Dotee na detoksie #4: Dumna i blada


Dzień szósty i siódmy upłynęły mi na regeneracji. Nie pisałam już wtedy dziennika, bo jestem szalenie niekonsekwentna. Powracające siły odciągnęły moją uwagę, zwlekły mnie z kanapy i rzuciły z powrotem w wir aktywności. Szóstego dnia wieczorem poszłam wygrzać się na półtorej godziny do sauny. To była najlepsza możliwa decyzja. Początkowo słaniałam się na nogach, ale z każdą kolejną sesją czułam, jak cały syf wychodzi ze mnie i jak wracają mi siły. Cudownie mi się spało, a rano obudziłam się zupełnie jak nowa. I od tej pory było już tylko coraz lepiej.

Ostatniego dnia naprawdę potrzebowaliśmy determinacji, żeby jeszcze raz zjeść sałatę. Ale to uczucie, kiedy usiedliśmy z Wojną po kolacji i pogratulowaliśmy sobie pomyślnego zakończenia naszego przedsięwzięcia – było bezcenne, niesamowicie budujące i radosne :)

Jestem totalnie zajarana książką “Karolina na detoksie”. Jeśli myślisz o przejściu wiosennego oczyszczania owocowo-warzywnego, które da się znieść, jest smaczne i nie wymaga ofiar w ludziach, to gorąco Ci ją polecam. Poza menu detoksowym książka zawiera sporo potraw “na później”, pomysły na zarówno zdrowe desery, jak i lekkie obiady, i sporą dawkę praktycznej wiedzy na temat zdrowych składników, zamienników tradycyjnego żarcia, i zasad przygotowywania posiłków. Dla mnie rewelka.

Teraz kilka rad dla Was, byście mogli uczyć się na moich błędach.

Jak dobrze przygotować się do oczyszczania i lekko je przejść?

Jeśli tylko możesz, weź wolne w pracy. Jeśli masz dzieci, odstaw je do dziadków. Mówię poważnie. Oczywiście możesz odpowiedzieć, że dzięki, ale i bez tego dasz radę. No pewnie, że dasz. My jesteśmy już wręcz zaprogramowani, by dawać sobie radę w każdej sytuacji. Szczególnie kobiety. Tyle, że to nie o to chodzi. Zadaj sobie pytanie: czy wolisz, by ten tydzień był ciężkim zmaganiem z okrutnym losem, czy raczej powolnymi, delikatnymi wakacjami i okazją do odpoczynku? Świat bez Twojej tygodniowej obecności się nie zawali. Dzień, kiedy musiałam przyłożyć się do pracy, był po prostu kosmicznym hardcorem. Reszta dni przy tym – przyjemny lajcik. Odsunięcie choć na kilka dni codziennych obowiązków i oddanie się relaksowi daje też możliwość oczyszczenia – poza ciałem – również umysłu.

Ułóż wcześniej dokładne menu i skompletuj potrzebne składniki. Odejmiesz sobie późniejszej pracy. Kiedy już gotujesz, to od razu kilka dań naraz, żebyś miała czas odpocząć. Rób takie porcje, żeby wystarczyło na dwa dni, albo przynajmniej na porządną dokładkę. To gotowanie bez przerwy było dla mnie wrzodem na tyłku. Każda z potraw sama w sobie była prosta i szybka, ale tyle ich było… Wiem, że chodzi tu o różnorodność składników, ale mimo wszystko lepiej chyba zjeść drugi raz to samo, niż nie zjeść nic, bo nie masz apetytu i nie chce ci się znowu stać przy garach. Przy układaniu menu weź pod uwagę, że przez kilka dni przed rozpoczęciem detoksu i po zakończeniu również powinnaś zrezygnować ze wszystkiego, co ciężkostrawne i niezdrowe.

Namów domowników, by oczyszczali się wraz z Tobą. Wiem, że jeśli mieszkasz z rodzicami, i to opornymi na podobne nowości, to może być trudne. Mój domownik sam się namówił, wystarczyło, że obejrzał książkę z potrawami :) I jest bardzo zadowolony. A dlaczego to jest ważne? Dlatego, że po prostu nie wyobrażam sobie, że w trakcie, gdy ja leżę bez życia, obok siedzi rodzina i w najlepsze zajada kurczaka z frytkami. I jeszcze mówią “Chodź tu i zjedz z nami po ludzku”. Po prostu to byłoby zbyt wiele. Jestem raczej w stanie wyobrazić sobie, że wyprowadzam się na kilka dni w jakieś ustronne miejsce, by przejść to oczyszczanie właśnie tam. A idealnie jest oczyszczać się wspólnie z partnerem. Przy okazji dajecie sobie wsparcie, pomagacie sobie z gotowaniem, obserwujecie nawzajem swoje objawy, dzięki czemu nie będziesz mieć paranoi, że coś jest nie tak i że jak nie weźmiesz jakiegoś leku, to zaraz się przekręcisz.

Odpuść. Te dni nie będą perfekcyjne. Nastaw się, że będziesz słabnąć. Że dom będzie wyglądał, jakby przeszło przez niego tornado. Że ciało odmówi posłuszeństwa, że będzie Ci się chciało wymiotować, będziesz mieć biegunkę lub zaparcie, będzie Cię bolała głowa, będzie Ci zimno. Mnie akurat było raczej gorąco. Nastaw się też na przykre emocje, na dużo smutku, złości, rozchwiania emocjonalnego. Pamiętaj, że to wszystko minie. Nie, nie jesteś w niebezpieczeństwie i nie musisz natychmiast zjeść mięsa. To po prostu toksyny opuszczają Twoje ciało. W miarę upływu czasu pojawi się ulga i czarne chmury rozwieją się. Detoks to fajna okazja do zetknięcia się z nieperfekcyjnością tego świata i samego siebie.

Co pomaga: Sauna, medytacja, joga, lewatywa, gorące kąpiele, dobra muzyka, pełny żołądek, dużo spokoju, dużo naparu z imbiru, dużo wody z cytryną.

Co szkodzi: Niesprzyjające otoczenie, hałas, nadmiar obowiązków… Ty robisz oczyszczanie, czy tyrasz w kamieniołomach?

Pamiętaj, że zdrowiej będzie nie zaczynać oczyszczania, niż zacząć je i znienacka przerwać. Pocieszę Cię, że to wcale nie jest tak, że ciągle czujesz, że natychmiast musisz przerwać post i zjeść wielką kiełbasę z majonezem. Kiedy przychodzi taka myśl, zwykle to znak, że jesteś znów głodna i pora na jakieś nowe danie, np. na owocowy deser. Wtedy przejdzie. Wytrzymasz, tydzień to nie jest tak długo. Ponoć kiedy się ma więcej doświadczenia w temacie, taki post można rozciągać na kilka tygodni – maksymalnie 40 dni. (Hmm, coś mi to przywodzi na myśl.)

A EFEKTY?

  • Czuję się lekko i rześko, nie ma porannej zamuły, jestem cała happy i tryskam pomysłami na lepszą przyszłość.
  • Oboje widocznie schudliśmy, nie wiem ile, bo się nie ważę (o nie!! jak można?) ale porobiły się z nas takie szczypiorki. Na oko Wojna schudł więcej niż ja, może dlatego, że ja to już naprawdę nie mam z czego.
  • Zmniejszyły się zwłaszcza nasze brzuchy. Obstawiam, że to brak piwa i pszenicy.
  • Wyraźnie zmniejszyła się też ochota na niezdrowe rzeczy. Taki detoks to podobno metoda numer jeden w walce z uzależnieniem od cukru, niezdrowych tłuszczy, a myślę, że i innych nałogów. Odkwaszony, przywrócony do naturalnego witalnego stanu organizm wcale nie tęskni za zamulaczami.

Myślę, że w ciągu kolejnych dni będzie bardziej widać efekty, bo jestem jeszcze na etapie wychodzenia z tego detoksu (wciąż brak nabiału, cebuli, mięsa itd.). Znaczy, jestem na etapie porządnego najadania się. Czym popadnie. Z tym, że jakoś wciąż są to nerkowce, banany i kasza jaglana. Chyba mi to już tak zostanie.

Powodzenia! :)

6 Comments

  1. Avatar
    May 8, 2015
    Reply

    Chyba bym sama się nie podjęła detoksu. Jednak mam pewne obawy, że coś mogę źle zrobić, rozplanować.

    • Avatar
      May 9, 2015
      Reply

      No ja też miałam, dlatego oparłam się na wspomnianej książce. Tam jest wszystko dzień po dniu rozpisane i wytłumaczone co, jak i dlaczego. Są pewnie też inne książki tego typu, ale jak coś, to ta jest dobra:)

  2. Przede wszystkim: ogromne gratulacje! :) Daliście radę! Trochę mnie to przeraża, ale tak sobie myślę, że jak przyjdą wakacje to może spróbujemy z mężem podjąć się takiego wyzwania. Pracujemy w szkolnictwie, więc w sam raz będzie wolne. Przekonują mnie dwie rzeczy (najbardziej): zmniejszony brzuch i zmniejszona ochota na słodycze. Tego właśnie próbuję w mojej obecnej diecie – odzwyczaić się od czekolady (i całkiem nieźle mi idzie). :)

    • Avatar
      May 10, 2015
      Reply

      Polecam:) W wakacje będziecie też mieć ułatwione finansowo zadanie, bo jedzenie samych warzyw w maju wychodzi zadziwiająco drogo, a latem będzie się wręcz opłacało. A co do czekolady. Ja bym zainteresowała się zdrowymi deserami z kakao:) np awokado zblendowane z łyżką miodu i łyżką kakao, albo kulki ulepione ze zmielonych orzechów laskowych i daktyli z dodatkiem kakao. Samo zdrowie i nie trzeba rezygnować ze smaku czekolady:)

  3. Avatar
    May 10, 2015
    Reply

    Nie tak dawno próbowałam przeżyć tydzień bez nabiału… To był jeden z najgorszych tygodni żywieniowych, jakie zarejestrowałam w ostatnich latach – pękłam, nie potrafię z tego rezygnować, dlatego choć bym chciała, detoks nie jest dla mnie.

    • Avatar
      May 10, 2015
      Reply

      Na pewno bym powiedziała, że dieta wegańska nie jest dla Ciebie :) ale detoks.. To tylko kilka dni. Kwestia znalezienia motywacji. Mnie pomogło między innymi, że miałam ułożone szczegółowe menu na każdy dzień, pełne potraw i składników które lubię. Zamiast myśleć, czego nie będę jadła, całą uwagę skupiłam na tym, co będę jadła. To ułatwia życie, bo wiadomo – kiedy się próbuje o czymś nie myśleć, to się o tym myśli cały czas :)

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *