Co jest fajnego w Berlinie?


Nasza weekendowa wycieczka do Berlina okazała się strzałem w dziesiątkę. W następnych dniach możecie liczyć na kilka solidnych wpisów pełnych wrażeń. Na pierwszy ogień: co mi się podobało bardzo, a co trochę mniej? Uwaga, będę bardzo subiektywna, bo jestem naprawdę oczarowana.

1. Ceny
Berlin jest TANI! Tanio się tam dostać, tanio się po nim poruszać, można tanio zjeść i jest co ze sobą zrobić bez wydawania siopy. Oczywiście kiedy chcemy sobie kupić dizajnerską bluzkę lub wejść na obleganą atrakcję turystyczną, to już tanio nie jest. Ale nawet przy niskim budżecie podróż będzie rewelacyjnym doświadczeniem. Przykładowe ceny:
50 PLN – bilet na Polskiego Busa, rezerwowany z dwumiesięcznym wyprzedzeniem.
0-100 euro – zakwaterowanie. Za zero jest Couchsurfing, za 100 wypas apartament. My zapłaciliśmy 34 euro za cały pobyt u sympatycznych Francuzów, w przytulnym dwuosobowym pokoju znalezionym przez airbnb.
6,70 euro – całodzienna travelka na wszystkie środki komunikacji. Wsiadasz w co chcesz i jedziesz gdzie chcesz.
4-7 euro – obiad w knajpie, którym się najesz. Do wyboru wszystkie kuchnie świata.
W razie czego:.
15 centów – bułka w Lidlu,
16 centów – woda w Lidlu, czyli jeżeli próbujesz pobić rekord oszczędności, aby przetrwać o chlebie i wodzie potrzebujesz dziennie zaledwie paru centów – jak wyjdziesz na ulicę i zaśpiewasz piosenkę dostaniesz więcej :)
My nie mieliśmy takich ambicji. Nie po to jedziemy na wycieczkę, żeby na miejscu biedować i patrzeć, jak ludzie wokół używają życia, podczas gdy my siedzimy na krawężniku i jemy kabanosy przywiezione z Polski. Udało nam się wydać 150 euro we dwie osoby, a naprawdę nie staraliśmy się oszczędzać. Spokojnie wystarczy 50-80 euro na osobę na weekendowy wyjazd, jeśli nie chcemy kupować zbyt wielu pamiątek ani zaliczać wszystkich płatnych atrakcji.
IMG_16362. Komunikacja miejska
Jedyną mapą, z której korzystaliśmy w trakcie naszego całego pobytu, było Google maps, na które wchodziliśmy, kiedy mieliśmy internet, czyli naprawdę nie za często. Mimo tego ani przez moment nie czuliśmy się zagubieni, nawet w pierwszym momencie, kiedy wysiedliśmy z autobusu na dworcu Cholerawiegdzie w obcym, wielkim mieście. A chodziliśmy i zwiedzaliśmy przez cały nasz pobyt. Wszystko jest bardzo dokładnie oznaczone i nawet idiota albo pijany sobie z tym poradzi bez problemu. Trasy metra są super przejrzyste i potrzeba tylko jednego spojrzenia na wszędzie wiszącą mapkę, żeby wiedzieć, ile mamy przejechać i gdzie się przesiąść. Nawet na największych, wielopoziomowych stacjach od razu wiadomo gdzie iść. Dla opornych jest aplikacja na telefon, podobna do naszego jakdojadę, i odpowiednia stronka (http://fahrinfo.bvg.de/). Do tego metro kursuje co cztery minuty, więc nawet jak odjedzie sprzed nosa, to praktycznie nie trzeba czekać. A gdy idąc przed siebie, zajdziemy nie wiadomo gdzie, na pewno się okaże, że jeździ tam autobus, tramwaj lub S-bahn, który zawiezie nas pod znajomo brzmiącą stację metra. (Choć trasy autobusów i tramwajów, jak to bywa w dużych miastach, przypominają slalom gigant i ogólnie tylko wtajemniczeni wiedzą, jak nimi jeździć.) Okazało się, że łatwiej się poruszać po centrum Berlina niż po centrum Łodzi.
W temacie transportu dodać należy, że tam naprawdę z rowerzystami nie ma żartów. Ścieżki rowerowe biegną wzdłuż każdej ulicy i traktowane są jak kolejny pas jezdni. Jeżeli przypadkiem się nań zabłąkamy, może być krucho, bo rowerzyści są wszędzie i pędzą na pełnym gazie. Nic, tylko samemu wypożyczyć rower (10 euro/dzień) i do nich dołączyć.
IMG_17673. Jedzenie
Na ten temat obiecuję przeznaczyć osobny wpis. Jedzenie było absolutnie boskie! I nie mam tu na myśli niemieckich wurstów w bułce, których nawet w końcu nie spróbowaliśmy. Może następnym razem, bo ilości zachęcających knajpek, kafejek i innych jadłodajni były po prostu oszałamiające i niemożliwe do przetestowania w trakcie pojedynczej wizyty. Mamy tu do czynienia ze wszystkimi kuchniami świata. Dla wegetarian też coś się znajdzie. I do tego, jak pisałam wyżej, można jeść do woli i nie zbankrutować.
IMG_17274. Energia
Berlin nie każdemu się podoba ze względu na swoją surowość. Dla mnie, łodzianki, wielbiącej beton i industrial, to był kosmiczny czad. Przy tym niepokornym charakterze atmosfera znacznie odbiega od tego, z czym kojarzą się Niemcy (i co było powodem, dla którego jakoś nie chciało mi się tam wcześniej jechać, po dawnej wizycie w Hamburgu, gdzie było łądnie, ale dosyć drętwo i nieprzyjaźnie).
Kiedy siedzisz wśród sapiących i stękających ludzi w polskim autobusie, możesz mieć naprawdę udany dzień, a jednak na widok tych zaciętych min i niechętnych spojrzeń od razu masz wszystkiego dosyć. Podobnie kiedy jesteś w towarzystwie pogodnym i zadowolonym z życia, jego nastrój Ci się udziela i właśnie to jest najwspanialsze! Tam się musi po prostu dobrze żyć, wskazywały na to twarze ludzi, ich luźny sposób bycia, przemiłe podejście sprzedawców nawet w budkach z przekąskami, chęć pomocy zagadniętych o coś przechodniów. Człowiek w dresie, który potrącił Michała łokciem, powiedział “przepraszam” zamiast “gdzie leziesz matole”. Kiedy nic nie jedzie, można przejść na czerwonym świetle zamiast stać bez sensu na pustej ulicy. Po prostu jest fajnie – i ludzie to odzwierciedlają, a to oni tworzą klimat. Wieczorem uliczni grajkowie urządzali koncerty, na rzece odbywał się festiwal kolorowych świateł, ulice były pełne zarówno młodzieży jak i seniorów, a ja czułam się, jakbym brała udział w obchodach jakiegoś wyjątkowego święta. Jak to jest mieć to na codzień? Powszednieje pewnie. Ale tutaj w Polsce mamy taki deficyt tej energii, tej lekkości i wolności, że nasycić się tym nie mogłam.
IMG_1600-25. Co jest niefajnego w Berlinie?
Jestem tak zachwycona tym miastem, że trudno mi powiedzieć, co konkretnie mi się nie podobało, poza tym, że trzeba było wracać. Pewnie to samo, co w innych wielkich miastach – łatwiej oberwać czy wpaść pod samochód, niż w pipidówie, no i impreza naszych gospodarzy, którzy o 5 rano zaczęli głośno i rozbrajająco śpiewać po francusku, gdy my próbowaliśmy wyspać się przed podróżą, też nie była szczytem moich marzeń:) Ale żebym miała zaraz kwękać i marudzić? Było pięknie. Jeden niepokojący moment był w parku, do którego wejść się nie dało, by z każdej strony nie zostać otoczonym przez ciemnoskórych handlarzy substancjami wyskokowymi. Wszyscy oni unikając kontaktu wzrokowego próbowali się dowiedzieć, czy przypadkiem czegoś nie potrzebujemy. Tak się złożyło, że nie potrzebowaliśmy. Chociaż sądząc po ilości orbitujących ludzi na ławkach, problemu z popytem nie było. Raczej po zmroku bym tam nie poszła, chyba, że by mnie akurat głód narkotyków złapał, to wtedy tak:)
Czy podobało mi się multi-kulti? Cóż, newsy, które zwykle do nas docierają, dotyczą przeważnie ludzi oblewających kwasem kobiety i wysadzających się w powietrze. Ale taki przeciętny muzułmanin, tak samo jak przeciętny Polak katolik, to chyba jednak wolałby żyć sobie, płodzić dzieci i mieć spokój. Ponieważ nie należę do osób hejtujących odmienność dla zasady, podpatrywałam ich razem z ich egzotyką z pewną ciekawością. Mają naprawdę piękne kobiety. Które wcale nie wszystkie czują się uciśnione. Tak samo jak nie każdy Polak ma wąsy, chleje wódę, kradnie i bije żonę. Jestem przy tym w pełni świadoma, że nam w Polsce żadne mieszanie się kultur czy ekspansja islamu nie grożą. Zapewne kiedy ktoś będzie chciał mnie wysadzić albo czymś oblać w imię swoich przekonań, wtedy będę inaczej śpiewać. Na tych multikulturowych, barwnych ulicach czułam się swobodnie. I o to chodziło.
IMG_1592To, że nie była to nasza ostatnia wizyta w Berlinie, jest jasne jak słońce :)
A jednocześnie dotarło do mnie, że podróże są osiągalne dla zupełnie zwyczajnego człowieka, takiego jak ja czy Ty. To inwestycja w doświadczenia i przeżycia, które są wprost mocarne i nie do porównania z tą samą ilością pieniędzy rozpieprzoną na przykład na zakupach. Serio, dwie pary spodni, jedna impreza na mieście mniej i już wyjazd sfinansowany. To gdzie teraz? Kopenhaga? Londyn? Barcelona? Wilno? Amsterdam? Lista jest długa, a ja mam apetyt by jeszcze gdzieś w tym roku się wybrać. I najlepsze jest to, że mogę :)

3 Comments

  1. Ale fajnie się to czyta w momencie kiedy to wszystko sama widziałam i czułam :)
    A w ogóle muszę powiedzieć że Twój nowy szablon jest fenomenalny! Aż chcę się zagrzebać w archiwum i czytać, czytać, czytać :D

  2. Avatar
    March 2, 2015
    Reply

    Podasz namiary na tych Francuzów? Wybieram się w maju i szukam czegoś taniego. :)

    • Avatar
      March 2, 2015
      Reply

      Z tego co pamiętam, to nasi gospodarze niedługo wyprowadzali się z tamtego ich mieszkania (które sami wynajmowali od kogo innego) i widzę, że już nie wynajmują. Może wrócili do Francji :p Ale w Berlinie to nie będzie nic trudnego znaleźć tanią kwaterę na Airbnb, pamiętam że było w czym wybierać. Jeśli nie masz konta na Airbnb to odezwij się do mnie na maila (witajslonce@gmail.com), wyślę Ci zapro z którym będziesz mieć 90 zł zniżki na drugą podróż. :)

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *