Czego uczą nas byłe związki?


Choć niektórych byłych partnerów wspominamy tylko przez łzy lub ewentualnie w konwencji czarnego humoru, to trzeba przyznać: porażka JEST lekcją. Czasem bardzo dosadną. W necie można znaleźć multum poradników uczuciowych, pisanych przez boleśnie doświadczone osoby. Poznajcie i moją wersję.

Czego nauczyły mnie byłe (i obecne) związki?

 

Przeciwieństwa się przyciągają.
Ty masz coś, czego nie mam ja. I to jest fajne. Bo teraz oboje mamy wszystko. To fajne, że się różnimy. To cenne. To jak brakujący kawałek układanki. Yin i Yang. Zbyt podobni do siebie będziemy wiecznie niekompletni.

Przeciwieństwa się odpychają.
Matka Teresa z Kalkuty i Raoul Duke z Las Vegas Parano nie będą ze sobą szczęśliwi. A ja nie jestem w stanie Ciebie uzdrowić i cofnąć z Twojej równi pochyłej. Lepiej sama z niej zejdę, bo się zaraz spieprzę na sam dół i zostanie ze mnie mokra plama.

Mam wpływ na wszystko.
Jeśli teraz nic nie zrobię, to będzie jak w starej piosence Hey. Nic nie pomoże. Muszę uratować ten dzień. Co z tego, że stracę dumę? Jeśli będę tak stać i patrzeć, jak wszystko się rozpada, to stracę na resztę życia szacunek do siebie.

Nie mam wpływu na nic.
Mogę się zesrać z wysiłku, a i tak nic to nie da. Twoja wola też jest istotna, a czasem bywa wprost żelazna. Muszę ją uszanować. Naprawdę czasem coś musimy, chociaż jest teraz taka era indywidualizmu i nonkonformizmu. Na przykład zrezygnować. Dać se siana.

To nie wady, ale zalety są istotne.
Co z tego, że ciągle dupa wyłazi Ci ze spodni a Ty nie możesz się nauczyć, żeby podciągać wyżej gacie? Skoro podnosisz mnie z ziemi, otrzepujesz z piachu, całujesz, rozprostowujesz moje nadgniecione skrzydła i pomagasz znów wznieść się w powietrze! Ucałuję tę Twoją dupę! Jest tego warta :D

To nie zalety, ale wady są istotne.
Niektóre są nie do zaakceptowania. I wiem, które. Jeśli stawianie granic nic nie daje. Jeśli jedno płacze, a drugie po nim skacze. Jeśli głęboko w sercu nie zgadzam się na to wszystko, co mnie spotkało. Nie dam rady zrobić z Ciebie kogoś, kim nie jesteś. Majstrować przy Twoim charakterze i światopoglądzie. Oboje tego nie chcemy.

Trzeba wiedzieć, kiedy odejść.
Przecież wiem, kiedy to już koniec. Czuję to w sercu. Co z tego, że nie chcę, kiedy to wiem. Ile mamy reanimować tego gnijącego trupa? Wiesz, że trupi jad jest toksyczny? Zamiast tych momentów, kiedy byliśmy królami świata, będziemy na starość wspominać te przedłużające się agonalne drgawki, kiedy naszym głównym zajęciem było wzajemne posypywanie sobie ran solą.

Trzeba wiedzieć, kiedy zostać.
Czasem to moja kolej, żeby podejść bliżej, nawet jeśli wieje od Ciebie lodowatym chłodem, i przytulić. I przeprosić. I pomyśleć, że są gorsze rzeczy niż ta kłótnia. Dostrzec to, co przed nami, a nie tylko co leży podeptane pod stopami; dostrzec te fale miłości i kryzysu, którym podlegają wszystkie związki, i rozplątać ten kokon lęku, który nam przeszkadza się do siebie zbliżyć.

A najważniejsze?

Każdy związek jest inny. Każdy człowiek jest inny.

Gdyby istniały uniwersalne zasady dotyczące związków, które można byłoby ot tak poznać, to już dawno mielibyśmy za sobą epokę zawodów miłosnych, wszelkich mściwych ex knujących intrygi, wszelkich zatwardziałych kawalerów unikających zobowiązań. Same buchające miłością związki by nas otaczały.

Fajnie by było, gdyby był taki zbiór zasad, które można sobie przeczytać w jakiejś książce czy na blogu i voila, wszystkie problemy rozwiązane raz na zawsze. Ale nima. To nie filcowe kwiatki DIY. Może nawet wiele problemów wynika właśnie z tego, że próbujemy żywych ludzi wciskać w szablon, który wydaje nam się właściwy? I wobec wszystkich stosować te same reguły?

Nawet, jeśli coś mądrego da się tu i ówdzie wyczytać – bo da się! – to zaprawdę powiadam: Kiedy sami znajdziemy się w kryzysie, to cała wyczytana w księgach mądrość gdzieś się ulatnia. Zostaje tylko życiówka. Taka, jaka jest.

Możemy się nauczyć związków tylko na błędach, a zatem dziękujmy wszystkim naszym byłym! A najbardziej – temu najgorszemu. Temu, z którym zstąpiliśmy aż do samego dna piekieł i przybiliśmy pionę z Lucyferem. To dzięki takim sytuacjom zyskujemy siłę. Chcielibyśmy samego różowego pluszu, mięciutkiego jak kaczuszka, ale to płonący żar wypalający nam oczy i duszę pośród dymu i wrzasku hartuje nas i uodparnia. To dzięki niemu idziemy do przodu, nawet, jeśli po drodze kilka razy musimy upaść i wstać.

Tych lekcji przewidzianych jest tyle, aż się nie nauczymy.

Dziękuję!

I powodzenia.

10 Comments

  1. Avatar
    April 10, 2015
    Reply

    Bardzo mądrze napisane. Nic dodać nic ująć.

    • Avatar
      April 10, 2015
      Reply

      Fajnie to słyszeć:) A raczej czytać. Milego weekendu:)

  2. Avatar
    April 10, 2015
    Reply

    Podpisuję się pod każdym słowem! Bardzo dobry tekst.

  3. Avatar
    April 11, 2015
    Reply

    Dokładnie tak jak napisałaś. Każdy związek czegoś uczy, a szczególnie te najbardziej toksyczne. Dlatego nie ma co żałować, bo dzięki temu dziś możemy żyć w normalnych, szczęśliwych relacjach. ;)

  4. Avatar
    April 11, 2015
    Reply

    Dokładnie tak:) Każdy związek czegoś uczy, każdy związek jest inny. Ja również nie żałuję tego, co przeżyłam w poprzednich związkach i mogę podziękować swoim byłym. Dzięki temu co przeżyłam i jakie błędy popełniłam dziś wiem czego chcę i na co mogę sobie pozwolić :)

  5. Avatar
    April 13, 2015
    Reply

    Rewelacyjne podsumowanie :) Też nigdy nie mówię, że gdybym mogła cofnąć czas to bym nie była z tym, czy tamtym. Wszystko było potrzebną, cenną lekcją.

  6. Avatar
    http://narwany.blogspot.com/
    April 15, 2015
    Reply

    Jestem bardzo młodym człowiekiem a mimo to przeżyłem już kilka rozczarowań. W tej chwili wiem, że te rozczarowania były bardzo ważne, bo ukształtowały mnie, moje postrzeganie drugiej osoby, a przede wszystkim nauczyły cierpliwości. I teraz mogę śmiało powiedizeć, że na taką miłość było warto czekać.

    • Avatar
      April 16, 2015
      Reply

      Te porażki w młodym wieku to są chyba najważniejsze lekcje! U mnie to były niezłe dramaty. Ale w końcu no pain, no gain:)

  7. Avatar
    April 16, 2015
    Reply

    Mam podobne podejście. Z każdej złej rzeczy, która mnie spotyka w życiu staram się wyciągac lekcje. Z jednego rozstania jestem w stanie wyciągnąc więcej wniosków niż z półtora rocznego związku. Ta świadomosc, że dzieki złym rzeczom uczę się czegoś i staje się lepsza pozwala mi je w pewnym sensie doceniać i nie popadac w emocjonalna dolinę, kiedy dzieje się coś złego.

  8. Avatar
    Kasia T Durajska
    September 5, 2017
    Reply

    Bardzo Ci dziękuję za ten tekst. <3 Szczególnie za to stwierdzenie, że zalety są ważniejsze niż wady. Czasem jest tak, że bardziej zwracamy uwagę na potknięcia, chociaż ta osoba robi przecież mnóstwo dobra, ja się często na tym łapię. Staram się coraz częściej dziękować, zamiast wypominać błędy.

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *