To, czego nie chcesz wiedzieć na swój temat


Musisz być twardy, pamiętasz?

Całe życie wszyscy ci to powtarzają. Trzeba być twardym, nie mientkim. Bo jak się ma miękkie serce, to trzeba mieć twardą dupę… tu wklej swoje ulubione przysłowia i porzekadła ludowe.

Bo kiedy jesteś miękki, to jesteś słaby. Świat wtedy przewróci cię jednym palcem i nici z twojego sukcesu. Kto cię będzie wtedy podziwiał, kiedy niczym kawałek rozdeptanej dżdżownicy osuniesz się w kałużę beznadziei i rozłożysz tam w tej swojej obrzydliwej podatności na zranienia? A inni będą kiwali głowami nad tobą: Nie radzi sobie. Słaby jest. Marnie skończy.

Bo kiedy jesteś miękki, to na tę miękkość swoją musisz czasem spojrzeć i na te miękkie miejsca, które zostały smagnięte batem i pokrwawione, a ten widok nie jest fajny i przeczy ideałowi człowieka spełnionego życiowo, zaradnego i wystarczająco dobrego, żeby go cenić, żeby siebie sam cenił.

Dlatego zaciśniesz zęby, zniesiesz to jakoś. Twardy bądź! Twardniej od środka, aż już nie poczujesz żadnych emocji, nic nie zrobi na tobie wrażenia.

Zrobisz sobie zbroję taką, żeby świat cię nie pożarł, a w środku schowasz całą swoją empatię, całą otwartość na innych, swoją wrażliwość. I nigdy tam już nie zajrzysz.

Zrobisz sobie maskę taką, żeby emanowała tym, co inni chcą zobaczyć, a ty pod nią będziesz bezpieczny. Potem przejdziesz cały tą maską i ona stanie się tobą, a o tym, co pod spodem, zapomnisz.

Zacznie się tak po dwudziestym roku życia, kiedy wjedziesz na pełnej petardzie w dorosłość i okaże się, że pozytywne myślenie nic nie gwarantuje.

Byłeś tak cudownie niewinny wtedy, pamiętasz? I wszystko było proste, nawet jak były jakieś problemy, to były to problemy w wersji demo, 30 days trial, po upływie 30 dni znikały.

A później zorientowałeś się, że:

Żebyś się zesrał, nigdy nie będziesz idealną wersją siebie. Nigdy nie nadejdzie świetlana przyszłość. Nie istnieje ten moment, w którym patrzysz w lustro i mówisz: “No! Już.”

Osiągnięcia nic nie zmieniają. Ani realizacja planów i celów pieczołowicie spisywanych w kalendarzyku, ani podążanie ścieżkami wytyczonymi przez kogo innego. Żadne działania nie wydają się przybliżać ciebie dokądkolwiek.

Okazuje się, że jesteś pełen śmieci, których nigdy wcześniej nie widziałeś. Im więcej nad sobą pracujesz, tym tych śmieci wydaje się więcej, aż w końcu góra gruzu, syfu i niechcianych kawałków ciebie rośnie po sufit, chwieje się i spada na twój umęczony łeb.

Inni ludzie nie widzą ciebie, tylko siebie w tobie, i przez to nie możesz do nich dotrzeć, bo oni ci nie wierzą, nie wiedzą w ogóle kim ty jesteś. Nawet twoi najbliżsi nie widzą ciebie tak do końca. Jesteś na świecie sam. Nawet w ramionach ukochanej jesteś przerażająco SAM.

Są takie wydarzenia, które bezpowrotnie ryją banię, a do nich należy przede wszystkim śmierć, ból, przemoc, strach, a także zawód, który sprawisz sobie własnoręcznie. I nie, nie unikniesz ich, dostaniesz cały zakres, bo po to właśnie się urodziłeś, żeby doświadczać, a nie żeby se tak siedzieć z nogami w górze i świecić nieskazitelnie białymi zębami w hollywoodzkim uśmiechu.

Nawet jak już jesteś bardzo twardy i zgorzkniały, to i tak cię nie chroni przed tymi kolejnymi razami, a do tego one się zdają coraz bardziej bezsensowne, jakby niesprawiedliwe.

Nawet, jak się bardzo starasz, żeby bezboleśnie płynąć sobie po wodach egzystencji, i sprytnie unikasz turbulencji, to coś od czasu do czasu przewróci twoją łódeczkę i cię podtopi.

A jak się nie będziesz skupiał na tym, żeby było przyjemnie i nie bolało, tylko zajrzysz pod tą czarną spienioną wodę, to zobaczysz, że to coś, to jest w kółko jedno i to samo. TY sam to jesteś.
dark-curve-forest-rails

To, od czego uciekasz, goni cię przez całe życie. Już wydaje się, że uciekłeś i jest zajebiście! Oh wait, coś nadchodzi, co to może być?

Uciekasz od odrzucenia? Dostań nim w pysk od osoby, w której się zakochasz. Specjalnie sobie wybierz kogoś emocjonalnie niedostępnego. Dowiaduj się od osób trzecich, że inni cię nie lubią i jak masz przyjść, to wywracają oczami. Miej fobię społeczną i sam powoduj, że ludzie się ciebie boją, unikają i nie są wobec ciebie szczerzy.

Uciekasz od rodziców? O zobacz, spójrz, coś się do ciebie przyczepiło. To twoi rodzice w tobie, zakorzenieni, sterujący każdym twoim ruchem. Wiesz, że wszystko co robisz żeby od nich uciec, jeszcze cię do nich przywiązuje?

Od smutku, gniewu, wstydu? Płać nimi za każdą wywalczoną chwilę radości. Taplaj się w kompulsywnych zachowaniach, które na chwilę odwodzą cię od przykrych emocji, a potem łapią cię za kark i wsadzają twój nos w kałużę, jak małego szczeniaka, kiedy narobi na dywan.

Od etykietki, którą dostałeś dawno temu? No jak to się stało, że znów dałeś popis, który idealnie do niej pasuje. Skąd to się w tobie wzięło? “Jutro zacznę od nowa i tym razem już się to nie powtórzy” Wierzysz w to?

Uciekasz od własnej słabości? Patrz na tę słabość, PATRZ powiedziałam!

Patrz i przytul ją w końcu, bo na razie to przytulasz tylko połowę siebie, a druga połowa płacze. Od urodzenia płacze, bo nikt jej nie kochał, najpierw rodzice, a później ty.

Odłóż na bok pobłażliwość, autoironię, dystans i całą tę twoją śmieszkową barierę ochronną, dzięki której jesteś taki wyluzowany. Stań z całą powagą, odwróć się i spójrz na to, przez co płoniesz, przez co toniesz, co zapiera ci dech w piersiach i przytłacza swoim ciężarem, PATRZ bo to jest twoje rozwiązanie, bez tego nigdy nie przejdziesz dalej.

Te momenty, kiedy nie okazałeś uczuć, żeby być twardy, siedzą i patrzą na ciebie. Te momenty, kiedy nie wyraziłeś swoich potrzeb, kiedy nie powiedziałeś czegoś ważnego komuś ważnemu, bo się bałeś, siedzą i patrzą na ciebie. W milczeniu.

Twoje wybuchy złości, momenty autodestrukcji, momenty gdy eksplodujesz niszcząc wszystkich wokół ciebie, momenty gdy uciekasz od tego, czego tak bardzo pragniesz, gdy jesteś jedyną osobą, która może pomóc i nie pomagasz; momenty niechęci, nienawiści wobec tego, co jest dobre dla ciebie. To wszystko, czego w sobie nie rozumiesz, też siedzi sobie i patrzy.

Patrzy na ciebie i twoją głęboko skrywaną wrażliwość. Patrzy na te twoje próby ukrycia swojej ciemnej strony. Nieszczęsne próby bycia coraz lepszym człowiekiem, jakbyś nie był wystarczająco dobry. Próby posprzątania bałaganu, ale bez patrzenia na niego, bez wąchania i dotykania go. Zdalnie, najlepiej to przez internet, albo poprzez mądre książki.

Weź tę twardość swoją, i rozbij o coś, może być o kant dupy. Patrz jaka ta tarcza jest skostniała i jak łatwo ją złamać tak naprawdę.

Spójrz na swoje zranienia pod spodem. Tak, one tam naprawdę są. Przyznaj to w końcu, to wszystko co ci się stało złego, to naprawdę się wydarzyło. I naprawdę bolało, nawet jak mówiłeś sobie, że nie.

Wszystkie twoje utracone nadzieje, twoje niespełnione marzenia, nieszczęśliwe wybory – one tam siedzą i czekają, aż po kolei weźmiesz je do ręki i dokładnie obejrzysz, i poświęcisz im, poświęcisz SOBIE, w końcu tyle uwagi, na ile zasługujesz.

Nie innym, nie tym, którzy twoim zdaniem ci to zrobili. Teraz to chodzi o ciebie i o twój ból, którego obwinianie świata nie zmniejszy, którym ty się musisz zająć, opatrzyć go i utulić.

Twoje stare żale, niezabliźnione rany. Bolało, prawda? Ja wiem. Skarbie, ja wiem. Pora się z tym przywitać i tym razem porządnie opłakać, pożałować. Myślałeś, że twój twardy pancerz to odpiera? A to wszystko jednak wnikało do środka. I będzie tam siedziało, aż nie otworzysz delikatnie, nie wyjmiesz, ostrożnie jak przy operacji na otwartym sercu, na światło dzienne, i nie poznasz, nie przygarniesz do serca, do siebie.

To jest tak naprawdę dobra wiadomość.

Twoja miękkość, twoja delikatność jest częścią ciebie. Nie wypieraj się jej.

Moja miękkość jest częścią mnie. Będę zgłębiać ten temat, bo przyszła pora, kiedy nie mogę już dłużej odwracać wzroku od niego.

cień

Kocham cię.

Previous Kiedy wszechświat podstawia ci nogę, czyli dlaczego się nie udało?
Next Wakacje w Europie i wakacje w Azji: czym się różnią?
  • Pewne akapity jakby były skierowane do mnie. A może nawet cały tekst…
    Jestem jedną wielką autodestrukcją. Jedną wielką samotnością. Nie zrozumiałym kłębkiem nerwów. Totalnie aspołeczna. Nigdy nie rozliczyłam się z przeszłością. Wciąż czekam. Tak miękka i twarda jednocześnie.
    Wciąż czytam. Bezustannie słucham. Bezlitośnie błagam. Niezmordowanie wierzę, że odnajdę lepszą wersję siebie.

    Co Cię tknęło do napisania tego tekstu? Albo raczej co się wydarzyło bądź nie wydarzyło?

    • Co się wydarzyło? Coś niezależnie od mojej woli wyrwało mnie z mojego zadowolonego świata, w którym wydawało mi się, że już odnalazłam błogi spokój istnienia i że od tej pory czeka mnie świetlana przyszłość. Taka lekcja pokory.
      Szczegóły są zbyt prywatne, bym mogła je publicznie napisać nieowinięte w bawełnę. To raczej temat na długie rozmowy przy winie, rozmowy o kobiecości, zdrowiu, płodności, miłości, pogoni za fantazjami, o wyborach które podejmujemy nie wiadomo dlaczego, ukrytych znakach i wiadomościach.
      Wbrew temu, co mówią wszystkie poradniki rozwojowe, być może życie nie jest po to, żebyśmy odnajdywali te lepsze wersje siebie, tylko kochali te obecne… i docierali do ich sedna. Może tam są jakieś odpowiedzi na te wszystkie pytania.
      Pozdrawiam Cię Slow Mamo i przytulam.

  • Oksa Fio

    Są góry i są doliny. Po prostu.

    • I myślokształty są też. Albo nie ma, jak czarodziej usunie :P

      Ciągły balans między równowagą a nierównowagą:)
      Ściskam Cię Oksa :D

      • Oksa Fio

        I powiem Ci, że bez tych myślokształtów, pragnień, potrzeb, cierpień nawet, które sami sobie tworzymy na co dzień jakoś tak pusto i nudno. Oczywiście jest błogość, obojętność, ale nie ma czegoś, co nas określa, tego naszego ja, które na nowo trzeba stworzyć. Więc doszłam do wniosku, że to, co sobie tworzymy, to jest na nasze własne życzenie. My po prostu CHCEMY tego doświadczyć, bo po coś to jest potrzebne. Świadomość szuka “treści”…
        Dorota – cudownie, że Ty to wszystko rozumiesz. :D Buziaki!

  • aybige

    A czy zdarzają się pancerze odwrotne…? Chyba wtedy wersja, o której piszesz, jest lepsza…

    • Odwrotne, tzn? Że nie można znaleźć w sobie twardości, bo jest tylko delikatność?
      Chyba wszyscy mamy w sobie jedno i drugie, więc to też jest jakieś pole do poszukiwań…

      Nie wiem nawet, czy to nie jest tak naprawdę to samo. Potrzeba równowagi po prostu.

      Lepsze, gorsze – to są słowa. Jest to, co jest i z tym musimy sobie radzić:)
      Przytulam.

      • aybige

        Odwrotne – to znaczy, że na zewnątrz jest delikatność, życzliwość, serdeczność, a w środku często złość, a nawet wyrachowanie. Dlatego chyba na pewnym etapie można odróżnić lepsze od gorszego…

  • Mam od jakiegoś czasu z tylu głowy cytat, nawet nie wiem skąd- “Czy pamiętasz kim byłeś, zanim świat Ci powiedział kim masz być?”. I mimo tego, na ile czujemy się niezależni we własnym ciele, domu, szkole- nigdy nie pozbędziemy się bodźców, które nas podświadomie kształują i każą się zmieniać w taki czy inny sposób.

  • ACupOfCoffeeSolvesEverything

    Fajnie, ze nazywasz rzeczy po imieniu. Do mnie to przemawia.

  • Świetny tekst, wyczuwam w nim wiele emocji, ale to dobrze.
    Emocje, uczucia, lęki, przekonania – to wszystko jest w nas. Ja sama przez wiele czasu próbowałam uciekać przed sobą, przed swoimi uczuciami, lękami i potrzebami. Ucieczka w pracę, w niekończące się zadania świetnie się tutaj sprawdzała. Dopiero w którymś momencie zrozumiałam, że to nie o to chodzi. Zapełnienie kalendarza mnóstwem zajęć nie pozwoli uciec przed sobą. Realizacja celów nie da szczęścia i spełnienia, jeśli nie żyjemy w zgodzie z sobą. Jeśli nie słuchamy siebie i nie akceptujemy siebie w całości – razem z tymi uczuciami, których nie lubimy i których chcielibyśmy się pozbyć. One są częścią nas i potrafią nam wiele powiedzieć o nas samych, jeśli tylko nauczymy się ich słuchać…

    • Uczucia, emocje, to ja uwielbiam i wręcz karmię się nimi, nawet tymi trudnymi, a pod wpływem emocji wręcz uwielbiam pisać, co chyba widać :) Ale one skądś się biorą i dopiero odkrywanie tej głębszej warstwy siebie jest wyzwaniem. Tych wszystkich ograniczeń, które sprawiają, że nie jest łatwo wcielić w życie różne nasze lepsze wersje siebie, a czasem wręcz się nie da :) Jest coś pięknego w tej całej nieidealności.

  • Baśka

    skąd mnie tak dobrze znasz ? ;)

  • Mi zaakceptowanie swojej delikatności dało bardzo dużo, właściwie otworzyło mnie na nowo, pozwoliło się określić i po prostu być. Po śmierci mamy po raz pierwszy w życiu pozwoliłam sobie na słabość, po raz drugi podczas porodu, po raz trzecie również podczas porodu. Każde z tych doświadczeń utwierdziło mnie w przekonaniu, że dobrze być sobą, że nie zawszę muszę być superbohaterką. Kilka osób z najbliższego otoczenia opuściło mnie i zarzuciło, że się zmieniłam, a ja tak naprawdę w końcu odnalazłam siebie. Bolało, ale mimo wszystko było warto.