Dotee na detoksie #3 : Precz z sałatą


Hello kochani, witajcie w nowym dniu mojego oczyszczania. Żarty się skończyły – przyszło nam zmierzyć się z kryzysem. Misja specjalna: pokonać bezsilność, nie umrzeć z głodu i przy okazji nie położyć firmy na łopatki. Jeśli ktoś lubi wyzwania, to polecam. Jeśli ktoś lubi pyszne desery, to również :)

Przypomnę jeszcze, że mój detox jest robiony według książki “Karolina na detoksie” Macieja i Karoliny z MedytuJemy i potrwa jeszcze dwa dni.

Dzień 4


11:00


Sądzę, że wyjdę z tego oczyszczania nieskończenie bogatsza o pomysły na ciekawe sałaty. I nigdy już nie zjem samej sałaty, jeśli nie będę do tego zmuszona. Dziś na śniadanie sałata, pomyślelibyście? Zaraz po śniadaniu jestem znowu głodna jak wilk. Dziś poniedziałek, ale pracujemy w domu. To znaczy próbujemy pracować, bo słabo nam idzie myślenie.

16:00


Już wiem, o co chodzi z tym kryzysem. Dopadł mnie natychmiast, gdy tylko zbliżyłam się trochę do cywilizacji. Odkryłam ze zdumieniem, że poruszam się dwa razy wolniej, niż wszyscy. Jakby mi się czas rozciągnął. Zewsząd atakowały mnie przeraźliwe dźwięki i zapachy. Z każdą chwilą czułam się, jakbym stawała się coraz bledsza i bardziej przezroczysta. W końcu udało się nam zdobyć resztę składników, w tym upragnione mleko kokosowe bez dodatków E-tysiącpińcet. Powłócząc nogami, z oczami zmrużonymi z powodu światłowstrętu niczym narkomani na zjeździe po tygodniowym ćpaniu, pożegnaliśmy przykry klimat centrum miasta, by z desperacką prędkością wrócić do domu, odgrzać i zeżreć wczorajszy surowy makaron marchewkowo-cukiniowy z resztą pomidorowego sosu. Już nie był taki dobry, ale byłam tak głodna, że nie myślałam o smaku.

22:00


Padam z nóg. Bataty w mleku kokosowym z kardamonem rozniosły wszechświat na kawałki. Połowę zmiksowaliśmy na krem. Zastąpiły nam kolację, bo nie mieliśmy siły dziś więcej gotować. W końcu się najadłam. Jestem nieprzytomna.

Nie do wiary, że da się takie coś zrobić z batatów. A jakie dobre! Zupełnie niespotykany smak.
Nie do wiary, że da się takie coś zrobić z batatów. A jakie dobre! Zupełnie niespotykany smak.

Dzień 5


11:00


Powiem krótko. Nie mogę już patrzeć na liście. Całe szczęście, że od dziś będziemy do warzyw mogli dojadać trochę węglowodanów złożonych. Dziś wyjadałam tofu ze śniadaniowej azjatyckiej sałaty. Nawet nie wiem, czy mi smakowało, bo aktualny problem w pracy przesłonił mi cały świat. Nie ma jak niespodziewane komplikacje, które majaczą na horyzoncie akurat w momencie, kiedy nie da się ani myśleć, ani nawet siedzieć prosto. Tłumaczenie sobie, że to tylko paranoje i że jutro wszystko będzie wyglądało lepiej, jest jak wołanie na puszczy. Tak poza tym wszystko mnie boli, jestem smutna, wściekła i przerażona jednocześnie. Chcę się schować pod łóżko, a muszę dokonywać rzeczy niemożliwych w pracy i gotować, gotować, codziennie gotować. Mam już dość. Oby było warto przez to przechodzić.

16:00


Jedząc dzisiejszy obiad czułam z każdym kęsem, jak wracają mi siły. Może jednak będę żyła. Niby tylko trochę makaronu ryżowego, a taka różnica. No i warzywa, dużo warzyw… Nie mam woka, ale zrobiłam azjatyckie danie na zwykłej patelni, wystarczyło podgotować wcześniej na parze wszystkie warzywa. Wiem, że to nie to samo. I wiecie gdzie to mam? Kiedy skończy się to oczyszczanie, upichcę sobie wielki gar pomidorówki z soczewicą i brązowym ryżem i przez najbliższy miesiąc nie będę nic więcej gotować…

22:00


…poza bananami na parze z olejem kokosowym i jagodami goji. Przez najbliższy miesiąc nie będę gotować nic poza bananami na parze. Deser z bananów jest jak ambrozja. Trzy minuty roboty, a tyle radości. Świat byłby dużo smutniejszym miejscem, gdyby nie było na nim bananów. Dziś znów brak kolacji, kucharka się zbuntowała, a kucharz pojechał do kumpla oglądać mecz. Idę spać i po raz pierwszy od początku maja nie czuję się jak kawałek czegoś, co morze wyrzuciło na brzeg.

Już niedługo koniec!

6 Comments

  1. Avatar
    May 7, 2015
    Reply

    Haha, fajnie się czyta Twoje przeboje z oczyszczaniem. Nie wiem, czy zdecydowałabym się na tak ograniczoną dietę, szczególnie pod kątem ilości.

    • Avatar
      May 7, 2015
      Reply

      Ilościowo to akurat można jeść ile się chce podczas tego detoksu. Nawet powinno się. Tyle, że w te najgorsze dni jest słabo z apetytem. I nie ma siły stać przy garach. Ale dziś już kończymy i samopoczucie mam zupełnie inne :D

  2. Avatar
    May 7, 2015
    Reply

    Zaintrygowałaś mnie tymi bananami na parze. Morze przybliżysz ten przepis, bo ja banany po prostu uwielbiam ;)

    • Avatar
      May 7, 2015
      Reply

      Bierzesz dwa banany obrane, gotujesz 5 minut na parze, później trzeba zblendować je z łyżką oleju kokosowego, dorzucić jagód goji albo np sezonowych owoców i gotowe :) mus bananowy :D Można jeszcze kakao dodać. Nie wierzę, że to takie proste.

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *