“Boyhood”. Życie w czystej postaci


Zawsze, kiedy w filmie bohatera gra kilku aktorów, bo na przykład pokazana jest jego młodość lub starość, muszę strasznie wysilać wyobraźnię, żeby sobie tych zupełnie niepodobnych do siebie aktorów poskładać w głowie do kupy. Wiem, że to umowne i tak dalej, ale czuję też, jakbym była robiona w konia. Nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy, dopóki nie zobaczyłam filmu, w którym bohatera w wieku sześciu i blisko dwudziestu lat gra… ten sam aktor. Film był kręcony przez dwanaście lat, po kawałeczku. Wrażenie, że obserwujemy prawdziwą historię czyjegoś życia, jest tak silne, że nie można mu się oprzeć. Prawie zapominasz, że to tylko film.

Oglądając Boyhood początkowo przenosimy się do Ameryki lat dziewięćdziesiątych, pod dach zwykłej rodziny, jakich wiele. Jest dwójka dzieci i rozwiedzeni rodzice. Są radości i smutki dnia codziennego. Jest stopniowo upływający czas, który powoli, krok po kroku, wszystko odmienia. Pierwsze sukcesy i porażki, pierwsze osobiste dramaty, stopniowe budowanie własnej tożsamości, poszukiwanie swojej drogi. Naiwne nastoletnie przemyślenia, błędy młodości, odkrycie, że wszystko jest bardziej skomplikowane, niż się kiedyś wydawało. W tle rozwijająca się powoli technologia, zmieniająca się moda, konflikty pokoleń, życiowe zagubienie, które nie jest zarezerwowane wyłącznie dla młodzieży. I wciąż nieubłaganie płynący czas. Aż do teraźniejszości.

Wszystko to przerabialiśmy, prawda? W prawdziwym życiu.

Ten film jest jak podróż w czasie. Jest jak możliwość zobaczenia własnego życia przez pryzmat cudzego. Widzimy, jak bohaterowie wchodzą w kolejne etapy dorastania. Nie ma tu żadnej ściemy. Oglądamy rok po roku, jak z długowłosego, małomównego chłopczyka wyrasta zbuntowany emo-nastolatek, a później przystojny, ciekawy świata młody mężczyzna. Jego rodzice z młodych ludzi w naszym wieku powoli stają się ludźmi w wieku naszych rodziców, którym życie również nie poskąpiło wzlotów i upadków. Widzimy naszą przeszłość, ale też przyszłość. Bez porywających fabularnych twistów, za to z trwałą ewolucją, jaką funduje nam życie dzień po dniu. Dotykamy czegoś bardzo autentycznego. Mogę sobie pisać, ale to po prostu wgniata w fotel.

Nie znam innego filmu, który w tak realistyczny, a jednocześnie subtelny sposób oddawałby istotę zwykłej codzienności. I jej piękno.

Do tego nie ma w nim banału ani drętwoty, panuje luźny i naturalny klimat, a bohaterowie to naprawdę fajni ludzie. Aż by się chciało z nimi zaprzyjaźnić, bo po tylu wspólnych latach masz wrażenie, że świetnie ich znasz. Co z tego, że w rzeczywistości to były tylko trzy godziny.

Teraz nie mam wyjścia – muszę obejrzeć inne filmy Richarda Linklatera, który wyreżyserował to cudo.

Dla młodych rodziców, dla starych rodziców. Dla ich dorastających i zupełnie dorosłych dzieci też. To jeden z najlepszych filmów, jakie widziałam w ostatnim czasie. Gorąco polecam.

6 Comments

  1. Avatar
    February 2, 2015
    Reply

    Na pewno obejrzymy. Kolejny film do listy na Walentynki ;)

  2. Avatar
    February 7, 2015
    Reply

    To będzie komentarz troszkę nie na temat i z innej beczki – ale jak wchodzi się na Twojego bloga, bije od niego taka pozytywna energia, serio :D.

    • Avatar
      February 10, 2015
      Reply

      Miło mi to słyszeć:)

  3. Avatar
    February 10, 2015
    Reply

    Obejrzane :) Niby zwyczajne życie, ale bardzo wciąga. Film długi, ale w ogóle się tego nie odczuwa oglądając. Podoba mi się to, że relacje dzieci-ojciec zostały utrzymane, choć związek ojca z mamą nie, do tego tatuś nie wydawał się osobą zbyt odpowiedzialną. Mama jest moją ulubioną bohaterką tutaj, no i świetna aktorka ją gra :)

    • Avatar
      February 10, 2015
      Reply

      Patricia Arquette dostała za tę rolę nominację do Oscara. Dla mnie też jest the best:)
      A ojciec moim zdaniem był spoko, taki może dość luźny;) ale starał się jak mógł. I fajnie pokazane to, że można dbać o relacje ze swoimi dziećmi z poprzedniego związku nawet po założeniu rodziny z inną kobietą.

      • Avatar
        February 10, 2015
        Reply

        Z tą nominacją czytałam właśnie :) No właśnie strasznie mi się podobają ich późniejsze relacje (dorosłych). Potrafią się spotkać wszyscy razem, akceptować, nikt nie czuje jakiegoś tam żalu. A ojciec mi podpadł tym, że nie pamiętał obietnicy złożonej synowi odnośnie samochodu. Trochę za bardzo roztrzepany był ;)

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *