Co daje przytulanie drzew? Relacja + rozwiązanie konkursu


Co daje przytulanie drzew?

Teoretycznie o korzystnym wpływie kontaktu z drzewami można w necie przeczytać całkiem sporo, ale jednak nie ma to jak praktyka i osobiste doświadczenie. Na to pytanie postanowiłam więc odpowiedzieć sobie sama.

Miesiąc temu zapowiedziałam, że zamierzam codziennie przytulać drzewa i zobaczyć, co z tego wyniknie. Jak powiedziałam, tak zrobiłam. Oto efekty w postaci mojego prowadzonego w formie luźnych zapisków dziennika, jak również kilku refleksji.

Jak myślisz – czy przytulanie drzew coś daje? Zobacz, co dało mnie :)

Mój drzewny dziennik

  • Tak naprawdę przytulam drzewa już od kilku dni, ale dziś jest pierwszy oficjalny dzień mojego eksperymentu. Podoba mi się niezwykły spokój, który przychodzi, kiedy oprę się czołem o drzewo i przymknę oczy. Przede mną dużo, dużo kontaktu z drzewami, jestem tego bardzo ciekawa.
  • Dziś przytuliłam koślawą, tysiąc razy przycinaną brzozę rosnącą na środku trawnika przed moją klatką schodową. Była cudowna, taka przyjazna. Stałyśmy sobie w milczeniu, a wokół słyszałam, jak sąsiedzi krążą z psami na wieczornym spacerze i miałam tylko nadzieję, że nikt mnie zaraz nie zaczepi. Jednak dziwaczność tego widoku najwyraźniej ich odstraszyła, a jeszcze bardziej prawdopodobne jest, że po prostu mieli to w dupie.
  • Na spacerze, który następuje po przytulaniu, jestem zawsze taka wyciszona. Dziś widziałam zająca, jak przelatywał z jednych krzaków do drugich. Zające są wielkości średniego psa, mają płowe futro i wyglądają, jakby składały się głównie z nóg.
  • Kiedy zamykam oczy i tak sobie trwam, to czasem przelatuje mi przez głowę myśl, co by było, gdybym je otworzyła i zobaczyła na przykład wpatrującą się we mnie z bliska ludzką twarz. Chyba wszystkie liście spadłyby z drzew od wrzasku, którego bym narobiła.
  • Wchodzę ostatnio do tego mojego zagajnika jak do siebie. Coraz mniejszy opór mam przed tym, żeby sobie tak po prostu wybrać drzewo i się przytulić, chociaż przeważnie na horyzoncie ktoś tam się kręci. Przywieram całym ciałem, na rękach robią się zagniecenia od kory, ciekawe czy na twarzy też je mam? Czasem zarzucam też nogę na drzewo i stoję na jednej.
  • Kiedy dziś dotknęłam jednej z brzóz, od razu poczułam jakąś nietypową pustkę. Spojrzałam w górę i okazało się, że to tylko sterczący w niebo drewniany trup. Brzoza obok z kolei emanowała dużą witalnością. Z tego, co zauważyłam, drzewa mają różny poziom tej swojej energii. Chyba tak jak ludzie.
  • Kiedy przytulam się brzuchem do drzewa, to od razu jest super przyjemne uczucie, jakby łączył się on z jakimś swoim źródłem mocy. Dół brzucha najbardziej odczuwa całe to przytulanie z drzewami. Myślę, że musi to podejrzanie wyglądać. Później dociera do mnie, jakie to kompletnie nieistotne, jak to wygląda.
  • Dziś siedziałam pod brzozą chyba z pół godziny, rozmawiając przez telefon z przyjaciółką. Bardzo ożywczo się rozmawiało. Bliskość natury daje jakąś taką klarowność myśli. Jest kojąca. Poza tym milutko i mięciutko mi się siedziało na mchu. Fajnie mi.
  • Znów przytulałam drzewo pod domem, nie zważając na opinie sąsiadów. W sumie to pewnie nikt tego nawet nie zauważył. Aż taką gwiazdą osiedla nie jestem. A to drzewo jest dobre, bo zawsze można je przytulić po drodze do domu, kiedy nie starczyło czasu na dłuższy spacer.
  • Mam już kilka ulubionych drzew. Jest w parku taka kępa brzóz, ukryta przed oczami innych, gdzie mogę spokojnie siedzieć w krzakach ile chcę i przytulać sobie tyle drzew, ile mi się żywnie podoba. Jedno z drzew jest tak otoczone liśćmi, że czuję się tam jak w jakiejś mojej specjalnej kryjówce.
  • Bardzo sprzyjają medytacji te drzewa. Momentalnie zatrzymują myśli. Przywołują specyficzną ciszę i spokój, które wydają się jakby odwieczne. Można się wsłuchać w szum wszechświata. Łatwo go usłyszeć.
  • Dziś był trudny dzień, co chwila ogarniał mnie nieokreślony niepokój. Podeszłam do drzewa i przytuliłam się do niego tak mocno, jakby miało ono usunąć ze mnie cały ten lęk i niepewność. Drzewo pomogło. Kiedy się od niego oderwałam, może nie tryskałam radością, ale miałam spokojne poczucie, że jestem bezpieczna.
  • Moje ulubione drzewko to jednak to pod samym blokiem. Już kilka razy mój ostateczny wybór padał właśnie na nie. Mam wrażenie, jakby było wobec mnie szczególnie przyjazne. Cieszę się na sam jego widok i przytulam się z nim jak ze starym znajomym. Poza tym jakoś mi go tak szkoda, nie może sobie rosnąć w kępie z innymi brzózkami, tylko takie odcięte od plemienia na jakimś podwórku, a na dodatek ciągle je przycinają, trzymają w ryzach. Nawet będąc drzewem czasem trudno być wolnym.
  • Dziś zauważyłam, że 30 dni minęło już ponad miesiąc temu, ale zarówno codzienne spacery, jak i tulenie drzew stały się tak przyjemnym rytuałem dla mnie, takim moim codziennym momentem zatrzymania, że pozwolę sobie przedłużyć ten eksperyment na czas nieokreślony.
  • co daje przytulanie drzew

    Co daje przytulanie drzew?

    Jako świeżo upieczona singielka nie bardzo mam się do kogo na co dzień przytulić, a nie ukrywam, że czasem cholernie mi tego brakuje, więc drzewa początkowo stanowiły dla mnie coś w rodzaju zastępstwa. Jest żywe? Jest. Chętne do przytulenia? Jak najbardziej. No, to chodź!

    Później jednak okazało się, że to nie jest żadne zastępstwo, a zupełnie pełnowartościowy kontakt z drugą istotą. Drzewa emanują życiem i stuprocentową obecnością, nie bywają zamyślone na tematy od czapy, zamroczone alkoholem ani zajęte scrollowaniem fejsa, co sprawia, że ich towarzystwo jest przyjemniejsze niż niejedno spotkanie z ludźmi ;)

    Odniosłam wrażenie, że drzewa też mają swoją odrębność, że każde z nich jest inne, a nawet, że mają swoje lepsze i gorsze dni. Można też powiedzieć, że zyskałam nowego kumpla, co prawda nie pojedzie ze mną w podróż dookoła świata, bo rośnie przed moim blokiem, ale za to mogę go odwiedzać, kiedy chcę!

    Zastanawiam się, do jakiego stopnia drzewo jest świadome swojego otoczenia – nawet naukowcy potwierdzają, że rośliny odbierają świat wszystkimi zmysłami, tak jak my. A przecież są też takie aspekty rzeczywistości, których nie da się zbadać naukowo. Wielokrotnie miałam uczucie nawiązania prawdziwego, obustronnego kontaktu z tym ogromnymi, żywymi organizmami, wyrastającymi z powierzchni naszej planety niczym nieznana, kosmiczna rasa. Są tak blisko nas, a tak mało o nich wiemy, choć wydaje nam się, że wiemy wszystko…

    Z punktu widzenia rozwoju uważności – pod drzewem mega łatwo się medytuje. Jeśli chciałbyś zacząć medytować, ale nie radzisz sobie z odpuszczaniem kolejnych nadciągających myśli, to drzewo fantastycznie ci to ułatwi. Przy nim ten cały niekończący się wewnętrzny monolog po prostu ustaje. Jak ręką odjął. Wspaniali, mądrzy nauczyciele. Należą im się za to ogromne podziękowania.

    Zauważyłam też, że dzień od momentu kontaktu z drzewem staje się przyjemniejszy, bardziej stabilny i pełen wewnętrznego spokoju. Większy dystans, lepszy kontakt z emocjami i ogólnie więcej zaufania, że wszystko jest w porządku. Może najlepiej byłoby zaczynać każdy dzień od porannego spaceru?

    Ale nawet, jeśli w praktyce w niektóre dni tulenie drzewa było ostatnim, co robiłam przed pójściem do domu i położeniem się spać, to przynajmniej muszę przyznać, że miło mi się zasypiało. Żadnego godzinnego kręcenia się w łóżku z głową pełną niepokoju. Pobudki w środku nocy… no cóż, zdarzają mi się, bo mam ostatnio bardzo barwne, wyraziste sny :) Ale ogólnie dobrze śpię, a po przebudzeniu mam masę energii, dopisuje mi dobry humor, koncentracja i motywacja do działania.

    Jak na osobę, która dwa miesiące temu wywróciła swoje życie do góry nogami, jestem też super stabilna emocjonalnie, pełna spokoju i przeświadczenia, że tak jak jest, jest po prostu OK, że to, co się wydarzyło było OK i to, co nastąpi później, też będzie OK. Czy dały mi to drzewa, czy może joga, codzienna uważność, trudne życiowe doświadczenia z tego i ubiegłego roku, a może wszystko po trochu? Trudno już teraz powiedzieć, bo to wszystko jest ze sobą połączone, pasuje do siebie idealnie jak elementy tej samej układanki.

    Drzewa w układance zostają, to pewne. Najwyżej stanę się dziwakiem wszechczasów, osiedlową wariatką, rozczochraną czarownicą, którą dzieci będą się wzajemnie straszyć w Halloween. Jakoś mnie taka perspektywa nie przeraża :) Już i tak dzieci koleżanek się mnie boją – dam im przynajmniej powód. Iiiihihiihii!! (tu wstaw sobie przeraźliwy chichot wiedźmy.)
    co daje przytulanie drzew

    Ale to jeszcze nie koniec, bo przed nami rozwiązanie konkursu!

    Potwierdziły się moje przewidywania, że przytulanie drzew ogólnie nie jest ulubionym sposobem spędzania wolnego czasu przez nasze społeczeństwo. Trudno byłoby jednak oczekiwać, że wszyscy nagle staną się freakami chodzącymi w powłóczystych szatach i mówiącymi “peace, man” tylko dlatego, że ja opublikowałam wpis w internecie. Nie taka też była jego intencja.

    Pragnę gorąco uściskać każdą osobę, która zdecydowała się choćby raz przytulić jakieś samotne drzewko pod wpływem lektury słonecznego bloga. Naprawdę miło jest pomyśleć, że tworzymy tu razem miejsce pozwalające odkryć w sobie i świecie coś dobrego :)

    Najmilszym zaskoczeniem stała się wiadomość od Gai, jednej z moich czytelniczek, której obszerny dziennik przeczytałam z wielką ciekawością i postanowiłam opublikować go tu w całości. Jej doświadczenie jest podobne do mojego i zakończone równie pozytywną konkluzją! Przeczytajcie koniecznie.

    Dziennik Gai z bloga Plantacja Pozytywnych Myśli

    Pierwszy dzień: Na początku myślałam, żeby pstryknąć trochę zdjęć. Stare brzozy wyglądały tak majestatycznie, brzozowy lasek po prostu mnie zaczarował. Zrobiłam te zdjęcia i schowałam telefon. Po chwili wszystkie myśli z głowy wyparowały, nawet chciałam sobie o czymś pomyśleć, ale nie mogłam nawet zacząć. Brzozy szumiały, ptaki śpiewały w ich gałęziach, a ja trwałam w całkowitym bezruchu.

    Drugi dzień: Wychodząc z lasu zaczęłam zbierać śmieci po drodze. Śmiałam się, że sąsiedzi widząc mnie puszkami w ręku powiedzą, że poszłam do lasu golnąć sobie piwko. Nigdy wcześniej nie zbierałam śmieci, ponieważ wstydziłam się – nikt tego nie robi i nie chciałam wyjść na dziwaczkę.

    Trzeci dzień: Dzisiaj nie poszłam do lasu, a stanęłam pod potrójną brzozą na moim osiedlu. Do tej pory wstydziłabym się tak po prostu opierać o brzozę, jednak dzisiaj pomyślałam “co komu do tego, gdzie stoję”. Ktoś zapyta, to po prostu spokojnie odpowiem w czym rzecz.

    W którymś momencie wyzwania zauważyłam, że jestem bardziej spójna wewnętrznie, bardziej poukładana i mniej zakręcona i spięta. Mam zdecydowanie więcej energii.

    13.06. – Coraz bardziej przekonuję się do przytulania drzew. Co czuję? Czas zaczyna być bardziej mi posłuszny. Łatwiej mi się zmobilizować do działania. Robię rzeczy odkładane od miesięcy i to bez większego bólu. Jestem wyciszona.

    Któryś tam dzień (nie zapisałam daty) – Pod brzozę zaczęłam chodzić z książką (od kiedy dzieci zaczęły mnie pokazywać palcami swoim rodzicom). Faktycznie, mogę wydawać się dziwna z takim opieraniem się o brzozę, ale może czytanie książki jakoś to zakamufluje ;-) A-ha, i mąż powiedział “Kochanie, martwię się o ciebie”.

    Zauważyłam, że łatwiej wizualizuje mi się przyszłość. Zawsze chciałam to robić, ale trudno było mi się skupić dłużej niż minutę.

    REASUMUJĄC: Jeśli nawet nie wygram, to nie będę żałowała tego czasu spędzonego na przytulaniu brzozy, co więcej – zamierzam to robić w dalszym ciągu, ponieważ WYRAŹNIE odczuwam zmiany w sobie. Zmiany są na plus. Czuję się z tą przydrzewną medytacją (bo tak chyba mogę to nazwać) świetnie i dalej zamierzam się tak czuć. Nie sądziłam, że przytulanie drzewa może przynieść tak wyraźne odczucia, właściwie to nie liczyłam, ze cokolwiek poczuję. DRZEWA SĄ THE BEST!

    Gaju, mam nadzieję, że spodoba Ci się książka Dagmary i Tomka Skalskich “Egoizm to nie grzech! Kurs na miłość”, gdyż wędruje do Ciebie :)


    Dziękuję Ci ogromnie za podzielenie się tym doświadczeniem. Brak mi słów, jakie to było wspaniałe uczucie przeczytać, że ktoś też tak “popłynął” w tę akcję jak ja :)
    co daje przytulanie drzew
    Wszystkie zdjęcia w tym wpisie są mojego autorstwa i powstały na jednym z drzewnych spacerów :)

    Czy kiedykolwiek zdarzyło wam się przytulić drzewo? Jakie mieliście wtedy odczucia?
    A jeśli nie, to – dlaczego nie? Bo to nie działa? Bo co ludzie powiedzą? Cóż… jak pokazuje życie, prawdopodobnie nie powiedzą nic, a czy działa? Zachęcam, żeby każdy z nas sprawdził to sobie sam :)
    Jest piękne lato, wiele okazji do spacerów i eksploracji parków i lasów. Może i Wam coś ciekawego drzewa pokażą?

    Namaste!

    Previous Pamiętnik z Indii #1: Bombaj i Arambol
    Next Nowe życie singla, czyli oddajcie mi mój slow life!
    • Fajnie, że podzieliłaś się takim dziennikiem. Sama przytulam się do niektórych drzew, szczególnie brzóz. Oglądam dużo filmów przyrodniczych i czytam sporo o biologii i ewolucji i nie mam wątpliwości, że drzewa kryją w sobie coś o czym nie wiemy…. Jakkolwiek nawiedzenie to nie brzmi!

    • Super! Nawet nie wiesz jak sie cieszę z wygranej – sama chciałam kupić tę książkę, ale obiecałam sobie, że zrobię to wtedy, kiedy nadrobię wszystkie książkowe zaległości. A teraz już nie muszę spełniać żadnych warunków :-) A wyzwanie to była sama przyjemność, zresztą w czerwcu, kiedy zdecydowałam się na wyzwanie, również napisałam posta na temat przytulania do drzew: http://plantacjapozytywnychmysli.blogspot.com/2016/06/wyzwanie-przytul-drzewo.html i bardzo się w to wkręciłam. Szkoda, że na zimę musimy przerwać swoje przytulanki, a przynajmniej tak gdzieś wyczytałam! Ale może wtedy będziemy częściej przytulać się do KOGOŚ. Na koniec jeszcze jedna refleksja – znakomita większość znajomych chyba uważała, że ześwirowałam, a ci którzy tak nie uważali i tak nie przytuliliby drzewa na myśl, że ktoś by ich o to podejrzewał…

    • Aleksandra Stawarz

      Przyznam, że taka przytulona do drzewa osoba stojąca na jednej nodze musi wyglądać komicznie :D ale nie warto zważać na to, co sobie myślą inni. Jeśli daje Ci to radość i spokój, to najważniejsze. Też kiedyś tuliłam się do drzew i bardzo dobrze wspominam to doświadczenie, faktycznie bliżej natury być wtedy nie można :)

      • Bliżej natury to chyba tylko jakbym miała się nago przytulić do tego drzewa ;) Tego nie próbowałam :D

    • Wiesz, samo czytanie Twoich wspomnień zadziałało na mnie kojąco. Jest w tym wszystkim jakaś magia, której chciałoby się doświadczyć tu i teraz. Muszę znaleźć jakieś solidne drzewa w okolicy i spróbować się z nimi zapoznać :)

    • Samo przytulanie drzew jakoś do mnie nie przemawia. Ale już jako metafora zwolnienia i wyciszenia, owszem :) Myślę, że taki stan jest wielu z nas bardzo potrzebny :)
      I fakt, to świetne rozwiązanie dla singielki ;)

    • Riverina

      Mam brzozę i inne drzewa w ogrodzie, wiec technicznie przytulanie się nie jest trudne, no może poza pytaniem synowej: Mamo, stało się coś? Co tam robisz? Ale kiedy widziałam te mrówki chodzące po korze w górę i w dół, kiedy wyobraziłam sobie,ile tego robactwa na mnie przejdzie, jak tak dłużej postoję, to jak najszybciej zwiałam. Od pół godziny mam wrażenie, ze te mrówki chodzą po mnie . No nie, to nie dla mnie. Dla mnie las jak morze- piękne, ale lepiej trzymać się z daleka i tylko sobie popatrzec, nawet godzinami. Z daleka mnie zachwyca. Z bliska- przeraża.

      • Kurczę, przez cały miesiąc nie widziałam ani jednej mrówki na drzewach, które przytulałam. Czasem jakaś mucha mnie posmyrała, ale to wszystko :) Może obejrzyj inne drzewa? Choć rozumiem, że nie każdy musi być miłośnikiem lasu i całego tego mikrokosmosu :) W sumie to sama obecność tych drzew w pobliżu też powinna coś dobrego dawać :)

    • Fakt, przytulanie drzew nie jest powszechne w naszym społeczeństwie. W dużej mierze wynika to pewnie z obaw przed śmiesznością i skojarzeń z hippisami cedzącymi “peace, maaan” (tak jak wspomniałaś). Jednak na pewno jest to świetny sposób na medytację i kontakt z naturą.
      PS. Jestem zachwycona zdjęciami!

    • Ja przytyłam, ale teraz widzę, że zdecydowanie za rzadko. Chyba właśnie zapałałam chęcią, żeby sobie przeprowadzić taką akcję. Pod lasem mieszkam, to mi drzew nie brakuje.

      Ja to sobie boso popylam i z ziemi czerpię energię, ale! Jakby tak czołem do brzozy? Podbrzuszem do jabłoni?

      • Dobra, to ja więcej boso, a Ty więcej przytulania :) później sobie opowiemy jak było :p

        • Już dziś byłam, poszłam zaraz po przeczytaniu Twojej relacji. Możemy się tak umówić, że jak jeszcze będziesz prowadziła taką akcję to mnie osobiście w tyłek kopniesz, żebym dołączyła?

          • Mogę Cię osobiście w tyłek kopnąć nawet bez prowadzenia akcji :D

            • Kop! Teraz mi się przyda bardziej niż Tobie czarodziej. I pewnie zadziała lepiej niż przytulanie drzew nawet, bo coś potrzebuję w życiu bardziej drastycznych zmian.

    • Zdecydowanie wolę przytulanie do koni :).

      • Ja się boję koni trochę, może dlatego że nie znam ich:) Coś miłego dla każdego :)

    • aybige

      Zaintrygowało mnie w Twoim wpisie szczególnie zagadnienie medytacji i koncentracji, która wzmacnia się dzięki przytulaniu drzew. Kiedy chodzę na spacery, staram się wsłuchiwać w śpiew ptaków i obserwować drzewa. Zauważyłam, że ptasie trele są różne, choć to oczywiste, ale nigdy nie zwracałam na to uwagi. Dotykałam także drzew rękami, czasem czołem. Ale mimo tego wszystkiego nie potrafiłam uspokoić myśli. One ciągle dokądś biegną. Zauważyłam, że nie potrafię się skupiać na jednej rzeczy i obecność drzew także mi w tym nie pomagała. Może chciałam za bardzo?
      Muszę tego lata iść na spacer przed wschodem słońca. Obiecuję to sobie od dawna, ale ciągle budzę się długo po wschodzie. Może czas ustawić budzik albo zrobić wizualizację zegara biologicznego (często to u mnie działa). W każdym razie nie to jest istotne. Chodzi mi o to, że od dawna coś mnie do tych wschodów przyciąga. I może gdy, stojąc na osiedlowym pagórku w ciszy rodzącego się dnia, ujrzę wreszcie unosząca się nad niebem czerwoną tarczę, to i skupienie przyjdzie samo i poczuję też tę drzewną energię, i usłyszę “szum wszechświata”? :) Muszę się wreszcie przekonać, dlaczego tak mnie fascynują wschody słońca.
      Drugie ciekawe zagadnienie, o którym wspomniałaś, to energia drzew. Nie wierzyłam w nią do końca, ale jeśli to działa, to coś w tym musi być. :)

      • Dokładnie tak myślę, że za bardzo się starasz :) Myśli zawsze jakieś będą chciały przyjść, wystarczy, że nie będziesz z nimi dyskutować a tylko obserwować je jak chmury na niebie… w końcu zaczną ulatywać, ale nawet jeśli to nie chce wyjść to nie ma co z tym walczyć. Niech będzie tak, jak jest, widocznie na tę chwilę właśnie tak ma być:)

        Wschody są piękne, wstałam kiedyś specjalnie na wschód nad morzem… O tej porze dnia wszystko jest takie świeże :) A co do energii, to mówię po prostu o życiowej energii – to nie jest żadna inna energia jak ta którą ma w sobie każde żywe ciało… Prana, chi, czy jak sobie lubimy nazwać.

    • muscaria

      Zainspirowana Twoją zachętą wybrałam się na spacer do pobliskiego lasku spróbować przytulania ;) niestety trafiłam na miejsce pełne mrówek które mnie perfidnie zaatakowały xD (chyba broniły drzewa), musiałam udać się kawałek dalej na leśną polankę, tam byłam zupełnie sama i zrobiłam kilka powitań słońca. Co ciekawe, załapałam bardzo podobną inspirację do zdjęć jak Ty ;) jak spojrzałam na Twoje zdjęcia, pomyślałam: kurcze, prawie jak z mojego spaceru! zobacz sama:
      https://www.flickr.com/photos/139046382@N05/27285284384/in/photostream/lightbox/
      https://www.flickr.com/photos/139046382@N05/27285287064/in/photostream/lightbox/

    • Jak przyjemnie czyta sie takie wpisy :) Ja od malego przytulalam drzewa, widzialm kiedys jako dziecko jak ktos robil to podczas spaceru w lesie i tez zapragnelam to zrobic :) Mega pozytywne uczucie i wibracje w calym ciele!! Jako dziecko tego nie rozumialam, teraz tez w sumie nie rozumiem hehe ale lubie przytulac drzewa :))

    • No dobra, przyznam się. Zawsze myślałam, że przytulanie drzew to jakaś ściema, ale zasiałaś u mnie ziarnko niepewności.. Myślisz że do drzew owocowych też można się przytulać? Innych nie mam pod ręką, znaczy pod domem, a chętnie bym wypróbowała Twoją teorię :D

    • Wiesz… to jest niesamowite … bo dla mnie najbardziej odkrywczym doświadczeniem w życiu stało się “bycie drzewem”. Zresztą moje zeznania w tej kwestii pojawią się niedługo na blogu, bo rozpoczęłam właśnie mój cykl o spotkaniach z Ayachuascą. Drzewa są niesamowite i jest w nich coś magicznego…

      • Jak we wszystkim ;) cały świat jest magiczny :) Drzewa to kosmiczna rasa :) uwielbiam kontakt z nimi, są mądre, spokojne i takie dostojne. A Twoich spotkań jestem bardzo ciekawa;)

        • zapraszam do mnie na bloga ;) publikuję swoje przeżycia po kolei :)