Bezlitosna gimnastyka słowiańska. Czy polecam?


Gimnastyka słowiańska – co to?

Tej jesieni, wiedziona ciekawością, wzięłam udział w weekendowych warsztatach gimnastyki słowiańskiej dla kobiet. Dlaczego piszę o tym dopiero teraz? Chciałam poznać temat w praktyce trochę lepiej – by móc się do niego osobiście odnieść, a nie udawać wielce obeznaną po dwóch dniach spotkania z czymś, co było dla mnie zupełnie nowe.

Gimnastyka słowiańska jest starym, pochodzącym z czasów pogańskich holistycznym systemem pracy z ciałem i duchem, służącym zdrowiu i dobremu samopoczuciu i przeznaczonym wyłącznie dla płci pięknej. Nie będę jednak rozpisywać się, co to takiego, bo to zostało już napisane gdzie indziej i zaraz dowiecie się gdzie, natomiast skupię się na moich subiektywnych odczuciach.

Od czasu tych warsztatów ćwiczę prawie codziennie po kilka minut dziennie – trochę z ciekawości, trochę wiedziona intuicją. Nie jest to może jakiś nadludzki wysiłek i bezgraniczne oddanie, ale jest to dość, by zatrzeć pierwsze, dość dramatyczne wrażenie, jakie wyniosłam z warsztatów.

Słowiańska joga?

Słyszałam takie porównanie, ale na początek powiedzmy sobie wprost – TO NIE JEST JOGA. To tak, jakby mówić, że oberek to taka polska salsa. Nie!

Gimnastyka tak jak i joga jest formą pracy z ciałem i energią, ale na wskroś inną. Wspólna jest chyba tylko konieczność posiadania ciała, by móc ćwiczyć. Z tym, że joga została stworzona przede wszystkim dla ciała męskiego (mimo niekwestionowanych zalet praktyki jogi dla kobiet), a gimnastyka słowiańska – dla ciała żeńskiego.

Gimnastyka słowiańska i joga nie bardzo sprawdzają się jako zamienniki, bo działają zupełnie inaczej – sprawdziłam to, przez około miesiąc ćwicząc samą gimnastykę i jednak bardzo wtedy się za jogą stęskniłam, gdyż daje mi ona coś, czego nie da mi nic innego i koniec :) Natomiast bardzo dobrze można jedną formę uzupełnić drugą, lub jeśli jedna z nich do nas nie przemawia – to nie wyklucza, że zakochamy się w drugiej i wciąż warto spróbować.

Tyle porównania, bo tak poza tym to naprawdę inna bajka i nie chcę wpaść w jakieś zbędne dywagacje, co lepsze. Sprawdź sama, co bardziej do ciebie przemówi.

Czy to naprawdę działa?

Jako, że ostatnio moda na słowiańskość zatacza coraz szersze kręgi i niedługo wszystkie będziemy chodzić w ludowych chustach (chodzę i ja) i długich spódnicach (a jakże!), dotarły do mnie również i sceptyczne głosy, że bankowo ta gimnastyka to wytwór tejże mody i ktoś tam ją sobie wymyślił w zaciszu domowym, by trzaskać na niej kasę. Bo jeśli nie stąd, to skąd się to w ogóle nagle wzięło? Wszak wiedza na temat naszej historii i kultury z czasów pogańskich jest praktycznie nieznana i ogólnie panująca opinia jest taka, że tej kultury nie było, albo że wiedza o niej przepadła i jest nie do odzyskania.

Okazało się jednak, że tak, jak i u nas elementy tej starodawnej kultury wciąż pozostały w postaci na przykład tradycji i przekazywanych kolejnym pokoleniom zwyczajów, żywszych i bardziej celebrowanych na wsiach, tak i w innych pobliskich rejonach geograficznych zachowały się różne inne zwyczaje. Na przykład na białoruskich wsiach mieszkają stare kobiety, które znają i przekazują innym kobietom stary, tajemniczy system 27 prostych ćwiczeń fizycznych, który każdą kobietę zachowuje w zdrowiu i dobrej energii.

Owe kobiety zostały odnalezione i na tyle przemaglowane naukowo, że cały ten system wyszedł na światło dzienne, w takiej formie, że można przekazywać go dalej na szerszą skalę wszystkim zainteresowanym, nawet tym, których nigdy wiatr nie zawiał na żadną białoruską wieś.

(Podobno temat jest/był znany także mężczyznom – może i dla nich znalazłby się podobny zestaw ćwiczeń?)

Jeśli temat zainteresował was tak samo jak mnie, polecam wam gorąco strony, gdzie można poczytać na ten temat trochę więcej: bloga Blowminder, gdzie przeczytacie bardzo merytoryczny artykuł na temat gimnastyki, i bloga Treborok, zawierającego tłumaczenia fragmentów książki o gimnastyce, dostępnej w całości po białorusku.

To chyba już cała teoria. Ale pozostaje jeszcze – albo przede wszystkim – praktyka.

A jeśli chodzi o praktykę, to wśród ćwiczących kobiet można znaleźć naprawdę wiele takich, które dają stuprocentowe świadectwo, że gimnastyka działa. Że coś zmienia. I że warto. “Można znaleźć”, czyli znalazłam. Poznałam osobiście. I wierzę im.

Co prawda sama (jeszcze?) nie mogę pochwalić się zmieniającym życie doświadczeniem w tej gimnastyce, ale to, co mam na koncie, wystarczy, by zachować moją otwartość i ciekawość w temacie – gdyż już się przekonałam nie raz, że to, że czegoś nie rozumiem, wcale nie musi znaczyć, że tego nie ma :)
img_1092

Co daje gimnastyka słowiańska?

Kobiecość

Gimnastyka budzi zupełnie nową jakość kobiecości. Taką kobiecość, której zupełnie wszystko jedno, czy masz pomalowane paznokcie, ale spogląda na ciebie z żywym błyskiem w oku, z jasnym uśmiechem i z tą dobrze uziemioną, dobrze usadowioną w rzeczywistości postawą ciała. Ta kobiecość jest cielesna, silna i mądra w pierwotny i intuicyjny sposób. Każda praktykująca tę gimnastykę kobieta, którą poznałam, ma w sobie tę samą charakterystyczną cechę.

To tak subtelne, że właściwie trudno to wytłumaczyć słowami, ale jeśli interesuje cię choć trochę duchowa strona kobiecości, ta wewnętrzna, dzika, biegająca z wilkami, śmiejąca się i płacząca z głębi serca, seksualna, potężna i mądra; jeśli kiedykolwiek słyszałaś ten śpiewny, pierwotny zew natury, podszeptujący ci działanie ku własnej wolności i sile, na przekór ugrzecznionemu, zalęknionemu i zawstydzonemu wizerunkowi kobiety obecnemu w kulturze nam panującej – albo jeśli chcesz go usłyszeć – to jest to jedna z dróg, które mogą cię tam zaprowadzić.

Praktyka w kobiecej grupie daje też ożywczą energię przebywania wśród świadomych, fajnych kobiet o otwartych umysłach i sercach, co bywa zupełnie nowe, a czasem bardzo potrzebne :)

Kontakt z ciałem

Choć gimnastyka słowiańska aktywuje, wzmacnia i rozciąga partie całego ciała, to bardzo mocno pracuje przede wszystkim z mięśniami brzucha, miednicy i lędźwi – czyli od pasa w dół. Choć po latach jogi myślałam, że wszystkie moje mięśnie zostały już obudzone, to NIE. Nadal są takie, których nie znałam wcześniej. I wszystkie zgadnijcie gdzie? Od pasa w dół, oczywiście.

Nie muszę chyba dodawać, jak cudownie, choć zarazem niewygodnie jest uruchomić te mięśnie. I jakie jest to potrzebne, by odnowić kontakt z własnym ciałem w świecie, w którym dolne pół ciała nie istnieje, jest brzydkie, wstydliwe i w ogóle przyznanie się do niego jest oznaką wyuzdania i perwersji. Tymczasem ono ISTNIEJE i jeszcze do tego jest mega piękne i zajebiste!

Na marginesie… Nie macie wrażenia, że wiele chorób i problemów ma swój początek właśnie w wyparciu się własnego ciała?

Zdrowy brzuch

W czasie ćwiczeń uczysz się puszczać brzuch luźno i nim oddychać. Po pewnym czasie brzuch staje się swobodny i oddychający na co dzień.

“Ale jak to??” – zapytasz – “przecież co z moim kaloryferkiem, co z tymi wszystkimi godzinami na siłowni? Nie chcę mieć znów wielkiego brzucha!”

Kochana, o fatalnych zdrowotnych skutkach wciągania i męczenia brzucha pisałam już tutaj, a teraz dodam tylko jeszcze, że od tej pory moje podejrzenia potwierdziła też wiedza z dziedziny psychologii i bioenergetyki, a teraz jeszcze gimnastyka słowiańska.

Brzuch, żeby był zdrowy MUSI BYĆ SWOBODNY i MUSISZ NIM ODDYCHAĆ. I wcale nie będzie wtedy jakiś zwisający i straszny. Twój brzuch będzie kobiecy, seksowny i kochany, a Ty odkryjesz, że masz w nim potężną moc, od której będziesz odcięta, dopóki będziesz go krępować, ukrywać i na siłę zmieniać.

Kobiety ćwiczące dłużej gimnastykę podkreślają również jej cudowny wpływ na kobiece przypadłości – likwiduje bóle menstruacyjne, reguluje cykl i ogólnie uzdrawia nas od tej strony!

Wygoda

Gimnastyka słowiańska nie zabiera dużo czasu. Nie musisz też zastanawiać się, co ćwiczyć, wymyślać sekwencji i szukać inspiracji w internecie. Możesz odpalić swoją ulubioną folkową muzykę (najlepiej Annutara!), zanurzyć się w słowiańskości i ćwiczyć bez namysłu, z doskonałą pewnością, że dajesz sobie wszystko, co potrzebne.

A to dlatego, że zawsze masz do zrobienia tylko ten sam zestaw tych samych siedmiu ćwiczeń, wyliczony na podstawie twojej daty urodzenia. A jak nie masz czasu, to właściwie możesz zrobić jedno ćwiczenie, rodowe, czyli to najważniejsze.

Wszystko zajmie ci tak z 15 minut dziennie – chyba, że chcesz więcej.

Ach, mężczyźni ;)

Nie wiem, czy to przez gimnastykę, czy to wszechświat podrzuca mi takie synchroniczności dla draki, a pewnie można by to też jakoś psychologicznie wytłumaczyć moją nagle zwiększoną pewnością siebie – ale praktycznie od razu, kiedy zaczęłam ćwiczyć, i to tylko te siedem ćwiczeń dziennie, więc naprawdę nic wielkiego, nagle zadziały się jakieś niesłychane rzeczy z facetami.

Nie chcę, by to zabrzmiało narcystycznie, bo daleko mi do takiej postawy, ale (naprawdę się to wydarza) – kiedy idę, mężczyźni zaczepiają mnie na ulicy i pytają, czy się z nimi nie umówię; a zważywszy, że przez ostatnie cztery lata nikt mi takiej propozycji nie złożył, trudno się takim wydarzeniom nie dziwić!

Gimnastyka słowiańska jest określana jako “gimnastyka czarownic” i jest taka szkoła, która uznaje ją jako sposób na przyciągnięcie mężczyzn; co prawda jest też szkoła, która twierdzi, że to wcale nie o to chodzi, ale ja wam mówię, moje drogie czarownice – ćwiczcie to! ;)
img_1096

Czy gimnastyka ma jakieś ciemniejsze strony?

Trochę mi przeszkadza, że nie ma nic do poczytania na ten temat. To znaczy jest – te strony, które podałam, i jedna książka po białorusku, bo na polski przekład jak na razie się nie natknęłam. W porównaniu z gruntowną, wyczerpującą i ogólnodostępną wiedzą na temat anatomii, psychologii i filozofii w jodze trochę pozostawia to we mnie niedosyt. Doświadczanie jest kluczowe i nic go nie zastąpi – ale moja dociekliwość domaga się także zaspokojenia potrzeby wiedzy.

Druga sprawa – która nie jest właściwie minusem, a jakby na to odpowiednio spojrzeć, to nawet jest wielkim plusem, ale nie należy do przyjemności i z pewnością nie tego się spodziewasz, wstępując na tak entuzjastycznie przedstawianą drogę ku spełnionej kobiecości – to usuwanie tych blokad i cieni, które nieuświadomione, mącą nam w życiu, burzą harmonię i odcinają od samych siebie. Może być to… intensywne.

Ćwicząc gimnastykę słowiańską pracujesz z partiami ciała, które do tej pory były latami zamrożone i spętane – i zapewniam cię, że fitness ci ich nie odblokuje – a w nich zamrożone zostały też różne powypierane przez ciebie uczucia, emocje i wspomnienia. Irytacje, lęki, frustracje, nieufności, bóle i różne inne zupełnie nieprzyjemne rzeczy. I to wszystko, poruszone, może wyjść. Właściwie jeśli jest, to powinno, a nawet musi.

W moim przypadku zaczęło wychodzić na tyle szybko, że omal nie zwaliło z nóg biednej instruktorki (dziękuję!).

A mnie otworzyło drzwi do takiego pokoju wewnątrz siebie, w którym dawno nie byłam, i który dawno nie był sprzątany, bo długo o nim nie pamiętałam, a pakowałam tam latami różne niechciane sprzęty. W końcu wyglądał już jak jedna wielka zagracona i nieczynna piwnica, do której naprawdę należy pilnie zatrudnić ekipę sprzątającą, ale dostęp do niej ma tylko jedna osoba, mianowicie ja. Więc czeka mnie dużo pracy.

Od tej pory sprzątam. I w sumie – dobrze się stało.

Tym z was, które mogą mieć z tym również problem, radzę dużo delikatności i miłości w praktyce.

gimnastyka słowiańska

Koniec końców – zachęcam, byście spróbowały.

Twoje ciało jest cenne, Ty jesteś cenna, i zasługujesz, żeby zająć się sobą najlepiej, jak to możliwe :)

Słyszałyście o tej gimnastyce? A może macie własne doświadczenia w tym temacie?

Previous Stworzone z miłością! Pomysły na prezenty pełne słońca
Next Jak zrobić cuda? O tym, jak nie zginęłam w indyjskiej dżungli