Sposób na idealną sylwetkę


Parę lat temu z wielkim przerażeniem zauważyłam, że moje ciało traci swoją młodzieńczą gibkość, a waga przestaje wskazywać permanentną chuderlawość. Jadałam wtedy jak wszyscy: smażone mięsne obiady, czasem chipsy i słodkości, dużo pizzy i gazowanych napojów, a ponadto sporo alkoholu. Kiedyś uchodziło mi to na sucho, wręcz marzyłam o tym, by przytyć. Teraz z przytyciem nie miałabym już problemu. Moja sylwetka nie jest wynikiem wyłącznie “dobrych genów”, ale też moich wyborów.

Zaczęłam ćwiczyć jogę.

W ciągu trzech lat z jogą moja codzienna dieta i styl życia uległy dużej zmianie. To wyszło samo z siebie, bez żadnych wielkich postanowień. Kocham moje ciało i go nie zatruwam. To jak z dziećmi: kocham, nie biję :)
OK, jakaś jedna pizza w miesiącu mi nie zaszkodzi (no dobra, dwie. Jestem jak żółw ninja). Ale bez przesady. Teraz dopiero widzę, jak bardzo jedzenie wpływa na samopoczucie. To podobnie jak z paleniem fajek: jeden papieros dla osoby palącej to nic, bo jest przyzwyczajona do toksyn. Osoba niepaląca natychmiast poczuje się fatalnie.

Nie liczę kalorii, nie ważę się zbyt często. Nie mam nawet wagi w domu. Zniknął mi cellulit, czuję się lekko, mam lepszą kondycję niż w liceum. Przy tym nie wyrosły mi żadne wielkie muły, przez które miałabym problem z kupnem ciuchów, i nie muszę męczyć się na siłowni, której klimatu nie lubię. Po prostu same plusy :)

Jak to działa?

Joga powoli i skutecznie wpływa na cały organizm. Na przykład:

  • Poprawia ogólny stan zdrowia, w tym przemianę materii,
  • Pomaga zrównoważyć poziom hormonów, które często odpowiadają za otyłość,
  • Wpływa na obniżenie poziomu stresu, który zdarza nam się “zajadać”,
  • Oczyszcza organizm z toksyn, które często dla ochrony są magazynowane jako tłuszcz,
  • Pod jej wpływem zaczynamy żyć w bardziej harmonijny sposób i zmieniać swoje nawyki na zdrowsze,
  • Sprawia, że zaczynamy bardziej lubić i akceptować swoje ciało,
  • Sprawia, że uczymy się słuchać swojego ciała i potrafimy zadbać o jego prawidłowe odżywianie,
  • Wzmacnia silną wolę, zwiększa cierpliwość i determinację,
  • Buduje stabilność emocjonalną, co daje nam większą władzę nad naszymi słabościami,
  • Pomaga wyjść ze strefy komfortu i zawalczyć o nasze marzenia,
  • Niektóre rodzaje jogi (np. ashtanga, vinyasa, yoga flow, power yoga) są bardzo dynamiczne i pozwalają spalić w trakcie jednej sesji sporo kalorii,
  • Umięśnione ciało ma większe zapotrzebowanie energetyczne, czyli możesz zjeść więcej i nie przytyjesz,
  • Joga jest przy tym bezpieczna dla organizmu i nie grozi pogorszeniem zdrowia w wyniku spadku wagi.

Jak widać joga działa na wagę jakby od dupy strony, że tak to subtelnie ujmę.
Osiągnięcie optymalnej wagi jest – paradoksalnie – efektem ubocznym polepszenia ogólnego stanu zdrowia.

Mówię przy tym szczerze, że cuda nie zdarzają się w jeden weekend. Jesteśmy przyzwyczajeni, że wszystko możemy mieć na pstryknięcie palcami, że na wszystko jest jakiś medykament, cudowny lek, program komputerowy czy specjalistyczny sprzęt. Że wszystko można sobie kupić albo załatwić – nawet zdrowie. A tu nie ma drogi na skróty. Wszystkie te magiczne sztuczki albo nie działają, albo mają efekty uboczne, albo po ich zakończeniu natychmiast wracasz do punktu wyjścia. Prawdziwy rozwój i zmiana potrzebują czasu.

Całe to dbanie o siebie to nie jest tylko kwestia tego, czy mam jakiś tłuszcz na udach czy nie. Waga to tak naprawdę tylko jeden z wyznaczników stanu zdrowia. Jestem coraz większą zwolenniczką holistycznego podejścia do zdrowia, czyli założenia, że ciało to precyzyjnie zgrany mechanizm, który albo cały jest zdrowy, albo cały jest chory. W przypadku choroby należy uzdrawiać cały organizm, nie leczyć konkretny problem. Tak samo twierdzi medycyna chińska i tybetańska, ajurweda i inne starożytne sztuki medyczne.

No ok, ale to w końcu jak jest? Czy dzięki jodze wbiję się w rozmiar 34?

Jeśli masz dwanaście lat, to pewnie tak. A jeśli masz więcej?
I tu dochodzimy do sedna sprawy.
Wiele kobiet podążając swoją drogą odkrywa, że ich idealna sylwetka wcale nie ma przypominać wychudłej kopii Ani Rubik czy innej supermodelki (sorry, nie znam ich nazwisk – trochę boję się patrzeć na te dziewczyny). Zwróćcie uwagę, jak często kultura wymaga od nas dopasowywania się do różnych szablonów, w tym szablonu dotyczącego wyglądu, nawet kosztem naszego szczęścia. Niektóre z nas dostały od natury solidny tyłek czy biust i nie jest to otyłość, tylko nasza uroda, nasza kobieca niepowtarzalność. Ciało zadbane, zdrowe, kochane i akceptowane zawsze jest piękne. To sekret wielu szczęśliwych ludzi.

To, w jakim rozmiarze będziesz wyglądać i czuć się najlepiej, odkryjesz sama. Bo to nie rozmiar jest w tym wszystkim najważniejszy, a to, że w końcu czujesz się cudownie w swoim ciele :)

No Comment

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *