Chcesz mieć idealnego chłopaka? Daj mu spokój


Znów masz ochotę opieprzyć swojego partnera za to, jak się zachował, co zrobił lub czego nie zrobił? Zastanów się dwa razy.

Wszystkie marudzimy. To przecież absolutna normalka, że baba narzeka na swojego chłopa. Jakby się dobrze postarać, to codziennie można znaleźć dowody na to, że on jest głupi, leniwy, nic nie umie, nie stara się, za mało zarabia i za dużo siedzi na fejsie. No i najczęściej trzeba go o tym natychmiast powiadomić. Problem w tym, że twoja “konstruktywna krytyka” nie działa. Przynosi skutek odwrotny do zamierzonego, jeśli jeszcze nie zauważyłaś.

Facet widzi, że cokolwiek by nie zrobił – i tak zawsze znajdziesz powód, żeby kwękać mu nad uchem, więc po co ma się wysilać? Albo właśnie wysila się mimo to i jeszcze bardziej go to frustruje. Tak, jakby związek z tobą miał być jakimś przykrym obowiązkiem.

W twoim interesie leży zaprzestanie kwękania. A jak to zrobić, skoro czasem mózg kipi uszami z emocji?

Pomyśl, że wszystko to, co ci się nie podoba, jest w twojej głowie. Dopuść taką możliwość, że to, co robi ten człowiek, jest w porządku, a tylko ty masz wobec niego wygórowane wymagania. Bardzo fajnie to ujmuje Anthony de Mello w Przebudzeniu:

“Przypuśćmy, że deszcz przerwał ci miłą wycieczkę. Kto fakt ten przeżywa negatywnie? Deszcz czy ty? Co jest przyczyną tego negatywnego uczucia? Deszcz czy twoje nastawienia? Kiedy uderzasz się kolanem w stół, stół ma sie dobrze. Zajęty jest realizowaniem tego, do czego został powołany – do bycia stołem. Ból jest w twoim kolanie, nie w stole.”

Znajdź inny sposób rozładowania emocji niż skakanie mu po głowie. Może to być skakanie na skakance lub wyciskanie na crossficie. Może być to bieganie, medytacja lub (na pewno się nie domyślacie!) joga. Może kup sobie worek treningowy. Idź na bardzo długi spacer. Cokolwiek działa. Zmęcz się, wtedy nie będzie ci się chciało marudzić.

Pisz codziennie pamiętnik, strumienie świadomości albo listy do samej siebie. Tam w razie czego będziesz wylewać swoje żale. Bądź jedyną osobą, która ma do tego dostęp. To, co tam piszesz, jest tylko twoją sprawą. To twój wentyl bezpieczeństwa, za pomocą którego masz spuszczać ciśnienie z kotła, a nie jeszcze podsycać nastrój bitewny.

Szybko zresztą zobaczysz, że większość tych pretensji to jakieś bzdury i toksyczne odpady, a nie realne problemy. Po co w kółko robić dym z powodu błahostek, albo czegoś, co i tak nigdy się nie zmieni? Są ciekawsze rzeczy do roboty. Dzięki pisaniu lepiej też zrozumiesz, co cię właściwie tak wyprowadza z równowagi i dlaczego.

Odpuść. Zamiast skupiać się na tym, czy aby na pewno twój partner robi wszystko tak, jak powinien, znajdź sobie coś fajnego do roboty. Wiele kobiet bez sensu pozwala, żeby ich życie kręciło się wokół ich faceta, zamiast wyjść z domu, poszukać sobie hobby i mówiąc niedelikatnie uśmierzyć swój ból dupy.

Trochę same dałyśmy się zrobić w konia, przywiązując za dużą wagę do naszych partnerów. Nawciskali nam w dzieciństwie kitu o dwóch połówkach pomarańczy, naoglądałyśmy się bajek Disneya i teraz trudno się poczuć w związku autonomiczną całością, a nie jakąś połówką, która bez dopełnienia w postaci faceta nie ma znaczenia. Dałyśmy sobie wmówić, że to on jest odpowiedzialny za nasze szczęście. Dlatego to, jaki on jest i co robi, jest takie ważne. Daj spokój! Zajmij się sobą.

Możesz obawiać się na przykład, że związek się rozleci, jeśli przestaniesz go nieustannie kontrolować. Ale dlaczego miałoby tak być? Wisi na włosku czy co? Nie ma potrzeby tak dramatycznie walczyć, możesz poczuć się swobodnie. Facet najwyraźniej jest przy tobie, przeżył już nawet parę awantur i nadal jest, więc jeśli nie przegniesz, to pewnie będzie dalej. Tak naprawdę jeśli będzie chciał odejść, to i tak go nie zatrzymasz.

W praktyce, kiedy zmniejszy się ciśnienie, to oboje lepiej się poczujecie. Stres nie służy miłości. Tylko czując się swobodnie można się cieszyć sobą, flirtować i czuć ze sobą bliskość. Dlatego się nie stresuj.

Zobaczysz, że wasz związek stanie się fajniejszy. Będzie to związek dwojga niezależnych, szczęśliwych ludzi. Może właśnie dopiero wtedy osiągniesz swój cel, którego nie mogłaś wymusić.

Kiedy naprawdę coś cię zaboli i poczujesz, że musisz o tym porozmawiać, to on też inaczej do tego podejdzie wiedząc, że naprawdę coś się dzieje ważnego, a nie, że jest to tylko jedna z miliona twoich codziennych pretensji.

Czasem podobnie jest w drugą stronę: twój facet wiecznie cię krytykuje i mówi ci, co masz robić. Nie daj sobie wejść na głowę. Musisz mu czytelnie powiedzieć, że sobie tego nie życzysz. Czasem w związku zachowujemy się niefajnie tylko dlatego, że ta druga osoba na to pozwala. Kiedy wytyczysz jasne granice i nie dasz mu ich przekroczyć, to problem prawdopodobnie zniknie.

Tutaj również pomoże, kiedy będziesz miała własne życie, takie, na które on nie będzie miał wpływu. Doda ci to pewności siebie i nie będziesz taka skazana na znoszenie jego humorków. Zawsze możesz wyjść i zająć się swoimi sprawami. Nie musisz siedzieć i tego słuchać. Da mu to do myślenia, kiedy zobaczy, że nie jesteś na każde jego skinienie.

Cała sprawa polega więc na tym, żeby pozwolić sobie wzajemnie być takimi, jakimi chcemy.

Oczywiście istnieje pewne ryzyko. Jeśli pozwolisz mu być takim, jakim chce, a on będzie cały czas chodził pijany, niedomyty, będzie całymi dniami bezmyślnie gapić się w TV albo będzie ciągle cię obrażał mimo, że próbujesz stawiać granice – to może wy po prostu wcale nie powinniście być ze sobą? Tutaj bardziej rozpisałam się na ten temat.

Natomiast zakładając, że nie jesteś w żadnym patologicznym ani rozpadającym się związku, tylko masz przy swoim boku fajnego, inteligentnego faceta, który chce dla was dobrze – naprawdę szanse na taki obrót spraw są niewielkie.

Sprawdzone na własnej skórze.

Co o tym myślicie?

15 Comments

  1. Avatar
    wAr
    January 5, 2015
    Reply

    W sumie działa to w obie strony (facet też może smęcić swojej kobiecie zamiast zająć się sobą i swoim bolącym zadkiem). Żyjmy i dajmy żyć i wszystko będzie git

  2. Avatar
    January 5, 2015
    Reply

    Świetny wpis :) Zauważyłam że za często “bóldupię” mojemu facetowi- na szczęście mam przyjaciela, który wytłumaczył mi to z męskiego punktu widzenia. Rzeczywiście takie marudzenie potrafi być straszne :)

  3. Avatar
    January 5, 2015
    Reply

    lol
    srsly lol

  4. Avatar
    January 5, 2015
    Reply

    W dużej mierze prawda, ale…są takie rzeczy i są to rzeczy przyziemne, kiedy żyje się razem tworząc rodzinę, o których właśnie trzeba trajkotać, bo bez tego facet się nie domyśli lub nie chce się domyślić lub nie zdaje sobie sprawy, że to dla nas ważne. Nie zachęcam do robienia karczemnej awantury o to by pozmywał naczynia, ale niestety trzeba o tym od czasu do czasu przypominać (co w jego odczuciu może być postrzegane jako trucie dupy). Natomiast kobiety często są rozgoryczone, że oczekują czegoś, a facet się nie domyśla. Uważam, że lepiej w takiej sytuacji mówić co nam leży na wątrobie niż dusić to w sobie. Niby kwestia zmywania naczyń akurat nie jest sprawą monumentalną żywota ludzkiego, ale może być to dla nas – kobiet, które mają większe poczucie obowiązku ważne. Mój Ł przez długi czas jakoś nie mógł pojąć, że jest to dla mnie istotne, bo a) jestem wykończona pracując zawodowo i zajmując się dzieckiem (on pracuje dłużej to przypada mu zwykle tylko kąpiel i usypianie, przy którym można przyciąć komara :P), b) mieliśmy dzielić obowiązki, a w końcu wyszło, że jak nie przypominałam to zmywanie czekało i czekało (ze sprzątaniem typu odurzanie i mycie podłóg nie ma takich problemów, może dlatego, że to tylko jego obowiązek, a nie taki co dzielimy razem) :p c) samo się nie pozmywa, a niezbyt łatwo szykuje się mleko dla dziecka o 6 rano, gdy butelka brudna i nie ma ją nawet gdzie przepłukać :p Niby głupia rzecz, a wyobraź sobie, że najczęściej powodująca u nas spięcia. Po burzy dotyczącej zmywania (no nie ogarniam i czasem wybucham z tym) następuje poprawa na dłuższy czas. Choć ostatnio moją burzę nawet dziecko skrytykowało, bo chyba popłynęłam za daleko. Oczywiście można najpierw próbować tłumaczyć na spokojnie, ale niestety jak się coś nagromadzi, a tłumaczenie przypomnień o przyziemnej czynności i tak jest postrzegane jako trucie no to wychodzi jak wychodzi :P Ze wszystkim poza tym się zgadzam. Najważniejsza jest wolność i dbanie o swoje sprawy, ale z tym ja jako jedynaczka nigdy nie miałam problemów by traktować taki stan rzeczy jako coś najzupełniej normalnego. Sama tego potrzebuję. Ale trajkotanie… no czasem musi być ;)

    • Avatar
      January 6, 2015
      Reply

      Marta wiadomo, czasami człowiek musi, inaczej się udusi :D

      Poza tym ja nie mam na myśli, żeby nie mówić facetowi czego się chce, bo to akurat podstawa skutecznej komunikacji. Zresztą ja też się nie umiem niczego domyślić, więc kawa na ławę jest spoko.

      Tyle, że trajkotanie na dłuższą metę nic nie zmienia, dla mnie to taka syzyfowa praca, bo nagadam się i przez chwilę mam czego chcę, a później jest po staremu. A te nerwy, które się traci przy awanturze, no po prostu dla mnie to nie jest tego warte. Dla mnie jak muszę powtórzyć coś kilka razy to jest znak, że się źle dogadaliśmy i trzeba coś ustalić od nowa. Musi być jakieś rozwiązanie tego problemu raz na zawsze i tyle.

      My na przykład w cudowny sposób rozwiązaliśmy sprzątanie, umawiamy się, że teraz w tym momencie zabieramy się za sprzątanie, dogadujemy konkretnie kto dzisiaj co zrobi i nie usiądziemy dopóki to nie jest zrobione. Stały podział obowiązków nic nie dawał, bo ja nie umiem się zabrać za sprzątanie kiedy jestem sama w domu ani kiedy druga osoba odpoczywa. Tylko kiedy oboje naraz sprzątamy to są efekty. Może Bliźniaki tak mają, wypróbujcie kiedyś ;p

      • Avatar
        January 8, 2015
        Reply

        On nie ma problemów ze swoimi stałymi obowiązkami. Nie trzeba o nich przypominać, są wpisane w jeden dzień weekendu i już. Zabiera się za to jak tylko wstanie, nawet przed pójściem do kompa ;) Gorzej z tymi dzielonymi “na oko”. Ze względu na różne godziny prac nie możemy tego wszystkiego wykonywać razem i się do tego mobilizować. Jakbym włączyła się w jego weekendowe sprzątanie to nie wiem jak on miałby włączyć się w moje codzienne gotowanie, gdy ja wracam o 17, a on koło 20. Trzeba jakieś sprytne rozwiązanie na zmywanie wymyślić ;)

  5. Avatar
    grafitowy
    January 6, 2015
    Reply

    Ja tu dodam coś od siebie w typowy męski sposób. Wydaje mi się, że faceci mniej “biadolą”, bo wolą szukać rozwiązań i odpowiedzi. Natomiast kobietom czasami wystarczy pomarudzić. Podawanie rozwiązań na tacy w niczym nie pomaga ;)

  6. Avatar
    AniaPe
    January 6, 2015
    Reply

    Ja tak trochę off topic chciałam napisać, że bardzo lubię tu zaglądać, Twój blog działa na mnie kojąco. Mam wrażenie, że jestem dokładnie w tym punkcie życia co Ty i podobne rzeczy zajmują moją głowę. Nowy look bloga super. Powodzenia, weny i niezmiennie otwartej głowy! :)

    • Avatar
      January 6, 2015
      Reply

      Kojąco, dzięki Ci ogromne, to dla mnie największy komplement:)

  7. Avatar
    Sabi- nails
    January 11, 2015
    Reply

    Zgadzam się z Tobą i sama po sobie widzę, że za często kwękam mu nad głową albo co gorsza…matkuje. Tylko jak inaczej to zrobić jeśli np on nie widzi potrzeby regularnego sprzątania- gary leżą dopóki same nie wyjdą ze zlewu, wokół jego biurka stos ciuchów i skarpetek, zlew uwalony pianką i ohydnymi włoskami po goleniu :| Najpierw zwracałam uwagę- stwierdził że ciągle narzekam i mam pretensje, a przecież on zmęczony po pracy (a ja niby leże i pachnę? też pracuję.) potem stwierdziłam że chyba przesadzam i zamiast zwrócić uwagę zaczęłam sama po nim sprzątać, ale wtedy czułam się jak cierpiętnica i miałam wrażenie że sama z siebie robię sprzątaczkę. Nie będę go obsługiwać tylko po to żeby nie wyjść na zmierzłą i wiecznie rozżaloną zołze. I co tu robić ?

    • Avatar
      January 11, 2015
      Reply

      Widzę, że to jakaś grubsza historia z tymi niesprzątającymi facetami. Oni chyba po prostu nie potrafią tego robić, a do tego mają zakodowane, że od tego są kobiety. Może by trzeba było zrobić jakąś kampanię społeczną, że sprzątanie teraz jest męskie i trendy, żeby zechcieli się ruszyć :P

      • Avatar
        Robert Róg
        November 27, 2017
        Reply

        To zróbmy również kampanię, że rąbanie drewna, naprawianie auta czy cieknącego kranu, wkręcenie śrubki czy wbicie gwoździa jest teraz kobiece i trendy, abyście drogie Panie też chciały się ruszyć. Skoro uważacie, że chłop może wziąć mopa do ręki, to Wy możecie wziąć młotek, śrubokręt, klucz czy wiertarkę. W końcu jest równouprawnienie, którego same chciałyście.

  8. Avatar
    March 18, 2016
    Reply

    Powinni się tego tekstu kazać uczyć na pamięć dziewczynkom w przedszkolu i w każdej kolejnej klasie, aż do studiów, odpytywać. A w razie przestawienia choćby jednej sylaby – kiblowanie. A w pracy – brak premii. Właśnie dziewczyny – przestańcie zrzędzić i marudzić, bo milej i dźwięczniej słucha się cięcia styropianu w akompaniamencie pierdów podmiotu tnącego ;)

  9. Avatar
    April 26, 2016
    Reply

    Uwielbiam ten tekst. Czytalam go juz mininum 5 razy w chwilach, gdy chore mysli zaprzataly moja glowe. Pomaga. Tak wiec dziękuję ☺?

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *