i to lubisz – i jeśli negujesz to i nie chcesz tego rozwijać – to już po prostu jest ciężkie wykroczenie przeciwko kosmosowi, który ci przecież to podarował, żebyś tego używała!

Żeby było jasne: sama jestem nieśmiałą introwertyczką. Ale między innymi pisanie bloga uświadomiło mi, że między skromnością a niepohamowanym narcyzmem jest jeszcze coś takiego, jak po prostu zdrowe poczucie własnej wartości. I że to, co my skromne żuczki bierzemy za bezczelność, może też być po prostu odwagą. Żeby wyrazić siebie, żeby wyjść z tej szarej norki i iść po swoje.

Tymczasem widuję urządzanie licytacji, kto ma mniej talentu i komu bardziej się nie należy; przemawia przez nas fałszywa skromność, która pozwala nam poczuć się lepiej, “poprawnie”, może nawet dostaniemy odznakę wzorowego ucznia za dobre sprawowanie! Bądźmy sobie takie grzeczne, skromne i potulne i patrzmy, jak inni spełniają nasze marzenia zamiast nas.

Jesteś cudowną istotą, która ma wszystko co potrzebne, by wieść takie życie, o jakim marzysz.

To nie jest coś, co należy się tylko wybranym, ale Tobie też!

Czy polecam książkę “Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne idą tam, gdzie chcą”?

Z jednej strony lekko się ją czyta i zwraca ona uwagę na wiele ważnych problemów, głównie wynikających z tego, że kobiety nie są uczone dbania o własne granice i potrzeby, a także brak im poczucia własnej wartości. Ideał “grzecznej dziewczynki” ma być cichy, skromny, niewidzialny i podporządkowany. W zamian nie dostanie praktycznie nic, poza pozorną wygodą i akceptacją społeczną. Warto być tego wszystkiego świadomym.

Z drugiej strony sporo w tej książce bojowej postawy i budowania murów. Rozumiem uraz do mężczyzn za te wszystkie lata traktowania kobiet z góry, ale w moim rozumieniu świata agresja rodzi agresję i w ten sposób nigdy nie dojdziemy do upragnionego stanu, którym jest współdziałanie i wzajemny szacunek. A w miłosnej relacji, poza dbaniem o własne granice i własne spełnienie, fajnie jest zrobić też miejsce na bliskość, zaufanie i wzajemną troskę.

Dlatego pamiętajmy: make love, not war.

I tego Wam i sobie życzę ;)

No to jak? Są tu jakieś grzeczne dziewczynki?

Previous Codziennie lepsza i bardziej oświecona królowa dramatu
Next Jak opowiedzieć historię swojego życia w 10 minut
  • Laura LR

    Ja z checia ja przeczytam zaciekawila mnie :)

  • Zaciekawiła mnie ta książka i z chęcią bym ją przeczytała. Chyba sporo kobiet ma to do siebie, że są za skromne. Nie potrafimy dzielić się sukcesami, chwalić sie. Bo nie wypada. Chociaż ja już przestałam sie tym przejmować ;)

  • Jaka fajna gra slow w tym tytule. Niegrzeczne dziewczynki ida tam, gdzie chca. Nie siedz cicho w kacie, bo Cie tam nie znajda. Alleluja. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • No pewnie, że są – pewnie całe mnóstwo. :) Ja też jestem z tych grzecznych i zawsze było mi z tego powodu bardzo kiepsko. Z drugiej strony nie podoba mi się jednak postawa, w której muszę się rozpychać łokciami i generalnie nie lubię takiego agresywnego wyznaczania granic. Nigdy taka nie będę i wcale nie o to mi chodzi – myślę, że z wiekiem uczymy się znajdować złoty środek i taki sposób obrony własnych granic, z którym czujemy się komfortowo. Dyktat niegrzecznych dziewczynek też mi się nie podoba. :)