Cieszę się, że jestem taka nieromantyczna


Każda dziewczynka przed wejściem w wiek dojrzewania zdąży nauczyć się jednego: kiedy będzie już duża, chce odnaleźć miłość swojego życia. Książę z bajki gdzieś tam jest i czeka. Wezmą ślub jak z bajki Disneya. Odpłyną na różowej chmurce w świat wiecznej euforii. Księżniczka leży w swojej komnacie, pod tiulowym baldachimem, i marzy. Marzy o romantycznej miłości. O księciu, który pokocha Kopciuszka.

Pewnego dnia to naprawdę się dzieje! Uczucie, o którym pieją wszyscy trubadurzy i wierszokleci świata, przesłania cały świat. Strzała Amora osiągnęła cel. Nieważne, że książę ma kozę w nosie. To nie koza, to tęczowa grzywa jednorożca. Że trochę pyskaty i za dużo pije? Tacy są mężczyźni. Że jest niepiśmiennym idiotą? Nieważne, kocha się pomimo czegoś, a nie za coś. Że tak naprawdę bardziej obchodzi go jego ex, mama, piłka nożna? Ale przecież TO MIŁOŚĆ! A tak poza tym po ślubie on się zmieni. Jesteśmy sobie pisani i niech się dzieje, co chce.

Później jest ryk, ból, panika. Świat budowany na łączącym was uczuciu zawala się, tracisz grunt pod nogami, upadasz w ciemność i nicość. Płomienne uczucie zmienia się w twardą, przytłaczającą obojętność łamaną przez wrogość, przez którą marniejesz, wysychasz, zapadają ci się policzki. Chcesz uciekać od tego człowieka, gdzie pieprz rośnie, rzygasz jego widokiem albo przeciwnie – dla jednego jego spojrzenia jesteś gotowa wypruć sobie flaki i złożyć mu je w ofierze. Coś chyba poszło nie tak. Gdzie jest to długie i szczęśliwe życie, które było wam pisane?

Może uda ci się stanąć na nogi. Przekonać siebie, że to nie był ON. Że tamten nadal chodzi po świecie w poszukiwaniu swojej połówki jabłka czy tam innego owocu. Okazuje się jednak, że życie ma zadziwiająco szeroki asortyment różnych kopów i plaskaczy, które jest gotowe rozdawać ci, ilekroć wmieszasz się w jakąś romantyczną historię. A ty ciągle chcesz się w to wikłać na nowo. Śpiewasz razem z Reni Jusis: “Jestem coraz bliżej…” Mówisz sobie: Jestem niepoprawną romantyczką i taki mój los, ale warto cierpieć w imię miłości!

Fakt, będziesz cierpieć. To akurat pewne.

To niepojęte, dlaczego jako małe dziewczynki i nawet jako zupełnie dorosłe kobiety mamy wciąż od nowa wbijany do głowy cały ten bullshit o jedynej, wymarzonej, idealnej miłości. I tak chętnie go łykamy! Lubimy karmić się złudzeniami.

Spójrz na jakiekolwiek małżeństwo z trzydziestoletnim stażem. Odchowali i wypuścili w świat dzieci, a teraz idą pod rękę po parku. Są przetyrani, zjedli razem beczkę soli, czasem nie mogą na siebie patrzeć, a na kanwie ich wzajemnych docinków można by pisać skecze kabaretowe. Dlaczego trwają przy sobie? Chyba nie dlatego, że trzydzieści lat temu posmyrał ich po mózgu miks substancji chemicznych odpowiedzialnych za uczucie zakochania?

Przecież już w wieku kilkunastu lat odkrywamy, że zakochać można się w każdym, nawet najbardziej porąbanym facecie. I że wybory, których dokonujemy pod wpływem zakochania, są często po prostu tragiczne. Takie, że później same pukamy się w czoło na wspomnienie tego absurdu i nie chcemy nawet tego pamiętać.

Jasne, że to jest przyjemne, że wciąga, nie można się temu oprzeć. Jak każdy narkotyczny haj. Jest to też ogłupiające i odbierające jasność myślenia.To tak, jakby kazano nam podejmować najważniejsze życiowe decyzje po pijaku.

I to właśnie wokół tego robimy takie wielkie halo. To o tym poeci piszą te swoje wiersze, a malarze tym właśnie stanem inspirują się, malując obrazy. Fakt, niektórzy inspirują się też LSD. Tyle, że nikt nie ma złudzeń, że będzie do końca życia na kwasie i nikt nie cierpi, kiedy mu faza schodzi. Niektórzy nawet się cieszą.

Księżniczko! Dziewczynko! Dorosła kobieto. Powinni ci byli powiedzieć w dzieciństwie prawdę.

Nawet w najlepszym związku będziecie oboje mieć pod górę. Dowiecie się wielu przykrych i prawdziwych rzeczy o sobie samych. Rzadko kiedy wszystko będzie po twojej myśli. Będziecie musieli spojrzeć też na to, co brzydkie i zepsute. Będziecie się zawodzić i ranić, uciekać i wracać. Może któregoś dnia zdarzyć się tak, że każde pójdzie swoją drogą. I to też nie jest koniec świata. Wszystko przemija. To nic złego. Przeżyjesz.

I wiesz co?

Taki brzydki, niedoskonały związek jest właśnie najpiękniejszy. I najukochańszy. Bo jest prawdziwy.

Kij w oko wszystkim książętom z bajki, połówkom pomarańczy, połówkom bananów i awokado.
Bez nich też można żyć długo i szczęśliwie :)

1 Comment

  1. Avatar
    October 5, 2015
    Reply

    SO TRUE! Moja romantyczna miłość poturbowała mnie tak dotkliwie, że wyrzekłam się romantyczności na zawsze. I teraz jestem w związku, który jest idealny w swojej nie-idealności. Nie pijemy sobie z dziubków. Po prostu żyjemy codziennością we dwoje. A im więcej problemów udaje nam się razem pokonać, tym trwalszy i lepszy nasz związek. Bo w przyszłości chcę być jak ta para staruszków, ktróra idzie po parku i trzyma się za ręce. To jest dla mnie najbardziej romantyczny obrazek!

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *