7 rzeczy, których nauczył mnie pierwszy miesiąc prowadzenia firmy


Oto dawka wiedzy o życiu, której nie posiadałam jeszcze miesiąc temu, ale teraz już tak!

  1. Od momentu założenia działalności gospodarczej do momentu wielkiego otwarcia tak naprawdę mogą minąć całe wieki. Czas ten wydaje się tym dłuższy, im częściej słyszysz pytanie “to kiedy ruszasz?”, a im bliżej punktu zero, tym więcej nagle jest do zrobienia.
  2. W domu nigdy nie jest zbyt ciasno, żeby zmieścić jeszcze jedno lub dwa kartonowe pudła. Przeciwnie. Pokój jest elastyczny niczym damska torebka i jest w stanie pomieścić wszystko. Przedpokój również tylko wyglądał na taki mały. W rzeczywistości jest jak hala magazynowa. Brakuje tylko jeżdżących po nim wózków widłowych.
  3. Stan przepływu jest fajny, bo będąc w nim, można zapomnieć o bożym świecie, ale jest to również jego wadą. Jeśli nie odgwiżdżesz sobie sama czasu na fajrant, to może on nigdy nie nastąpić. Niespodziewanie ockniesz się po tygodniu i będziesz się zastanawiać, skąd do licha wziął się tu aż taki bałagan, skoro ty cały czas tylko siedziałaś przy kompie? Teraz już rozumiem tych koreańskich studentów, którzy umierali z głodu, zajęci graniem w gry.
  4. Prokrastynacja wynika trochę z tego, że po prostu nie musisz. Kiedy musisz, bo inaczej nie dojdziesz tam, gdzie CHCESZ (zważ, że wynika to z wewnętrznego chcenia, nie zewnętrznego nacisku) to nagle frrrru! Robisz. I ani przez moment nie przyjdzie ci do głowy, żeby zamiast tego usiąść na fejsie. Fejs? Co to w ogóle jest? Chyba przyszło mi jakieś powiadomienie, ale może dodam jeszcze chociaż kilka produktów na sklep, zanim sprawdzę!
  5. Wychodzenie ze strefy komfortu również jest łatwiejsze, kiedy po prostu coś jest do zrobienia, żeby osiągnąć twój wymarzony cel. Wtedy nie ma się nad czym zastanawiać. Raz dwa i jest po wszystkim. Faktycznie może nie było za przyjemnie, ale jednak udało się i aż tak nie bolało. I nikt nie zauważył tej wielkiej kompromitacji, która niby miała być. A była?
  6. Wszystko zajmuje czas. Wydaje się, że to jest tylko chwilka, ale dodane do siebie te chwilki zajmują na przykład tydzień albo miesiąc. W dodatku mamy ograniczone zasoby energii i po którejś kawie, po którejś przekąsce mającej dodać energii to po prostu już nie działa, a szum w głowie staje się coraz głośniejszy. Regeneracja też zajmuje czas. I jest jeszcze ważniejsza, niż dotąd sądziłam.
  7. Weekend smakuje cudownie, kiedy masz zrobiony kawał dobrej roboty. Wdzięczność jest ogromna. Odpoczywasz, delektujesz się. Zupełnie nie ma porównania z weekendami po tygodniu, w którym “odwalałaś robotę” albo który “udało się przetrwać”. Życie ma wspaniały, soczysty sens! Życzę Ci (i sobie), żebyśmy to czuli ciągle :)
Previous Spodenki mocy, czyli to, czego szukasz, samo cię znajdzie
Next O czym marzą wiedźmy? Wymarzone zajęcie każdej z nas
  • Jak miło czytać te pierwsze wrażenia… :) Pamiętam, gdy już ponad 6 lat temu sama zaczynałam i poznawałam jak to jest, z jakimi problemami przyjdzie mi się mierzyć. Życzę Ci tego, czego sama najbardziej potrzebuję prowadząc firmę, nieustannej determinacji. Bo z nią można wszystko. :)

  • Punkt 7 ponad wszystkie. Coś zajmuje chwilkę,a potem chwilkę i w rezultacie wykonujemy ogrom pracy. I mamy tą wdzięczność i ten weekend i więcej siły. Albo te chwilki nam uciekamy i w rezultacie mamy coraz większy marazm. My wybieramy.