Czy mieszkasz w swoim ciele?


Ciało.

Z czym kojarzy Ci się to słowo?

Bo mnie – do niedawna – z czymś obleśnym, krępującym i problematycznym.

Ciągle produkuje jakieś gluty i inne wydzieliny.
Ma zapach. Bynajmniej nie jest to zapach fiołków ani róży damasceńskiej.
Jest owłosione. Zawsze nadmiernie, dziś to już nieważne, jakiej jesteś płci – zawsze za dużo masz włosów na ciele.
Zwykle samego ciała też jest za dużo albo za mało. Nie taki kształt, nie taki rozmiar.
No i ciało choruje. Boli je głowa, nie ma energii i nie reaguje już na kolejną kawę, a czasem nawet ląduje w szpitalu i lekarze rozkładają ręce.
A na koniec ciało umiera. Za nic nie chce być nieśmiertelne.

No masakra! Niech w końcu wynajdą sztuczne ciała, do których będzie się można przeprowadzić, niczym do nowo wybudowanych loftów w modnej części miasta, i które nie będą się pocić, nie będą miały menstruacji, a każdą część będzie można w nieskończoność wymieniać. Dlaczego musimy być skazani na takie niedoskonałe, organiczne pojazdy?

Takie… zwierzęce. FUJ! Przecież człowiek to nie jakieś bydlę, człowiek to coś więcej. Humanizm! Samoświadomość! Wojny na świecie! Yyy… Poezja! Sztuka! I takie tam.

W oczekiwaniu na postęp techniki robimy wszystko, żeby zapomnieć o zwierzęcości naszych ciał. Golimy je i perfumujemy, pokrywamy się różnymi mazidłami. Ale, co najważniejsze, wyrzekamy się ich. Powtarzaj za mną: Nie jesteś swoim ciałem. Nie jesteś… A czym właściwie jesteś? Umysłem? Mózg to też ciało. Duchem? Czystym takim i nieskażonym zwierzęcością? A to ciało to tylko przez przypadek się do ciebie przypałętało, bo tak naprawdę to mógłbyś równie dobrze funkcjonować bez niego, fruwać tu i straszyć, tak? W sumie też o tym myślałam. Fajnie nawet by było, nie trzeba by się ciągle myć, a jedna biała szata starczyłaby na wieczność.

No i chodzą te ciała i się zapuszczają, bo ich właściciele awansowali już na duchy nieśmiertelne i nie muszą o nie dbać. Wylewa się sadło, trzęsie się cellulit. Ciało jest latami dokarmiane odpadkami, ogłupiane i męczone na szereg różnych sposobów, później coś na poważnie się w nim psuje, wpada w zaklęty cykl przyjmowania kolejnych chemikaliów, jest krojone i zszywane, coś jest z niego pobierane, coś jest wstrzykiwane. A duch siedzi w środku i myśli: nosz fak, co jest, znów się zepsuło!

Ewentualnie ciało jest przerabiane na kolejny przedmiot, którym można by się pochwalić. Fajna klata, nie, maleńka? Furę też mam niezłą, a jakbyś zobaczyła moją chatę… to co, jedziemy do mnie? Się skacze, się pływa. Ale w środku też mieszka jaśnie pan duch, tylko że nowoczesny i dbający o swój dobrobyt. Nie założy byle jakich butów i nie będzie siedział w byle jakim ciele. Ale kiedy boli, to je tabletkę przeciwbólową. Kiedy nie ma siły, to walnie podwójnego energy drinka. Kiedy się denerwuje, weźmie coś na uspokojenie. Na imprezie też wprawi się w odpowiedni stan, taki jak lubi. Masz mi służyć, bitch! Należysz do mnie i będziesz robić to, co mówię.

Jest coś, co warto wiedzieć:

Ciało to TY.

Fizyczne ciało to nasz zwierzęcy aspekt. Czy nam się to podoba czy nie, jest jedną z tych rzeczy, które składają się na nas. Tak samo ważną jak i te bardziej mentalne, duchowe i górnolotne warstwy. Świat na ciele się nie kończy, ale też nie jest to tylko jakiś tam zwykły przedmiot zrobiony z krwi i flaków, tylko element Twojej szacownej osobistości. Ciało to część Ciebie, nieważne co Ci powiedzieli, a to, jak dobrze je znasz, ma wielki wpływ na jakość Twojego życia.

Kiedy zaczęłam słuchać, co moje ciało ma do powiedzenia, okazało się, że chce mi powiedzieć wiele różnych rzeczy.

Że czasem nie chce być tyle godzin na nogach, wciąż od jednej sprawy do drugiej, że nie chce już wciąż się koncentrować, że potrzebuje również poleżeć, wyciągnąć się, po prostu pobyć, bez wiecznego gadania i robienia czegoś. Że czasem zamiast siedzieć tyle godzin przy kompie lub dogorywać na przebrzydłej kanapie, ma ochotę się zmęczyć, biegać, skakać, tańczyć, ciężko dyszeć i sapać z radości, przekraczać swoje granice i jęczeć z rozkoszy. Kiedy dostanie to, czego chce, jest zadowolone. Kiedy jest zmuszane i eksploatowane, jest mu źle, traci równowagę, również psychiczną, i nie chce mnie straszyć, ale choroby znikąd się nie biorą.

Ciało powiedziało mi, że określone pokarmy sprawiają, że czuje się ciężko, a inne, że lekko i radośnie. Niektóre są takie, że żołądek się zapełnia, a sił witalnych nic nie przybywa. Można by za chwilę jeść od nowa. Czasem potrzebny jest treściwy, syty i rozgrzewający posiłek. Czasem znów jest ochota tylko na lekką witaminową przekąskę. Kiedy jest właściwie nakarmione, jest uszczęśliwione i ma ochotę mruczeć jak kot. Kiedy jest źle nakarmione, nigdy nie zazna spokoju.

Powiedziało mi też, że wszystkie jego części są dobre, piękne i boskie i wszystkie chcą być głaskane i kochane. Nie ma ładniejszych i brzydszych, i z pewnością żadna z nich nie jest BE ani FUJ. Mówienie samemu sobie, że jedne części ciała są gorsze od innych, to cholerny autosabotaż, działanie na własną szkodę, na chorobę i nieszczęście. A już mówienie tego dzieciom powinno być zakazane! Ciało jest piękne i zdrowe, gdy znajduje się w atmosferze miłości, szacunku i współpracy. Jest jak ciało dziecka, które wciąż potrzebuje uwagi i opieki. Tyle, że teraz już od Ciebie samego.

Ciało powiedziało mi, że ma w sobie głęboką pierwotną mądrość i życiową energię, z której mogę do woli czerpać. Że my, ludzie, tak jak i wszystkie inne istoty posiadające ciała, jesteśmy częścią przyrody, potężnej siły mającej zdolność tworzenia i niszczenia, umierania i odradzania się. Należymy do królestwa zwierząt, którego nasza kultura nie miała okazji poznać, bo od razu postanowiła je posiąść i zdominować, tak jak wszystko inne. Odcięci od naszego źródła, zostaliśmy skazani na wieczne błąkanie się, daleko od samych siebie. Wiecznie nienasyceni, chcemy wciąż więcej i nigdy nie mamy dość, gdy nasza prawdziwa jaźń tęskni tylko do powrotu do ciała. Nagiego, miękkiego, ciepłego i zwierzęcego. Do prawdziwego zamieszkania w tej bezpiecznej, organicznej bazie i odnalezienia drogi do samego siebie.

Tyle mądrych książek czytamy, próbujemy wszystko dobrze ogarnąć mózgownicą, a wystarczyłoby dobrze się wsłuchać w to, co zawsze było blisko nas, żeby życie stało się o niebo lepsze i łatwiejsze.

Ja wciąż uczę się słuchać i odpowiadać.

12 Comments

  1. Avatar
    April 30, 2015
    Reply

    Nasz stosunek do ciała to lustrzane odbicie szacunku do samego siebie…

  2. Avatar
    April 30, 2015
    Reply

    Świetny tekst, kolejny raz zgadzam się z tym, co napisałaś :). Nasze ciało współgra z naszym umysłem/duszą. Nie można tego rozdzielić, bo to wszystko razem tworzy nas, dlatego na przykład gdy człowiek jest zestresowany i zmęczony psychicznie, ciało będzie na to odpowiednio reagować tworząc różne choroby. Trzeba dbać zarówno o sferę psychiczną, jak i fizyczną – żadnej nie można wartościować, żadnej nie można odstawić na drugi plan. Nasze ciało bez przerwy daje nam wskazówki, jest tak skonstruowane, że gdy np. brakuje nam potasu mamy ochotę na banany. Trzeba go słuchać i równocześnie dbać o to, aby nasze myśli były pozytywne i dobre.

    • Avatar
      April 30, 2015
      Reply

      No właśnie… tu jest mała pułapka. Ciała słuchamy – jak najbardziej, ale trzeba wiedzieć kiedy nas niecnie oszukuje. Banalny przykład gdy “bardzoniechcemisię” pobiegać, a 15 minut po zmuszeniu sie nagle okazuje sie, ze jest energia i wszystko.

      Innym – niebezpiecznym – problemem jest to, ze jako Homo Sapiens Sapiens kochamy slone, tluste i slodkie i tak juz mamy, niezaleznie czy tego potrzebujemy czy nie. To w połączeniu z niezwykle czesto powtarzanym pogladem “moje cialo tego potrzebowalo” tworzy dosc wybuchowa kombinace. Gdy widze nerkowce to moge ZAWSZE zjesc kilogram na raz, czy moje cialo az tak bardzo ich potrzebuje…? A zyjacy w zgodzie z natura indianie, ktorzy maja mega problemy z prochnica, bo po prostu nie umieja sie powstrzymac od latwodostepnego wysokoprzetworzonego cukru tez go potrzebuja? :-)

      • Avatar
        April 30, 2015
        Reply

        Igor, mnie się widzi, że ta miłość do wysokoprzetworzonych tłustych i słodkich produktów (bo do owoców i oleju lnianego jakoś tak ludzie nie tęsknią jak do nutelli, nie?) to jest nawyk kulturowy. Skąd Indianie mają ten biały cukier, alkohol itd? Wszystko zgapili od białych, którzy im swoją kulturę podsunęli na tacy, a właściwie wcisnęli w gębę tak, że Indianie nie mieli nic do gadania. Są długowieczne kultury typu Hunza, które nigdy się nie wrąbały w białą cywilizację i oni dożywają setki, nie miewają próchnicy, otyłości ani raka, a to też przecież ludzie. Zwierzęta też zresztą nigdy nie są grube, dopóki ich cywilizowany człowiek nie udomowi i utuczy. Nagradzamy swoje dzieci słodyczami i frytkami, uczymy raczej panować nad ciałem i instynktami niż ich słuchać, a później w dorosłym wieku to nie jest takie hop siup, żeby znów wejść w kontakt z ciałem. Z mojego doświadczenia wynika, że po wejściu w ten kontakt pociąg do wysokoprzetworzonego żarcia o dziwo zanika. Naturalne cukry i tłuszcze już tak nie szkodzą i wcale się ich w nadmiarze nie chce, bo zdrowy organizm, niewymęczony żadnymi dietami cud i innymi bzdurami, sam z siebie nigdy nie chce się obżerać. Ta teoria, że nasza chęć szkodzenia sobie jest zdeterminowana genetycznie, to jak dla mnie po prostu zwykłe usprawiedliwienie błędów naszej cywilizacji. Przecież to nawet absurdalnie brzmi. Tak samo aktywność fizyczna to nawyk, który można wyrobić w sobie (lub w dziecku) albo nie. Obecnie większość z nas tak oddaliła się od instynktu, że go w ogóle nie słyszy, a to, że się coś chce, pochodzi tylko z umysłu i z zaprogramowanych nawyków.

        A pułapka jest faktycznie, jest. I to jeszcze jaka!:]

        • Avatar
          April 30, 2015
          Reply

          Mam inne zdanie jeśli chodzi o to uwarunkowanie genetyczne, ale … to nieistotne.

          Po prostu zaznaczam nieśmiało, że najczęsciej o “potrzebach ciała” słysze gdy ktos wpierdzieli pol tabliczki czekolady, po czym pada komentarz “oj, magnezu bylo mi trzeba”.

  3. Avatar
    May 1, 2015
    Reply

    Właśnie! Rzadko słuchamy swojego ciała. Najczęściej katujemy je albo to niezdrowym jedzeniem i brakiem ruchu, albo godzinami siedzenia lub stania, albo znowu męczącymi ćwiczeniami. I narzucamy mu to co chcemy, a ono przecież samo wie, czego najbardziej potrzebuje. Zgadzam się z Tobą, powinniśmy wsłuchać się w swoje ciało i dawać mu to co mu służy, a nie zmuszać je do rzeczy, które wcale nie są dla niego dobre. Ono ma swoją wytrzymałość i swoje potrzeby i potrafi się o nie dopominać. Tyle, że najczęściej udajemy, że tego nie słyszymy.

  4. Avatar
    May 1, 2015
    Reply

    prawda, za rzadko słuchamy naszego ciała. a szkoda bo ma dużo ważnych i mądrych rzeczy do powiedzenia.

  5. Avatar
    May 1, 2015
    Reply

    Ja kocham moje ciało ze wszystkimi jego niedoskonałościami. Uważam po prostu zatraciliśmy zdolność akceptacji naszego naturalnego ciała. Dużo trenuje i moje ciało i jego rozwój zawsze mnie zaskakuje. Czuje moje mięśnie, czuje jak ta machina działa, jak się rozwija. Nawet zapach po treningu jest taki mocny i moim zdaniem to nie jest kwestia tego, że to smród … to ma w sobie jakiś aspekt nawet erotyczny. Oczywiście myję się, perfumuję, golę ale kocham swoje ciało i wiele czasu mu poświęcam nie tylko w zakresie ukrywania jego właściwości ale ulepszania ciała jako cudownego mechanizmu.

  6. Avatar
    May 5, 2015
    Reply

    W dzisiejszych czasach mało kto ma ochotę i samozaparcie do słuchania własnego ciała. Zalewamy je kolejną kawą, odpalamy fajkę i jakoś leci. Straszna szkoda, bo ono określa jakość naszego życia, wszak w zadowolonym ciele zadowolony duch :)

  7. Avatar
    Marta Odetta
    April 21, 2016
    Reply

    Ja do trzydziestki nie słuchałam w ogóle tego,co próbuje mi powiedzieć moje ciało.Dopiero różne problemy zdrowotne zmusiły mnie do tego,by zacząć dbać o siebie.Od dziecka mam kompleksy.Ciagle dążylam do perfekcji.Ale zaczęłam uprawiać jogę i zaczęłam żyć spokojniej.Moze nie mniej problematycznie ale z dystansem i daje mojemu ciału często wolne. Ono tego potrzebuje.Zwolnienia i regeneracji ;) Pamiętajmy o tym w tym jakże zwariowanym i zbyt szybkim życiu.

  8. Avatar
    April 21, 2016
    Reply

    dokładnie. Postrzegamy nasze ciała jako opakowania. Nie widzimy tego ,że są przedłużeniem, częścią tego samego tylko bardziej zagęszczoną. Nie jesteśmy jak te matrioszki mimo,ze takim przykładem łatwo zobrazować wielowarstwowość człowieka. Nie jesteśmy jednak wielowarstwowi ale wielopoziomowi w moim rozumieniu . I te poziomy nie są nieodłączne ale jeden poziom jest automatycznie częścią drugiego. Tak jak strop jest i sufitem i podłogą jednocześnie. To mówienie o duszy , która wskoczyła do Ciała burzy właśnie ten obraz i powoduje ,że tracimy szacunek do najbardziej zagęszczonej części nas samych , która jest naszą anteną. Dzięki ciału możemy doświadczać, komunikować się z innymi i z samymi sobą. O tą antenę/nadajnik/odbiornik trzeba dbać. Sama czasem o tym zapominam więc cieszę się , że napisałaś ten tekst.

    • Avatar
      April 21, 2016
      Reply

      Wow! Naprawdę lepiej bym tego nie ujęła. Dzięki!

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *