Boskie saunarium we wrocławskim Aquaparku


Korzystając z naszego podróżniczego trybu życia postanowiliśmy wyhaczyć jakiś nowy obiekt saunowy do zasłużonego relaksu po pracy. (Przyda nam się, bo będąc we Wrocławiu normalnie tak się napracowaliśmy, że szok.) Wybór był prosty – Wrocławski Park Wodny.

Już strona internetowa sugerowała, że będziemy mieli do czynienia z saunarium z prawdziwego zdarzenia. Cały ten aquapark wygląda dość imponująco, część basenowa również jest warta odwiedzenia. Nie ma żadnego problemu z dojazdem nawet, jeśli nie znamy okolicy. Jedno spojrzenie na plan miasta powie nam, że dookoła Wrocławia prowadzą dwie obwodnice, i wystarczy wjechać na tę wewnętrzną, skierować się na południe i na koniec zjechać zgodnie z drogowskazem na Aquapark. Nasz hotel znajdował się na drugim końcu miasta, ale trafiliśmy na lajcie. Obeszło się nawet bez GPS-a.

Sauny są “bezgaciowe”, natomiast nie ma obowiązku łażenia z gołym tyłkiem; można być w kostiumie. Dla kogoś, kto nie próbował nigdy sauny może wydawać się to plusem, natomiast dla doświadczonych saunowiczów to ewidentny minus. Jest duża różnica pomiędzy byciem nago wśród samych innych golasów a byciem nago wśród ludzi w kąpielówkach. W praktyce wyglądało to tak, że mężczyźni latali bez portek, a kobiety albo w kostiumach, albo pozawijane szczelnie w ręczniki; niektórzy wstydnisie siedzieli w ręcznikach nawet w łaźniach parowych. Klimat był przez to odrobinę drętwy, jedni patrzyli krzywo na drugich i nikt się tak do końca nie mógł wyluzować – ani ludzie w gaciach, ani nagusy.

No i jak pomyślę o tym, że ktoś miałby moczyć ten swój zapocony kostium w tym samym baseniku, w którym ja będę się schładzać… brrr.

Z ciekawostek, we Wrocławiu większość saunujących to młodzi ludzie. Przyzwyczajona do łódzkiej Fali, gdzie średnia wieku to ok. 40-50 lat, byłam zaskoczona na widok typowej klienteli wrocławskiego saunarium, czyli praktycznie samych młodych, przystojnych facetów. Kobiety trafiały się głównie w parach i w kilkuosobowych psiapsiółkowych grupkach, natomiast chłopaków kręciły się tłumy. Może to ten młodzieżowy klimat sprawił, że szeroko pojęta kultura saunowa trochę kulała. Dzień dobry nie mówił sobie nikt, wszyscy non stop szeptali ze sobą, a w jednej z pełnych ludzi saun jakaś para postanowiła głośno i soczyście się całować, co w tym półnagim otoczeniu wyglądało po prostu obleśnie.

Ale wiecie co, te sauny są tak dobre, że nie było mi to w stanie zepsuć relaksu.

Obiekt jest przepiękny. Przemyślany, zaprojektowany z głową, ciekawie urządzony. Duża przestrzeń, pełna różnorodnych saun, dużych, małych, suchych, mokrych, piekielnie gorących i trochę chłodniejszych. Każda ze swoim niepowtarzalnym wystrojem. Sauna kamienna, biosauna, kilka saun fińskich różnej wielkości, aromaterapia, koloroterapia, muzykoterapia, sauna tylko dla kobiet, wygodne jacuzzi. Pełna profeska. W trakcie dwugodzinnego pobytu zdaje się, że nawet nie zdążyliśmy wejść do wszystkich saun.

Zaliczyliśmy za to ceremonię naparzania. Rytuały zgodnie z grafikiem odbywają się co pół godziny i każdy jest w innym zapachu. Nasz pachniał jabłkiem i cynamonem. Raz dziennie jest też specjalny rytuał płatny dodatkowo, w którym uczestnicy dostają dodatkowe bonusy, peelingi, maskę na włosy i w ogóle rozpieszczeni są, jak nie wiem co. Widać, że ktoś się postarał, aby miało to ręce i nogi.

Są dwie sauny zewnętrzne, umieszczone w przytulnych chatkach na przestronnym otwartym terenie; a poza tymi chatkami jest tam jeszcze totalna rewelacja, czyli duży ZEWNĘTRZNY BASEN!! Po kwadransie pobytu w saunie ludzie wychodzą tacy rozpaleni na dwór i po szybkim opłukaniu się pod prysznicem (w lodowatej wodzie oczywiście) szaleńczym truchtem wbiegają do równie lodowatego basenu i pływają. No czad! Nie ma kiedy się nawet zastanowić nad tym, że jest zimno. Hartujemy się, żeby dożyć dziewięćdziesiątki jak znany z neta pan Antoni. To tylko brzmi tak mrożąco krew w żyłach, w rzeczywistości to szalona zabawa.

A później na leżaczki wypoczywać. Jest darmowa woda do picia. Są wanienki na stopy. Jest dużo miejsca na relaks. Nie ma podgrzewanych leżaków, co może być trochę upierdliwe, kiedy po kilku seansach ręczniki są już zupełnie mokre i nie ma jak się usadowić, żeby jakiś kawałek ręcznika nie ziębił w tyłek. Następnym razem uzbroję się w więcej ręczników. I może trochę więcej czasu… czas w takich okolicznościach przyrody mija piorunem.

Bo na pewno będzie następny raz! Oboje jesteśmy zachwyceni. Było fantastycznie. Szczerze polecam to miejsce.

Zdjęcia pochodzą ze strony internetowej Aquaparku Wrocław.
saunariumsaunarium2saunarium3

Koniecznie zobacz też: Sauna z gołym tyłkiem, czyli dlaczego lepiej saunować nago

3 Comments

  1. Avatar
    Frida
    December 20, 2014
    Reply

    Niedługo wybieram się do Wrocławia więc kto wie, może i tam razem z siostrą zawitam?:)

    • Avatar
      December 21, 2014
      Reply

      Na pewno warto zwiedzić, jak nie sauny to ten aquapark, podobno też jest fajny, my go zostawiliśmy na następny raz:)

  2. Avatar
    Barbara Gołębiewska
    January 2, 2020
    Reply

    Ja byłam w Aquaparku Reda w saunach – jest tam kilka saun suchych i łaźnie ,basen z lodowatą wodą,dużo pryszniców o różnej tonacji kolorów i temperatury, mgiełka śniegowa … Od godzin południowych są seanse zapachowe np. na drogi oddechowe trwające do 10 – 13 minut ,i te seanse są co godzinę i o różnych kompozycjach zapachowych i przeważnie odbywa się w saunie kaszubskiej gdzie temperatura stopniowo jest podnoszona gdzie pot z człowieka dosłownie dużymi kroplami spływa a potem po takim seansie wychodziliśmy na taras i tam byliśmy nacierani przez personel sauny płatkami śniegowymi po karku i górna część pleców i też są tam leżaki i kilka pryszniców. SUPER byłam tam dwa razy – powiem szczerze drugi raz pojechałam z celach leczniczych by sprawdzić czy sauny mogą mi przywrócić zdrowie po zażyciu kilku antybiotyków bo byłam po dwóch antybiotykach a moje zdrowie było kiepskie ciągle zaflegmiona zakatarzona,kaszląca więc pomyślałam pojadę do AquaParku Reda i będę tam często chodzić do różnychs saun i na te seanse aromaterapii na wzmocnienie odporności, na drogi oddechowe – i chodziłam na wszystkie seanse co godzinę trwające po 10-13 minut i potem chłodziłam się pod prysznicami wchodziłam do bali z lodowatą wodą, pod mgiełkę lodowatą i piłam wodę lub napoje. Byłam tylko trzy dni ale byłam od godzin południowych do godzin zamknięcia saun. Wniosek jeden – sauny są po prostu zdecydowanie lepsze od jakichkolwiek antybiotyków ( antybiotyki brałam ponad trzy tygodnie a sauny przez trzy dni przywróciły zdrowie,chęć do życia ,dały energię pozytywną i poznanie ludzi podobnie myślących pozytywnie to się czuło tę atmosferę.Jeden minus za daleko mieszkam od miasta Redy ale dobrze że we Wrocławiu jest podobna możliwość i z tego co wiem to dojazd będę mieć tańszy jest to nawet o dwie trzecie drogi mniej. W Warszawie czy jest coś podobnego jak we Wrocławiu bo bym miała jeszcze bliżej,ale i tak z samej ciekawości pojadę do Wrocławia.

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *