Co daje przytulanie drzew? Relacja + rozwiązanie konkursu


Co daje przytulanie drzew?

Teoretycznie o korzystnym wpływie kontaktu z drzewami można w necie przeczytać całkiem sporo, ale jednak nie ma to jak praktyka i osobiste doświadczenie. Na to pytanie postanowiłam więc odpowiedzieć sobie sama.

Miesiąc temu zapowiedziałam, że zamierzam codziennie przytulać drzewa i zobaczyć, co z tego wyniknie. Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Oto efekty w postaci mojego prowadzonego w formie luźnych zapisków dziennika, jak również kilku refleksji.

Jak myślisz – czy przytulanie drzew coś daje? Zobacz, co dało mnie :)

Mój drzewny dziennik

  • Tak naprawdę przytulam drzewa już od kilku dni, ale dziś jest pierwszy oficjalny dzień mojego eksperymentu. Podoba mi się niezwykły spokój, który przychodzi, kiedy oprę się czołem o drzewo i przymknę oczy. Przede mną dużo, dużo kontaktu z drzewami, jestem tego bardzo ciekawa.
  • Dziś przytuliłam koślawą, tysiąc razy przycinaną brzozę rosnącą na środku trawnika przed moją klatką schodową. Była cudowna, taka przyjazna. Stałyśmy sobie w milczeniu, a wokół słyszałam, jak sąsiedzi krążą z psami na wieczornym spacerze i miałam tylko nadzieję, że nikt mnie zaraz nie zaczepi. Jednak dziwaczność tego widoku najwyraźniej ich odstraszyła, a jeszcze bardziej prawdopodobne jest, że po prostu mieli to w dupie.
  • Na spacerze, który następuje po przytulaniu, jestem zawsze taka wyciszona. Dziś widziałam zająca, jak przelatywał z jednych krzaków do drugich. Zające są wielkości średniego psa, mają płowe futro i wyglądają, jakby składały się głównie z nóg.
  • Kiedy zamykam oczy i tak sobie trwam, to czasem przelatuje mi przez głowę myśl, co by było, gdybym je otworzyła i zobaczyła na przykład wpatrującą się we mnie z bliska ludzką twarz. Chyba wszystkie liście spadłyby z drzew od wrzasku, którego bym narobiła.
  • Wchodzę ostatnio do tego mojego zagajnika jak do siebie. Coraz mniejszy opór mam przed tym, żeby sobie tak po prostu wybrać drzewo i się przytulić, chociaż przeważnie na horyzoncie ktoś tam się kręci. Przywieram całym ciałem, na rękach robią się zagniecenia od kory, ciekawe czy na twarzy też je mam? Czasem zarzucam też nogę na drzewo i stoję na jednej.
  • Kiedy dziś dotknęłam jednej z brzóz, od razu poczułam jakąś nietypową pustkę. Spojrzałam w górę i okazało się, że to tylko sterczący w niebo drewniany trup. Brzoza obok z kolei emanowała dużą witalnością. Z tego, co zauważyłam, drzewa mają różny poziom tej swojej energii. Chyba tak jak ludzie.
  • Kiedy przytulam się brzuchem do drzewa, to od razu jest super przyjemne uczucie, jakby łączył się on z jakimś swoim źródłem mocy. Dół brzucha najbardziej odczuwa całe to przytulanie z drzewami. Myślę, że musi to podejrzanie wyglądać. Później dociera do mnie, jakie to kompletnie nieistotne, jak to wygląda.
  • Dziś siedziałam pod brzozą chyba z pół godziny, rozmawiając przez telefon z przyjaciółką. Bardzo ożywczo się rozmawiało. Bliskość natury daje jakąś taką klarowność myśli. Jest kojąca. Poza tym milutko i mięciutko mi się siedziało na mchu. Fajnie mi.
  • Znów przytulałam drzewo pod domem, nie zważając na opinie sąsiadów. W sumie to pewnie nikt tego nawet nie zauważył. Aż taką gwiazdą osiedla nie jestem. A to drzewo jest dobre, bo zawsze można je przytulić po drodze do domu, kiedy nie starczyło czasu na dłuższy spacer.
  • Mam już kilka ulubionych drzew. Jest w parku taka kępa brzóz, ukryta przed oczami innych, gdzie mogę spokojnie siedzieć w krzakach ile chcę i przytulać sobie tyle drzew, ile mi się żywnie podoba. Jedno z drzew jest tak otoczone liśćmi, że czuję się tam jak w jakiejś mojej specjalnej kryjówce.
  • Bardzo sprzyjają medytacji te drzewa. Momentalnie zatrzymują myśli. Przywołują specyficzną ciszę i spokój, które wydają się jakby odwieczne. Można się wsłuchać w szum wszechświata. Łatwo go usłyszeć.
  • Dziś był trudny dzień, co chwila ogarniał mnie nieokreślony niepokój. Podeszłam do drzewa i przytuliłam się do niego tak mocno, jakby miało ono usunąć ze mnie cały ten lęk i niepewność. Drzewo pomogło. Kiedy się od niego oderwałam, może nie tryskałam radością, ale miałam spokojne poczucie, że jestem bezpieczna.
  • Moje ulubione drzewko to jednak to pod samym blokiem. Już kilka razy mój ostateczny wybór padał właśnie na nie. Mam wrażenie, jakby było wobec mnie szczególnie przyjazne. Cieszę się na sam jego widok i przytulam się z nim jak ze starym znajomym. Poza tym jakoś mi go tak szkoda, nie może sobie rosnąć w kępie z innymi brzózkami, tylko takie odcięte od plemienia na jakimś podwórku, a na dodatek ciągle je przycinają, trzymają w ryzach. Nawet będąc drzewem czasem trudno być wolnym.
  • Dziś zauważyłam, że 30 dni minęło już ponad miesiąc temu, ale zarówno codzienne spacery, jak i tulenie drzew stały się tak przyjemnym rytuałem dla mnie, takim moim codziennym momentem zatrzymania, że pozwolę sobie przedłużyć ten eksperyment na czas nieokreślony.
  • co daje przytulanie drzew

    Co daje przytulanie drzew?

    Jako świeżo upieczona singielka nie bardzo mam się do kogo na co dzień przytulić, a nie ukrywam, że czasem cholernie mi tego brakuje, więc drzewa początkowo stanowiły dla mnie coś w rodzaju zastępstwa. Jest żywe? Jest. Chętne do przytulenia? Jak najbardziej. No, to chodź!

    Później jednak okazało się, że to nie jest żadne zastępstwo, a zupełnie pełnowartościowy kontakt z drugą istotą. Drzewa emanują życiem i stuprocentową obecnością, nie bywają zamyślone na tematy od czapy, zamroczone alkoholem ani zajęte scrollowaniem fejsa, co sprawia, że ich towarzystwo jest przyjemniejsze niż niejedno spotkanie z ludźmi ;)

    Odniosłam wrażenie, że drzewa też mają swoją odrębność, że każde z nich jest inne, a nawet, że mają swoje lepsze i gorsze dni. Można też powiedzieć, że zyskałam nowego kumpla, co prawda nie pojedzie ze mną w podróż dookoła świata, bo rośnie przed moim blokiem, ale za to mogę go odwiedzać, kiedy chcę!

    Zastanawiam się, do jakiego stopnia drzewo jest świadome swojego otoczenia – nawet naukowcy potwierdzają, że rośliny odbierają świat wszystkimi zmysłami, tak jak my. A przecież są też takie aspekty rzeczywistości, których nie da się zbadać naukowo. Wielokrotnie miałam uczucie nawiązania prawdziwego, obustronnego kontaktu z tym ogromnymi, żywymi organizmami, wyrastającymi z powierzchni naszej planety niczym nieznana, kosmiczna rasa. Są tak blisko nas, a tak mało o nich wiemy, choć wydaje nam się, że wiemy wszystko…

    Z punktu widzenia rozwoju uważności – pod drzewem mega łatwo się medytuje. Jeśli chciałbyś zacząć medytować, ale nie radzisz sobie z odpuszczaniem kolejnych nadciągających myśli, to drzewo fantastycznie ci to ułatwi. Przy nim ten cały niekończący się wewnętrzny monolog po prostu ustaje. Jak ręką odjął. Wspaniali, mądrzy nauczyciele. Należą im się za to ogromne podziękowania.

    Zauważyłam też, że dzień od momentu kontaktu z drzewem staje się przyjemniejszy, bardziej stabilny i pełen wewnętrznego spokoju. Większy dystans, lepszy kontakt z emocjami i ogólnie więcej zaufania, że wszystko jest w porządku. Może najlepiej byłoby zaczynać każdy dzień od porannego spaceru?

    Ale nawet, jeśli w praktyce w niektóre dni tulenie drzewa było ostatnim, co robiłam przed pójściem do domu i położeniem się spać, to przynajmniej muszę przyznać, że miło mi się zasypiało. Żadnego godzinnego kręcenia się w łóżku z głową pełną niepokoju. Pobudki w środku nocy… no cóż, zdarzają mi się, bo mam ostatnio bardzo barwne, wyraziste sny :) Ale ogólnie dobrze śpię, a po przebudzeniu mam masę energii, dopisuje mi dobry humor, koncentracja i motywacja do działania.

    Jak na osobę, która dwa miesiące temu wywróciła swoje życie do góry nogami, jestem też super stabilna emocjonalnie, pełna spokoju i przeświadczenia, że tak jak jest, jest po prostu OK, że to, co się wydarzyło było OK i to, co nastąpi później, też będzie OK. Czy dały mi to drzewa, czy może joga, codzienna uważność, trudne życiowe doświadczenia z tego i ubiegłego roku, a może wszystko po trochu? Trudno już teraz powiedzieć, bo to wszystko jest ze sobą połączone, pasuje do siebie idealnie jak elementy tej samej układanki.

    Drzewa w układance zostają, to pewne. Najwyżej stanę się dziwakiem wszechczasów, osiedlową wariatką, rozczochraną czarownicą, którą dzieci będą się wzajemnie straszyć w Halloween. Jakoś mnie taka perspektywa nie przeraża :) Już i tak dzieci koleżanek się mnie boją – dam im przynajmniej powód. Iiiihihiihii!! (tu wstaw sobie przeraźliwy chichot wiedźmy.)
    co daje przytulanie drzew

    Ale to jeszcze nie koniec, bo przed nami rozwiązanie konkursu!

    Potwierdziły się moje przewidywania, że przytulanie drzew ogólnie nie jest ulubionym sposobem spędzania wolnego czasu przez nasze społeczeństwo. Trudno byłoby jednak oczekiwać, że wszyscy nagle staną się freakami chodzącymi w powłóczystych szatach i mówiącymi “peace, man” tylko dlatego, że ja opublikowałam wpis w internecie. Nie taka też była jego intencja.

    Pragnę gorąco uściskać każdą osobę, która zdecydowała się choćby raz przytulić jakieś samotne drzewko pod wpływem lektury słonecznego bloga. Naprawdę miło jest pomyśleć, że tworzymy tu razem miejsce pozwalające odkryć w sobie i świecie coś dobrego :)

    Najmilszym zaskoczeniem stała się wiadomość od Gai, jednej z moich czytelniczek, której obszerny dziennik przeczytałam z wielką ciekawością i postanowiłam opublikować go tu w całości. Jej doświadczenie jest podobne do mojego i zakończone równie pozytywną konkluzją! Przeczytajcie koniecznie.

    Dziennik Gai z bloga Plantacja Pozytywnych Myśli

    Pierwszy dzień: Na początku myślałam, żeby pstryknąć trochę zdjęć. Stare brzozy wyglądały tak majestatycznie, brzozowy lasek po prostu mnie zaczarował. Zrobiłam te zdjęcia i schowałam telefon. Po chwili wszystkie myśli z głowy wyparowały, nawet chciałam sobie o czymś pomyśleć, ale nie mogłam nawet zacząć. Brzozy szumiały, ptaki śpiewały w ich gałęziach, a ja trwałam w całkowitym bezruchu.

    Drugi dzień: Wychodząc z lasu zaczęłam zbierać śmieci po drodze. Śmiałam się, że sąsiedzi widząc mnie puszkami w ręku powiedzą, że poszłam do lasu golnąć sobie piwko. Nigdy wcześniej nie zbierałam śmieci, ponieważ wstydziłam się – nikt tego nie robi i nie chciałam wyjść na dziwaczkę.

    Trzeci dzień: Dzisiaj nie poszłam do lasu, a stanęłam pod potrójną brzozą na moim osiedlu. Do tej pory wstydziłabym się tak po prostu opierać o brzozę, jednak dzisiaj pomyślałam “co komu do tego, gdzie stoję”. Ktoś zapyta, to po prostu spokojnie odpowiem w czym rzecz.

    W którymś momencie wyzwania zauważyłam, że jestem bardziej spójna wewnętrznie, bardziej poukładana i mniej zakręcona i spięta. Mam zdecydowanie więcej energii.

    13.06. – Coraz bardziej przekonuję się do przytulania drzew. Co czuję? Czas zaczyna być bardziej mi posłuszny. Łatwiej mi się zmobilizować do działania. Robię rzeczy odkładane od miesięcy i to bez większego bólu. Jestem wyciszona.

    Któryś tam dzień (nie zapisałam daty) – Pod brzozę zaczęłam chodzić z książką (od kiedy dzieci zaczęły mnie pokazywać palcami swoim rodzicom). Faktycznie, mogę wydawać się dziwna z takim opieraniem się o brzozę, ale może czytanie książki jakoś to zakamufluje ;-) A-ha, i mąż powiedział “Kochanie, martwię się o ciebie”.

    Zauważyłam, że łatwiej wizualizuje mi się przyszłość. Zawsze chciałam to robić, ale trudno było mi się skupić dłużej niż minutę.

    REASUMUJĄC: Jeśli nawet nie wygram, to nie będę żałowała tego czasu spędzonego na przytulaniu brzozy, co więcej – zamierzam to robić w dalszym ciągu, ponieważ WYRAŹNIE odczuwam zmiany w sobie. Zmiany są na plus. Czuję się z tą przydrzewną medytacją (bo tak chyba mogę to nazwać) świetnie i dalej zamierzam się tak czuć. Nie sądziłam, że przytulanie drzewa może przynieść tak wyraźne odczucia, właściwie to nie liczyłam, ze cokolwiek poczuję. DRZEWA SĄ THE BEST!

    Gaju, mam nadzieję, że spodoba Ci się książka Dagmary i Tomka Skalskich “Egoizm to nie grzech! Kurs na miłość”, gdyż wędruje do Ciebie :)


    Dziękuję Ci ogromnie za podzielenie się tym doświadczeniem. Brak mi słów, jakie to było wspaniałe uczucie przeczytać, że ktoś też tak “popłynął” w tę akcję jak ja :)
    co daje przytulanie drzew
    Wszystkie zdjęcia w tym wpisie są mojego autorstwa i powstały na jednym z drzewnych spacerów :)

    Czy kiedykolwiek zdarzyło wam się przytulić drzewo? Jakie mieliście wtedy odczucia?
    A jeśli nie, to – dlaczego nie? Bo to nie działa? Bo co ludzie powiedzą? Cóż… jak pokazuje życie, prawdopodobnie nie powiedzą nic, a czy działa? Zachęcam, żeby każdy z nas sprawdził to sobie sam :)
    Jest piękne lato, wiele okazji do spacerów i eksploracji parków i lasów. Może i Wam coś ciekawego drzewa pokażą?

    Namaste!

    Previous Pamiętnik z Indii #1: Bombaj i Arambol
    Next Nowe życie singla, czyli oddajcie mi mój slow life!