80 dni bez Facebooka. Jak było?


zycie bez facebooka

Ostatnio epatuję na blogu brutalną szczerością, więc i teraz Wam się do czegoś przyznam: jestem kompletnie uzależniona od przesiadywania w internecie.

Zawsze byłam. Kiedy miałam 11 lat i pierwszy raz zobaczyłam internet, to aż z wrażenia zemdlałam, wpadłam na kaloryfer i rozcięłam sobie pół twarzy (no dobra, to było parę lat później i było gorąco, ale to przez internet, zdecydowanie). W okolicach dwudziestki było już ze mną na tyle źle, że potrafiłam tygodniami nie chodzić na uczelnię, by siedzieć w internecie i co gorsza kompletnie nic w nim nie robić. Wystarczy, żebym tam BYŁA. Dobrze, że nie przestałam jeść i myć się, tak mnie zajmowało patrzenie w przesuwające się wskaźniki ściąganych plików na Soulseeku.

Uzależnienie od wirtualnego bycia chyba średnio rokuje na przyszłość. Trochę to… mało aktywne. Na dodatek lata płyną, a ja mam nawroty. Niedawno się pokumałam, że właśnie jestem w trakcie jednego z nich, gdy kolejny dzień spędziłam na scrollowaniu. No i się zaczęło. JA, taka wielce oświecona i wyzwolona? Spędzająca swe bezcenne życie scrollując? Nie, tak dalej być nie może.

CO JEST NIE TAK Z FACEBOOKIEM?

Główny problem to ta cała tablica. Non stop dzieje się tam jakaś zwariowana impreza, na której po prostu musisz być. Kit z tym, że większość z tych ludzi tak naprawdę ma cię gdzieś, a to całe ich wklejanie śmiesznych filmików i zaangażowanych społecznie artykułów nie ma służyć temu, żeby się naprawdę z tobą czymś podzielić, a tylko, żeby na chwilę zaistnieć choćby we własnej świadomości. Co gorsza wzajemne lajkowanie może zastąpić realny kontakt do tego stopnia, że nie potrzebujesz już właściwie się z nikim widywać, ani nikt nie potrzebuje widywać się z Tobą.

(Szczególnie, jeśli nie praktykujesz wspólnego upijania się – czyli jedynego powodu, dla którego niektórzy ludzie jednak czasem odrywają się od kompów).

(Choć odrywają się tylko pozornie. Ostatnio znów widziałam towarzystwo przy stoliku w knajpie, każdy z nosem wetkniętym w telefon. Gdyby samotne picie nie liczyło się jako alkoholizm, to mogliby w ogóle tam nie siedzieć).

Drugi problem, to że teraz niemal 100% ludzi korzysta tylko i wyłącznie z komunikatora na facebooku! Odcięcie się od tego narzędzia to praktycznie koniec kontaktu. Chyba, że namówisz przyjaciół, żeby specjalnie zainstalowali dla ciebie GG – spróbuj, a zobaczysz, jakie wzbudzisz zdumienie. To tak, jakbyś nagle oznajmił, że od dziś będziesz używać tylko telefonu stacjonarnego na korbkę albo wręcz jedyną formą komunikacji z Tobą staną się kaligrafowane gęsim piórem listy, wysyłane gołębiem pocztowym.

No i trzecia rzecz – fanpage sam się nie ogarnie. Nawet nie można zupełnie usunąć konta, bo wszystko diabli wezmą.

JAK ŻYĆ BEZ FACEBOOKA?

Udało mi się w pewnym stopniu odstawić to nowoczesne osiągnięcie cywilizacji dzięki dwóm innym nowoczesnym osiągnięciom cywilizacji. Oraz jednemu osiągnięciu umysłu.

STAYFOCUSD – plugin, dzięki któremu możesz ograniczyć sobie czas spędzony na dowolnej stronie do tylu minut, ile Ci się zamarzy. Na przykład dziesięciu. Oczywiście można oszukiwać i wchodzić przez inną przeglądarkę, ale tak się uwzięłam, że naprawdę robię to tylko w ostateczności. W praktyce jest masa dni, kiedy nie zużywam nawet tych dziesięciu minut. Oraz dni, kiedy nie zużywam nawet jednej minuty. (Nie, nie przenoszą się na następne dni.)

WTW (dzięki, Rodziu!) – komunikator, który wygląda jak GG, i można tam rozmawiać przez GG, ale można też rozmawiać z ludźmi z Facebooka! Nie muszę już oglądać tej wściekłej tablicy, która wciąga jak bagno. Koniec z małym okieneczkiem z dialogiem, na którym i tak nie da się skupić, bo w tle cały czas widnieją samowłączające się filmiki z kotami. Koniec z BYCIEM gdziekolwiek. Komunikatorek jest sobie w tle, można równie dobrze zupełnie zapomnieć o jego istnieniu, a kiedy ktoś chce czegoś ode mnie, albo ja od kogoś, to nie trzeba nic odpalać ani nigdzie wchodzić.

DETERMINACJA – bez niej to i dziesięć pluginów by nie pomogło. Przez pierwsze dni było mi jakoś łyso, a co gorsza, kiedy tylko chwilę bezczynnie siedziałam przy kompie, moja ręka sama bezwiednie szła do klawiatury i naciskała literkę “F”!! Jakbym była jakąś tresowaną małpką! Uznałam, że mam kompletnie dosyć i że jestem doprawdy zniesmaczona faktem, iż nawet moje ciało samoistnie nauczyło się siedzieć w internecie. Wtedy nagle okazało się, że jak się chce, to uwolnić się od ciągłego bycia na fejsie jest bardzo prosto. A później wręcz trudno sobie przypomnieć o jego istnieniu.

Jak wrażenia? Czy moje życie przez te 80 dni jakoś się zmieniło?

CO DAJE ŻYCIE BEZ FACEBOOKA?

PLUSY:

  • W końcu mogę zrobić coś produktywnego do końca, naprawdę wkręcić się w stan flow, i nie korci mnie, żeby sobie na okrągło przerywać, bo może są nowe powiadomienia.
  • O dziwo zaczęłam rozmawiać przez mój nowy komunikator z osobami, z którymi na zabałaganionym fejsie jakoś dawno nie miałam okazji pogadać :)
  • Dopadła mnie potrzeba posiadania życia społecznego i jestem teraz niesłychanie otwarta na umawianie się. Wow! Prawdziwe spotkania z ludźmi. Wiem, jestem dziwna. Czasem jestem trochę jak Salad Fingers.
  • A że bez przerywania udaje mi się ogarnąć obowiązki w krótszym czasie, to mam więcej wolnego czasu.
  • Mniej szumu informacyjnego. Nie jestem zewsząd zarzucana głośnym i niepotrzebnym hałasem medialnym, od którego głowa puchnie. Nie czytam cudzych hejtów, nie wdaję się w podnoszące ciśnienie dyskusje na nieistotne tematy. Tak, jakbym sobie trochę posprzątała w życiu.
  • Messenger na telefonie już nie szpieguje mojej aktualnej lokalizacji, historii połączeń telefonicznych, tekstów wszystkich wysyłanych wiadomości. Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, ale ta aplikacja naprawdę posiada dostęp do WSZYSTKIEGO, co robicie na telefonie.

MINUSY:

  • Znacznie bardziej drażni mnie teraz widok kogoś siedzącego i przewijającego ekranik w telefonie. Niech sobie na kiblu siedzi i przewija, jak musi, a nie w towarzystwie. Czy tylko mnie wydaje się to autentycznie niekulturalne?
  • Tak jak z oglądaniem TV: przepada mi trochę memów, virali, najnowszych wiadomości ze świata, tego, o czym później wszyscy mówią. Ale to tylko taki mały minusik, bo ponieważ jednak te dziesięć minut mam, to te naprawdę arcyważne newsy zawsze uda mi się zobaczyć. Na przykład wiem, że barszcz Sosnowskiego zabił w Polsce więcej osób niż marihuana. Jedną. ;)
  • Nie mogę spędzać tyle czasu socjalizując się na Waszych fanpage’ach, ile bym chciała! To chyba największy minus. Rozważam nawet nieznaczne zwiększenie tego czasu tylko z tego powodu. Myślicie, że znów wpadnę jak śliwka w kompot? :]

Ja wiem, że nie wszystkich to dotyczy. Niektórzy są cudownie wolni od nałogu bezproduktywnego przesiadywania w internecie. Spędzą raz na kilka dni dwadzieścia minut i idą zająć się ciekawszymi rzeczami. Potrafią w ogóle nie oglądać swojej prywatnej tablicy i używać fejsa tylko do celów biznesowych. To o Tobie? Pozazdrościć.

Ale jeżeli choć raz nie zrobiłeś czegoś dla siebie, bo zamuliłeś na facebooku, siedziałeś przewijając ekran naprzeciwko fajnej dziewczyny chcącej poświęcić Ci swój czas, albo nie spotkałeś się ze starym znajomym od miesięcy, bo wystarcza Ci czytanie jego postów…

…to przemyśl to, man :)

28 Comments

  1. Avatar
    July 9, 2015
    Reply

    Super, że nad sobą pracujesz. Dzisiaj wyjątkowo trudno odciąć się tak w zupełności od świata wirtualnego i dobrze, że tego nie zrobiłaś – wydaje mi się, że taka zupełna rezygnacja mogłaby okazać się w skutkach znacznie gorsza, niż ograniczenie czasu spędzanego w sieci.

    Coś na zasadzie niejedzenia słodyczy przez miesiąc. Mija miesiąc i rzucasz się na wszystkie słodkości jak Rosjanka na kozaki… :)

    • Avatar
      July 10, 2015
      Reply

      Dokładnie. “Ilekroć wyrzekasz się czegoś, wiążesz się z tym na zawsze.” :)

  2. Avatar
    July 9, 2015
    Reply

    Mnie to dotyczny niestety. Choć jeste NA SZCZĘSCIE ograniczona przez posiadanie dziecka. Ale przed ciążą serio – byłam chyba poważnie uzależniona. Teraz też poświęcam temu za dużo czasu. Dla mnie najlepszym sposobem jest nie wykupienie neta w telefonie. Wtedy nie zerkam co chwilę, bo nie będę przecież włączać laptopa co 20 minut, a postanowiłam, że nie bedzie on non stop włączony bo tak nie można! Muszę skupić się na pokazywaniu świata mojemu dziecku a nie statusach znajomych.

    Pozdrawiam i gratuluje wytrwałości! :)

  3. Avatar
    July 9, 2015
    Reply

    W ramach noworocznych postanowień dezaktywowałam konto na fb na całe pół roku i po ponownym zalogowaniu się stwierdziłam, że to niezły śmietnik, któremu nie warto poświęcać tyle uwagi, podczas gdy życie dzieje się wokół i naprawdę. Skutecznie się “odholizmowałam” i jest mi genialnie! ;)

    • Avatar
      July 9, 2015
      Reply

      Też kiedyś tak właśnie zrobiłam i też mi bardzo pomogło. Już nie przewijam;)

  4. Avatar
    July 9, 2015
    Reply

    Mnie też to dotyczy, a przyczyna jest niesamowita chyba: to przez uczelnię. Nie, nie mam na myśli tego, że musiałam założyć kiedyś fejsa, żeby ogarniać, co się dzieje na studiach, choć to też prawda. Ostatnie dwa semestry to ciągi nudnych i nieprzydatnych wykładów, na których musiałam być. Czytać książek się nie da, bo przeszkadza mi głos prowadzącego, notuję raz na jakiś czas… Uzależniłam się więc od fejsa, mirko i innych śmietnisk, które namiętnie przeglądałam. Przez to teraz trudno mi wrócić nawet do czytania, ciągle tylko krótkie formy… No, ale staram się czytać. Gorzej z tym, co robię całymi dniami, a mianowicie z gniciem przez kompem, na fejsie – jak już odchodzę od kompa, to biorę telefon i w ostateczności cisnę w sudoku.
    Muszę się ogarnąć, bo mimo odciążenia wakacyjnego wciąż mało mi się chce. Dzięki za inspirację. Zostawiam komcia i spadam coś porobić.

    • Avatar
      July 10, 2015
      Reply

      Ja jeszcze z nudów swego czasu namiętnie scrollowałam kwejka i demotywatory :P A czas ucieka…

      • Avatar
        July 12, 2015
        Reply

        W ramach walki z fejsem posprzątam go sobie dzisiaj. I listę blogową też.

  5. Avatar
    July 9, 2015
    Reply

    Ja zrobiłam sobie chyba 3-4 miesiące przerwy od neta. 0 telefonu, 0 fejsa, 0 gg i innych pierdół. Wszyscy byli na mnie źle, że nie ma się ze mną jak skontaktować. Nikt mnie nawet nie odwiedził. Moja kumpela, która zna mnie od wielu lat pisała do mojej 2 koleżanki, która poznałam przez neta i mieszka na 2 końcu polski. Tylko moja koleżanka, która właśnie mieszka daleko wysłała mi kartkę, że tęskni i się martwi. Ludzie co mieszkają blisko mnie się nie zainteresowali.

    • Avatar
      July 10, 2015
      Reply

      No, podziwiam, bo nieźle się odcięłaś. Może myśleli, że chcesz pobyć sama? Albo może wirtualne znajomości i realne to dwie różne sprawy.
      Do tych znajomych, których nie chcemy stracić, zawsze można się samemu odezwać i ponownie nawiązać kontakt, ale tym razem realny:) Ten brak kontaktu działa w obie strony, ktoś może myśleć, że to ja nie jestem zainteresowana znajomością i dlatego się nie odzywać. Ostatecznie nie ma nic do stracenia.

      • Avatar
        July 10, 2015
        Reply

        Próbowałam nawiązać kontakt z jedna moja kumpelą, ale po co ona ma ze mną gadać jak ja nie piję ani nie pale. W tym roku jej nawet życzeń urodzinowych nie złożyłam, bo jeśli ona ma mnie gdzieś to ja do niej latać nie będę. Mam jakiegoś pecha lub jestem dziwnym osobnikiem w mojej okolicy. :D

        • Avatar
          Bartosz Bielecki
          July 30, 2015
          Reply

          Takie tryby alienacji są dobre. Sądzę, że są nawet lecznicze i rozwijają. Dlaczego? Otóż na codzień ( jeszcze za czasów szkoły, studiów czy intensywnych znajomości tzw ” paczek ” ) ciągle się z kimś przebywa. Nasiąka się tymi osobami, czasami nawet można się zagubić w takiej znajomości. Zagubić gdzieś samego siebie. Pełno znajomych, pełno impulsów, pełno rozrywki, pełno czegoś.
          A tutaj nagle wrzucamy tryb alienacji. I co? Mamy czas dla siebie. Spędzamy czas z samym sobą. POZNAJEMY SIEBIE. Nie słuchamy nikogo innego, tylko słuchamy siebie. Kierujemy się własnym rozumem, sercem, rozwijamy emocje, wyobraźnię. Skupiamy się na sobie, na swoich celach. Tworzymy siebie.
          Oczywiście nie mówię, że taki tryb trzeba prowadzić całe życie, bo wiadomo, że nie. Najważniejsze co trzeba sobie uświadomić w życiu, to równowaga. Równowaga musi być zachowana w każdym elemencie życia. Ja mam sporo takich trybów alienacji za sobą. Nie podobało mi się życie, w które mnie wepchnięto na 15 lat (okres szkół aż do zdania ostatniej szkoły i “egzaminu dojrzałości ” ). Pamiętam, że pierwsze co wtedy zrobiłem, gdy już byłem ” wolny “, to wziąłem głęboki oddech, usiadłem spokojnie i zdałem sobie sprawę, jak bardzo potrzebuję samotności. Samotności w dobrym tego słowa znaczeniu. Drugie co zrobiłem, to zadałem sobie pytanie : Kim ja właściwie w obecnej chwili jestem? Czy ja istnieję? Trzecie było zdanie: Czas zacząć przygodę ! :D
          Więc przeszedłem kilka trybów alienacji, skupiałem się tylko na sobie, poznawałem siebie i była to świetna przygoda, która cały czas trwa. Oczywiście teraz w innym ustawieniu, bo życie się zmienia i ciągle trzeba iść do przodu, zmieniają się nasze stany, nasze warunki życia, okoliczności itd ale dobrze pamiętam swoje ” myśli ” z przed lat i staram się za wszelką cenę rozwijać siebie. W sumie, nie sadzę, by było coś ważniejszego w życiu niż praca nad samym sobą. Nad samym sobą czyli nad wnętrzem, nad samym sobą czyli nad naszym otoczeniem – ludźmi, naturą, tym, w czym żyjemy i jak żyjemy. Sprawianie sobie szczęścia i dawanie szczęścia. W pracy nad rozwojem nie można być leniem, bo nie da się cofnąć czasu i sprawić, by było go więcej…
          Dlaczego jeszcze sądzę, że warto znikać ze ” znajomości “, z internetu, z facebooków i zajmować się przez jakiś czas TYLKO swoim życiem ? Bo wtedy przekonujemy się, kto tak naprawdę jest naszym przyjacielem, osobą dla której warto się poświęcać i która choćby nie wiem ile czasu w milczeniu upłynęło czy kilometrów dzieliło, zawsze będzie bliska. Nie liczą się tysiące znajomych którzy lajkują tak naprawdę. Oni są, jutro ich nie ma. Jeden przyjaciel, przyjaciółka jest cenniejsza niż niezliczone ilości osób, które są naszymi znajomymi. Takie jest moje zdanie.
          @Dotee , przeczytałem pare zdań które napisałaś o sobie na swoim Blogu, prezentując swoją osobę. Chyba wiem… tylko tyle dam radę napisać, opisując te słowa. Myślę, że z chaosu i z totalnego upadku, z totalnej wojny, z najczerniejszej nocy rodzi się prawdziwe, nowe życie i światło. Nowy wspaniały wschód Słońca i poranek. Ja też już się zbliżam do 3 lat i sądzę, że własnie przez ten czas – kontynuując go wciąż – żyję ;)
          Pozdro z uśmiechem

          B

          • Avatar
            August 1, 2015

            Wow Bartek jaki wpis:) Ja przechodzę taką alienację o jakiej piszesz, odkąd postanowiłam rozstać się z towarzystwem tzw ‘od melanżu’. Samotność jest spoko, można w końcu dowiedzieć się czegoś o sobie. Akurat z braku facebooka nie ubyło mi prawdziwych znajomych… może nawet przybyło mi nowych. Znajomości na fejsie to iluzja, przypomina mi się taki obrazek, źe jest pogrzeb, stoją trzy osoby nad trumną, a ksiądz mówi “Spodziewałem się większego tłumu po kimś, kto miał tysiąc znajomych na facebooku”. Trafione w sedno :) Tylko nie jest przyjemnie zdać sobie z tego sprawę, bo patrząc na te wszystkie lajki wydaje nam się, że życie towarzyskie aż huczy.
            Każdy porządek wyłania się z jakiegoś chaosu. Szczególnie to widzę, kiedy sprzątam chatę.
            Pozdrawiam Cię:)

  6. Avatar
    July 9, 2015
    Reply

    Świetny blog, normalnie dostałem inspiracje by rozwijać swój ;)

    • Avatar
      July 9, 2015
      Reply

      Bardzo mi miło to słyszeć:)

  7. Avatar
    July 9, 2015
    Reply

    Ciekawe podejście do tematu z solidnym rozwinięciem. Ktoś kiedyś powiedział “są plusy dodatnie i plusy ujemne” – bodajże był to Lech Wałęsa. W obecnych czasach trzeba znaleźć kompromis między światem realnym, a wirtualnym, który wciąga i nie chce wypuścić ze swojego uścisku. ;)

  8. Avatar
    July 10, 2015
    Reply

    Ja zauważyłam że osatnio zaczęłam coraz rzadziej zaglądać na FB, coraz częściej na blogi. Na FB ogarnę kilka fanpage, tylko rzucę okiem na tablicę i przechodzę gdzieś dalej

    • Avatar
      July 10, 2015
      Reply

      No, blogi też wciągają – wchodzisz i trzy godziny mijają jak z bicza strzelił :D

  9. Avatar
    July 13, 2015
    Reply

    Nie potrafiłabym żyć bez Facebooka tak całkiem. Fanpejdż. Kontakt z ludźmi mimo wszystko. A gdy łapię się na bezsensownym scrollowaniu, wyłączam kartę z facebookiem i robię to co powinnam. Piszę bloga. Sprzątam. Z ludźmi też się widuję. I raczej nie scrolluję w towarzystwie, a juz na pewno gdy jestem sama na sam z jedną osobą, nie daj bóg na randce albo coś. Zresztą Facebook to tylko kropla w morzu- jest jeszcze Instagram, Snapchat… Snapchat wymaga przecież używania go “w towarzystwie” bo w tej aplikacji wysyłasz zdjęcia real-time. Ogólnie uważam, że wszystko jest spoko jeśli zna się umiar, wszystko jest dla ludzi. Można korzystać z Facebooka bez ograniczeń do 10 minut dziennie, jesli nie robi się tego non-stop. Mozna korzystać ze Snapchata, jeśli pamięta się o tym, ze prawdziwa impreza dzieje się w prawdziwym życiu, a nie na my story ;)
    I gratuluję wytrwałości! ;)

  10. Avatar
    July 15, 2015
    Reply

    Powiem Ci, że to całe siedzenie w internetach potrafi kompletnie wyssać ze mnie energię… Kompletnie się odciąć jest ciężko, bo jednak właśnie trzeba “bywać” i rozwijać swojego bloga przez różną aktywność. Ale co jakiś czas robię sobie przerwę i wyłączam internet, idę na spacer, na spotkanie ze znajomymi czy włączam jakiś film. I na powrót czuję się żywa :)

  11. Jakbyś kiedyś chciała pokorespondować śląc kalirafowane gęsim piórem listy to ja się na to piszę!;)

  12. Avatar
    November 2, 2015
    Reply

    Kiedy przeczytałam ten post na wakacjach myślałam, że przyda mi się ten plugin ograniczający czas spędzony na danej stronie, ale kiedy wróciłam na studia okazało się, że po prostu nie mam czasu na facebooka… Czyli ściągnę go sobie w sesji :P

  13. Avatar
    Ja
    October 6, 2016
    Reply

    Żyję bez facebooka już 3 lata. Da się? Da! Ile fałszywych znajomych zniknęło z mojego życia to głowa mała. Nagle okazuje się, że ludzie nie są twoimi przyjaciółmi lub nawet koleżankami/ kolegami, a tylko statystykami na koncie. No bo “jak nie masz fb, to nie istniejesz”. Dla niektórych to hasło ma realne znaczenie. Dla mnie nie.
    Nie muszę już czuć tego dyskomfortu kiedy mijam koleżankę x lub kolegę y, byłych “znajomych z fb”, którzy w życiu realnym nie mają ze znajomością nic wspólnego. Dzisiaj nawet cześć sobie nie mówimy.
    Nie tracę czasu, żeby podglądać cudze życie, zatracając własne.
    Nie ubolewam nad tym, że nie mam ciągłego dostępu do kontaktów. Będę chciał to zadzwonię lub wyślę smsa. Takie kontakty są trwalsze.
    Podsumowując, bez fb lepiej niż z.

    • Avatar
      October 6, 2016
      Reply

      Takich znajomych, z którymi nie mówi się cześć, to nawet mając fejsa można spokojnie usunąć ;) Nic nowego nie napiszę, ale tego serwisu można używać na różne sposoby. Obecnie używam go raczej do nawiązywania nowych znajomości, jak najbardziej realnych (zdumiewające, ale tak też się da). A moja tablica to raczej festiwal filozoficznych dyskusji na grupach świadomościowych, kobiecych, tantrycznych, muzyczno psychodelicznych ;) Dawno już nie widziałam żadnych zdjęć cudzych dzieci czy wakacyjnych widoczków;) To jest narzędzie, nawet fajne, tylko żeby się w nim nie zatracić potrzeba sporo samodyscypliny, no ale zawsze to jakiś obszar do pracy nad sobą. Dzięki Ci za komentarz “Ja” ;p

  14. Avatar
    Łukasz Patalas
    November 12, 2016
    Reply

    Z taką kobietą jak Ty, mógłbym siedzieć bez przeszkód w promieniach słońca , ciesząc się w pełni tym co mnie otacza, i nie stresując się tym , że właśnie wyciągniesz telefon i oznajmisz wszystkim , że jest tak “CUDOWNIE” .

    • Avatar
      November 14, 2016
      Reply

      O rany Łukasz, miło mi :) Wystarczy, że Tobie będę mogła to oznajmić na tym słońcu.

  15. Avatar
    January 9, 2017
    Reply

    Taki detox to fajna sprawa, co roku robiłem sobie przerwę od października do grudnia lub czasem dalej, no ale niestety jak wspomniałaś, kontakt z niektórymi ludźmi jest bez niego bardzo utrudniony. Nie mniej pomogło mi regularne (co pół roku) uprzątanie lajków dla stron, czego w rezultacie staram się mieć tylko te strony które są dla mnie istotne. Skoro już marnuję czas na przewijanie, to jest to przynajmniej konstruktywne ;)

    • Avatar
      December 28, 2019
      Reply

      80 dni bez Facebooka. Jak było? http://witajslonce.pl/80-dni-bez-facebooka-jak-bylo/ wprzez @witajslonce w odpowiedzi czy można żyć bez ;:;FB 80 dni-już udzielam odpowiedzi- Można-po :byciu : na FB przez chyba 10 lat-kiedy mój tato umarł 28.12.2019 roku,dodałam kondolencje pojawiło się wiele wpisów.Oraz sylwester-w tym dniu pochowaliśmy tatę.TO BYŁ KONIEC.Zakończyłam FB.Jest mi dobrze.Mam Twitter.Tam konto ograniczone,Jest mi teraz dobrze, UFF.Mam swoją prywatność- i jest mi dobrze.swobodnie.Polecam.

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *