Czy on mnie kocha?

KOCHAM CIĘ. Jak się czujesz, kiedy słyszysz te słowa?

Czy czujesz w sobie przestrzeń, otwartość, gotowość, żeby roztopić się w tej miłości i jej oddać? Żeby całym sercem odpowiedzieć na to wyznanie?

Czy może masz ochotę odwrócić się i zrobić unik, albo kurczowo przylgnąć do tych słów i zatrzymać tę chwilę na zawsze, bo wiesz, że już za chwilę pojawi się perfidny wewnętrzny głosik i powie coś takiego:

“Gdyby mnie kochał, to chciałby ze mną spędzać każdą noc i każdą wolną chwilę, i już dawno chciałby razem ze mną zamieszkać.”

“Gdyby mnie kochała, to miałaby zawsze dla mnie wolny czas, wolałaby spotkać się ze mną, a nie z przyjaciółką, wolałaby iść ze mną na spacer, a nie na saunę czy kurs tańca”

“Gdyby mnie kochał, to sam z siebie częściej by mi to mówił, obsypywałby mnie czułościami i opowiadałby mi o swoich uczuciach”

“Gdyby mnie kochała, to zawsze byłaby przy mnie radosna i szczęśliwa, nigdy byśmy się nie kłócili”

“Może po prostu tak mówi, bo ja to powiedziałam, bo często sobie to mówimy, i stało się to taką nic nie znaczącą rutyną”

“Może mówi tak, bo chce mnie zmanipulować i wykorzystać, albo powiedziałaby to każdemu po pięciu minutach”

Brzmi choć trochę znajomo? Twój głosik ma swoje podobne ulubione teksty? No i skąd masz wiedzieć, czy nie kryje się w nich ziarnko prawdy?

Jaka jest Twoja lista warunków, które muszą być spełnione, byś uwierzył, że ta druga osoba darzy Cię uczuciem?

Prawdziwe pytanie, które musisz sobie zadać

A co, jeśli nie ma takiej możliwości, żeby Twój partner udowodnił Ci, że Cię kocha?

Nawet, jeśli będzie co pięć minut wyznawał Ci miłość i nie będzie mógł się od Ciebie oderwać.

Nawet, jeśli wyremontuje Ci pół mieszkania, zabierze Cię na romantyczną wycieczkę, przyniesie Ci bukiet samodzielnie nazrywanych polnych kwiatów, da najpiękniejszy i najbardziej chciany prezent pod choinkę i na Walentynki.

Nawet, jeśli będzie mu bardziej zależało na Twoim szczęściu i spełnieniu życiowym i zawodowym, niż Tobie samej.

Nawet, jeśli oświadczy Ci się na kolanach i oznajmi, że chce mieć z Tobą dzieci i zaraz zabiera się za budowanie Waszego domu.

Zawsze znajdzie się jeszcze coś, co pozostaje przeszkodą, abyś w pełni mogła uwierzyć, że jego słowa są prawdą.

Bo wtedy wystarczy, że on nie napisze jednego smsa na dobranoc. Że przez jeden dzień nie będzie wystarczająco słodki i kochany. Że jeden raz nie zachowa się zgodnie z Twoimi oczekiwaniami. Będzie rozkojarzony, będzie miał gorszy nastrój, nie domyśli się, nie powie dokładnie tego, co chcesz usłyszeć, albo co gorsza – Ty coś zaproponujesz, a on odmówi.

I wredny głosik powróci. Poczucie odrzucenia powróci.

Prawdziwe pytanie, które trzeba zadać, nie brzmi: czy on mnie kocha?

Prawdziwe pytanie to:

Czy Ty kochasz siebie samą?

Jeśli nie kochamy samych siebie, to nigdy nie uwierzymy w to, że ktoś drugi nas kocha.

Zawsze będziemy to sabotować i poszukiwać dowodów, że nie jesteśmy kochani – albo dowodów, że z tą drugą osobą jest coś nie tak, skoro nam mówi takie rzeczy. Na pewno kłamie albo ma ze sobą jakieś problemy. Na pewno jest ze mną tylko z braku laku, a za chwilę porzuci mnie dla kogoś lepszego. Wredny oszust! Kłamliwa szuja.

W dodatku jeśli siebie nie kochasz, to będziesz przyciągać takich partnerów, którzy ten brak miłości podkreślą. Będą krytyczni. Będą emocjonalnie niedostępni. Będziesz czuć się odrzucona niczym małe dziecko, porzucone przez rodziców na pastwę losu.

Zdrowe kochanie siebie nie jest egoizmem ani narcyzmem, ale podstawą udanych relacji, bo by móc coś dać, trzeba najpierw samemu to mieć. Żaden partner nie zapełni za nas tej czarnej dziury, nie nasyci tego głodu, który wyzwala w nas takie emocje, a czasem popycha nas do destrukcyjnych zachowań.

Cztery znaki, że nie kochasz siebie

1. Ciągle musisz potwierdzać swoją wartość

Bardzo się starasz, by być w porządku, jesteś zawsze miła i fajna, skłonna do poświęceń i dbająca o innych nawet kosztem samej siebie? Chcesz być dla niego jak najlepsza i gotowa jesteś nawet zmienić się w kogoś, kim nie jesteś? A może przeciwnie, wciąż testujesz granice, pokazując swoją najbardziej upierdliwą, nietolerancyjną i nieprzyjemną twarz i oczekując bezwarunkowej akceptacji? A może te dwie postawy na zmianę? To lustrzane odbicie tego samego aspektu.

Ciągle upewniasz się w ten sposób, że partner nigdy Cię nie porzuci, że na serio jest z Tobą na dobre i na złe. I ciągle nie masz tej pewności. Może wyobrażasz sobie, że ślub dałby Ci tę pewność, ale miesiąc później będziesz już potrzebować nowych dowodów.

2. Żaden partner nie jest dla Ciebie dobry

Dobrzy, uprzejmi, oddani i zakochani po uszy mężczyźni wydają Ci się nudni i mdli. Z kolei mroczne dusze i skomplikowane charaktery “facetów po przejściach” budzą Twoją wielką fascynację, chciałabyś ich uratować, uleczyć ich rany, ale Wasza relacja to niekończące się wahadło pomiędzy rozkoszą a cierpieniem.

Wikłasz się w obsesyjne fatalne zauroczenia albo wchodzisz w powierzchowne, bezpieczne związki, będące plasterkiem na Twoją poranioną duszę, ale nie dające Ci głębokiego spełnienia duchowego. Masz nierealne wyobrażenia na temat spełnionej miłości, która wydaje się nieosiągalnym ideałem – może “kiedyś, z kimś”… ale nie tu i teraz.

Rezonują z Tobą ludzie, którzy sami siebie nie kochają, i nic Ci nie da zmiana partnera, bo kolejny odpowie na to samo wezwanie. To, którym Ty sama musisz się zająć.

3. Jesteś niesłychanie zajęta

Być może pracujesz całymi dniami. Może chodzisz pięć razy w tygodniu na fitness albo co drugi dzień do kina. Może prowadzisz bardzo bogate życie towarzyskie albo rodzinne. W Twoim życiu ciągle dzieje się dużo – tak dużo, żebyś nigdy nie miała czasu usiąść w ciszy sama ze sobą. Bo wtedy pojawia się dyskomfort. I coś jest nie tak.

Nieważne, czy Twoje hobby to podróże dookoła świata, czy może leżysz tylko na kanapie i pochłaniasz kolejne kryminały. Bardziej istotne jest, czy tymi zewnętrznymi atrakcjami nie próbujesz zapełnić swojej wewnętrznej pustki. Życie pełnią życia jest fantastyczne, ale jeśli nabiera kompulsywnego charakteru, tak jakbyś chciała sobie coś tymi zajęciami wynagrodzić – to faktycznie coś jest nie tak. Do tego pozornie jest przecież super, rozwijasz się zawodowo, fizycznie i intelektualnie, więc czego chcieć więcej?

Zatrzymaj się na moment i zadaj sobie pytanie, czy bez tych wszystkich zajęć kiedykolwiek przyjdzie taki dzień, że będziesz we własnych oczach wystarczająco dobra.

4. Wkładasz wiele energii w bycie szczęśliwą

Doskonale widzisz, jak wiele masz jeszcze do przepracowania, by w końcu być szczęśliwą i spełnioną? Jeździsz na warsztaty rozwojowe, inwestujesz w kursy samodoskonalenia, dzielnie medytujesz, afirmujesz, stajesz na głowie i na rzęsach. A może nie wchodzisz aż tak głęboko, a wierzysz, że szczęście da Ci po prostu zmiana miejsca zamieszkania albo pracy, albo porzucenie wreszcie tego okropnego Staszka, bo następny chłop będzie na pewno o niebo lepszy?

Szczęście czeka tuż za rogiem. Za następnym rogiem. Zawsze następnym.

Bo tylko idealną siebie, odpowiednio ubraną i wystarczająco rozwiniętą duchowo będziesz mogła w końcu pokochać i dopiero wtedy ktoś pokocha Ciebie. Taką jak teraz jesteś – marne szanse!

Widzisz ten schemat?

czy on mnie kocha

Wiesz, czego nigdy nie da Ci Twój partner?

Powyższe cztery znaki mają wspólny mianownik: wewnętrzne poczucie braku, który próbujesz na różne sposoby wypełnić. Jednak czym byś nie próbowała go zapchać, on wciąż tam jest.

Nie zapełni go inna osoba, nawet najlepiej dopasowana. Nie zapełni go wspaniała praca, rewelacyjne hobby, bycie chodzącym ideałem ani materialne bogactwo. Zawsze będzie Ci mało.

Jedyną rzeczą, której potrzebujesz, jest Twoja własna miłość, dotarcie do jej źródła w sobie.

Wypełniona Miłością od wewnątrz, nie będziesz już potrzebować zewnętrznych potwierdzeń ani zapewnień i będziesz w końcu mogła się zrelaksować.

Sama intuicyjnie wybierzesz to, co dla Ciebie najlepsze. Odpuścisz tę ciągłą walkę i żebraninę, otworzysz swoje serce i poczujesz się zachwycającym, boskim stworzeniem, którym w istocie jesteś.

Odkryjesz, że Twoja miłość nie jest na wymianę, że możesz ją tak po prostu dawać – bo masz jej w sobie nieskończenie wiele. Otworzysz się też na jej przyjmowanie. Nie musisz zasłużyć na Miłość. Ona po prostu JEST.

Przestaniesz kurczowo się trzymać i lgnąć do wydarzeń powodujących Twoje cierpienie. Twoje relacje z ludźmi ulegną zmianie – bo zmieni się Twoja najważniejsza relacja – z samą sobą.

Droga do źródła tej Miłości może wydawać się długa i nieosiągalna, może wydawać się, że utknęłaś na zawsze (wcale nie!) ale najważniejsze – i najtrudniejsze – jest tak naprawdę podjęcie decyzji.

Czy jesteś gotowa, żeby pójść tą drogą?

Wszystkiego dobrego :)

Previous Czosnek mocy! Najlepszy naturalny sposób na ból ucha
Next Refleksje młodej bizneswoman po 6 miesiącach slow-firmy

No Comment

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *