Bieszczady i Mazury na służbowo raz!


jak być szczęśliwym

Kiedyś już pisałam, ale nic nie stoi na przeszkodzie bym powtórzyła, na czym polega moja praca. Prowadzimy z moim Wojną firmę pośredniczącą w organizacji konferencji i szkoleń – coś jak biuro podróży, tyle, że w świecie konferencji. Sami nikogo nie szkolimy, ba, ja dostaję wysypki, kiedy mam być przez parę godzin hostessą na jednym z naszych wydarzeń. Sporo natomiast jeździmy i pilnujemy, by wszystko od strony organizacyjnej było jak należy. I tak się złożyło, że w ubiegłym tygodniu doglądaliśmy dwóch imprez na dwóch końcach Polski.

Kiedy mówię ludziom, że jeżdżę po hotelach w całej Polsce, każdy sobie wyobraża od razu, że jest to nieziemska frajda i okazja do zwiedzania kraju i byczenia się w SPA. Chciałabym! W praktyce bywa to raczej okazją do siedzenia w hotelu i trzymania ręki na pulsie praktycznie 24 godziny na dobę.

Zgodnie z prawem Murphy’ego, wraz z psykiem otwieranego choćby o godzinie 22giej piwka szansa, że w hotelu wydarzy się jakiś kataklizm, sala bankietowa stanie w płomieniach, DJ wraz z nagłośnieniem wyleci w powietrze, a zamiast zamówionych dań przypadkowo podane zostaną pomyje i pleśń, wzrasta do nieskończności.

Oczywiście niektóre nasze realizacje są boskie, idą jak po maśle i naprawdę przypominają raczej wycieczkę krajoznawczą, ale niestety może się też zdarzyć, że wszystko, co zobaczę na danym wyjeździe, to widok z okna. A i to zawsze coś. Wyobraź sobie, że jedziesz gdzieś 500 kilometrów po to, by oglądać drogę krajową.

salamandra hoczew
Widok z okna hotelu Salamandra leżącego na skraju Bieszczad, pośrodku dokładnie niczego. Sympatyczny, zadbany hotelik. Trafiliśmy na bajeczną pogodę – było chyba ze trzydzieści stopni, wieczorem też, chociaż to przecież połowa września.
Widok z okna hotelu Marina Spa pod Olsztynem. Tam z kolei było zimno, co rekompensowało spektakularne, mega fotogeniczne niebo. Ładny hotel, ładnie położony, chociaż te pięć gwiazdek to chyba jednak na wyrost. Ale to już inna historia.
Widok z okna hotelu Marina Spa pod Olsztynem. Tam z kolei było zimno, co rekompensowało spektakularne, mega fotogeniczne niebo. Ładny hotel, ładnie położony, chociaż te pięć gwiazdek to chyba jednak na wyrost. Ale to już inna historia.
Widok wieczorny. Mówiłam coś o fotogenicznym niebie?
Widok wieczorny. Mówiłam coś o fotogenicznym niebie?
Nasz pokój w Salamandrze. Muszę częściej fotografować pokoje, w których śpimy. Ten był duży i przytulnie urządzony. Pokoje hotelowe są wszystkie takie same, trochę bez wyrazu, dopiero nasz swojski bałagan dodaje im trochę życia ;)
Nasz pokój w Salamandrze. Muszę częściej fotografować pokoje, w których śpimy. Ten był duży i przytulnie urządzony. Pokoje hotelowe są wszystkie takie same, trochę bez wyrazu, dopiero nasz swojski bałagan dodaje im trochę życia ;)
Nasz pokój w Marinie. Taki designerski, nie? A jednak o dziwo nie był tak funkcjonalny, jak ten z poprzedniego zdjęcia. Nie było choćby porządnego biurka do pracy. Na szczęście łóżko było duże i wygodne.
Nasz pokój w Marinie. Taki designerski, nie? A jednak o dziwo nie był tak funkcjonalny, jak ten z poprzedniego zdjęcia. Nie było choćby porządnego biurka do pracy. Na szczęście łóżko było duże i wygodne.
Krótki spacer po bieszczadzkiej ścieżce (która niestety po kilkuset metrach zniknęła i pozostało nam tylko obrócić się na pięcie), zaowocował odnalezieniem tych oto grzybów. Dopiero, kiedy zostawiliśmy je tam, gdzie sobie rosły, dowiedziałam się, że były to kanie! Tak wyglądają młode kanie, moi drodzy państwo - ja słyszałam, że łatwo pomylić je z muchomorem, no i faktycznie. Z dwojga złego lepiej w tę stronę.
Krótki spacer po bieszczadzkiej ścieżce (która niestety po kilkuset metrach zniknęła i pozostało nam tylko obrócić się na pięcie), zaowocował odnalezieniem tych oto grzybów. Dopiero, kiedy zostawiliśmy je tam, gdzie sobie rosły, dowiedziałam się, że były to kanie! Tak wyglądają młode kanie, moi drodzy państwo – ja słyszałam, że łatwo pomylić je z muchomorami, no i faktycznie. Z dwojga złego lepiej w tę stronę.
Dowód, że jednak nie przesiedziałam całego czasu w hotelu. Ja nie jestem stworzona do siedzenia w czterech ścianach!
Dowód, że jednak nie przesiedziałam całego czasu w hotelu. Ja nie jestem stworzona do siedzenia w czterech ścianach!
Z kolei na Mazurach daliśmy radę obejść hotel dookoła i obejrzeć dwa jeziora, z którymi on sąsiaduje. (No dobra, moczyłam też się trochę w hotelowym basenie. Ale to tylko dlatego, że moja Wojenka tak dobrze wszystko ogarnęła, że ja już nie musiałam :D)
Z kolei na Mazurach daliśmy radę obejść hotel dookoła i obejrzeć dwa jeziora, z którymi on sąsiaduje. (No dobra, moczyłam też się trochę w hotelowym basenie i wielce się tym lansowałam na instagramie. Ale to tylko dlatego, że moja Wojenka tak dobrze wszystko ogarnęła, że ja już nie musiałam :D)
Czekam na wynalezienie nowej generacji kija do selfie do lustrzanek.
Czekam na wynalezienie nowej generacji kija do selfie do lustrzanek.
No, to teraz już wiadomo, jak wygląda zwiedzanie okolicy w wydaniu konferencyjnym. Cóż – zawsze lepsze to niż siedzenie przez cały czas w domu. Choć cieszę się, że już wróciliśmy. Stęskniłam się za moją codziennością, zdrowym jedzeniem (spróbujcie jeść zdrowo w hotelu – chyba cały dzień musli na zmianę z owocami), regularnym pisaniem na blogu, stałym rozkładem dnia i moim ukochanym domowym, swobodnym klimatem. Wszędzie dobrze… i tak dalej :)

A Wy wyjeżdżacie służbowo? Czy tylko turystycznie? Co w ogóle sądzicie o pracy w terenie – zbędne zawracanie głowy, czy fajna przygoda i okazja do wyrwania z codziennej rutyny?

18 Comments

  1. Avatar
    September 23, 2015
    Reply

    Dajze mi Pani spokój! Z organizacji to ja mam ze sobą dwie integracyjne imprezy instytutowe. Do dziś mam nerwy na wspomnienie tych “przyjemności”. Nigdy więcej.

    A na taki kij tez czekam. W międzyczasie zaczęłam kupować więcej jedzenia na raz, to może mi się ręce od noszenia siat wydłużają.

  2. Avatar
    September 24, 2015
    Reply

    Swojski bałagan <3 A Twoja praca mi się jednak podoba, lepsze to niż siedzenie cały czas za biurkiem, nawet kosztem działania prawa Murphiego :)

  3. Avatar
    September 24, 2015
    Reply

    Ale piękne zdjęcia! Taka praca to skarb ;-) Oczywiście jest to duża odpowiedzialność, wymaga niesamowitej organizacji, ale zawsze do tego porównuję pracę księgowej, która przez 8 czy 10 godzin klepie liczby w Excelu…

  4. Avatar
    September 24, 2015
    Reply

    Jak dobrze pójdzie to znów zacznę zwiedzać służbowo. Can’t wait!

  5. Avatar
    September 24, 2015
    Reply

    Albo mi się wydaje, albo jesteście do siebie bardzo podobni, przynajmniej na tym ostatnim, genialnym z resztą, zdjęciu :)

    • Avatar
      September 24, 2015
      Reply

      Nie Ty pierwsza tak uważasz! Ja tego nie widzę, ale słyszałam, że pary spędzające dużo czasu ze sobą upodabniają się do siebie. Może nas to spotkało:)

      • Avatar
        September 24, 2015
        Reply

        Dzień przed własnym ślubem byliśmy z naszymi świadkami dopełnić ostatnich formalności. Było nas więc czworo – ja, ówcześnie jeszcze narzeczony, moja siostra i jego brat. Czekamy, wchodzi ksiądz, patrzy na mnie i mojego Adama i wypala jak z karabinu:
        – A Państwo świadkowie to rodzeństwo? Tacy podobni!
        – Eeeee… To my jutro bierzemy ten ślub.
        – Serio? Myślałem, że jesteście rodziną!
        Zostaliśmy, ale dzień później;) chyba coś w tym jest, że się pary upodabniają!:)

      • Avatar
        September 25, 2015
        Reply

        Wygląda na to, że tak :)

    • Avatar
      War.Wojenny
      September 26, 2015
      Reply

      Idąc tym tropem zapuściłem brodę, jakoś da się nas odróżnić :)

  6. Avatar
    September 24, 2015
    Reply

    Piękne te widoki.:) Też czekam na kijek selfie do lustrzanek, choć ciężko mi sobie to wyobrazić! :D Nigdy nie byłam w “podróży służbowej”, ale często “pracuję” na wakacjach, żeby sobie trochę do nich dorobić. Tyle, że to dla mnie sama przyjemność, więc nie wiem czy się liczy.:)

  7. Avatar
    September 25, 2015
    Reply

    Świetne zdjęcia. Dobrze,że jednak czasem udaje Ci się wyrwać i zobaczyć okolicę :))
    Odżywiać się zdrowo w hotelach? No way. :)

  8. Avatar
    September 27, 2015
    Reply

    A statyw, taki monopod? Toż to przecież kij do lustrzanek w wersji pro :)

  9. Avatar
    September 27, 2015
    Reply

    U mnie po prawie 10 latach pracy w biurze, praca w terenie byłaby bardzo miłą odmianą, chociaż też na pewno dużym wyzwaniem:)
    Zapraszam Cię do siebie, gdzie czeka na Ciebie nominacja do Liebster Blog Award. Wiem, że trochę się spóźniłam, bo odpowiadałaś już u siebie na pytania w ramach tej zabawy, ale ponieważ bardzo lubię Twojego bloga nie mogło go zabraknąć wśród nominowanych. Będzie mi miło, jeśli zajrzysz :)

  10. Avatar
    September 30, 2015
    Reply

    Widoki przepiękne, ale takie właśnie są Mazury. Ta miejscówka wydaje się idealna na weekendowy wypoczynek z psiakiem. Wyszalałby się tam za wszystkie czasy. :)

  11. Avatar
    October 18, 2015
    Reply

    Nie zdarzają mi się tak urokliwe wyjazdy służbowe, acz w tym roku wyjątkowo wysłano mnie do Gdańska, więc po targach korzystałam z uroków całego Trójmiasta. Turystycznie na razie niespecjalnie podróżuję, ale niech tylko przyjdzie urlop! :)

    PS: Marina jest chyba pod samiuśkim Olsztynem, prawda? Więc to raczej może być Warmia, a nie Mazury! (Bo kto raz pomieszkał w Olsztynie, wie, że Olsztyn i okolica nie na Mazurach leży;)

    • Avatar
      October 20, 2015
      Reply

      Marina reklamuje się jako “hotel w sercu Mazur”, ale Google mówią, że jezioro Wulpińskie to rzeczywiście Warmia. Ja się już pogubiłam, ale możliwe, że masz rację :) A Trójmiasto jest bardzo fajne, też czasem bywam, służbowo i nie tylko :)

      • Avatar
        October 21, 2015
        Reply

        Zerknęłam w neta i faktycznie – niby piszą też, że w sercu Warmii i Mazur, ale operują też samymi Mazurami. Widocznie właściciel obiektu jest przyjezdny. Albo jego dział marketingu ;)

      • Avatar
        kymen
        June 22, 2016
        Reply

        Gietrzwałd leży na Warmii choć blisko granicy z Mazurami. Warmia to historycznie ziemie, które należały do biskupstwa warmińskiego wszystko co do biskupstwa nie należało w Prusach stało się Mazurami. Dlatego Mazury to tereny wokół wielkich jezior i dalej na wschód ale również na południe i zachód za Olsztynem. Mazury nigdy nie były sensu stricto osobną kraina historyczną. Określenie “hotel w sercu Mazur” jest tylko marketingowym zabiegiem. Mazury kojarzą się z przyrodą i ciszą. Warmia chyba z niczym.

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *