Cieszenie się małymi kasztankami to obciach i szaleństwo


Chodzę po świecie i cieszę się małymi rzeczami: że na ścieżkach w parku po deszczu pojawiły się setki małych żabek i pełzających ślimaczków bez skorupek, których się bałam, jak byłam mała, a teraz uważam, że są słodkie i patrzę pod nogi z uwagą, żeby żadnego nie skrzywdzić.

Albo że właśnie teraz na tychże ścieżkach pojawiły się norki, w których postanowiły zamieszkać sobie jakieś małe stworzenia.

Albo że na gałęzi siedzi szpak i sobie śpiewa, widać, jak mu się dzióbek otwiera. A z innego drzewa dobiega śpiew jego rozmówcy. Sobie tak siedzą i gadają. Ciekawe, o czym. Na randkę może się umawiają.

A na kasztanowcach są teraz małe kasztanki, takie maciupkie, które jeszcze nie mają nawet za bardzo kolców, tylko takie wypustki, i w środku też zupełnie nie są brązowe, są delikatne, to takie kasztankowe dzieci.

Tak pełno jest życia wokół nas, wszędzie to życie dosłownie eksploduje. Czuję się jak dziecko, czuję się oszołomiona przez tę całą boskość wokół mnie. Mam ochotę skakać, śpiewać, piszczeć i wydawać głośne okrzyki radości.

Ale chyba nie wypada wydawać głośnych okrzyków radości, bo bywam za to zbesztana.

Czy te okrzyki muszą być zarezerwowane na wypadek wygranej w totolotka albo otrzymania pierścionka zaręczynowego, albo podobnie doniosłego wydarzenia? A małe kasztanki nie zasługują na taką radość?

A może należy cieszyć się nimi wyłącznie w ciszy i skupieniu, jak dorosły człowiek, bez jakiegoś tam fikania i skakania?

Bo jeszcze ktoś usłyszy, zobaczy, bo wywołam zamieszanie, bo zrobię przedstawienie, a przecież muszę być grzeczna, cicha i ułożona, bo takie są kobiety. (I niektórzy mężczyźni też są tacy grzeczni, przynajmniej dopóki są trzeźwi.)

Bo ogólnie nadmierne okazywanie emocji jest dla dzikusów. Musisz mieścić się w skali.

Jak to słyszę, mam ochotę wsiąść na moją miotłę i sobie odlecieć w siną dal. Ale na szczęście słyszę to ostatnio coraz rzadziej :)

A Ciebie co ostatnio tak bardzo, bardzo ucieszyło z takich zupełnie małych rzeczy?

Previous Harmonia Kosmosu i Wibracje, czyli dwa festiwale dla zdrowia i szczęścia
Next Praktyka nie zawsze czyni mistrza. O obcej cywilizacji
  • Z takich małych rzeczy – tytuł Twojego posta :)
    I wieczorny spacer. Wszystko kwitnie i pachnie oszałamiająco, i ciągle nie wiem dlaczego na jednej łące są wyspy ciepła – po przejściu paru kroków temperatura się wyraźnie zwiększa, a po przejściu paru kolejnych, jest taka jak wcześniej :)

  • Paulina Żukowska

    Mój mężczyzna kocha mnie bardzo za to cieszenie się z malutkich rzeczy:):) większość z nich jest chyba właśnie w naturze, tak jak u Ciebie – małe ślimaczki czy złote liście na drzewach;) Uważam, że warto nie tracić tego dzieciaka w nas, który na wszystko patrzy, jakby widział to pierwszy raz, z ciekawością i zachwytem;) pozdrawiam!:)