Czy niewierzący powinni obchodzić święta Bożego Narodzenia?


Co roku powraca jak bumerang pytanie: czy ateiści i rozmaici innowiercy, nie uznający wiary chrześcijańskiej za swoją, powinni ze wszystkimi świętować Boże Narodzenie, czy może raczej dowodzą tym swojej niekonsekwencji lub hipokryzji?

Specjalnie z okazji zbliżających się świąt postanowiłam rozwikłać tę zagadkę i dotarłam do jasnej i klarownej odpowiedzi, którą zamierzam z Wami się podzielić.

Ale o jakich świętach właściwie mówimy?

Cały zamęt bierze się stąd, że wielu z nas żyje w przekonaniu, że tradycje związane z obchodami Bożego Narodzenia są tradycjami chrześcijańskimi i że wiążą się wyłącznie z kulturą chrześcijańską.

Nie trzeba było jednak długo przetrząsać internetu, aby dowiedzieć się z licznych źródeł, od Wikipedii, przez strony dotyczące kultury słowiańskiej, aż do stron typowo katolickich, że w grudniowym święcie z chrześcijaństwa pochodzi tylko i wyłącznie sama legenda o narodzinach Jezusa. Cała reszta tego święta pochodzi z czasów i kultur, w których o żadnym chrześcijaństwie nikt nic nie słyszał.

Okolice 22 grudnia są okresem przesilenia zimowego. Nie jest to jeden dzień, tylko kilka, w trakcie których dzień dramatycznie się skraca, a później nareszcie zaczyna się wydłużać. Oto rozpoczyna się i zarazem kończy kolejny naturalny ziemski cykl, zbliża się koniec mroźnej i niebezpiecznej zimy i ponowne nadejście ciepłych, żyznych dni, powrót życiodajnego słońca; a zatem z pewnością jest co świętować! Przesilenie zimowe było świętowane od zarania dziejów w niezliczonych pradawnych kulturach; trudno wręcz byłoby znaleźć taką, w której nic podobnego nie istniało. Dzień, w którym świętowano powrót słońca to najczęściej właśnie 25 grudnia.

Święto słońca jest też powiązane z kultem bóstw solarnych, spośród których najpopularniejszymi są perski Mitra i rzymski Sol. Święta solarne obchodzono mówiąc krótko na wszystkich kontynentach, od Azji po obie Ameryki. Dość znaną nazwą, która być może obiła Wam się o uszy jest Sol Invictus – Święto Słońca Niezwyciężonego, święto pochodzące ze starożytnego Rzymu. Innym pogańskim rzymskim świętem były Saturnalia, które trwały tydzień i wiązały się z hucznymi zabawami, odwiedzinami u krewnych i znajomych; obdarowywano się także nawzajem prezentami.

W Polsce święto związane z przesileniem zimowym nosiło nazwę Szczodre Gody lub Święto Zimowego Staniasłońca i było jednocześnie uznawane za początek nowego roku słonecznego. Słowiańskie bóstwo solarne zwało się Swarogiem. Napiszę trochę więcej o tym święcie, bo to ciekawe.

Jak obchodzono Szczodre Gody?

Przeciętna staropolska rodzina obchodziła je zupełnie normalnie: spotykali się przy wieczerzy, zawierającej określoną ilość świątecznych potraw. Składali sobie życzenia i biesiadowali. Jak my.

Przy stole pozostawiano jedno wolne miejsce; było ono przeznaczone dla zmarłych bliskich, dotarłam też do informacji o wierzeniu, że bliski zmarły mógł się zmaterializować w postaci nieznajomego zbłąkanego wędrowca.

Naszymi typowymi słowiańskimi składnikami tych potraw były między innymi: mak, posiadający właściwości psychoaktywne i mistyczne; grzyby, będące traktowane jako twory tajemnicze, pochodzące z majestatycznego lasu; miód, dar natury a ściślej mówiąc pszczół, otoczonych szczególnym szacunkiem. (Dziś też pszczoły są doceniane w tym, co dla nas robią, choć istnieje możliwość, że niedługo ich rolę zapylania kwiatów przejmą Chińczycy.)

Wśród potraw był także kołacz, słowiańskie ciasto obrzędowe, którym łamano się z bliskimi składając im życzenia, które tego dnia według ludowych wierzeń miały moc spełniania się.

Istniał zwyczaj zwany szopką lub kolędą, polegający na tym, że grupka ludzi z piosenką noworoczną na ustach odwiedzała w noc przesilenia zimowego zaprzyjaźnione gospodarstwa. Kolędników przyjmowano z radością i częstowano strawą.

Choinka dotarła do naszej kultury z Niemiec dopiero po szesnastym wieku; wcześniej na naszych ziemiach dekorowano gałęzie drzew iglastych wieszane pod sufitem, co nazywało się podłaźniczką. Być może jest to nawiązanie do dawnego kultu drzew jako siedziby bogów, a z pewnością drzewo jest symbolem siły i cyklicznego odradzania się.

Sianko pod obrusem również jest elementem prastarej kultury słowiańskiej; w pewnych regionach (np. na Śląsku) ustawiano w kącie chaty również ostatni ścięty jesienią snopek siana, który dekorowano suszonymi owocami i przechowywano aż do wiosny, by właśnie od niego zacząć nowy wiosenny siew.

Takie były wierzenia i tradycje naszych dziadów i pradziadów, naszych przodków, po których odziedziczyliśmy naszą bogatą słowiańską kulturę i mentalność, słowiańską krew i geny, których nie da się podrobić ani zasymilować.

To, jak pogańskie zwyczaje nawiązują do natury i cykliczności naszego świata, ma w sobie coś potężnego i prawdziwie mistycznego. Podkreśla to też poważną różnicę w mentalności, która w pogańskich kulturach mówiła, że jesteśmy częścią natury, jej dziećmi; natomiast w kulturach semickich nakazała tę naturę i ten nasz świat podbijać, wykorzystywać, wyżymać i drenować, idąc do celu po trupach ludzi i drzew.

A skąd się wziął Jezus w tym wszystkim?

Tym bardziej, że przecież historycznie wcale nie urodził się 25 grudnia. Tylko latem, o ile w ogóle da się to precyzyjnie ustalić.

To proste. Dawni poganie byli mądrymi ludźmi i oczywiście po przyjęciu chrześcijaństwa, co do którego nie mieli szczególnego wyboru, chyba żeby woleli zginąć – ani myśleli rezygnować z własnej tradycji i kultury. To zresztą nic dziwnego, wystarczy wyobrazić sobie, że Ty swoją kulturę masz zawiesić na kołku i przyjąć w zamian jakieś zupełnie egzotyczne wierzenia, bo ktoś tak powiedział.

Nie było szans, by zlikwidować dawne pogańskie święta, bo lud robił to, co należało, i miał w nosie zmiany. Jedyne, co pozostało, to ogłosić, że od teraz obchodzone 25 grudnia święto pogańskie tak naprawdę jest i zawsze było świętem chrześcijańskim, a wszystkie dawne zwyczaje zinterpretować na sposób chrześcijański i ponadawać im tym sposobem nowe znaczenia. Zdaje się, że obecnie nazywa się to rebrandingiem. Żeby zmiana poszła gładko, włączono też symbolikę solarną do chrześcijańskiej – stąd określenia typu światłość wiekuista czy “słoneczny” kształt monstrancji. Wszystko tak pomieszano, żeby za kilka pokoleń nikt się nie mógł w tym połapać.

Święto 25 grudnia było jednym z najważniejszych naszych świąt na długo przed przyjęciem obecnie nam panującej religii. Niezależnie od preferowanego wyznania, jest to nasza wspólna tradycja, która nas łączy. W tej tradycji tkwi nasza moc, nasza narodowa tożsamość. Nasze prawdziwe, silne korzenie.

Święta są dla nas wszystkich!

To radosny, rodzinny czas, pełen śmiechu, ciepła, pysznego jedzenia, najlepszych życzeń i szczerych podarunków. Czas, kiedy światło zwycięża mrok, a nasza ogromna Ziemia rozpoczyna kolejne okrążenie wokół Słońca. Te zjawiska są od nas wszystkich potężniejsze, niezależne od naszego filozoficznego podejścia i od tendencji politycznych, i przetrwają nawet, gdy dawno już nie będzie ani nas, ani kolejnych pojawiających się i znikających wierzeń i religii. Jesteśmy wszyscy częścią wielkiej, skomplikowanej układanki. Częścią kręgu życia, jak by powiedział Mufasa.

Nie jestem poganką, nie wyznaję żadnej konkretnej religii, natomiast nasza rdzenna, słowiańska kultura ciekawi mnie, interesuje mnie to, kim jestem i skąd pochodzę. Im głębiej kopię, tym ciekawsze znaleziska odkrywam.

Ciekawe linki, które znalazłam w internetach i jeśli temat cię zainteresował to polecam poczytać:
http://www.rodzimawiara.org.pl/
http://slowianie.org.pl/moja-slowianska-wolnosc

Wesołych Świąt, kochani!

3 Comments

  1. Avatar
    Antymateria
    December 23, 2014
    Reply

    Kiedyś też widziałam w tym pewną hipokryzję, bo jak to? Nie wierzą, a świętują? Dopiero później dowiedziałam się, że większość zwyczajów świątecznych nie ma typowo chrześcijańskiego pochodzenia. Nie dotyczy to tylko kultury słowiańskiej, ale też skandynawskiej (ostatnio czytałam o tym krótką wzmiankę, ale szczegółów nie pamiętam niestety). Sami księża też dobrze wiedzą o pochodzeniu świątecznych zwyczajów; słyszałam, jak ksiądz mówił, że to dobrze, że te pogańskie zwyczaje przeniknęły do chrześcijaństwa.
    Podobnie jest np. z gałązkami brzozy, które się zrywa podczas procesji Bożego Ciała – to także pogański zwyczaj.
    Osobiście bardzo lubię przywiązanie do natury. Jest ona potężniejsza od człowieka, nawet jeśli czasem wydaje mu się, że potrafi nad nią zapanować. Szacunek do natury powinien istnieć bez względu na religię.

  2. Avatar
    January 4, 2016
    Reply

    Dawno temu na zajęciach ze starożytnej mój promotor tłumaczył tą zawiłość w dacie Bożego Narodzenia – pobudki były mniej więcej polityczne, ale to tylko na marginesie. Dla mnie święta to absolutnie czas pojednania, bycia z bliskimi, nie tylko rodziną. Jedyne co mogę zarzucić mojej rodzinie – w moim katolickim odczuciu, to fakt, że skupiają się na chorej tradycji obżerania – bo tego nawet jedzeniem nie można nazwać, zamiast celebrować Narodziny Błogosławionego, co jest przepięknym momentem :) Ale, ja od tradycji żarcia, chlania i narzekania odeszłam już dawno :) W drugi dzień świąt przeliśmy z mężem sakrament małżeństwa i dla nas najważniejsza jest strefa duchowa, pojednanie plus czas z bliskimi – czas, w którym robimy to co lubimy, u nas zabawa z Zuzą i pogaduszki przy winku :)

  3. Avatar
    March 30, 2016
    Reply

    W całych świętach chrześcijańskie są zdaje się opłatek, szopka i pasterka :)

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *