Co się zmienia, kiedy kończysz 30 lat?


Ten tekst kieruję do tych, którym do trzydziestki jeszcze trochę zostało. Bo jeśli masz trzydzieste urodziny w przyszłym tygodniu i spodziewasz się, że przepowiem Ci przyszłość, to jasne, już mówię: upijesz się, będziecie świętować, zrobisz sobie może jakieś podsumowanie, ale najdalej następnego dnia stwierdzisz, że nie zmieniło się nic. Urodziny jak urodziny. Prawdziwe zmiany zachodzą powoli, dzień po dniu. W ciągu całego życia zmieniamy się kilka razy, czasem dość radykalnie. To dlatego, że zyskujemy doświadczenie, wchodzimy na kolejne levele i przechodzimy różne misje. Nie ciągle te same. I lepiej mieć tego świadomość, bo pragnienie, żeby zawsze wszystko było tak samo, do niczego dobrego nie prowadzi.
Ponieważ ja i większość moich znajomych ma już trzy dychy na karku lub zaraz będzie miała, mam już jakie takie pojęcie, jak to wygląda, i mogę powiedzieć Ci, co się zmienia, kiedy tak naprawdę zostawiasz dwudziestkę za sobą:

Mniej imprezujesz.
Kiedy byłam młodsza, zdawało mi się, że z chwilą, kiedy przestanę brać udział w cotygodniowych rajdach po knajpach, ziemia rozstąpi się, a ja z krzykiem rozpaczy zostanę pochłonięta przez bezdenną otchłań starości. Nic bardziej mylnego. Po piętnastu latach imprezowania mało co jest mnie w stanie bardziej znudzić. Wchodzę do klubu i zamiast dreszczyku ekscytacji czuję zapach potu, alkoholowe wyziewy i zdecydowanie za słabą wentylację. Widzę tańczących ludzi, te wszystkie ekstatyczne transy albo godowe rytuały, stoję z beznamiętną miną i po prostu mi się nie chce. To wszystko już było. Imprezy są fajne już tylko raz na kilka miesięcy i pozostawiają uczucie sytości, po którym przez dłuższy czas nie masz ochoty na powtórkę.*
*Przynajmniej tak długo, jak długo nie masz problemu z substancjami. Oczywiście wszyscy znamy takie osoby, które i w wieku 40 lat nic innego nie robią, tylko imprezują, otaczając się coraz młodszymi znajomymi (lub wciąż tymi samymi). Jeśli czujesz, że to może dotyczyć i Ciebie, zadaj sobie kiedyś pytanie, co właściwie sprawia, że tak się zawiesiłeś na tym etapie. Tylko nie mów rzeczy w rodzaju “miłość do muzyki”. Kocham muzykę. Mogę jej słuchać non stop. W domu, na ulicy, w samochodzie. Nie muszę w tym celu chodzić po klubach. Chyba, że akurat przyjeżdża Orbital.

Przestajesz identyfikować się z młodzieżą.
Brak podjarki niekończącym się melanżem to nie wszystko. Niepostrzeżenie różne nowe młodzieżowe trendy, nowe rodzaje muzyki stają się coraz głupsze i mniej warte uwagi. Memy na 4chanie przestają cię śmieszyć… no dobra, przesadziłam. Ale żebyś nie wiem jak kolorowo się ubrał – nikt cię już w sklepie nie zapyta o dowód. Zaczynasz mieć dystans do tego wszystkiego, do tych głośno śmiejących się dorastających dziewczynek, do tych zbuntowanych chłopaków słuchających muzyki na cały autobus. Któregoś dnia idziesz z jakiegoś powodu na uczelnię i wszyscy tam wydają ci się tam tacy ładni, wygładzeni jacyś niczym w fotoszopie. To dlatego, że są dużo młodsi od Ciebie! Mnie to odkrycie zwaliło z nóg. Skumaj – maturę zdałeś jedenaście lat temu. No i właśnie…

Zaczynasz odczuwać pierwsze zmiany w ciele.
To ile lat już nie miałeś WF-u? Ból kręgosłupa to przy siedzącym trybie życia już niedługo będzie Twoja norma. Ja akurat mam szczęście, dzięki jodze nigdy nie byłam w lepszej kondycji fizycznej niż teraz, ale też obserwuję z przerażeniem, jak wszyscy w moim wieku są w coraz gorszej. Brzuchy piwne u facetów, zadyszka podczas biegu do autobusu, mniejszy zakres ruchów, takie na razie niby nic, a jednak jeśli się nie ruszysz, będzie tego więcej. Oczywiście zmarszczki, siwe włosy itd już od dawna widujesz w lustrze, i nie są to halucynacje, bo przecież już nie imprezujesz. To po prostu czas. Czas nie jest zły. Gdyby czas nie płynął, teraz na przykład nie mógłbyś czytać tego bloga.
Są też inne aspekty, w których czas działa na Twoją korzyść:

Twoja kariera zawodowa nabiera rozpędu.
Brzmi przerażająco, prawda? Jakbyś z hippisa idealisty miał przeistoczyć się w jakiegoś godnego pożałowania karierowicza. Jeszcze trochę i wyjmiesz kolczyk z brwi, zetniesz dredy i założysz wyprasowaną koszulę z białym kołnierzykiem. WYPRASOWANĄ.
Nie, nie, nie! Też tak myślałam, ale przecież rozwój zawodowy to może być wszystko. Możesz wybrać taką branżę, w której będziesz się realizować. Możesz rzucić korpo i zostać podróżnikiem-fotografem. Albo być super specjalistą od najnowszych rozwiązań informatycznych, o którego prezesi wielkich firm będą się zabijać. W każdym razie puenta jest taka, że jesteś na o niebo lepszej pozycji i masz więcej hajsu, niż w tych czasach, kiedy przez całe lato przewracałeś ryby na patelni w smażalni w Karwi lub kiedy rozdawałaś ulotki na Piotrkowskiej za 4,50 za godzinę. Mówiłam – nabiera rozpędu.

A co za tym idzie:
Snujesz plany na przyszłość.
Możesz teraz zrealizować swoje marzenia. Które są teraz trochę inne niż były, bo te poprzednie już zrealizowałeś. Albo i nie. Ja w wieku 18 lat miałam takie: impreza w Londynie, joint w Amsterdamie, fajny chłopak, mieszkanie bez rodziców. Wszystkie się spełniły. Dlatego warto założyć, że marzenia się spełniają, i zrobić czasem w tym kierunku jakiś krok, wtedy na pewno jest na to większa szansa, niż kiedy olejemy całkowicie temat. I warto marzyć z rozmachem, na wypadek, gdyby jednak nie wszystko miało się ziścić. Własny dom? Kamper? Troje dzieci? Podróż dookoła świata? Biorę wszystko. Tym bardziej, że tego jeszcze nie było. Na ten nowy etap planowania przyszłości wchodzisz z emocjami, jakich nie było od czasów, gdy rodzice pozwolili ci pierwszy raz nie wrócić do domu na noc.
Możesz oczywiście równie dobrze założyć, że Twoją przyszłością będzie zaleganie przed telewizorem lub picie piwa z kumplami w piątkowy wieczór. Twój wybór.

A i jeszcze najważniejsze:
Jeśli jesteś facetem: Nie wiadomo skąd i jak… masz więcej niż jedną parę butów każdego rodzaju.
Nieeeeeeee!!!!!

No Comment

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *