50 rzeczy, których o mnie nie wiedzieliście


Przed Wami zbiór 50 najważniejszych faktów na mój skromny temat. Od lekkich ciekawostek po dość osobiste przemyślenia. To dla mnie dość ważny wpis. Chcę, żeby było trochę więcej mnie na tym blogu. Kto ma czas, to czyta całe, a kto nie, to tylko pogrubione. Mam nadzieję, że buty wam nie pospadają z wrażenia. Enjoy :)

  1. Już jako pięciolatka potrafiłam czytać i pisać, mało tego, pisałam wtedy jak najęta. Do moich najważniejszych dzieł z tamtego okresu należy ilustrowana powieść zatytułowana “Kopyk – mały chłopczyk”. Jedną z najważniejszych scen była ucieczka Kopyka z własnych chrzcin w wózku dziecięcym sterowanym kierownicą.
  2. Jestem tak stara, że nie chodziłam do gimnazjum, tylko do ośmioletniej podstawówki i czteroletniego liceum. Według mnie tak było lepiej. Wyrażanie młodzieńczego buntu przed nauczycielami i rówieśnikami znającymi mnie od wielu lat wydaje mi się jakieś bezpieczniejsze od przeżywania burzy hormonalnej w gronie obcych sobie nastolatków walczących o popularność i hierarchię w grupie.
  3. Jestem trochę cyborgiem – pół dzieciństwa spędziłam grając w gry komputerowe. Mój pierwszy “pecet” nie miał twardego dysku, odpalał się z dyskietki, za dźwięki służył PC Speaker zwany bzyczkiem, a za grafikę – czarno-bursztynowy Hercules. Później lubiłam zwłaszcza przygodówki i gry polegające na budowaniu czegoś, z genialnym Transport Tycoon na czele. Siedzę w internecie od dwunastego roku życia. Miałam też sztruksowe spodnie, ale informatykiem jakoś nie zostałam.
  4. Byłam harcerką i przez dwa lata miałam fioła na punkcie tych wszystkich zjazdów, złazów, zlotów, obozów i zbiórek w harcówce. Grałam na gitarze na niejednym festiwalu piosenki harcerskiej. Przy tym wszystkim nigdy nie zdobyłam żadnego stopnia, nie jarała mnie ta hierarchizacja, za to poznawałam całe rzesze przystojnych, pomocnych harcerzy i wieczorami po szkole przesiadywałam z koleżanką drużynową w hufcu. Miło wspominam “spirit” jaki panował pomiędzy tymi ludźmi. Klimat przyjaźni i współpracy. Ze świecą szukać czegoś takiego w krwiożerczym świecie wokół nas.
  5. Od piętnastego roku życia jestem wielką miłośniczką zielonego liścia i choć moja mama czytając te słowa rwie sobie włosy z głowy, i choć wedle wszelkiej propagandy powinnam już dawno leżeć w rowie ze strzykawką w żyle, to nic takiego nie nastąpiło.
  6. Mimo tego, że prawie nie jem mięsa, to moją ulubioną mięsną potrawą chyba na zawsze zostanie lazania po bolońsku, z wołowiną, na czerwonym winie, z dużą ilością beszamelu, zapieczona z serem. Pewnie, że rzadko ją jem, ale O MÓJ BORZE… :) Nie wyobrażam sobie też już nigdy nie zjeść pizzy i frytek. Co nie znaczy, że pragnę się nimi codziennie obżerać.
  7. Mam ponad 180 cm wzrostu, a dokładnie to nie wiem. Dostarczało mi to kiedyś wielu kompleksów, a obecnie tylko lekko mnie irytuje, gdy ktoś robi wokół tego wielkie halo. Prawie każdy mój chłopak był niższy ode mnie. Kiedyś jeden był ode mnie niższy o głowę. Nie przeszkadzało mi to.
  8. Zawsze łatwiej mi było nawiązywać kontakt z facetami niż z kobietami. Jest z nimi o czym gadać, są konkretni, szczerzy i mają ciekawe rzeczy w głowie. Kobiet się w pewnym sensie obawiam, nie potrafię ich rozgryźć. Kiedyś wierzyłam gorąco w przyjaźń męsko-damską i kilka razy zdarzyły mi się takie przyjaźnie. Wszystkie z hukiem się rozpadły, podejrzewam, że były to w większości zakamuflowane friendzone’y. O ja naiwna. Teraz to jakoś wyewoluowało i bardziej niż kiedyś doceniam kobiece plemię.
  9. Mój typ mężczyzny: luzacki, przyjacielski, sympatyczny z gęby i samodzielnie myślący. Nie robi na mnie wrażenia żaden Romeo, arcyksiążę z bajki obsypujący mnie komplementami i płatkami róż. Wolę raczej takiego, z którym można usiąść na osiedlowym murku i pogrążyć się w rozmowach o życiu. Jeśli ktoś próbował zaimponować mi grubością portfela czy marką samochodu, zabijałam go śmiechem. Nigdy nie nazwałam żadnego faceta MISIEM. Nie lubię misiów. Lubię mężczyzn z krwi i kości.
  10. Uwielbiam jamniki. Miałam w dzieciństwie dwa jamniki naraz. Pewnego dnia znów będę miała dwa jamniki. Są takie zajebiste, szczególnie kiedy biegną i przypominają literę S. Może jako eko-freak powinnam raczej uwielbiać kundelki ze schroniska – pewnie, szacun, ale ja już jestem stracona. Dla jamników. Mogą być ze schroniska.
  11. Lubię owady i pająki. Są zupełnie niedoceniane przez ludzkość. Kiedy widzę liszkę albo pajączka, od razu zaczynam się cieszyć i piszczeć z radości. Brzmi to dziwnie :D Bywam wobec nich agresywna tylko w obronie własnej. Wszyscy jesteśmy dziećmi natury – robaczki też.
  12. Kocham Łódź. To moje miasto! Lubię jego surowość, to, że nie jest proste w odbiorze. Lubię jego betonowe osiedla i szare, pocięte prostopadłymi nitkami ulic centrum. Z polskich miast mogłabym mieszkać jeszcze we Wrocławiu i Trójmieście, z europejskich – w Berlinie. Ale Łódź jest wyjątkowa i jedyna.
  13. Uwielbiam industrialne klimaty, a w Łodzi jest tego pełno. Chętnie włażę przez dziurę w płocie do opuszczonych fabryk i na miękkich nogach lezę na górę przez zwały gruzu, oddychając tym samym powietrzem, co dziewiętnastowieczni robotnicy. Niestety zbytnio obawiam się strażników, psów i cegieł spadających na głowę, by uczynić z urbexu jakiś istotny element mojego stylu życia. Zawsze jednak mam wielkie WOW, gdy widzę fabryki, i te stare, i te nowe, a gdy w zeszłym roku zwiedzałam elektrociepłownię, myślałam, że narobię pod siebie z wrażenia. (Dla dociekliwych dodam, że na szczęście nie narobiłam.)
  14. Najbardziej pasjonująca podróż, jaką w życiu odbyłam, to podróż na Boom Festival w Portugalii w 2010 roku. Nigdy nie zapomnę tych dwóch tygodni w utopijnej hippisowskiej krainie miłości i pokoju, z żarem lejącym się z nieba, wspaniałą muzyką, boskim programem artystycznym i dopiętą na ostatni guzik organizacją. Razem ze mną bawiło się tam 26 tysięcy ludzi z całego świata. Jeśli mielibyście wybrać jeden jedyny festiwal na świecie to polecam Boom.
  15. Na drugim miejscu są moje wakacje w Anglii w 2005. Przez dwa miesiące trochę pracowałam – trochę w pubie, trochę w fabryce na produkcji kanapek, a trochę bumelowałam. Wydarzyło się tam więcej, niż w Polsce wydarza się w przeciągu roku. Na koniec oczywiście okazało się, że mieszkaliśmy na dziko, bo jakiś Polak zrobił przekręt i wsadził nas do mieszkania bez wiedzy właścicieli, zabierając nasz hajs dla siebie. Zanim zdążyli nas wykurzyć, lato się skończyło i wracałam do Polski.
  16. Moje idealne wakacje to ja, cisza, bezruch… i morze. Jakiekolwiek, nawet Bałtyckie. Wiem, gdzie jest rajska plaża w pomorskiem, więc niepotrzebne mi tropiki do szczęścia :) Mogę siedzieć i patrzeć w wielki błękit bez końca. Potrzebuję takiego restartu raz do roku. Intensywne podróżowanie i przeżywanie to jedno – też to uwielbiam – a bycie nad morzem to drugie.
  17. Moje marzenia podróżnicze to: zobaczyć wschód słońca w Goa w Indiach, w ogóle zobaczyć Indie, zwiedzić USA, wylegiwać się na jachcie w Chorwacji, objechać Europę kamperem z dzieciakami, koniecznie zahaczając o Disneyland. Właściwie mogłabym pojechać wszędzie. Każdy wyjazd, nawet do lasu pod namiot, jest spełnieniem moich marzeń. Lubię odkrywać.
  18. Jestem dowodem na to, że związki na odległość nie muszą być z góry skazane na porażkę. Cała filozofia to zamieszkać pod jednym dachem w odpowiednim momencie – nie za szybko, by się wzajemnie nie wystraszyć, ale i nie za późno, by się nie zniechęcić czekaniem nie wiadomo na co. Zaraz.. czy tak nie jest z każdym związkiem?
  19. Byłam kiedyś zaręczona, ale mężatką nie zostałam. Obecnie boję się małżeństwa jak jasny gwint. Znam tylu rozwodników, że szok, i wszyscy oni przechodzili przez piekło. Brak ślubu obniża ryzyko rozwodu do zera. Mam nadzieję, że mi się ta cyniczna postawa kiedyś zmieni, choć białego welonu nie będzie.
  20. Wiem, jak to jest łączyć pracę zawodową z życiem prywatnym i pracować z partnerem życiowym. Ma to full minusów, ale nie przesłaniają one plusów. Najtrudniej jest wybadać ten moment, w którym zażarta dyskusja o pracy przeobraża się w zupełnie prywatną kłótnię. Największy plus to ekstra kop energii, który dają wspólne sukcesy, no i jasna sytuacja z kasą :)
  21. Skończenie studiów zajęło mi dwanaście lat. Najpierw było pół roku na polonistyce – miałam nadzieję, że nauczę się tam pisać. Ta, eheś. Chyba czytać Chrestomatię Staropolską (polecam masochistom i przyszłym nauczycielom polskiego). Później anglistyka, przetykana licznymi urlopami, powtórkami semestrów, kilka lat zawiechy, a na koniec zdobycie wcale nie tak upragnionego, ale zaległego dyplomu niczym forma rozrachunku z demonami przeszłości. Z tego płynie lekcja, by nie zaczynać tego, czego nie chce się skończyć, nawet gdy cała rodzina grzmi i ciska piorunami z oczu.
  22. Nie umiem się podlizywać i słodko gruchać, przez co zawsze miałam przesrane u wszelkiego rodzaju przełożonych. Zawsze byłam tą, co robi swoje, nic nie mówi, a później obrywa, bo inni się podlizywali, a ona nie. Nieżyciowe? Możliwe, że życie już dawno powinno mnie zeżreć, ale jakoś jeszcze tego nie zrobiło. Za to jeśli już coś mówię, to przynajmniej wiadomo, że to szczere. A nie mam kłopotu z mówieniem miłych rzeczy, jeśli coś mi się podoba.
  23. Nienawidzę przymusu i nacisku, jeśli w ogóle można powiedzieć, że czegokolwiek nienawidzę. Mam w sobie wtedy taki opór, że nawet gdybym sama z siebie chciała to coś zrobić, to nie mogę. Rzuciłam kiedyś nawet robotę z tego powodu. Za to łatwo mnie namówić do zrobienia czegoś przedstawiając mi korzyści i przekonując, że leży to w moim interesie. To takie proste.
  24. Na kilka lat utknęłam na mieliźnie zawodowej. Nigdy nie czułam się tak zapędzona w ślepy zaułek, jak wtedy, a że moje poczucie własnej wartości pełzało wtedy w okolicach tysiąca metrów pod poziomem morza, to i wydostać się stamtąd nie miałam jak. Myślałam, że to się nigdy nie skończy, a tu proszę. Wszystko się kiedyś kończy.
  25. Byłam kilka lat w związku przemocowym, w którym poznałam najmroczniejszą stronę człowieczeństwa. Być może jest to odważne wyznanie, ale teraz mam już spory dystans do tego. Trochę zajęło mi podnoszenie się po tym doświadczeniu, jednym z najważniejszych w moim życiu. Teraz naprawdę mało co jest mną w stanie wstrząsnąć.
  26. Mam większe niż przeciętna kobieta ciągoty do alkoholu i był czas, że potrafiłam naprawdę solidnie wypić. Wiem też, jak to jest topić w alkoholu smutki. Ocknęłam się, kiedy zaczęło się to robić niebezpieczne – 70-godzinna popijawa to już nie jest wesoła imprezka dla szalonych przyjaciół – i na szczęście udało mi się na dobre pożegnać te zwyczaje. Obecnie nie pogardzę dobrym piwkiem, najchętniej regionalnym, na łonie natury lub w klimatycznej knajpie, i czerwonym winem w towarzystwie dobrej kolacji.
  27. Przez pewien czas żyłam w mieszkaniu bez ciepłej wody, bo jakoś nie potrafiłam zdobyć się na to, żeby ją założyć. O mojej łazience, w której zawsze kapała woda, krążą do dziś miejskie legendy. W pokoju ze ścian zwisały strzępy tapet, a z podłogi wychodziły drzazgi. W kuchni od sufitu odłaziły strzępy farby, kładzionej w latach osiemdziesiątych. Mimo tego byłam szczęśliwa w tym gniazdku, bo to naprawdę pozytywny domek. Teraz jest już po remoncie i nareszcie moi znajomi mogą przestać się obawiać, że podczas wizyty w łazience jakiś narkoman wyjdzie zza rury, wbije im strzykawkę z HIVem i wciągnie ich do odpływu w wannie.
  28. Przeszłam już przez wszystkie kolory włosów, były kruczoczarne, kasztanowe, rude, jasnobrązowe i blond.W każdym kolorze jest mi dobrze, byleby tylko miał ciepły odcień. Z długością też bywało różnie. Fryzura to coś, z czym wyjątkowo lubię eksperymentować, a że włosy mam podatne na układanie, więc mogę się na tym polu swobodnie wyżyć.
  29. Mam cienie do powiek we wszystkich kolorach tęczy i uwielbiam się nimi bawić. Nie przeszkadza mi kompletnie brak okazji, w dni powszednie i od święta pomykam po mieście epatując nasyconym pomarańczem, jaskrawą zielenią lub wszystkimi odcieniami niebieskiego od turkusu po granat. Tylko kiedy nie mam czasu, decyduję się na beżowy no-makeup. Nie przeraża mnie też wyjście na dwór bez makijażu – jedyne co, to przypudrować się muszę, bym nie wyglądała jakby właśnie wypuścili mnie ze szpitala po ciężkiej chorobie.
  30. Mam chyba z pięć par trampków Converse i muszę się bardzo pilnować, żeby nie kupować następnych. Uwielbiam je, są dobre do wszystkiego. Nie mam za to szpilek. Trochę nawet próbowałam chodzić w butach na obcasie, ale koniec końców czułam się w nich zbyt mało mobilna i jakaś taka bezradna. W trampkach mocniej stoję na ziemi.
  31. Moją ulubioną marką dżinsów jest Diesel, są to najlepiej skrojone spodnie ever. W dodatku jako jedyne mogą być na mnie za długie, a ja uwielbiam za długie dżinsy. Na drugim miejscu jest Levi’s, te dla odmiany są najtrwalsze, nie do zdarcia naprawdę. Mam jedne czarne levisy kupione chyba z siedem lat temu, sprane, złachane, ale w całości, i wciąż w nich chodzę. W tym czasie zajechałam już chyba ze trzy pary diesli.
  32. Kiedy czytam, wącham papier, szeleszczę nim i bawię się tą książką wszystkimi zmysłami. Czytniki może i są praktyczne, ale nic nie zastąpi papierowej książki. Zawsze czytałam masę książek. Nadal tak jest – czytam średnio jedną na tydzień, nie wiem, skąd biorę czas, ale po prostu tak je pożeram. Lubię powieści psychologiczne, hard scifi, poradniki, egzotyczną literaturę z dalekich zakątków świata. Nie lubię sztuki dla sztuki, przeintelektualizowania i gdy akcja nie trzyma się kupy.
  33. Z czasopism lubię Sens, Zwierciadło, Charaktery i Wysokie Obcasy. Pozostałych kolorowych magazynów nie zdzierżę. Praktycznie nie ma w nich nic ciekawego dla mnie. Już prędzej poczytam Politykę czy Angorę, lubiłam też Przekrój.
  34. Lubię chodzić do kin studyjnych, gdzie pachnie zamierzchłymi czasami, i oglądać dziwne offowe filmy. Takie zwykłe, hollywoodzkie, też lubię, pod warunkiem, że nie są to amerykańskie romkomy z Julią Roberts. Nie trawię też sensacji i nie przepadam za kryminałami. Pozostałe wszystkie łykam. Doceniam takich popularnych reżyserów jak von Trier, Lynch, Almodovar, z polskich Smarzowski.
  35. Lubię każdą dobrą muzę, ale moją ulubioną będzie na zawsze muzyka elektroniczna. W ciągu ostatnich dwudziestu lat zwiedziłam większość jej zakamarków, począwszy od popularnego w Łodzi oldskool/happy hardcore, przez drum’n’bass i inne breakowe nuty, electropop, funky house i acid tekno, psytrance we wszystkich odcieniach, aż po ambient, w którym ostatecznie się rozpuściłam niczym w nirvanie.
  36. Nie mam w domu telewizora, za to od zawsze stoi wzmacniacz podpięty do kompa i para głośników. Doceniam dobrą jakość dźwięku, uwielbiam czyste soprany i głęboki, solidny bas. Muzyka otacza mnie przez kilka godzin dziennie. Pewnego dnia kupię sobie audiofilski zestaw za sto tysi, choć możliwe też, że zamiast tego zainwestuję w estradowy soundsystem, pod którym moje dzieci będą skakać do swojej dziwnej i znienawidzonej przeze mnie muzyki.
  37. Nigdy nie chodziłam na dyskoteki, tamtejsze rytuały godowe są dla mnie przerażające, tamtejsza muzyka również. Za to już w wieku czternastu lat suszyłam mamie głowę, by puściła mnie na imprezę z “moimi” dźwiękami, które znałam niestety tylko z jakiejś zajechanej kasety magnetofonowej. Gdy parę lat później w końcu zaczęłam bywać na tych imprezach, było to jak spełnienie moich największych marzeń i tak mnie to wciągnęło, że spędziłam na klubowym parkiecie kolejnych dziesięć lat.
  38. Lubię zamknąć oczy podczas tańca i poczuć natchnienie poruszające moim ciałem za mnie. Nigdy nie poznałam kroków żadnego konkretnego tańca, to jeszcze przede mną, natomiast uwielbiam właśnie ten duchowy aspekt tańca, to, jak można w nim zgrać się z muzyką i stać się nią. Taki taniec przez godzinę bez przerwy jest jak trans.
  39. Lubię leżeć na trawie, przyklejona plecami do powierzchni naszej planety, i pędzić przez kosmos razem z nią. Latem mogłabym spędzać każdą wolną chwilę na łonie natury. W otoczeniu zieleni oddycham pełną piersią, uciekam do niej od zgiełku i kurzu wielkiego miasta, regeneruję się i wspomagam swoje siły witalne, kiedy tylko mogę.
  40. Miałam kiedyś fazę na podróże astralne i świadome śnienie. O ile to drugie jest dość proste, to w pierwszej kwestii poprzestałam jednak na relacjach moich różnych znajomych, którzy mieli więcej szczęścia ode mnie. Na koniec stwierdziłam, że to wszystko powoduje tylko rosnące oderwanie od rzeczywistości, a nie daje szczęścia ani konkretnej wiedzy przydatnej w świecie fizycznym, i póki co porzuciłam temat.
  41. Zaliczyłam kilka mocarnych podróży psychodelicznych. Stopiłam się ze wszechświatem w bezcielesnym, bezczasowym bycie, porzuciłam ego, poznałam najgłębszy, matematyczny porządek rzeczy i nasze miejsce na tym świecie, a do tego naoglądałam się takich widoków, jakie może stworzyć tylko Bóg i moja własna głowa. Zawiodło mnie to swego czasu na manowce, ale też miało potężny wpływ na to, kim obecnie jestem.
  42. Swego czasu uwielbiałam rozmowy filozoficzne, na temat struktury Wszechświata, fizyki kwantowej, religii, istoty naszej świadomości i tak dalej. Mogłam tak nadawać przez cała noc aż po świt. Przeszło mi, gdy zorientowałam się, że takie gadki niestety nic nie dają. To takie stroszenie piórek, tyle, że w filozoficznym i górnolotnym wydaniu. Nikt nikogo i tak nie przekonał, a za to każdy poczuł się tak mądry i oświecony, że hej. Wymiana poglądów – ujdzie. Dyskusje są bezcelowe. Lepiej działać, niż gadać.
  43. Ćwiczyłam przez rok taoistyczne tai chi i miło to wspominam. Mimo, że to rozrywka raczej dla ludzi po pięćdziesiątce. Bezgłośny, powolny i bardzo precyzyjny taniec rozciągający i wzmacniający całe ciało. Czułam się po nim jak po masażu, rześka i pełna energii. Przestałam, bo mi się znudziło.
  44. Nie jestem religijna, jestem wielką przeciwniczką zinstytucjonalizowanej religii. Nie można też powiedzieć, że jestem wierząca, ponieważ swój światopogląd opieram na doświadczeniu, nie na wierze. Z całą pewnością nie zaliczam się jednak do twardogłowych racjonalistów odrzucających całą duchowość jako dziecinne bajdy. Jak ważna jest dla mnie duchowość, widać po blogu. Najwyraźniej tylko szufladki nie są dla mnie.
  45. Buntownicza natura skłania mnie do zadawania zbyt wielu pytań i bardzo sceptycznego podejścia do świata, a zwłaszcza nieufności wobec wszelkiego rodzaju dogmatów i niechęci do status quo. Może mam przez to pod górkę, może łatwiej byłoby iść przez życie tak, jak wszyscy… wątpię. Moje poszukiwania zawiodły mnie w wiele miejsc niedostępnych zwykłym oglądaczom Polsatu i chwała im za to.
  46. Jestem introwertyczką, i to nieśmiałą, choć lubię otaczać się ludźmi. Potrzebuję czasu, żeby się otworzyć, a podczas konfliktu potrafię się błyskawicznie zamknąć w sobie. Kiedy już się wyluzuję, to jest zupełnie inaczej, w gronie bratnich dusz czuję się naprawdę swobodnie i mogę spędzać z nimi dużo czasu, ale w obliczu dużej grupy nieznajomych ludzi robię się zupełnie malutka i chowam się we własnej kieszeni, czekając, aż sobie pójdą.
  47. Jestem bardzo emocjonalna. Chyba nigdy nie nauczę się tak naprawdę kontrolować swoich emocji. Mimo tego mam do nich spory dystans, po prostu pozwalam im być. Wciąż się uczę robić tak, by bliskim nie obrywało się rykoszetem :) Czuję się pod tym względem stuprocentową babą. Choć dążę do równowagi, moje serce wciąż wygrywa z rozumem i dobrze, bo ilekroć odrzucałam podszepty intuicji – odbijało mi się to czkawką.
  48. Kiepsko idzie mi nawiązywanie kontaktu z cudzymi dziećmi, za to swoje chciałabym mieć jak najszybciej. Dziecko to dla mnie dorosły w pigułce, nie tiutiam i nie zdarza mi się postradać zmysłów na widok niemowlaka. Lubię za to obserwować dzieci i myśleć, kto z nich wyrośnie.
  49. Na starość wyobrażam sobie siebie jako energiczną, długowłosą babcię (dlaczego starsze panie zawsze muszą mieć krótkie włosy?), ćwiczącą jogę w ukwieconym sadzie pod swoim domem. Nie przeraża mnie to, że stracę urodę, nie mam też żadnych rozkmin typu że ja to zawsze będę żyć jak dwudziestolatka i nigdy się nie zestarzeję. Każdy wiek ma swoje plusy.
  50. Po śmierci chcę, żeby mnie rozsypano gdzieś nad jakimś zielonym gajem. Lub jeszcze lepsza opcja: by na moich prochach wyrosło drzewo. Może przełamuję jakieś tabu, jeśli tak to sorry, dla mnie śmierć to bardzo naturalna sprawa, każde narodziny ją gwarantują. Byle dotoczyć się do grobu w jednym kawałku i nie za szybko.

Udało Ci się przeczytać? No, to gratuluję – bo ja to cały dzień pisałam. Prawdziwa autobiografia mi wyszła.

Będzie mi miło, jeśli również podzielisz się ze mną ciekawymi rzeczami o sobie – nie musi być 50. Może coś nas łączy? Lub może przeciwnie, mamy zupełnie różne doświadczenia w jakiejś kwestii? Świat jest pełen przyciągających się przeciwieństw, dzięki temu jest tak soczyście barwny.

Skoro już tu jesteśmy… to się poznajmy.
Dorota jestem :)

19 Comments

  1. Avatar
    March 19, 2015
    Reply

    Miałam krótką przygodę z ambientami, nie jest to typ muzyki, jaki mogę słuchać na co dzień ale raz na jakiś czas do nich wracam :)

  2. Avatar
    March 19, 2015
    Reply

    Wow, bardzo fajny pomysł na post i w dodatku porządnie zrobiony, po przeczytaniu stwierdzam że zostaję tu na dłużej, pozdrawiam!

  3. Avatar
    March 19, 2015
    Reply

    Dominika. Nigdy nie próbowałam palić papierosów. Mam fioła na punkcie herbaty, zdrowego jedzenia i bujania w obłokach. Niewierząca. Sama, ale nie samotna. Powoli przestaję się zastanawiać czy kiedykolwiek poczuję instynkt macierzyński. Mam problem z zagnieżdżeniem się w jednym miejscu na dłużej, lecz wciąż próbuję. Czytam Cię od niedawna :)

  4. Avatar
    n
    March 19, 2015
    Reply

    pod dziewięcioma punktami mogłabym się całkowicie podpisać;)

  5. Avatar
    March 19, 2015
    Reply

    A propos gier i rozsypywania prochów oraz drzew;) O ile dobrze kojarzę to w Dragon Age elfy właśnie w taki sposób chowały swoich zmarłych. Każde ciało miało stanowić życie dla kolejnego drzewka.

  6. Avatar
    March 19, 2015
    Reply

    Też zawsze zastanawiam się, czemu starsze panie mają krótkie włosy. Chyba każdy z nas mógłby o sobie napisać ciekawą książkę np. psychologiczno-kryminalny romans dla aktywnych. Jogę ćwiczę od 15 lat ,sama zaczęłam, sama poznawałam. Tylko w ciąży korzystałam z lekcji. Taki ze mnie typ, że wolę sama, po swojemu. Studiowałam bohemistykę (czyli wszystko co czeskie kocham bezwarunkowo),ale zdawałam też maturę (starą) na medycynę i rybołówstwo. Wszędzie się dostałam. A mogłam być rybakiem…

  7. Avatar
    March 19, 2015
    Reply

    Pod punktem 9 podpisuje się obiema rękami i nogami, a co!
    I jest coś co nas łączy, a czego nie wiedziałam…ja również jestem z Łodzi ( i gdzieś w sercu obok naszego miasta, także leży Wrocław;))

  8. Avatar
    March 19, 2015
    Reply

    Kilka punktów nas łączy. Pewnie bylo by ich więcej gdyby nie mój słomiany zapał do wszystkiego, np. Tai chi. Chyba nie było mi pisane mimo zakupionych lektur na ten temat. :)

  9. Avatar
    March 19, 2015
    Reply

    Widzę tak dużo punktów wspólnych, że aż nie wiem co napisać…

  10. Avatar
    March 19, 2015
    Reply

    “Mam większe niż przeciętna kobieta ciągoty do alkoholu” – mam to samo!

  11. Avatar
    March 20, 2015
    Reply

    Jamniki! Najlepsze psy – małe, a z charakterem :) I też wolę książki papierowe, bo uwielbiam je wąchać, przewracać strony, a po przeczytaniu gromadzić na półkach.

  12. Avatar
    March 21, 2015
    Reply

    Rzuć go i wyjdź za mnie! Słuchając ambietntu poczytamy razem Secret Service’y z mojego archiwum!

    Chociaż… no nie, jednak nie, converse jest dla mnie zbyt poshy, noszę trampki z Deichmanna :]

  13. Avatar
    March 23, 2015
    Reply

    Na Twojego bloga trafiłam dopiero dzisiaj ale tak czytając Twoje “wyznania” doszłam do wniosku, że jestem straaaasznie do Ciebei podobna ;) Sama spędziłam pół dzieciństwa przed kompem, studiuję już 7 lat ale jeszcze nie skończyłam więc kto wie (zresztą właśnie staram się zdobyć mgr z anglistyki ;)), kolory włosów na głowie miałam wszystkie łącznie z niebieskim, różowym, zielonym, czarnym i białym (który mam właściwie teraz), też łatwiej mi zawsze było nawiązywać konakty z facetami ale prowadzić firmę czy pracować ze swoim partnerem – nie wyobrażam sobie :) Z festiwali od dawna ciągneło mnie na Ozorę ale o Boom nigdy nie słyszałam, Portugalia jest na mojej liście marzeń więc może uda mi się to kiedyś jakoś połączyć :)

    Poza tym właśnie przeprowadziłam się z mieszkania, w którym nie było ciepłej wody (po roku) a ciągoty do alkoholu też miałam zawsze większe niż powinnam ale teraz staram się na swojej drodze do bycia zdrowszym ograniczyć. Łączy nas też 35, 40, 41 i 42. W sumie to nie wiem czemu tak się rozpisałam ale jakoś się jaram ;)

    • Avatar
      March 23, 2015
      Reply

      No, faktycznie tego sporo:)

  14. Avatar
    March 23, 2015
    Reply

    Dopiero dziś przeczytałam post, ale bardzo mi się podoba jego formuła:) ja też lubię tańczyć z zamkniętymi oczami i przebywać na łonie natury. I mam podobnie z facetami – nabawiłam się alergii na tych, którzy szpanują i sypią komplementami. Zdecydowanie przychylam się do typu, jaki opisałaś :) A punkt 46 – mam wrażenie, że jest o mnie :)

  15. Wyszła z tego niezła biografia! Nie będę liczyć ile punktów nam się zgadza, ale no… czuję jedność :)
    Fajnie dowiedzieć się o Tobie więcej.

  16. Avatar
    Alicja Liddell
    July 25, 2015
    Reply

    Nie podpisałabym się jedynie za jamnikami i ośmioklasą – jestem z pierwszych roczników eksperymentalnych (87′)… a reszta no toćka w toćkę. Nawet te siedzenie przed kompem od małego, ja miałam schnaidera i grałam w prince of persia albo pisałam opowiadania w notatniku (tabulator sie nazywał, nie wiem czemu), niemal ten zapach lata poczułam, które to przebimbałam przy kopie. Na coś mi się zdało, bo teraz w ten sposób pracuję (nie na bimbaniu w grach, ale tak ogólnie, siedzeniu przy nim, choć mama mi mówiła, że komputer mi jeść nie da, o jakże się myliła :P), mogę się podpisać również za niechęcią do obcych dzieci ale tęsknotą za własnym (który będzie, mam nadzieje) i toksycznym związkiem, zakończonym rozwodem i “przyrzeknięciem” sobie, że nigdy więcej żadnych kurna welonów; polonistyka i różne perypetie ze studiami; podróże psychodeliczne i odkrycie, że każde oklejenie ideologii do byle pierdnięcia jest bezsensowne bo liczy się działanie… i ambient, który codziennie wieczorem usypia mnie…

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *