Gdyby twój dom spłonął, co kupiłbyś ponownie?


Minimalizm zawsze kojarzył mi się z ascezą i oderwaniem od rzeczywistości. Z posiadaniem jednej pary butów, dwóch par majtek, z czego jedne niemodne, wyrzekaniem się materialnego luksusu i zamiast tego zadowalaniem się tym, co samo się trafi. Nigdy nie mogłam tego zrozumieć. Życie ma przecież tak wiele do zaoferowania, dlaczego tego nie brać?

“Sztuka prostoty” Dominique Loreau prezentuje taką koncepcję minimalizmu, która dużo bardziej do mnie przemawia. Autorka jest Francuzką mieszkającą w Japonii, co już samo w sobie jest intrygującym połączeniem. Świeżość i elegancja są kwintesencją obu tych kultur. No, można by się spierać, że w Japonii mają patologiczny wyścig szczurów, a Francuzi to są niemili, ale z pewnością jeśli już ktoś miałby mieć coś ciekawego do powiedzenia na temat stylu, to właśnie oni.

Dominique pisze, że pozbywając się z otoczenia wszystkiego, co zbędne, wpuszczamy do naszego życia przestrzeń i świeżość. Porządkując otoczenie, usuwając z niego wszystkie bibeloty, pierdółki i relikty przeszłości, zapraszamy do niego harmonię i spokój. Te zaś nieliczne przedmioty, które pozostaną, muszą być funkcjonalne i doskonałe jakościowo. Wszechobecna tandeta wprowadza chaos, obniża jakość naszego życia i nie pozwala poczuć prawdziwego komfortu, który nie jest związany z ilością zgromadzonych przedmiotów, tylko ich pięknem i przydatnością.

Podobnie należy zadbać o to, co jemy, o to w jaki sposób dbamy o nasze ciało i w jaki sposób spędzamy nasz czas. Chodzi o to, by pozbyć się wszystkiego, co nie wnosi do naszego życia nic korzystnego i stworzyć sobie takie środowisko, w którym nic nie zaśmieca naszej świadomości; w którym możemy uzyskać świeże, jasne spojrzenie na rzeczywistość.

“Powiedz “żegnaj” bierności, gromadzeniu, smutnym piosenkom i ponurym ludziom, ponieważ na całe to zbiorowisko martwoty nakładają się warstwy fałszywych wartości, przyzwyczajeń i innych obciążeń. Wszystkie razem zaślepiają, przeszkadzają w koncentracji na tym, co jeszcze mogłabyś zgłębić myślą, sercem czy wyobraźnią.”

Proste? W naszej kulturze chyba raczej trudne, bo w co drugim mieszkaniu półki meblościanki uginają się pod ciężarem ceramicznych figurek, muszelek, kryształowych wazoników i zakurzonych, nieczytanych książek. Nawet w nowoczesnych domach szafy pękają w szwach od nadmiaru ubrań, a wyrzucenie lub oddanie czegokolwiek wydaje nam się marnotrawstwem, bo przecież wydaliśmy na to kiedyś pieniądze. Czy większym marnotrawstwem nie jest zatrzymywanie tego, co mogłoby jeszcze przynieść radość komuś innemu, lub zajmowanie cennego miejsca w naszym domu przez jakąś kompletnie dla nas bezużyteczną rzecz? Czy marnotrawstwem nie jest przede wszystkim kupowanie zbędnych przedmiotów?

“Pieniądz powinien być używany przede wszystkim jako smar do oliwienia mechanizmów życia.”

W Polsce ma to chyba jeszcze taki dodatkowy wymiar, że czterdzieści lat temu nic nie można było nigdzie dostać, więc kiedy teraz można – to trzeba tego zgromadzić jak najwięcej. Tak samo jak nasze półki, my też uginamy się pod ciężarem tych wszystkich rzeczy. Nie możemy złapać tchu, przygnieceni przymusem kupowania, by udowodnić światu, że stać nas i że my też możemy żyć w otoczeniu przedmiotów tak jak na Zachodzie. W niewoli przedmiotów, ściślej mówiąc.

“Doceń fakt posiadania niewielu rzeczy. Nikt nigdy nie zbierze wszystkich muszli morskich. A ile w nich piękna, gdy jest ich ledwie kilka!”

Sto torebek, a z każdą coś nie tak – a to podniszczona, a to się znudziła, a to kolor do niczego nie pasuje. Zajmują pół szafy. Natomiast żałujemy kasy na jedną idealną torebkę za czterysta złotych, którą mogłybyśmy nosić bez przerwy przez najbliższe trzy lata. Znasz to? Ja znam to świetnie! I po lekturze tej książki zastanawiam się na serio, po co to? Na co te dziesięć par jeszcze niezupełnie zniszczonych rajstop, które można nosić zimą pod spodnie? To już nie mogę założyć sobie pod spodnie zupełnie dobrych, nowych rajstop? Myślę, że wiele kobiet wie, o co mi chodzi.

Mężczyźni mają bardziej pragmatyczne podejście do przedmiotów. Wy, Panowie, przywiązujecie z kolei mniejszą wagę do estetyki. Coś może być zniszczone, brzydkie, wręcz ohydne, byleby można było tego używać, póki się jeszcze do cna nie rozpadło. Póki palec nie wyłazi z buta – można nosić. (Nawet jak wyjdzie, można jeszcze założyć na rower.) Skoro już mamy mało przedmiotów, niech będą doskonałej jakości, bez kompromisów. To, czym się otaczamy, tworzy nasz świat, więc niech będzie on pozbawiony poliestrowych skarpetek, plastikowych sztućców, wytartych ręczników i obtłuczonych kubków. Tak samo niepotrzebne są liczne gadżety, świecidełka i inne bajery, które trzeba wciąż wymieniać na nowsze wersje.

“Fałszywy luksus to ten, który kupujemy, bo stworzyć wnętrze widziane w modnym czasopiśmie, by naśladować zaobserwowanych ludzi. Wyposażamy mieszkanie w najnowocześniejszy sprzęt elektroniczny, nie zwracając uwagi na wygodę, jedziemy na wakacje do modnych, przeludnionych miejscowości, zażywając jednocześnie środki uspokajające, by wyzbyć się zmęczenia.”

Jestem zachwycona poradami zawartymi w tej książce. Autorka radzi zrobić listę swoich rzeczy, dzięki czemu zobaczymy jak na dłoni, co jest nam tak naprawdę potrzebne, a co tylko zaśmieca naszą przestrzeń i naszą świadomość. Prowokuje nas do zadania sobie arcyważnego pytania: Co kupiłbyś ponownie, gdyby ci zginęła walizka podczas podróży lotniczej? Gdyby twój dom poszedł z dymem?

Książka “Sztuka prostoty” jest inspirowana filozofią zen. Można dowiedzieć się z niej sporo o sztuce życia bez zbędnych przedmiotów, gestów i myśli, dzięki czemu zyskujemy miejsce na szczęście i spokój. Jest napisana bardzo prostym i klarownym językiem, i nawet jeśli nie przyniesie komuś objawienia, to z całą pewnością przyniesie inspirację, jak można niewielkim wysiłkiem udoskonalić swoje otoczenie, żeby żyło nam się lepiej i wygodniej. Dla mnie bomba.

Podsumowując, to chyba najlepsza motywacja do posprzątania w domu i w życiu, z jaką się spotkałam!

Też chcesz poczytać tę książkę? Tutaj porównasz różne sklepy i znajdziesz ją w najlepszej cenie.

A co Wy myślicie na temat takiego minimalizmu? Za wiele zachodu? A może coś w tym jest?

5 Comments

  1. Avatar
    January 10, 2015
    Reply

    Coś w nim jest, zdecydowanie. To jeden z moich celów na ten rok. Może nie dosłowny minimalizm, ale większy porządek, mniej kupowania, lepsza jakość produktów.

    (Ładnie tu teraz :)

    • Avatar
      January 11, 2015
      Reply

      Cieszę się, że Ci się podoba :D

  2. Avatar
    Sabi- nails
    January 11, 2015
    Reply

    świetny post ! sama prawda- milion torebek i kłębowisko “nie do końca zniszczonych” rajstop w szufladzie. Od jakiegoś czasu już mam zamiar wysprzątać mieszkanie z tych zalegających, zbędnych rzeczy, ale ciągle odkładam to na póżniej…chętnie przeczytam tą książkę :) Namówiłaś mnie :)

    • Avatar
      January 11, 2015
      Reply

      Tylko się do tego zabrać… :) Zawsze można po kawałku, sprzątać po jednej szufladzie, wyrzucać po kilka rzeczy przy okazji sprzątania domu. Już trochę mi się udało pozbyć:)

  3. Avatar
    January 11, 2015
    Reply

    Rewelacyjny wpis :) Jeśli chodzi o kwestię ciuchów i mody to do podobnego wniosku dotyczącego minimalizmu można dojść czytając książkę “Francuski szyk”. Czyli: tak, można wyglądać rewelacyjnie nie mając zapchanej szafy i nie kupując ciągle nowych rzeczy. Pod warunkiem, że zostawiamy sobie tylko rzeczy wysokiej jakości, a tandecie mówimy nie.
    Ja już się oczyściłam w tej kwestii i nawiązałam kontakt z osobą, która przekazuje moje rzeczy ludziom potrzebującym, bo przed takim “oczyszczeniem” jednak zawsze ograniczał mnie jakiś ból serca, że te rzeczy miałyby trafić na śmietnik. Nie cierpię marnotrawstwa, a się w nie wplątałam kupując za dużo swego czasu. Teraz problem rozwiązany. Sumienie spokojne ;) Trzeba było chyba do tego dojrzeć.

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *