A gdyby tak… wyjechać w Bieszczady?


Mój ostatni wyjazd miał w sobie ukryte drugie dno. Nie dość, że mogłam bezkarnie sobie pohippisować na festiwalu Goa Dupa, to jeszcze miałam w końcu okazję odwiedzić Bieszczady. Długo już się na nie czaiłam, ale zawsze jakoś było mi nie po drodze. Nic dziwnego zresztą – z Łodzi to ponad dziewięć godzin jazdy naszą zapakowaną pod sam sufit furką. Bez klimatyzacji w upale. Chyba tylko wariat by pojechał, skoro można równie dobrze walnąć sobie grilla na balkonie, otworzyć browara i być happy. Ale że nie mam balkonu – to pomyślałam: “A co mi tam! Jadę!”. Gdy tylko znalazłam się w tej zielonej, idyllicznej, wręcz bajkowej krainie, od razu uznałam, że było warto.

Zamiast niepotrzebnie tyle gadać, po prostu pokażę Wam foty.

solina
Zalew Soliński. Wielkie, surrealne jezioro pośród gór, a na brzegu… masa ludzi, stragany z ciuchami, budki z lodami i wszystkim, na co turyści mogliby zechcieć wydać pieniądze. No, ale przecież nie będę robić zdjęć turystom, kiedy tuż obok jest coś takiego ;)
Tymczasem po drugiej stronie tamy na Solinie.
Tymczasem po drugiej stronie tamy na Solinie.
Słodkie rowerki wodne! Czy tylko ja mam taką fazę, jak widzę te rowerki w kształcie samochodów? My chcieliśmy tego hippisa, ale w końcu popłynęliśmy takim z napisem MILICJA :]
Słodkie rowerki wodne! Czy tylko ja mam taką fazę, jak widzę te rowerki w kształcie samochodów? My chcieliśmy tego tęczowego hippisa (a jak!), ale w końcu popłynęliśmy takim z napisem MILICJA :]
Tama na Solinie, ujęcie drugie. Był zakaz podpływania za blisko. Oczywiście podpłynęliśmy za blisko. Dobrze, że nas nie wciągnęło ani że ratownik nie kazał nam wyjść z wody.
Tama na Solinie, ujęcie drugie. Był zakaz podpływania za blisko. Oczywiście podpłynęliśmy za blisko. Dobrze, że nas nie wciągnęło ani że ratownik nie kazał nam wyjść z wody. Ach, to życie na krawędzi.
Droga powrotna z Soliny na nasz festyn. Przed chwilą była gwałtowna ulewa. Zawsze później ziemia paruje i nad mokrą ulicą unosi się taka mgła. Pasuje jak ulał do klimatu Bieszczad, przydałyby się jeszcze jakieś wróżki i skrzaty.
Droga powrotna z Soliny na nasz festyn. Przed chwilą była gwałtowna ulewa. Zawsze później ziemia paruje i nad mokrą ulicą unosi się taka mgła. Pasuje jak ulał do klimatu Bieszczad, przydałyby się jeszcze jakieś wróżki i skrzaty.
Zielono mi. Mogłyby tu spokojnie mieszkać hobbity.
Zielono mi. Mogłyby tu spokojnie mieszkać hobbity. Albo ja. Pakuję się, rzucam wszystko i przeprowadzam się tam choćby jutro.
Świat jest taki piękny, że aż zapiera dech w piersiach!
Świat jest taki piękny, że aż zapiera dech w piersiach!
Już po mnie. Muszę tam jeszcze pojechać. Może we wrześniu się uda?
Już po mnie. Muszę tam jeszcze pojechać. Może we wrześniu się uda?
Byliście w Bieszczadach? Które miejscowości polecacie? I dlaczego tam jest aż tak przepięknie?

Previous Goa Dupa 2015. W krainie hippisów
Next Powoli i nieuchronnie staję się wege