Do lasu po spokój, radość i dla posprzątania bałaganu w duszy


Kiedy moje ciało potrzebuje oczyszczenia, biorę prysznic, a później idę do sauny. A kiedy moja dusza potrzebuje oczyszczenia, idę do lasu. Tam jest moje ukojenie i moje źródło mocy.

Kiedy chodzę pomiędzy tymi ogromnymi drzewami, z tymi swoimi koronami jak wczepiające się w niebo dłonie, czuję, że to takie absurdalne, że Kosmos jest taki potężny, a ja, taka malutka, chcę mieć nad wszystkim kontrolę. Pogięło mnie? Gdzieżbym mogła ogarnąć coś tak wielkiego?

Kiedy przytulam się do pnia, czuję boski spokój, który jest tam przez cały czas, pod tymi wszystkimi zdarzeniami, które dzielimy na dobre albo złe. Możemy go nie widzieć, a nawet o nim zapomnieć, ale on tam jest. W głębi. W nas.

Kiedy patrzę na to, jak przyroda wzrasta, a potem zamiera, widzę, że naturalne początki i końce to nie jest nic złego i nic nigdy nie jest ostateczne; czasem jest eksplozja życia, czasem czas na sen. Sprzeciw wobec tych cyklów oddala mnie od Życia i od bycia Kobietą, i tylko wszystko utrudnia.

do lasu

Kiedy patrzę na pierwsze promienie wschodzącego słońca oświetlającego mój ukochany brzozowy zagajnik, myślę sobie: Boże, jak pięknie.

Jak ja Ci dziękuję, Życie, że mogę tu być. Jak zajebiście Ci dziękuję! Taki piękny prezent dostałam od Ciebie w postaci tego poranka.

Co z tego, że czasem boli, czasem jest brzydko i trudno i w ogóle wszystko waży tysiąc ton. Nie muszę się tym zamartwiać.

Czasem jest tak jak na początku marca, kiedy już się wydawało, że będzie wiosna, a tu trach! Mróz dwadzieścia stopni i śnieg po kolana.

Ale czasem jest tak, jak w pierwszy letni dzień, kiedy wychodzisz na dwór, a tam wszystko skąpane w tym gorącym słońcu i świat dosłownie triumfuje, skrzy się, rozpościera całe swoje piękno przed Tobą.

A czasem jest jakoś tak ponuro i ani w te, ani we w te. Siedzisz i czujesz się byle jak, i już koniecznie musisz coś zrobić, żeby było to gorące słońce. Natychmiast. I próbujesz usunąć to, co jest. I robi się burdel.

Bo bez względu na wszystko, w dalszym ciągu wobec potęgi Życia jesteśmy tak radośnie bezsilni. Możemy tylko przeszkadzać, stać w miejscu na siłę, opierać się, walczyć – albo popłynąć, pobiec przed siebie tam, gdzie wiatr nas pcha.

Bez względu na wszystko pod tymi wszystkimi zawirowaniami cały czas jest wieczny Spokój. Zawsze możemy do niego powrócić, zawsze nas przygarnie.

Bez względu na wszystko zawsze po początku jest koniec, a po końcu początek i naprawdę nie jesteśmy tego w stanie zepsuć :)

Dziękuję Ci, bardzo!

Fajne leśne kolczyki? Czekają na ciebie tutaj :)
Previous Joga online - najlepsze kanały na Youtube! Z kim warto ćwiczyć?
Next Pod magicznym mostem #3: Żul jedzie tramwajem, czyli sam napisz swój scenariusz

No Comment

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *