6 rzeczy, za które pokochasz Bombaj


Mówi się, że Indie albo się kocha, albo ich nienawidzi. To bardzo ciekawe, bo ja chyba nie potrafię się zdecydować, tak wiele jest w tym kraju sprzeczności, rzeczy pięknych i okropnych, czasem nawet jednocześnie.

Spędziłam w Bombaju cztery gorące, intensywne dni. Miały być dwa, ale utknęliśmy. Dlatego niechcący udało mi się poznać go lepiej, niż planowałam. I wciąż nie wiem – kocham go, czy nienawidzę?

Na minus:

Bardzo wysokie ceny

“Indie są tanie” mówili. Fakt, są tanie… jak już wyjedziesz z Bombaju. Bo chyba trudno uznać piwo kosztujące 20 złotych za tanie. Albo obiad za 50 złotych. A takie są ceny w Leopold Cafe, popularnym wśród turystów. Oczywiście są też lokalne jadłodajnie, w których będzie o wiele taniej, tyle że trzeba się ich naszukać, są gdzieś powciskane w tkankę miasta, często wyglądają bardziej na czyjś dom w slumsach niż na restaurację. Nam smaczne i niedrogie miejsce polecił nasz gospodarz, choć sami z siebie chyba nigdy byśmy sie nie odważyli tam wejść. W Bombaju jest wielu biedaków, ale też wielu bogaczy i dlatego to, co choćby przypomina europejski standard, będzie też po europejsku kosztowało. O standardzie noclegów już nie wspominam – oszczędziliśmy sobie frajdy szukania hostelu, bookując pokój w mieszkaniu przemiłego Hindusa z Airbnb. Cena trzy razy wyższa niż podobne pokoje później na Goa, ale nie było robali i grzyba, a za to było wifi, więc jak najbardziej OK.

bombaj
Nasza chata jest w tym budynku po prawej!

Konieczność targowania się

Niby fajnie sobie kupić spodnie za 10 złotych, ale droga, jaka do tego prowadzi, nie jest usłana różami, bo trzeba najpierw nauczyć się targować, a na początku wcale nie jest to jakieś szczególnie przyjemne. Nie licz na to, że uda się za pierwszym razem. Hindus chce zrobić dobry deal, a to, że ty chcesz to dostać taniej, nie jest dla niego dostatecznym argumentem. Rezygnowanie z zakupu też nie zawsze przekonuje ich do obniżenia ceny. Te legendy o stargowywaniu ceny do 25% pierwotnej kwoty… Może podczas dziesiątej podróży do Indii zdobędę takie umiejętności, na razie byłam zadowolona zbijając cenę o połowę. Pewnie, że praktyka czyni mistrza. Tyle, że tej praktyki potrzeba dużo, a ostatecznie ile można mieć spłowiałych haftowanych spódnic i prujących się szarawarów?

Niedługo Holi, pistolety na wodę będą potrzebne. Choć niekonieczne.
Niedługo Holi, pistolety na wodę będą potrzebne. Choć niekonieczne.

Nachalni sprzedawcy, żebracy, ludzie, którzy czegoś chcą, ale nie wiadomo, o co im chodzi

Spodziewałam się, że więcej ludzi będzie nas zaczepiać, a na szczęście jest to zarezerwowane dla okolic różnych bazarów, straganów czy sklepów – poza rejonami handlowymi nikt niczego od nas nie chciał. Ale kiedy już chciał… Wyobraź sobie, że gada do ciebie coś jakiś dziwny człowiek, rozumiesz piąte przez dziesiąte i zastanawiasz się, czy on w ogóle mówi po angielsku, bo z pewnością nie rozumie słowa NO. Jest gotów lecieć za tobą przez trzy przecznice, żeby pokazywać ci wachlarze z pawich piór albo naszyjniki z kwiatów nanizanych na nitkę. Handlarze są przekonani, że przyjechałam wydawać pieniądze i kupię od nich wszystko, ponieważ jestem biała. Co druga osoba ma oczy kotka ze Shreka i niemalże rzuca ci się do stóp z błaganiem, byś rzucił okiem na jego stragan, na którym nie ma nic interesującego. Niektórzy są też bardziej bezpośredni, na przykład dzieci, które bez skrupułów mówią “Money, money, give money” i nie chcą się odczepić, choćbyś odsuwał je nogą. Moja wielka empatia musiała iść w kąt.

Zatłoczona plaża to mało powiedziane... ale parawaników nie ma!
Zatłoczona plaża to mało powiedziane… ale parawaników nie ma!

Slalom między samochodami

Z jednej strony – ciągły trening szybkości reakcji i o dziwo nawet fajna zabawa, z drugiej – potwornie męcząca gra we Froggera na najwyższym poziomie trudności. W Indiach ruch drogowy opiera się na dwóch prostych zasadach: “Kto pierwszy, ten lepszy” i “Horn OK please”. Nawet zwykły spacer wzdłuż ulicy wymaga refleksu, bo często nie ma chodników lub są, ale całe zagracone jakimś nie wiadomo czym i ludzie tak czy owak chodzą po jezdni, razem z samochodami, autobusami i krowami, często slalomem pomiędzy nimi. Żeby przejść przez większe skrzyżowanie, nie ma innej rady, jak po prostu wyjść na środek ulicy. Na szczęście samochody zwykle jeżdżą wolniej niż u nas i zarówno kierowcy, jak i piesi mimo wszystko wydają się bardziej uważni. A jednak… Oni uczą się chodzić po takich drogach od dziecka, my nie. I jakoś łatwiej im to przychodzi.

Przeszlibyście przez tę ulicę? Nam się udało.
Przeszlibyście przez tę ulicę? Nam się udało.

Chaos, hałas, bieda i straszny syf

Lubisz, jak dużo się dzieje? Bombaj to świetne miejsce dla ciebie. Tam dzieje się wszystko naraz przez cały czas. Tam się nie trzeba cicho zachowywać ani pilnować porządku. Nie ma koszów na śmieci, więc ludzie wyrzucają odpadki byle gdzie (krowy to zjedzą). Mini wysypiska śmieci, gruzy pod ścianami i pomyje płynące ulicą są stałym elementem krajobrazu. Sklepy i knajpy też wyglądają jak pokryte śmieciami i pomyjami. Choć okaleczonych dzieci rodem ze Slumdoga i ludzkich odchodów na chodnikach jest generalnie dużo mniej, niż się spodziewałam, a zapach miasta jest nawet w miarę przyjemny (jeśli akurat nie wąchasz ścieku przy stoisku z rybami), to te wszystkie drobne szczególiki, zebrane do kupy, dają obraz tak szokujący i intensywny, że aż w głowie się to nie chce zmieścić. Szczególnie, kiedy jest po północy, a całe miasto wali w bębny, głośno się drze i pali ogniska, bo trafiliśmy akurat na Holi!

bombaj
Typowy wystrój bombajskich ulic…

Poczucie wyobcowania

Ono na początku doskwierało mi najbardziej, choć było w nim coś bezgranicznie fascynującego. Jest tak, jakby ktoś podmienił twój świat na świat nieco przypominający twój, ale zgoła inny. Okazuje się, że to uczucie jest znane nie tylko podróżnikom astralnym i miłośnikom psychodelicznych tripów, ale też zwykłym backpackerom w klapkach i słomianych kapeluszach. Obcość Bombaju jest tak gęsta, że można ją kroić nożem. Wszyscy wokół są w domu i doskonale znają ten świat. Tylko ty nie znasz go wcale. I pół biedy, jeśli idziesz w południe główną ulicą, ale możesz też zaplątać się wieczorem do slumsów, a tam z całą pewnością nie będziesz właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. A slumsy są wszędzie i trudno się w nie nie zaplątać. Ale co tam. Ciekawie się to później wspomina :)

Mieliśmy pokój z widokiem na morze. Hmmm... :D
Mieliśmy pokój z widokiem na morze. Hmmm… :D

Na plus:

Autentyczny inny świat

Zwiedziłeś Europę i doszedłeś do wniosku, że mimo drobnych różnic wszędzie jest w sumie tak samo? Pora udać się do Azji. Za każdym razem, kiedy czułam się przytłoczona, mówiłam sobie: Chciałaś zobaczyć inny świat, to teraz patrz! I nieodmiennie poprawiało mi to nastrój. Wszystko było nowe i pierwsze, piękne wielkookie dzieci biegające po ulicy, kobiety w sari barwnych jak egzotyczne ptaki, nieznane dźwięki i zapachy, freestyle na drogach, improwizacja budowlana, wszechobecne ołtarzyki i cała ta galeria absurdów i osobliwości, której nawet teraz nie ogarniam! Fakt, że nadmiar wrażeń i wszechobecna dysharmonia uwierały jak swędzące miejsce, którego nie można podrapać (moja strefa komfortu została na Okęciu), ale nic, tylko wziąć te wszystkie doświadczenia i wyciskać jak świeże limonki! A jak się później docenia swój własny świat przy zderzeniu z czymś takim!
IMG_9219

Przyjaźni ludzie

Nie wiem, kto to wymyślił, że Hindusi są nieprzystępni dla obcokrajowców albo są mili tylko wtedy, kiedy chcą coś sprzedać. Ci ludzie mają serce na dłoni, a w oczach taką żywość i ciekawość, że na próżno szukać takiej wśród zachodnich nacji. Fakt, że nasze światy są tak od siebie odmienne, że nigdy się nie połączą, i kontakt z nimi przypomina bliskie spotkania trzeciego stopnia, ale akurat bycia sympatycznymi nie można im odmówić. Hindusi żyją zgodnie z prawem karmy i naprawdę się w to wczuwają. Wiele razy wymienialiśmy się pozdrowieniem “Namaste” z nieznajomymi. Kiedy tylko potrzebowaliśmy pomocy z czymkolwiek, zaraz ktoś z wielkim zaangażowaniem nam jej udzielał. Niejeden raz obcy ludzie podchodzili do nas tylko po to, żeby chwilę porozmawiać i życzyć nam udanej podróży. Pewnie, że ekscytował ich bardziej kontakt z białym człowiekiem niż konkretnie nasze osoby, ale ilu Polaków podeszłoby w Polsce ot tak uderzyć w bajerkę do obcego Hindusa stojącego na ulicy?

Każdy bardzo chętnie robił sobie z nami zdjęcie. Tak w ogóle to Holi trwa kilka dni i w tym czasie na okrągło spotyka się ludzi upapranych kolorami. My byliśmy akurat w najbardziej kolorowy dzień, czyli 24 marca. Hindusi docenili nasz udział i nie przepuścili żadnej okazji, żeby nas wysmarować kolejnymi warstwami kolorowych proszków :)
Każdy bardzo chętnie robił sobie z nami zdjęcie. Tak w ogóle to Holi trwa kilka dni i w tym czasie na okrągło spotyka się ludzi upapranych kolorami, choć nie wszyscy biorą udział. My byliśmy akurat w najbardziej kolorowy dzień, czyli 24 marca. Hindusi docenili nasz udział i nie przepuścili żadnej okazji, żeby nas wysmarować kolejnymi warstwami kolorowych proszków.

Przepyszny street food

Samosy, bhajisy, spłaszczone kulki o niewiadomej nazwie, kokosy, świeże soki, mleczko roślinne z kardamonem i pieprzem, ciasteczka nasączone czymś tłustym i słodkim, a wszystko pyszne, aż nie można przestać jeść – i taniusie. Często mieliśmy na śniadanie samosy i banany. Próbowaliśmy wszystkiego, co wpadło nam w oko. Jak zniósł to mój żołądek? Cóż, o ile faktycznie to jedzenie potrafi zabulgotać w jelitach, to przez cały miesiąc nie rozchorowałam się się ani nic mnie nie bolało, a jadłam wszystko to, co miejscowi. Sądzę, że jeśli tylko w Polsce nie żyjesz w sterylnych warunkach, nie jesz wyłącznie jałowego żarcia bez soli i pieprzu i nie stronisz od kontaktu z naturą – nie masz się specjalnie czego obawiać. Przeciwnie. Jedzenie było największym plusem Bombaju, jak i całych Indii. Już za nim tęsknię!
IMG_9391

Branża filmowa

Odniosłam wrażenie, że w tym mieście kto tylko mówi płynnie po angielsku, ten z całą pewnością jest filmowcem, studentem inżynierii dźwięku lub przynajmniej podaje drinki Shah Rukh Khanowi. To miasto, w którym można od przypadkowo napotkanego Sikha dowiedzieć się więcej o filmach Kieślowskiego, niż sami w Polsce wiemy, co z niejakim zakłopotaniem muszę przyznać. Można też załapać się na plan bollywoodzkiego filmu, choć ominęła mnie ta przyjemność (kilkanaście godzin pracy w nieznośnym upale, honorarium ok. 500 rupii ~ 30 PLN, wkład w historię ludzkości bezcenny). Jeżeli sam pasjonujesz się filmem lub czymkolwiek kreatywnym, to w Bombaju na pewno znajdziesz ciekawych rozmówców. Ja będę miło wspominać jeden wieczór spędzony w wielonarodowym towarzystwie na roztrząsaniu różnic kulturowych. Chociaż nie czarujmy się, z większością tubylców porozmawiamy tylko o tym, skąd pochodzimy, dokąd zmierzamy (dość filozoficzne, czyż nie?) i w jakim kraju leży Poland, może w Rosji?

Ci, którzy nie kręcą filmów, grają w krykieta. I mean it.
Ci, którzy nie kręcą filmów, grają w krykieta. I mean it.

Imponująca architektura

Choć Bombaj jest dramatycznie brzydkim miastem, to nie można się na niego napatrzeć. Obok siebie stoją rozwalające się budy i ogromne, piękne kolonialne gmachy lub zaprojektowane z rozmachem drapacze chmur. Ulice są szerokie, budynki wysokie, mimo potwornego tłoku nie brakuje przestrzeni. Komunikacja miejska działa bardzo sprawnie, jest tania i poza godzinami szczytu bardzo wygodna, więc nic tylko wsiąść w kolejkę lub autobus i zwiedzać. Na dodatek miasto jest przeogromne. Mimo pokonywania kolejnych kilometrów na butach przez całe cztery dni, nie zwiedziliśmy nawet połowy tego, co warto tam zobaczyć.
bombaj

Totalna wolność

Ostatniego dnia naszej podróży ponownie przyjechaliśmy do Bombaju pociągiem z Margao w południowym Goa. Wysiedliśmy i oszaleliśmy, bo okazało się, że okolice 22giej to u nich godziny szczytu. Całe miasto dudniło, trąbiło, jarzyło się miliardem świateł. Ludzi na ulicach było tyle, co na Love Parade w Berlinie, a był to tylko zwykły wieczór w środku tygodnia. Chaos przekroczył poziom krytyczny, a jednocześnie w tej dzikiej eksplozji życia było miejsce dla każdego, kto chciałby być jej częścią. I my też, jadąc tuktukiem na lotnisko (choć po prędkości sądząc, mało brakowało, by sam tuktuk wystartował i odleciał niczym samolot), czuliśmy się częścią tej wrzącej lawy, kipiącej i przelewającej się po ulicach. Wtedy, na kilka godzin przed odlotem, pomyślałam, że Bombaj jest zajebisty. Jest tak prawdziwy, nieskrępowany i wolny! To była radość. Jazda bez trzymanki na rollercoasterze bez zabezpieczeń. Lubisz spodziewać się niespodziewanego? Zakochasz się w tym mieście.
Holi

To jak? Pojechalibyście? :D

Previous Share Week 2016 - polecam!
Next Plaże na Goa - która najlepsza?
  • Coś niesamowitego! Argumenty ZA i te cudowne zdjęcia całkowicie przekonują mnie do tego, że pokochałabym Bombaj. W Indiach jedyne czego się obawiam to wszechobecnej biedy. Dosyć wrażliwa jestem, a widok żebrzących dzieci, chorych, starszych nie wiem jakby na mnie podziałał.

    • Też się tego obawiałam, ale nie było tak źle. Jest dużo ubogich ludzi, ale nie budzą oni litości, tylko sympatię, bo są tak uśmiechnięci i pogodzeni z losem. Niejeden z bogatych Europejczyków mógłby się od nich uczyć życia. A jeśli chodzi o żebrzące dzieci, to teraz zabrzmię jak osoba bez serca, ale empatia sama się wyłącza. One nie żebrzą tak potulnie jak ludzie w Europie, one są wręcz agresywne, budzą uczucie zagrożenia. Szybko się ma ich dosyć. Ten świat jest tak inny, że i moja reakcja na niego była inna niż myślałam.

  • niesamowite…. zupełnie inny swiat… dla mnie jakis taki… nieosiągalny!

    • Też mi się wydawał nieosiągalny i sama nie dowierzam, że tam pojechałam :)

  • punkty 2,3,4 i 5 na minus moim zdaniem nie są jakieś dziwne… to dość powszechne w krajach pozaeuropejskich, np. w Egipcie (aczkolwiek tego typu ulice bardziej kojarzą mi się z Neapolem, który podobał mi się najbardziej ze wszystkich włoskich miast – kurz, bieda, głośno, uliczni sprzedawcy itd.). I szczerze mówiąc, wolę podróżować po tych “syfiastych” krajach (oczywiście w granicach rozsądku), niż po pięknej, wymuskanej Europie Zachodniej

    • Ja byłam pierwszy raz w Azji, dlatego pewnie moje wrażenia dla wytrawnego podróżnika mogą nie być niczym odkrywczym :) Też nie lubię zbyt wymuskanych miejsc, w Europie najbardziej podobało mi się w Berlinie, a z Polski kocham Łódź :D

      • Dlaczego akurat w Berlinie? Mi te miasto zawsze wydaje się smutne i posępne, no może z wyjątkiem lat młodości kiedy to jeździło się latem na Love Parade, wtedy to było wesoło i kolorowo :)

        • Ja się nie załapałam na LP :) Ale mnie ta surowość bardzo przypadła do gustu, może lubię takie klimaty po prostu. Bez lukru, ale za to luźno i swodobnie :)

          • Ze Szczecina więc było rzut beretem, teraz jak oglądam zdjęcia z LP to nie wierzę, no ale taki to był urok tych czasów :) Obadaj na YT film “Last Hippie standing” gdzie od 37minuty Goa Gill i Swamy William przylecieli z Indii do Berlina na Paradę :D Początek filmu też jest dobry jak taksówkarz zdradza tajniki ruchu ulicznego oraz kiedy należy trąbić :D

          • Widziałam Last hippie… przed wyjazdem wałkowałam wszystko, co choćby otarło się o Goa. A i tak mnie to na nic nie przygotowało :) Ale fajnie się oglądało.

  • Teraz muszę pojechać do Indii! Czytając Twój tekst wspominałam swoje wrażenia z Chin, dokładnie każdy punkt pasuje. Ale nie ma takiej możliwości, żeby w Indiach było jak w Chinach, skoro nawet każdy zakątek Chin jest całkowicie inny niż drugi. Nie do podrobienia. Więc ja nie mogę i nie wiem jak jest w Indiach.
    Ale to może takie ogólne różnice między Europą a Azją? Świat fascynuje <3

  • Czytając Twoją relację nie mogłam oprzeć się wizji – ja na środku ulicy, krzyczę i panikuję;) Jestem ogromną ciapą jeśli chodzi o orientację w terenie…tego obawiam się najmocniej. Pięknie wyglądacie! Barwna, cudna para:)

    • Dzięki kochana, choć nie wiem czy tak pięknie wyglądałam przez ten miesiąc bez makijażu, z dnia na dzień coraz bardziej przypominałam kobietę z buszu :) Też tam byłam bliska paniki, szczególnie, że zwiedzaliśmy bez zasięgu w telefonie, bez GPS, bez internetu itd, a w pewnym momencie zgubiliśmy się w tych slumsach. Wyobraź to sobie! :p … Na szczęście Hindusi bez problemu pokazali nam drogę powrotną :)

  • Czytałam z zapartym tchem… i doznałam mieszanych uczuć. Sama nie wiem, czy to miejsce dla mnie.:)

    • Ja też dalej nie wiem :p Na pewno nie jest to miejsce, w którym mogłabym mieszkać! Ale skoro już i tak tam wylądowałam, bo gdzieś trzeba było wylądować, to te kilka ekstremalnych dni było bardzo ciekawym przeżyciem.

  • Super relacja, zwłaszcza koniec :-D
    Pojechałabym, ale głównie dla jedzenia :-P Hałas i tłumy – za tym nie przepadam i myślę, ze byłoby mi ciężko to wytrzymać. Ale z drugiej strony, może się mylę? Przekonam się tylko jak pojadę :-)

  • To zupełnie inny świat, inna kultura, inni ludzie. Taka mieszanka piękna i natury z brzydotą i ubóstwem. Takie podróże kształcą i pozwalają zupełnie inaczej spojrzeć na świat i na swoje życie. I chociażby z tego względu warto odwiedzać takie miejsca :)

    • Dokładnie! Nie masz pojęcia, jak teraz doceniam Polskę – widzę ją z zupełnie innej perspektywy :)

  • “Ci, którzy nie kręcą filmów, grają w krykieta” padłem jak to przeczytałem :) ale nie ma się co dziwić. Bollywood już dawno prześcignęło Hollywood pod względem produkowanych filmów, szkoda tylko że jakość i kasowość kompletnie nie idzie w parze z ilością :D
    Czekam na raport z Goa i równie piękne zdjęcia :)

    • A wiesz co, nawet obejrzałam wcześniej w Polsce parę takich indyjskich filmów i na niskobudżetowe to one nie wyglądały. Jasne, że to masowa rozrywka i to bardzo, bo te filmy oglądają miliardy ludzi. Ale Hollywood to też nie jest żadna offowa nisza:) A propos Goa polecam Ci taką komedyjkę “Go Goa Gone”, ja się ubawiłam ;)

      • Jeśli obejrzałaś w Polsce to znaczy że to były jedne z lepszych co przebiły się za granicę. Idą zdecydowanie na ilość i nawet jeśli większość jest nieoglądalna dla Europejczyków i Amerykanów to na 10 zawsze znajdzie się jakaś perełka która zarobi na pozostałe 9. Ale ich kino rośnie w siłę bo grają je coraz częściej w kinach i biją Polskie kino na głowę :D Obadam to co poleciłaś :D

  • Piękne zdjęcia i niesamowita przygoda! :)
    Ja mam mieszane uczucia-może na 1 dzień, ale na dłużej? Oj chyba nie dla mnie ;)

    • Ja chciałam być tam dwa dni, ale nie mogliśmy wydostać się z miasta z powodu Holi, bo wszystkie bilety na autobusy i pociągi były wykupione! I zostaliśmy na dłużej. Ale już po tych dwóch dniach miałam zrytą banię od tego wszystkiego :)

      • No ale zryta chyba w sumie w pozytywny sposób,hm? ;)

        • Nie do końca, w tej podróży było miejsce na pełną gamę emocji ;p Indie to nie jest Majorka gdzie się jedzie i jest wyłącznie fajnie ;) Ale teraz jest co wspominać :)

          • Każde doświadczenie nas wzbogaca :)

  • O rany! Czuję, że chyba nie odnalazłabym się w takim miejscu i po paru godzinach zwiałabym :D Szczególnie nie przepadam za hałasem, nachalnymi sprzedawcami, a targowanie się to dla mnie czarna magia, bo lubię wiedzieć od razu jaką coś ma cenę i tyle sobie przygotować. Takie targowanie nie jest niestety dla mnie :(
    Za to na twoich zdjęciach zachywca mnie architektura i jedzenia chętnie bym skosztowała.
    PS. Ale mnie zaskoczyłaś tym, że 22 to godziny szczytu na Goa! Nie sądziłam, że gdziekolwiek to mogą być godziny szczytu!

    • Dominika – nie na Goa, tylko w Bombaju. Na Goa nie ma godzin szczytu, bo tam są głównie same pipidówy i o nich będzie wkrótce :) A ta dziwna godzina wynika stąd, że wtedy dopiero jest tam znośna temperatura, czyli ok 30 stopni. W dzień jest absurdalnie gorąco. Co do targowania to z czasem je polubiłam, uznająć je za rodzaj intelektualnej rozrywki :D ale to już było dużo później.

      • Aaa rozumiem :D W zdaniu wcześniej musiały mi się poprzestawiać słówka z rana :D

  • Azja to jest tak inny świat… że w głowie się nie mieści.
    Mi fascynacja Indiami trochę zmalała, bo po Twoich relacjach wyobrażam sobie, że to musiało być bardzo stymulujące i mocne doświadczenie, zwłaszcza Bombaj.
    Dla mnie chyba nawet za bardzo :D

    • No właśnie – wyjazd do Indii kojarzy się z jakimś medytowaniem na szczycie góry i podziwianiem tropikalnej przyrody, a ja do teraz jak słyszę za sobą dźwięk silnika samochodu, to się odruchowo obracam, czy ten samochód nie jedzie za mną po chodniku :p
      Relaksującym wyjazdem na pewno bym tego nie nazwała, Bombaj urwał mi głowę, na Goa było już trochę lepiej, natomiast jeśli chodzi o naukę akceptacji i poszukiwanie spokoju w sobie, a nie na zewnątrz – to bardzo wiele mi pokazała ta podróż ;)

  • Tak, pojechałabym. I kiedyś na pewno to zrobię. Nie wiem czy bym się tam odnalazła, ale lubię poznawać nowe miejsca. Warto mieć świadomość, że jest coś więcej niz podwórko, na którym się mieszka.

  • Niesamowite miejsca.Oj bym chciała tam polecieć samolotem chodż na parę dni,i pozwiedzać