Nie masz już dość tego, że tak ciągle masz pod górkę?
Może już się nawet do tego przyzwyczaiłaś i po prostu robisz swoje?
Miewasz eksplozje emocji na myśl o tym, że wszystko miało być inaczej?
A może tylko czujesz odrobinę żalu, że przypadło Ci w udziale akurat takie życie, a nie inne…
Taką odrobinę… która od czasu do czasu przytłacza?

W poszukiwaniu szczęścia, na naszej drodze napotykając nasze blokady i traumy, dotykając bolących miejsc w sobie, łatwo jest wpaść w pułapkę takiego podejścia, że

“To ONI mi to zrobili”…

Rodzice, rówieśnicy, były partner/partnerka, mężczyźni/kobiety, nauczycielka z liceum, państwo, kościół, matrix, zły los itd.

My biedni, pechowi, pokrzywdzeni (albo krok dalej “sami sobie winni, że z takimi ludźmi się zadawaliśmy”), nic dziwnego, że teraz tak słabo sobie radzimy i tak daleko nam do wymarzonego życia.

Poza tym przeczytaliśmy w necie, że uduchowieni ludzie wyzbywają się pragnień i życiowych celów, więc już tym bardziej przekonujemy sami siebie, że wcale aż tak bardzo nam nie zależało…

Że szczęśliwsi będziemy w ogóle bez marzeń, kiedy po prostu nauczymy się cieszyć tym, co jest, i nie będziemy chcieć niczego więcej.

Tylko skąd to uczucie rozczarowania, pewnego zrezygnowania, gdy znów wracasz z pracy padając na pysk, do zbyt ciasnego i wiecznie zagraconego domu, w którym ani przez chwilę nie usiądziesz, a jutro niewyspana znów pójdziesz do pracy i tak aż do emerytury?

(Może na emeryturze będzie czas, żeby spełniać swoje marzenia! To przecież jeszcze tylko zaledwie trzydzieści lat.)

No, Kochana… to jak to jest z tym cieszeniem się tym, co jest? Hę?

(To może inna strategia… będę cieszyć się tym, czym mogę! Na przykład samymi weekendami. Przez pięć pozostałych dni zacisnę zęby i jakoś to zniosę.)

Jakoś poświęcę większą część mojego życia.

  • Jakoś zniosę to, że kiedyś ktoś podstawił mi nogę i od tej pory wszystko poszło nie tak. “Bóg kazał wybaczać”.
  • Jakoś zniosę to, że nie miałam idealnego wsparcia w domu i nie potrafię być blisko z ludźmi, nie umiem zarabiać hajsu, nie zaakceptowałam siebie, nie mam śmiałości sięgnąć po swoje i tak dalej.
  • Jakoś zniosę te wszystkie moje rany i traumy, które co i rusz się odzywają, a ja coraz ciężej muszę pracować na upychanie ich z powrotem.

Jakoś sobie będę tak szła, biedna myszka, i najwyżej znosiła kolejne kopniaki od losu.
Przecież mogło być gorzej.

A gdzieś pod skórą żal, że przez NICH… moje życie wygląda tak, jak wygląda.

Że nie dostałam wolnego, bo mam zjebanego szefa.
Że mam kłopoty ze zdrowiem, bo mnie domownicy w nerwy wpędzają.
Że nie mam na czynsz, bo mi rodzice wpoili, że pieniądze są złe.
Tu wpisz swoje powody, dla których sytuacja jest naprawdę beznadziejna nie z twojej winy.

A teraz spójrz, gdzie jest środek ciężkości Twojego życia. Gdzie go umieściłaś?

Kto kręci twoim życiem? Albo – komu pozwalasz nim kręcić?

Komu oddajesz odpowiedzialność za Twój los?

Kiedy byliśmy dziećmi, ta odpowiedzialność była w cudzych rękach, i ponieważ bardzo dobrze tam pasowała, dawała pewne bezpieczeństwo, to bywa, że niechcący zapomnieliśmy zabrać jej z nami w dorosłość.

Rozumiemy odpowiedzialność za siebie jako konieczność utrzymania siebie, zapewnienia sobie dachu nad głową i bezpieczeństwa naszych bliskich… I to w zasadzie tyle, bo reszta kształtu naszego życia wydaje się już nie zależeć od nas.

Ponieważ jest to w zasadzie powszechne, że wszyscy wokół są targani przez zewnętrzne czynniki kręcące ich życiem za nich, to może całe życie zlecieć, a my nawet nie zauważymy, że owo życie nie należało do nas. Przez cały czas pozwalaliśmy, aby środek ciężkości naszego życia leżał gdzie indziej, i by kto inny nim rządził zamiast nas. I jeszcze obwinialiśmy za to tego kogoś.

Za każdym razem, kiedy przyznajemy komu innemu odpowiedzialność za własny los, jesteśmy jak bezwolni pasażerowie, za których ktoś inny kieruje ich samochodem i jedzie tam, gdzie sobie chce. A oni się cieszą, że w ogóle żyją. Bo mógł się trafić ktoś inny, kto by jeszcze gorzej nim pokierował, i pojechałby prosto w przepaść (dostrzegasz ten absurd?) ;)

To nawet zabawne, jak uparcie nie dostrzegamy najlepszej osoby, która by mogła się zająć zadaniem prowadzenia tego wehikułu, chociaż codziennie widujemy ją w lustrze.

Pierwszy krok w odebraniu od życia własnej mocy i stania się sobie prawdziwym sterem i okrętem, to przyznanie, że

To JA, nie nikt inny, odpowiadam za to, jak teraz wygląda moje życie, za wszystko, co w nim mam.

JA, a nie rodzice, którzy z miłości i dla ochrony dali mi przekonania, które być może obecnie mi nie do końca służą. To JA decyduję, które z nich chcę zabrać ze sobą w dalszą drogę. JA decyduję, czy będę po wieki wieków realizować nie swoje programy, czy pozwolę sobie zabrać swoje wewnętrzne dziecko na wyprawę do takiego świata, któremu będą przyświecały te wartości i przekonania, które JA wybiorę.

JA, a nie mężczyźni, lub kobiety, czy inne osoby, które “nas skrzywdziły”. Kiedy ster Twojego życia jest w Twoich rękach to widzisz bezbłędnie, jak inni konfrontują nas z naszymi prawdami i wartościami, które wymagają zrobienia porządków. Oni są tylko lustrem, w które JA patrzę. JA decyduję, co zrobię z tym, co widzę w lustrze i czy potraktuję to jako krzyż do dźwigania, czy źródło wiedzy o sobie i katapultę do dalszego rozwoju.

JA, a nie siła wyższa, która zasadniczo działa zawsze w zgodzie z nami, i jeśli uczciwie spojrzę na to, czym się w życiu kieruję, na czym skupiam uwagę, co sobie powtarzam i jaka przyświeca mi filozofia, to zobaczę, że stuprocentowo się to zgadza. (Poza tym czy naprawdę jak już nie masz na kogo zwalić odpowiedzialności za siebie, to musisz zwalać ją na Boga, kosmos i mechaniczne elfy, które wygodnie nawet nie zaprzeczą?)

JA, a nie horoskopy, tarot, magiczne zaklęcia i wszystkie te sposoby, żeby za wszelką cenę nie brać kierownicy w swoje ręce. Że działają? A jakże! To, w co wierzymy, z reguły działa i kreuje nasz świat. Pytanie, czemu tak się upieram, żeby co innego, niż ja sama, kierowało moim pojazdem. Narzędzi, szczególnie skutecznych, można używać na różne sposoby, niektóre z nich są mądre, a inne głupie.

Odpowiadam za świat, jaki każdego dnia tworzę i jaki chcę wokół siebie widzieć.

Odpowiadam za własną transformację, za intensywność własnych dramatów i bogactwo własnego istnienia, za pchnięcie swojego życia na właściwe tory, za powstanie tego, co chce powstać za pośrednictwem moich rąk, za wybór które z moich jakości chcę karmić i wspierać, za to jak pozwalam traktować się innym i czym sama się z nimi dzielę, za energię którą wypełniam swoje życie i którą widzę wokół siebie zmaterializowaną.

Za to, czy będę w życiu walczyć ciężko o przetrwanie jak rozwielitka na końcu łańcucha pokarmowego, skupiona na własnej biedzie, małości i niemożności, na szukaniu powodów tejże nieodwracalnej sytuacji i godzeniu się z losem… Jak również na podziwianiu i zazdroszczeniu tym, którym się “udało”, i cichym grzaniu się w ich blasku, lub ewentualnie zupełnie głośnym pluciu jadem.

Czy może wyjdę na spotkanie własnemu powołaniu, zajmę się tym, do czego zostałam stworzona, napełnię siebie, a dzięki temu napełnię również ludzi wokół mnie. Czy pozwolę sobie tworzyć, czerpać z życia, dążyć do pełni potencjału, odnajdywać w każdej sytuacji wsparcie, wiedzę i moc, by trudne sytuacje ciągnęły mnie w górę, zamiast spychać mnie w dół. A tych, którzy żyją życiem z mojej bajki, potraktuję jako inspirację i jako dowód, że DA SIĘ.

Cóż za wyzwanie…

I jaka ulga!

Bo to oznacza, że “ślepy los” jednak nie ma władzy nad nami. A zatem i to, że Twoje wymarzone życie może zupełnie prawdopodobnie stać się faktem :)

A jeśli czujesz, że to rezonuje z Tobą, polub koniecznie mój fanpage i obserwuj treści, które dodaję w internecie, bo na temat pozytywnej życiowej transformacji niejedno jeszcze zostanie powiedziane :)

  • Jak kompletnie przenieść środek ciężkości swojego życia na siebie, by nikt poza Tobą nim nie kierował
  • Jak każdą życiową trudność obrócić na swoją korzyść
  • Jak raz na zawsze przestać być “uszkodzoną” i zmienić życie z walki o byt w pasjonującą przygodę

Już niedługo :) Aho!


7 Comments

  1. Avatar
    Natalia
    March 15, 2019
    Reply

    “A tych, którzy żyją życiem z mojej bajki, potraktuję jako inspirację i jako dowód, że DA SIĘ” – na niezwykle podobną, zupełnie nową dla mnie myśl, natrafiłam gdzieś pare dni temu. I teraz znów, u Ciebie :) Takie małe znaki. Dobrze je dostawać :)

  2. Avatar
    Marta
    March 19, 2019
    Reply

    Dziękuję za ten post, bo od kilku tygodni tonę w ćpaniu różnych używek (wcale nie uznawanych powszechnie za używki, ale swoje wiem) i oddalam się od siebie coraz bardziej, zastanawiając się, jak długo to potrwa.

    To jest takie proste uwierzyć, że los nami pokieruje i miłe, że może nawet ześle coś ekscytującego. Tym bardziej, gdy orientujesz się, że nie masz czegoś takiego jak “wymarzone życie”. Jest jakiś zarys, ale potem uświadamiasz sobie, że zawsze są plusy i minusy wszystkiego… i że w sumie te ewentualne starania wrzucają Cię w jakieś paranoje, ale czy spełniasz marzenia..? Czy tylko jakieś na siłę wymyślone lub narzucone cele?

    Pewnie powiesz: medytacja, kontakt ze sobą! ;))

    Przepraszam za negatywny oddźwięk tego komentarza, ale jestem w kropce :) Jednak już sam fakt, że go napisałam, zbliża mnie do jakiejś bardziej słusznej ścieżki. Pozdrawiam

    • Avatar
      March 20, 2019
      Reply

      Dzięki Marta, nie odbieram Twojego komentarza jako negatywny, sama czasem przechodzę przez różne nie najprzyjemniejsze stany, to właśnie jest okazja do poznania samych siebie, nawet jeśli pozornie się oddalamy to po to, by odkryć siebie na nowo. Byłam też w miejscu, o którym piszesz. Używki zaklejają dziurę, na którą jest na razie za trudno patrzeć. Łatwiej jest wytrzymać, do czasu. Ale przychodzi dzień że jednak serce upomina się o swoje. Widzę tam intencję aby jednak odkryć które marzenia są głęboko Twoje, powodzenia na tej drodze, poznasz je po tym, że plusy i minusy stają się nieistotne :) Dziękuję Ci za poruszenie ważnego tematu i pozdrawiam również.

      • Avatar
        Marta
        March 26, 2019
        Reply

        Dzięki za odpowiedź :) Cholera, ja ciągle zaklejam dziury używkami, przez nie niestety potem nie mogę patrzeć również na siebie – największa zmora to objadanie. Domyślam się, że u Ciebie taka nie występuje ;)), jednak znasz może jakieś zaprzyjaźnione strony poruszające temat albo sama umiesz coś podpowiedzieć? Choć właściwie wszystko sprowadza się do jednego – łatwego wejścia w trans, który odcina od rzeczywistego przeżywania. No i skupienie na wyglądzie… Tak, czasem wmawiam sobie, że 1) powierzchowność to nie wszystko i że 2) bez samoakceptacji nic nie zmienię… ale niestety…

        Wybacz, że wyjeżdżam ze swoją historią, teoretycznie wiem, że wszystko trzymam w swoich rękach i że nic mną nie rządzi… ale straciłam moc sprawczą i zaczynam chaotycznie szukać pomocy… czasem coś zaskoczy.

        Nawet podejrzewam, że podświadomie wcale nie chcę mieć tego wszystkiego w swoich rękach i pragnę opieki, troski i miłości, tylko… kto mi to da, jak nie ja, prawda? ;)

        • Avatar
          April 5, 2019
          Reply

          Marta wybacz, że tyle czasu trwa zanim odpiszę. Zaglądaj do mnie koniecznie częściej, takie tematy są mi bardzo bliskie, kwestie odnajdywania i napełniania siebie, dobrze to przerobiłam, podobnie jak i ucieczkowo używkowe klimaty:), tak na szybko polecam Ci bloga Ciemna noc, znajdź też taką grupę “Po prostu Ciemna Noc” na fejsie, to jest bardzo przeze mnie lubiany blog o integracji cienia, czyli tego czego w sobie nie chcemy, a to również, lub przede wszystkim, domaga się obdarzenia miłością :) No i polub mój fanpage na fejsie jeśli jeszcze Cię tam nie ma (tutaj masz link), tam jestem może ciut bardziej aktywna niż tu na blogu, a właśnie niebawem na tapecie będzie temat transformacji i odnajdywania mocy w swoich słabościach. Pozdrawiam Cie ciepło :)

  3. Avatar
    Marta
    May 10, 2019
    Reply

    Hej, Dotee, ostatnio widziałam na fb, że zapowiadałaś ciekawe tematy ;) Będę więc na bieżąco i czekam na post :))

    Dziękuję za Ciemną noc, spróbuję się tam rozgościć, bo rzeczywiście to może być dobry trop. Ach, znowu wszystko się składa do kupy :D

    Słońca!

    • Avatar
      May 10, 2019
      Reply

      Dzięki, niech płynie! ;)

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *